Jarek nie rozpoznawał swojej żony. Nie mógł pojąć, co się z nią dzieje. Jolanta zawsze sprzątała, gotowała, prasowała, a teraz nagle przestała wykonywać te domowe obowiązki. Jarek ostrożnie zapytał, czy coś jest nie tak, na co Jolanta odparła:
Przez tyle lat obsługiwałam was wszystkich, czy mogę w końcu choć na chwilę odpocząć!
Jarek od razu zaczął podejrzewać, iż Jolanta ma kogoś innego, i postanowił przeszukać jej rzeczy. W torbie Jolanty Jarek nagle natknął się na dziwny list.
Jarek dosłownie czuł się zagubiony co się z nią stało, nie rozumiał. Byli razem już siedemnaście lat i przez cały ten czas Jolanta była cicha i wyrozumiała. Zawsze unikała sprzeczek, nigdy niczego nie ukrywała właśnie za to ją kiedyś wybrał. Na śniadanie zawsze podawała owsiankę albo jajecznicę, wracała biegiem z urzędu i natychmiast brała się za przygotowanie obiadu. W niedziele prasowała dokładnie piętnaście koszul po jednej na dzień dla niego i ich dwóch synów, chociaż synowie częściej obywali się dwoma-trzema. Przyzwyczaić ich do tej samej schludności, jaką wyróżniał się Jarek, okazało się nie takie proste.
A teraz już drugi tydzień na śniadanie były płatki lub kanapki, a Jolanta proponowała, żeby zrobili sobie je sami. Na kolację, w najlepszym razie, Jarek i chłopcy odkrywali resztki wczorajszego obiadu, czasem tylko karteczkę: Będę po dwudziestej pierwszej, ugotujcie pierogi.
Pierwsze kilka dni Jarek tłumaczył sobie wszystko kongresem w instytucie Jolanty, ale kongres minął, a dawny rytm życia nie powrócił.
Na początku Jarek delikatnie zapytał, co się dzieje, na co Jolanta odparła:
Czy nie mogę mieć swojego życia? Przez tyle lat obsługuję was, pozwólcie mi w końcu trochę odpocząć!
Oczywiście, możesz, o czym mowa odpowiedział Jarek.
Chciał jeszcze dopytać, ile potrwa to trochę, ale się nie odważył. Czas mijał, a Jolanta dalej znikała raz w kinie, raz w teatrze, raz na jakiejś wystawie ceramicznych rzeźb. Najbardziej jednak niepokoił Jarka fakt, iż w szafie żony pojawiły się odważniejsze sukienki, a rano zamiast przygotowywać im śniadanie tuszowała rzęsy i smarowała usta malinową pomadką. Coraz gorętsze podejrzenia zaczęły drążyć duszę Jarka może Jolanta ma kogoś?
Wstydził się własnych myśli, ale zaniepokojenie wygrywało zaczął ją śledzić i przeszukiwać jej rzeczy. Sprawdził telefon, wydatki na karcie, a choćby zawartość torebki. I właśnie w tej torebce natknął się na list w wewnętrznej kieszeni, stary, przetarty, jakby wiele razy czytany. To na pewno był list miłosny, równie bliskie słowa mógł pisać tylko ktoś bardzo znaczący. Jolanto, tęsknię za Tobą, nie znajduję słów, by opisać, jak ciężko jest czekać na nasze kolejne spotkanie. Wszędzie słyszę Twój głos, szukam spojrzeniem Twojego uśmiechu i nie potrafię go odnaleźć…
Czytać to było nieprzyjemnie. List był zniszczony, stąd romans trwał pewnie już długo, co było wyjątkowo boliło jakby tak na chwilę mogła się zauroczyć jakimś przyjezdnym kolegą, ale coś takiego… Jakby całe ich wspólne życie było jedną wielką fikcją?
Milczał przez trzy dni, coraz bardziej pogrążając się w mrocznych myślach ile on sam uniknął pokus, ile miał okazji zdradzić Jolantę, a jednak nie… Na trzeci dzień nie wytrzymał.
Wszystko wiem powiedział cicho.
Ale co takiego? zdziwiła się żona.
Jolanta była zupełnie spokojna, może tylko lekko zaskoczona. Jarek jednak nie dał się zwieść przecież czytał ten list, nie mógł się pomylić.
Masz kogoś raczej stwierdził, niż zapytał.
Jolanta roześmiała się.
Co za bzdury, Jarku. Chyba nie mówisz poważnie?
Gdyby się rozpłakała albo przyznała, może byłoby mu lżej, ale tak…
Czytałem jego list! wybuchnął Jarek. Za kogo mnie masz, przecież nie pisze się tak zwyczajnie: nie mogę doczekać się dnia, w którym znowu będziemy razem, nasze dusze są sobie przeznaczone aż po kres świata Phi! zaklął.
A Jolanta znów się roześmiała, tym razem jakoś dziwnie lekko.
Naprawdę się przejąłeś? zapytała.
A Ty?
Patrzył na nią z ponurością, ciężko oddychając.
Czyli przetrząsałeś moją torebkę?
Tak.
I czytałeś list?
Tak.
I nie pamiętasz, iż to Ty sam go napisałeś?
Tak… Co?! Do Jarka nie od razu dotarło to, co usłyszał.
Ten list napisałeś mi Ty! Kiedy byłeś w delegacji, a ja zostałam w domu z Bartkiem. Pamiętasz?
Chyba nie myślisz, iż nie poznam własnego pisma? Poza tym, nigdy takich słów bym nie napisał!
Jolanta westchnęła, wyjęła taboret i sięgnęła na górną półkę za jakimś pudełkiem. Postawiła je na tapczanie, otworzyła i zaczęła coś tam przeglądać. Po chwili wyciągnęła kopertę i podała ją Jarkowi.
Trzymaj. Wtedy miałeś kontuzję ręki i pisałeś lewą.
Na kopercie napisane było jego imię i adres nadawcy rzeczywiście jego! Rzeczywiście inne miasto, ale charakter pisma niepodobny. Czyżby naprawdę wtedy pisał takie rzeczy? Coś przypomniał sobie o nadgarstku, rzeczywiście na jednej budowie źle upadł. To było wtedy?
Ale po co nosisz ten list cały czas przy sobie? mruknął Jarek.
Psycholog mi poradziła odparła z uśmiechem żona.
Psycholog?
Tak. Jarku, wiesz, iż jestem już zmęczona. Całe życie obsługuję was, trzech facetów. Od urodzenia Bartka żadnego swojego życia nie mam. choćby za bardzo dziękuję od was nie słyszę! Kwiaty dostaję od Ciebie tylko na ósmego marca, a słów miłości już nie pamiętam, jak brzmią. A przecież jestem kobietą i nie aż taką starą. Złapałam się na tym, iż czasem myślałam o rozwodzie. Ale mamy dobrą rodzinę, to cenię. Dlatego poszłam do specjalisty. Daje mi rady, a ja staram się je wdrażać.
To wyznanie żony zaskoczyło Jarka. Rozwód? Ona chciała od niego odejść?
I pomaga to coś? zapytał.
Czasem uśmiechnęła się delikatnie.
A te listy?
By przypominały mi o naszym uczuciu.
Jarek pokiwał głową. Musiał to przemyśleć. Wyszedł na balkon. Nigdy później już o tym nie rozmawiali.
***
Następnego ranka, gdy Jolanta wstała, w domu panował przedziwny zamęt i pachniało wanilią. Nie mogła pojąć, co się dzieje, aż weszła do kuchni.
Starszy syn smażył jajecznicę, młodszy nakładał na talerze placuszki z twarogu. W wazonie stały jej ulubione goździki.
O co chodzi? zapytała zdezorientowana.
Dzień dobry, mamo odpowiedział młodszy Zrobimy Ci herbatę czy kawę?
Jolanta nie wierzyła ani oczom, ani uszom.
Kawę odrzekła.
A jajecznica czy placuszki?
Placek…
Jarkę nie było w kuchni, ale Jolanta dobrze wiedziała, kto za tym wszystkim stoi. Kiedy sięgnęła po pierwszy placuszek, Jarek wszedł do kuchni i podał jej kartkę papieru.
Dzień dobry, kochanie!
Co to?
Nowy list uśmiechnął się Jarek żeby już na pewno zadziałało.
Jolanta uśmiechnęła się promiennie i od tego dnia… wszystko zaczęło się układać. Nie, każdego dnia nie czekały ją śniadania jak z bajki cuda, jak się okazuje, zdarzają się rzadko. Ale czasem owszem, trafiały się. Do kina już nie chodziła sama Jarek z chęcią jej towarzyszył. Ich małżeństwo rozkwitło na nowo.


![Trwa mieszkaniowa inwestycja przy ulicy Bolka Świdnickiego. Kto może się starać o lokal? Gdzie złożyć wniosek? [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/05/TBS-Bolka-Swidnickiego-2026.05.10-15.jpg)









