Anna od kilku dni leżała w łóżku, nie mając siły wstać. Nic ją nie bolało, ale kręciło jej się w głowie, brakowało energii i zupełnie nie miała ochoty opuszczać pościeli.

twojacena.pl 6 dni temu

Hanna leżała w łóżku już kilka dni, nie mając siły się podnieść. Nic ją nie bolało. Po prostu miała zawroty głowy, czuła się bezsilna i zupełnie nie chciało jej się wstawać.

Po co mi to wszystko? myślała Hanna. Wszystkie sprawy w życiu już za mną: dzieci odchowane, rodziców pożegnałam na zawsze. A teraz czuję się, jakby mnie wyłączono z życia. Lata minęły tak gwałtownie i niezauważenie.

Nic jej się nie chciało. Spojrzała po swojej sypialni: pod sufitem zwisały cieniutkie nitki pajęczyn. Jej wzrok padł na okno, za którym ujrzała swój ogródek teraz już cały zarośnięty chwastami. Powoli zaczynało świtać. Hanna zamknęła oczy i zasnęła.

We śnie pojawiła się jej mama. Hanna była w szoku mama śniła się jej tylko raz, trzy lata temu, zaraz po pogrzebie. Mama uśmiechała się łagodnie, wyciągała ręce, jakby chciała przytulić Hanię i pogłaskać ją po głowie, jak za życia, ale jakaś niewidzialna ściana nie pozwalała jej tego zrobić.

Moja kochana córeczko powiedziała mama jutro jest twój ostatni dzień

Hannę jakby coś wyrwało z tego snu. Usiadła na łóżku, trzęsła się.

Jak to ostatni? To już wszystko? Czemu tak wcześnie? krzyczała do pustego pokoju.

Wyobraziła sobie, jak leży na tym łóżku, nieruchoma; przyjechały dzieci, krewni, znajomi… W domu bałagan, w ogródku nie widać, gdzie co rośnie, nic do jedzenia. Hanna zaczęła chaotycznie biegać po domu, nie wiedząc za co się zabrać.

Wpadła do kuchni, gwałtownie zaczęła zagniatać ciasto.
Do wieczora wyrośnie, upiekę drożdżówki. jeżeli dożyję…

Nalała wodę do miski, chwyciła szmatkę i starła kurz z każdego kąta. Pozbierała wszystko z podłogi. Zabrała się za mycie podłóg.

No! Teraz jest porządek! westchnęła z ulgą.

Teraz ogródek. Hanna biegała między grządkami jak szalona, nie czując głodu ani zmęczenia. Miała w głowie tylko jedno: Ostatni dzień! Ostatni dzień!

Dopiero gdy wyrwała ostatni chwast, poczuła jak bolą ją nogi.

Trzeba odpocząć. Nie, odpocznę później.

Przypomniała sobie o cieście i wróciła do domu.

Już pieczone drożdżówki pachniały na stole.

Przyjadą jutro dzieci, napiją się herbaty, wspomną mamę swoją szepnęła Hanna ze łzami w głosie. Spróbuję, ależ są puszyste!

Hanna siedziała przy oknie i zamyślona patrzyła na świat.

Jak dobrze jednak jest żyć na tym świecie…

Wiedziała, iż musi się przygotować na ostatnią drogę.

Zaczęła przebierać rzeczy, zastanawiając się, w co się ubrać. W końcu wybrała nową sukienkę, której nie miała okazji dotąd założyć.

Podeszła do lustra, zrobiła fryzurę i delikatny makijaż, założyła wybraną suknię. Popatrzyła na swoje odbicie i uśmiechnęła się mimo woli.

Co za piękność! Takiej to nie chować, tylko za mąż wydać!

Ale z losem się nie wygra… Położyła się, by umrzeć. Nie zdążyła. Za oknem zahuczał silnik samochodu, który zatrzymał się przy jej domu. Ktoś zatrąbił.

Pewnie do sąsiadów pomyślała Hanna. Tam często ktoś przyjeżdżał.

Po chwili ktoś zapukał, potem jeszcze raz.

Czyżby dzieci? Podeszła do okna. Nie, auto zupełnie obce.

Ale bryka! wymknęło się jej. Pewnie ktoś się zgubił. Poszła do drzwi.

Odciągnęła zasuwę i otworzyła. Na progu stał mężczyzna, schludny, zadbany. Hanna oceniła go szybko.

Przyszedł jak na wesele! przemknęło jej przez głowę.

Czy to pani Hanna? zapytał mężczyzna.

Tak…

Przyjechałem do pani. Przepraszam, iż tak późno, utknąłem w drodze…

O co chodzi? nie rozumiała Hanna.

Tak… mężczyzna zawahał się.

Pewnie się pan pomylił.

Nie, nie, do pani. Proszę wybaczyć ten niespodziewany najazd.

Trochę późno na wizyty. Słucham pana.

Wiem, przepraszam. Źle obliczyłem czas, jadę z daleka, jeszcze się zgubiłem…

Widząc jej zmieszanie, dodał:
Jestem Sergiusz. Chciałem się z panią poznać.

A ja miałam inne plany na dziś… pomyślała Hanna.

Skąd pan mnie zna?

Pisałem do pani na Skype, ale rzadko pani tam bywa, więc dowiedziałem się, gdzie pani mieszka. Potem wytłumaczę dokładnie.

I co ja mam z panem teraz zrobić? pomyślała Hanna.

Panie Sergiuszu, proszę mi wybaczyć. Ja już dawno z nikim się nie poznaję i nie chcę niczego zmieniać. Lepiej niech pan wraca.

Może ma pani rację, powinienem był zadzwonić… Do widzenia, Hanno.

Mężczyzna podszedł do samochodu, po drodze wrócił i wręczył jej elegancką bombonierkę.

Proszę wybaczyć.

I już miał odejść.

Hannie zrobiło się żal tego obcego. Cały dzień w drodze, pewnie głodny.

Panie Sergiuszu, proszę! Chodźmy, chociaż herbatą pana poczęstuję.

Rozpromienił się, wrócił do drzwi.

Z przyjemnością, Hanno.

Weszli do domu.

Proszę umyć ręce wskazała ręcznik.

Pomieszała herbatę, podała drożdżówki.

Może jest pan głodny? spytała.

jeżeli można…

Oczywiście, częstuj się pan.

Sama zresztą poczuła silny głód nakryła gwałtownie do stołu, dobrze, iż napiekła dużo.

Smacznego powiedzieli jednocześnie i wybuchli śmiechem.

Po raz pierwszy od dawna Hanna jadła z przyjemnością. Czuła spokój i euforia w obecności zupełnie obcego mężczyzny. Sergiusz był świetnym rozmówcą, po godzinie wydawało jej się, iż zna go całe życie.

Hanno, jeżeli potrzebujesz czegokolwiek pomogę.

Spojrzała na jego ubranie i uśmiechnęła się.

O, pomoc by się przydała. Stodoła się wali, płot się sypie…

Sergiusz chwilę pomilczał.

Pomogę. Wszystko zrobię.

Zaczął się zbierać do wyjścia.

Dziękuję bardzo, Hanno… znaczy tobie. Wszystko było pyszne. Nocować nie będę, rozumiem. Do widzenia!

Szczęśliwej drogi, Sergiuszu!

Hanna posprzątała, usiadła na chwilę i znów poszła do łóżka… raczej umrzeć.

Sen przyszedł szybko, pewnie z przemęczenia.

Córeczko, czemuż uciekłaś wczoraj, nie dosłuchałaś? mama była jakby już na nią czekała. Dziś był ostatni dzień twojego samotnego życia. Widzimy, jak trudno jest ci samej, więc zesłaliśmy ci anioła. Nie wypędzaj go, będzie cię chronił, a ty zadbaj o niego.

Kto to taki, mamo? Twój anioł już uciekł, przeraził się pracy.

Mama przeżegnała ją i zniknęła w świetle.

O świcie Hannę obudził huk silnika. Spojrzała przez okno pod dom podjechała ciężarówka załadowana po dach materiałami budowlanymi. Potem jeszcze jedna, z niej wysiedli mężczyźni i zaczęli wynosić deski.

O co tu chodzi? Przecież nic nie zamawiałam.

Chciała wybiec i nakrzyczeć, by zabrali wszystko, ale zobaczyła Sergiusza, który kierował rozładunkiem.

Po skończonej pracy wszyscy odjechali.

Hanna wyszła na podwórko.

Toż tu można by dom zbudować!

Koło południa podjechała jeszcze jedna ciężarówka. Robotnicy znosili blachę falistą, różne narzędzia.

Parawan! zorientowała się Hanna. Taka sama była u sąsiadki, zawsze podziwiała jej nowy płot.

Mężczyźni od razu zabrali się do roboty. Wśród nich zobaczyła Sergiusza, który nie tylko nadzorował, ale sam pracował z zapałem.

Sergiuszu, po co to wszystko?! próbowała protestować Hanna.

Haniu, nie martw się, będzie dobrze. Idź do domu, bo zimno.

Czuła się zdezorientowana. Życie nauczyło ją nie ufać mężczyznom. Dwójka była, żadnego nie wspomina dobrze. Zawsze radziła sobie sama, nikt o nią nie dbał. Nie wiedziała, jak reagować.

Praca szła pełną parą. Po kilku dniach postawiono płot, wyremontowano stodołę, położono nową podłogę, naprawiono piec. Ale Hanna wciąż nie wierzyła, podejrzewała Sergiusza o jakieś interesy.

Czego on chce? Trzeba mu zapłacić?

Takich pieniędzy Hanna nie miała.
Oddam, ile mogę, resztę później.

Kiedy zmęczony, ale wyraźnie zadowolony Sergiusz wszedł do domu, Hanna powiedziała:

Sergiuszu, dziękuję za wszystko. Ja choćby nie wiem, czemu pan to robi…

Przestań, Haniu, co ty mówisz.

Wyjęła kilka banknotów i podała mu.

Proszę, kilka mam, ale oddam, ile się da.

Co pani… Po co? Czemu?

Tak trzeba, za pracę należy się zapłata.

Sergiusz wyszedł bez słowa, po chwili Hanna usłyszała odjeżdżający samochód.

Wybiegła przed dom. Ale on odjechał. Nie wrócił następnego ani trzeciego dnia, ani po tygodniu…

Nie wiedziała, co robić. Ból rozsadzał jej serce, nie mogła o nikim i o niczym myśleć zakochała się jak nastolatka.

Po co go uraziłam? Jak ja mam bez niego żyć? myślała, jakby znała go całe życie.

Szła przygnębiona przez wieś, nie wiedząc dokąd i po co. Zaczepiła ją sąsiadka, miejscowa gaduła.

Haniu, nie wypędzaj tego chłopa, widziałaś, co on dla ciebie zrobił! Porządny facet!

A od dawna już wyjechał… westchnęła Hanna.

Kogo ty chcesz oszukać? Pod lasem jego samochód stoi od wieczora.

Gdzie, gdzie?

Na zakręcie, przy wjeździe do naszej wsi…

Hanna już więcej nie słuchała, popędziła w nadziei, iż go znajdzie. Ale nigdzie nie było ani samochodu, ani Sergiusza.

Pośmiała się ze mnie tylko… pomyślała Hanna i powlokła się do domu.

W nocy nie mogła zasnąć. Wstała, narzuciła koc i wyszła na ganek. Było chłodno, owinęła się szczelnie i siadła na schodku.

Czemu jestem taka nieszczęśliwa szlochała. I taka głupia!

Nie mogła już powstrzymać łez, rozpłakała się.

Nagle ktoś podszedł, objął ją mocno i zaczął całować w usta, w policzki, mokre od łez.

Haniu, nie płacz! szeptał Sergiusz.

Gdzie byłeś tak długo? Czemu wyjechałeś?

Nigdzie nie pojechałem, nie mogłem, bo… kocham cię.

Ja ciebie też, bardziej niż życie.

Przytuliła się mocniej do swego anioła, zesłanego przez mamę.

Dziękuję, mamo wyszeptała Hanna, i znów rozpłakała się, ale tym razem ze szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału