Nie poznawałem mojej żony. Nie byłem w stanie zrozumieć, co się z nią dzieje. Jadwiga zawsze dbała o porządek, gotowała, prasowała, a teraz przestała wykonywać swoje codzienne obowiązki. Delikatnie zapytałem, o co chodzi, a ona odpowiedziała:
Tyle lat wam usługuję, może już czas, żebym i ja trochę odpoczęła!
Miałem wrażenie, iż coś przede mną ukrywa. Przez chwilę pomyślałem nawet, iż może kogoś sobie znalazła, więc zacząłem sprawdzać jej rzeczy. I wtedy, w torebce Jadwigi, natrafiłem na jakiś dziwny list.
Nie poznawałem jej już od jakiegoś czasu co się z nią dzieje? Przecież przez siedemnaście lat naszej wspólnej drogi zawsze była pogodna, cierpliwa i nigdy nie tworzyła konfliktów ani nie miała przede mną tajemnic. Dlatego właśnie wybrałem ją na żonę. Codziennie szykowała rano owsiankę albo jajecznicę, wracała z pracy i od razu zabierała się do przygotowania kolacji. W niedziele prasowała dokładnie piętnaście koszul po jednej na każdy dzień dla mnie i naszych dwóch synów, chociaż im wystarczały po dwie-trzy. Nigdy nie udało mi się ich przekonać do takiej dbałości o siebie, jaką ja wyniosłem z domu.
Tymczasem już drugi tydzień jedliśmy na śniadanie płatki z mlekiem albo kanapki, i to robione przez nas samych. Na kolację zwykle czekały na nas resztki z obiadu poprzedniego dnia, a bywało też tak, iż Jadwiga zostawiała tylko kartkę: Wracam po dwudziestej pierwszej, ugotujcie pierogi.
Na początku zwalałem wszystko na konferencję, jaką organizował jej instytut w Warszawie. Ale konferencja minęła, a rutyna nie wróciła.
Spróbowałem jeszcze raz delikatnie zapytać, o co chodzi. Jadwiga spojrzała na mnie poważnie:
Przecież mam prawo do swojego życia, czy nie? Tyle lat dbam o was, mogę przez chwilę pomyśleć o sobie!
Oczywiście, masz pełne prawo, odpowiedziałem spokojnie.
Chciałem zapytać, ile będzie to chwilę trwało, ale zabrakło mi odwagi. Tymczasem Jadwiga dalej znikała: kino, teatr, wystawy Niepokoiło mnie szczególnie to, iż w jej garderobie pojawiły się dość odważne sukienki, a rano malowała rzęsy i usta, zamiast szykować śniadanie. Zacząłem podejrzewać, iż może ktoś zawrócił jej w głowie.
Czułem się winny, iż tak myślę, ale niepewność nie dawała mi spokoju. W końcu zacząłem sprawdzać jej telefon, rachunki na karcie, przeglądałem choćby zawartość torebki. W jej wewnętrznej kieszeni znalazłem list lekko już zużyty i wyblakły, wyraźnie czytany wiele razy. Typowy list miłosny, pełen głębokich słów. Jadziu, tak bardzo za Tobą tęsknię, nie umiem znaleźć słów, by opisać, jak ciężko czekać na nasze spotkanie. Wszędzie słyszę Twój głos, szukam Twojego uśmiechu.
Nie było to miłe do czytania. Wyglądało na to, iż ten romans trwa od dawna list jest stary, wymięty. Bolało mnie to szczególnie, bo jeżeli to coś krótkiego, pewnie bym zrozumiał, ale taka tajemnica? Czy całe nasze małżeństwo to była iluzja?
Chodziłem trzy dni jak struty, coraz bardziej pogrążając się w przygnębieniu. Liczyłem w myślach wszystkie sytuacje, w których mogłem zdradzić żonę, ale tego nie zrobiłem Po trzech dniach w końcu nie wytrzymałem.
Wiem wszystko, powiedziałem ponuro.
Co wiesz? zapytała, lekko zaskoczona.
Brzmiała spokojnie, tylko odrobinę zdziwiona, ale nie dałem się zwieść czytałem ten list, nie mogło być pomyłki.
Masz kogoś, nie pytałem, raczej stwierdziłem.
Jadwiga roześmiała się.
Co ty za głupoty gadasz, Piotrze. Chyba nie mówisz serio?
Gdyby się rozpłakała, przyznała, pewnie byłoby mi łatwiej, ale tak tylko mnie to rozjuszyło.
Czytałem ten list! powiedziałem stanowczo. Przecież nie pisze się takich rzeczy komuś obcemu: nie mogę się doczekać dnia, kiedy znowu będziemy razem, naszym duszom pisane jest iść razem przez resztę istnienia tego świata Fuj, zakląłem pod nosem.
A Jadwiga nagle parsknęła śmiechem, co tylko podsyciło moje rozdrażnienie.
Naprawdę uważasz, iż sobie kogoś znalazłam? zapytała z rozbawieniem.
A ty? odburknąłem.
Patrzyłem na nią spode łba, ciężko oddychając.
Czyli grzebałeś w mojej torebce?
Tak.
I czytałeś tego list?
Tak.
I nie poznajesz swojego pisma?
Jak to? Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej słów.
Napisałeś ten list do mnie sam! Byłeś wtedy w delegacji w Katowicach, a ja zostałam sama z Szymkiem. Już sobie przypomniałeś?
Naprawdę sądzisz, iż nie poznałbym swojego charakteru pisma? Ja bym takich rzeczy nie napisał!
Jadwiga westchnęła, wyjęła z szafy pudełko, które postawiła na łóżku. Wyciągnęła z niego kopertę i podała mi ją.
Proszę. Wtedy miałeś kontuzję i pisałeś lewą ręką.
Spojrzałem na kopertę: rzeczywiście, moje imię, inny adres, ale pismo jakby nieznajome. Dość mgliście przypomniałem sobie, jak kiedyś zwichnąłem rękę na budowie w Gdańsku To było wtedy?
Po co nosisz ten list ze sobą? zapytałem ponuro.
Psycholog mi kazała, odpowiedziała spokojnie.
Psycholog?
Tak, Piotrze. Po prostu mam już dość. Całe życie służę wam, trzem mężczyznom. Odkąd urodził się Szymek, nie mam życia dla siebie. choćby nie zawsze słyszę od was podziękowanie! Kwiaty dostaję tylko na ósmego marca, a kiedy ostatnio powiedziałeś mi, iż mnie kochasz? Zapomniałam już, jak to brzmi. A ja jestem jeszcze kobietą, nie starą kobietą! Mówię szczerze: czasem myślę o rozwodzie. Ale mamy dobrą rodzinę i to doceniam. Poszłam więc do specjalisty. Daje mi różne wskazówki, a ja ich próbuję.
To wyznanie mnie zaskoczyło. Rozwód? Takie myśli ją dręczyły?
I pomagają te porady? zapytałem.
Bywa, uśmiechnęła się smutno.
A listy?
Mają mi przypominać o naszej miłości.
Pokiwałem głową. Musiałem to wszystko przemyśleć. Wyszedłem na balkon. Już nie wracaliśmy do tej rozmowy.
***
Rano, kiedy Jadwiga wstała, w domu panował nietypowy harmider i pachniało wanilią. Nie mogła zrozumieć, co się dzieje, aż weszła do kuchni.
Starszy syn smażył jajecznicę. Młodszy rozkładał na talerzyki serniczki. Na stole stał wazon z jej ulubionymi goździkami.
Co się dzieje? spytała zaskoczona.
Dzień dobry, mamo, powiedział młodszy. Napijesz się kawy czy herbaty?
Jadwiga nie mogła uwierzyć własnym oczom, ani uszom.
Kawy odpowiedziała.
A na śniadanie wolisz serniczki czy jajecznicę?
Serniczki
Nie było nigdzie Piotra, ale wiedziała, iż to jego sprawka. Gdy zjadła pierwszy kęs, wszedł mąż. Podał jej złożony arkusz papieru.
Dzień dobry, kochanie!
Co to jest? spytała.
Nowy list uśmiechnął się. Może rzeczywiście pomoże.
Uśmiechnęła się do niego i od tego dnia wszystko się zmieniło. Oczywiście, nie codziennie czekały ją takie śniadania, bo cuda nie zdarzają się codziennie. Ale czasem. I do kina teraz chodziła już razem z Piotrem. Małżeństwo zostało uratowane.








