U nas ciągle majówka, bo dziś bank holiday, czyli wszyscy mają wolne. Oprócz mnie, bo zgodziłam się dziś przyjąć klienta/pacjenta, w ciągu roku jest 10 poniedziałkowych dni wolnych i trochę to zaburza pracę.
Wstałam trochę zła, bo znowu mam czerwone oczy doświadczalnych królików, i to nie od narkotyków jak śpiewał klasyk. I do tego czerwone swędzące placki na twarzy, przeglądam zatem w pamięci, co wczoraj był spożywane i znajduję potencjanego winnego w postaci musztardy (kwas cytrynowy). Mogły to być jeszcze truskawki.
Te cyrki ze skórą to napewno nie menopauza, bo po pierwsze jeszcze nie mam, po drugie zawsze, od kiedy pamiętam, miałam dziwne alergie.
Kiedyś lata temu w Pl zrobiłam sobie testy skórne w Instytucie Alergologii i wyszło mi uczulenie na wszystko, co tam mi podali, oprócz pleśni:D (dokładniej: Aspergillus) Czyli białko jaja, truskawki, brzoza, żyto, polopiryna i sama nie wiem co jeszcze, bo było ich ze dwadzieścia, sam nie wiem co się tam jeszcze zmieści, jak pisał inny klasyk. Nie duża alergia, nie zagrożenie życia, ale upierdliwe czerwone swędzące placki, okresowo oczy królika i ogóle poczucie niefajności. Trzydzieści lat temu odczulałam się na pyłki traw i żyto, trwało to parę lat i pomogło, to znaczy dziś nie umieram od kataru, tylko trochę mnie nos swędzi.
Mam alergie pokarmowe (np orzechy, najbardziej włoskie, niestety, nialko jaja kurzego, ale to olewam, bo nie mocno, truskawki, też czasem olewam), wziewne (pyłki traw, brzozy, żyta) i kontaktowe (nikiel! nie mogę nosić żadnych zegarków).
Ale największym odkryciem uczuleniowym, za pomocą którego jakość mojego życia wskoczyła na inny poziom, jest zdemaskowanie …isothiazolinone, konserwanta, który jest dodawany masowo do płynów do mycia naczyń, mydeł w płynie, szamponów, balsamów do włosów, nawilżanych chusteczek dla niemowląt, farb do ścian, klejów i tak dalej. Jest dużo badań o szkodliwości tej substancji, ale została zakazana na razie tylko w kosmetykach które zostają na skórze, czyli np. kremach, ale dalej można jej używać np. w mydle w płynie. Skutkiem czego albo a) nie mogę myć rąk w pracy i toaletach publicznych albo b) muszę nosić w torebce moje własne małe mydełko i zostać oficjalnie panią wariatką (mamy toalety na uczelni wspólne ze studentami).
…Isothiazolinone (MI) odkryłam kiedy zamieszkaliśmy w naszym nowo kupionym i pomalowanym domu. Zaraz po tym, jak się wprowadziliśmy zaczęła mnie piec i swędzieć twarz i oczy i nie przestało przez pół roku: pół twarzy, powieki, oczy, skóra głowy, a skóra na rękach zaczęła pękać. Trafiłam wtedy przypadkiem na stronę STOP methyloisothiazolinone i wszystko nagle wskoczyło na miejsce: MI było w moim szamponie, odżywce do włosów, płynie do mycia naczyń i FARBIE KTÓRĄ POMALOWALIŚMY CAŁY DOM. Po pól roku farba się wywietrzyła, a ja wywaliłam wszystkie produkty z MI i od tej pory nabożnie sprawdzam etykietki i nie używam, jeżeli coś ma MI w składzie, co czasem nie jest proste. Przestała mnie siedzieć skóra głowy i zeszla mi egzema z rąk, ktora mialam od zawsze. Na przykład zwykłe płyny do mycia naczyń wszystkie mają jakieś MI, jak ten, co mi kupił synek ostatnio, bo nam się skończył nasz płyn:
Od trzech dni z tego względu naczynia myje Mi, mam dobrą wymówkę.
Z alergiami największy problem to jest to, iż to niestety nie jest rzecz statyczna, to znaczy, iż można się uczulić na coś, na co nigdy wcześniej się nie reagowało. Tak u mnie na przykład jest z awokado – jadłam sobie jadłam ze smakiem, bardzo lubiłam, aż nagle prawie dostałam zapaści w domu, potem sobie znowu spróbowałam maluteńko, na czubeczku noża i ścięło mnie na na dobre – byliśmy akurat ze znajomym w ogrodzie botanicznym, wzięłam gryza buły z sosem z awokado, położyłam się na trawniku i nie wstałam przez trzy godziny, serce mi nawalało i było mi słabo. Mąż się pytał, czemu próbowałam, no ale wiadomo czemu: tylko eksperyment prawdę ci powie.
A teraz wychodzi na to, iż muszę przeprowadzić śledztwo w sprawie kwasku cytrynowego, bo coś mnie wyraźnie dręczy od miesiąca, a nic innego mi nie przychodzi do głowy, no, może oprócz truskawek.
Z tego wszystkiego, kiedy już znajdę krem który mi dobrze robi na twarz, nawilża i łagodzi i NIE PODRAŻNIA, to się go trzymam wręcz fanatycznie, no chyba, iż się uczulę;D
Zastanawiałam się skąd u mnie te wszystkie alergie – na pewno mam skłonności rodzinne, bo mama też miała egzemę na rękach, dlatego to tato prał nasze pieluszki, ale najbadziej chyba to dały mi po garach antybiotyki. Jako niemowlak spędziłam pół roku w szpitalu, gdzie zarazili mnie bakterią szpitalną – dokładniej gronkowcem złocistym, którą potem leczyli seriami przeróżnych antybiotyków, a teraz mamy mocne dowody, iż antybiotyki, szczególnie przyjmowane we wczesnym dzieciństwie, są związane z późniejszym wystąpieniem alergii i astmy. W ogóle w tych latach 70tych to się nie przejmowali antybiotykami – walili równo, z czymkolwiek przyszło się do lekarza pediatry, zawsze wychodziło się z receptą na antybiotyk.
Ps. Zapomnialam oczywiście o kocie, psie, chomiku i śwince morskiej – na szczęście mamy żółwia, na żółwie nie mam.









