BABCIA – ANIOŁ STRÓŻ Rodziców Lena nie pamiętała. Ojciec zostawił jej mamę, gdy była w ciąży, i słu…

twojacena.pl 2 dni temu

BABCIA ANIOŁ STRÓŻ

Rodziców Agnieszka nie pamiętała. Ojciec zostawił jej mamę, gdy była z nią w ciąży, i więcej już nigdy się o nim nie dowiedziała. Mama zmarła, kiedy Agnieszka miała zaledwie rok. Nowotwór pojawił się nagle wypalił ją jak świecę.

Agnieszkę wychowywała babcia Zofia, mama jej mamy. Jej mąż odszedł bardzo wcześnie, więc całe życie babcia Zosia poświęciła córce i wnuczce. Od pierwszych dni łączyła je silna, duchowa więź. Babcia Zosia od razu wiedziała, czego potrzebuje Agnieszka, rozumiały się bez słów.

Babcię Zosię kochali wszyscy od sąsiadów po nauczycieli. Na wywiadówki do szkoły często przychodziła z koszykiem pełnym drożdżówek przecież nie wypada siedzieć głodnym, każdy wraca z pracy, zmęczony. Nikogo nigdy nie obmawiała, nie plotkowała, ludzie często prosili ją o radę. Agnieszka była szczęśliwa, iż ma taką babcię.

Agnieszce w życiu osobistym nie układało się najlepiej. Najpierw szkoła, potem studia na uniwersytecie, później praca, ciągle gdzieś pędziła i ciągle coś było do zrobienia. Chłopcy się pojawiali, ale żaden nie był tym adekwatnym. Babcia Zosia bardzo się tym martwiła.

No i co, Agnieszko, kiedy ty się w końcu z kimś zwiążesz, nie ma żadnego porządnego chłopaka? Przecież taka śliczna jesteś i zdolna. Agnieszka żartowała sobie z tego, ale w głębi duszy wiedziała, iż czas najwyższy pomyśleć o rodzinie miała już przecież trzydzieści lat.

Odejście babci było nagłe. Po prostu pewnego ranka nie obudziła się serce zatrzymało się we śnie. Agnieszka długo nie mogła w to uwierzyć, chodziła do pracy, na zakupy, ale wszystko robiła jakby automatycznie. W domu czekała już na nią tylko kotka Misia. Czuła się bardzo samotna.

Któregoś dnia jechała SKM-ką przez Warszawę i czytała książkę. Naprzeciwko usiadł mężczyzna miłej aparycji, około czterdziestki, schludnie ubrany. Przez dłuższą chwilę przyglądał się Agnieszce, a jej było z jakiegoś powodu przyjemnie z tego powodu. Zagadnął ją o książki o czymś takim mogła rozmawiać godzinami. „Czuję się jak w filmie,” pomyślała. Zbliżała się jej stacja, ale nie chciało jej się wracać do domu. Przedstawił się jako Marek i zaprosił ją na kawę do pobliskiej kawiarni. Agnieszka zgodziła się bez wahania.

Od tego dnia między nimi zaczął się prawdziwy romans. Codziennie dzwonili do siebie, pisali wiadomości, spotykali się rzadziej, bo Marek często był zajęty pracą. Agnieszka kilka o nim wiedziała unikał rozmów o przeszłości, rodzinie czy pracy. Jej to nie przeszkadzało po raz pierwszy była tak szczęśliwa z mężczyzną.

Pewnego dnia Marek zaprosił ją w weekend do restauracji i zasugerował, iż to będzie wyjątkowy dzień. Agnieszka od razu wiedziała, iż zamierza się jej oświadczyć. Była przeszczęśliwa w końcu będzie miała rodzinę, dzieci, dom jak inni. Szkoda tylko, iż babcia tego nie doczekała.

Tego wieczoru, leżąc na kanapie, zastanawiała się, w co się ubrać. Chciała wyglądać pięknie przecież to będzie wyjątkowy dzień. Najczęściej kupowała ubrania przez internet, więc zaczęła szukać odpowiedniej sukienki w aplikacji, aż w końcu zasnęła z telefonem w dłoni.

Nagle śni jej się, iż do pokoju wchodzi babcia, w swojej ulubionej sukience, siada obok na kanapie i zaczyna ją głaskać po głowie. Agnieszka się zdziwiła i ucieszyła jednocześnie. Babciu, przecież ciebie już nie ma, jak się tu znalazłaś? „Agnieszko, nie odeszłam na dobre. Jestem tutaj, cały czas przy tobie, wszystko widzę i słyszę, tylko ty mnie nie dostrzegasz. Chcę cię ostrzec nie wiąż się z tym człowiekiem, słuchaj swojej babci.” Powiedziała to i rozpłynęła się w powietrzu.

Agnieszka zerwała się ze snu, nie wiedząc, co się dzieje. Dopiero co widziała babcię, a już jej nie było. Uznała, iż to tylko sen i znów zaczęła przeglądać sukienki, ale niepokój nie dawał jej spokoju. Dlaczego babcia tak mówiła? Przecież wcale nie zna Marka Mimo to nie mogła nic wybrać, a rozterki nie pozwalały jej zasnąć.

Nadszedł ten dzień. Odpowiedniego stroju nie znalazła, więc przyszła do restauracji w swojej ulubionej, ale już trochę znoszonej sukience. Nie miała humoru i Marek od razu to zauważył. Czy coś się stało, kochanie? „Nie, nie, wszystko dobrze.” Marek udawał, iż wierzy jej na słowo, próbował ją rozbawić żartami i opowieściami, chciał poprawić jej humor. Na zakończenie kolacji, niczym w romantycznym filmie, ukląkł przed nią i wręczył jej pudełeczko z pierścionkiem.

Agnieszce zrobiło się słabo, zakręciło się jej w głowie, usłyszała szum w uszach i nagle zobaczyła babcię, stojącą przy oknie. Po prostu stała i patrzyła. Agnieszka zrozumiała, iż to znak. Przepraszam, Marku, nie mogę „Ale dlaczego, co zrobiłem nie tak?” „Nic, po prostu zawsze ufałam babci” i wybiegła z restauracji. Marek wybiegł za nią, a jego oczy wypełniła złość. Zaczął nią potrząsać i krzyczeć „A więc nie chcesz, tak? Siedź sobie sama ze swoją Misią! Nikomu nie jesteś potrzebna, taka kura domowa!” I odszedł.

Agnieszka była w szoku. Tak właśnie wyglądał jej ukochany Marek taki mądry, oczytany, troskliwy I to miała być jej rodzina, dzieci, dom?

Nazajutrz poszła do kolegi ze szkoły, Piotra, który był naczelnikiem w prokuraturze i zawsze pomagał znajomym z klasy. Poprosiła, żeby sprawdził Marka w bazie danych, podała mu zdjęcie i wszystko, co wiedziała.

Po dwóch dniach Piotr zadzwonił. „Nie mam dla ciebie dobrych wiadomości, Aga. Twój Marek to oszust. Poznaje samotne kobiety, żeni się z nimi, przekonuje do przepisania mieszkania na siebie, bierze na nie kredyty na niby biznes, a potem wyrzuca z mieszkania i się rozwodzi. Był już wiele razy karany za takie rzeczy. Dobrze, iż się wycofałaś w porę.”

To były szokujące wieści. Skąd babcia mogła to wiedzieć, iż jest niebezpiecznym człowiekiem? Cuda, po prostu cuda. Dzięki ci, babciu, iż mnie nie opuszczasz i uchroniłaś przed nieszczęściem!

Agnieszka weszła do sklepu, kupiła jedzenie i karmę dla Misi, i wróciła do mieszkania szybkim krokiem, z ulgą myśląc, iż nie jest sama, bo babcia zawsze gdzieś przy niej czuwa

Mówi się, iż dusze bliskich ludzi stają się naszymi aniołami stróżami, chronią nas przed złem i niebezpieczeństwami. Chciałoby się wierzyć, iż naprawdę tak jest…

Idź do oryginalnego materiału