To, co widzę, i to, co dostrzegam okiem wykraczającym poza granicę wyobraźni, nie jest już zwykłym obrazem świata. To rzeczywistość, która udaje, iż jest rzeczywistością — konstrukcja o pozornej stabilności, utkane z miliardów niewiadomych pole, w którym każda cząstka domaga się odkrycia, choć żadna nie chce zostać nazwana. Patrzymy na świat jak na zbiór form, ale w istocie widzimy jedynie odbicia: migotliwe powidoki, które nasze zmysły próbują uporządkować w coś, co da się unieść. Świat jest fundamentalny tylko w jednym sensie — w sposobie, w jaki potrafi nas oszukać. Objawia się poprzez schemat złudzeń, które przyjmujemy bez protestu, bo nie mamy niczego innego. A ja wciąż wracam do tego oślepiająco prostego, a jednocześnie niepokojącego przekonania, iż wszystko, co widzę, jest projekcją. Symulacją. Cieniem rzucanym przez coś, czego nie potrafię nazwać. Sto lat — cały wiek — to jedynie symboliczny odcinek czasu. Człowiek rzadko przekracza tę granicę, a jeżeli już, to jako wyjątek, promil, anomalna iskra w statystyce istnienia. Jak więc mamy pojąć to, co dotykamy wzrokiem? Jak zapamiętać to, co odległe? Jak zrozumieć to, co nieustannie się rozpada, koroduje, odbudowuje i powiela w nieskończonym cyklu przemian? Patrzę na świat i podziwiam to, co mi dano zobaczyć, choć wiem, iż to, co widzę, jest jedynie cieniem większej konstrukcji. W moim odczuciu świat dzieli się na cztery części — cztery kierunki, cztery wektory percepcji — z których powstaje jedna strona: strona prawa, ta, która istnieje mikrosekundę przede mną. To ona wyznacza rytm rzeczywistości. To ona projektuje obraz, zanim zdążę go nazwać. Jest jak czas: zawsze o krok przede mną, zawsze o ułamek sekundy szybsza niż moje zrozumienie. Mój mózg — ten rdzeń, ta pulsująca fabryka doznań — tworzy świat, który mogę przyjąć, odwiedzić, zapamiętać. Świat, który istnieje tylko we mnie. Iluzję, która udaje prawdę. Każdy z nas nosi w sobie inną wersję tego samego świata, choćbyśmy stali obok siebie, oddychali tym samym powietrzem, patrzyli w tę samą stronę. Dzieli nas przestrzeń, myśl, perspektywa, a przede wszystkim to, iż każdego z nas prowadzą inne decyzje, inne lęki, inne projekcje umysłu. Każdy z nas żyje w innym miejscu, w innym czasie, w innej strefie istnienia. choćby jeżeli jesteś blisko mnie, dzieli nas niewidzialna granica: granica percepcji, granica pamięci, granica tego, co mózg uznał za możliwe. Rzeczywistość rozpada się na cztery strony świata, ale każda z nich prowadzi do innego wnętrza — do innego człowieka, innego umysłu, innej iluzji. A więc może to nie świat jest podzielony. Może to my jesteśmy podzieleni na cztery strony własnej świadomości. I może tylko w tej szczelinie — między tym, co widzimy, a tym, co istnieje — rodzi się prawdziwe życie. Bo każdy umysł jest połączony z innymi w jedną, ogromną konstrukcję podświadomości — projekcję wszechświata, który sam siebie śni. Łączą nas spostrzeżenia, doznania i myśli. Żyjemy więc jak w kuli podświadomości, w iskrze życia odbitej w źrenicy Boga, który patrzy i podziwia własny świat wszechświatów. A my jesteśmy jego solą — słonym potokiem myśli próbujących nadać sens temu, co niepojęte. Jesteśmy jego pamięcią. Jego wątpliwością. Jego oddechem
Archeologia Czasu / Sunizm
To, co widzę, i to, co dostrzegam okiem wykraczającym poza granicę wyobraźni, nie jest już zwykłym obrazem świata. To rzeczywistość, która udaje, iż jest rzeczywistością — konstrukcja o pozornej stabilności, utkane z miliardów niewiadomych pole, w którym każda cząstka domaga się odkrycia, choć żadna nie chce zostać nazwana. Patrzymy na świat jak na zbiór form, ale w istocie widzimy jedynie odbicia: migotliwe powidoki, które nasze zmysły próbują uporządkować w coś, co da się unieść. Świat jest fundamentalny tylko w jednym sensie — w sposobie, w jaki potrafi nas oszukać. Objawia się poprzez schemat złudzeń, które przyjmujemy bez protestu, bo nie mamy niczego innego. A ja wciąż wracam do tego oślepiająco prostego, a jednocześnie niepokojącego przekonania, iż wszystko, co widzę, jest projekcją. Symulacją. Cieniem rzucanym przez coś, czego nie potrafię nazwać. Sto lat — cały wiek — to jedynie symboliczny odcinek czasu. Człowiek rzadko przekracza tę granicę, a jeżeli już, to jako wyjątek, promil, anomalna iskra w statystyce istnienia. Jak więc mamy pojąć to, co dotykamy wzrokiem? Jak zapamiętać to, co odległe? Jak zrozumieć to, co nieustannie się rozpada, koroduje, odbudowuje i powiela w nieskończonym cyklu przemian? Patrzę na świat i podziwiam to, co mi dano zobaczyć, choć wiem, iż to, co widzę, jest jedynie cieniem większej konstrukcji. W moim odczuciu świat dzieli się na cztery części — cztery kierunki, cztery wektory percepcji — z których powstaje jedna strona: strona prawa, ta, która istnieje mikrosekundę przede mną. To ona wyznacza rytm rzeczywistości. To ona projektuje obraz, zanim zdążę go nazwać. Jest jak czas: zawsze o krok przede mną, zawsze o ułamek sekundy szybsza niż moje zrozumienie. Mój mózg — ten rdzeń, ta pulsująca fabryka doznań — tworzy świat, który mogę przyjąć, odwiedzić, zapamiętać. Świat, który istnieje tylko we mnie. Iluzję, która udaje prawdę. Każdy z nas nosi w sobie inną wersję tego samego świata, choćbyśmy stali obok siebie, oddychali tym samym powietrzem, patrzyli w tę samą stronę. Dzieli nas przestrzeń, myśl, perspektywa, a przede wszystkim to, iż każdego z nas prowadzą inne decyzje, inne lęki, inne projekcje umysłu. Każdy z nas żyje w innym miejscu, w innym czasie, w innej strefie istnienia. choćby jeżeli jesteś blisko mnie, dzieli nas niewidzialna granica: granica percepcji, granica pamięci, granica tego, co mózg uznał za możliwe. Rzeczywistość rozpada się na cztery strony świata, ale każda z nich prowadzi do innego wnętrza — do innego człowieka, innego umysłu, innej iluzji. A więc może to nie świat jest podzielony. Może to my jesteśmy podzieleni na cztery strony własnej świadomości. I może tylko w tej szczelinie — między tym, co widzimy, a tym, co istnieje — rodzi się prawdziwe życie. Bo każdy umysł jest połączony z innymi w jedną, ogromną konstrukcję podświadomości — projekcję wszechświata, który sam siebie śni. Łączą nas spostrzeżenia, doznania i myśli. Żyjemy więc jak w kuli podświadomości, w iskrze życia odbitej w źrenicy Boga, który patrzy i podziwia własny świat wszechświatów. A my jesteśmy jego solą — słonym potokiem myśli próbujących nadać sens temu, co niepojęte. Jesteśmy jego pamięcią. Jego wątpliwością. Jego oddechem





![PCem czyli wszystkie pecety świata [TOWARY MODNE 318]](https://i1.ytimg.com/vi/cSqPW5dT3As/maxresdefault.jpg)

