Babcia zawsze faworyzowała jednego wnuka — A dla mnie, babciu? — cicho pytała Kasia. — A ty, Kasiu,…

twojacena.pl 1 dzień temu

Babcia zawsze faworyzowała jednego wnuka

A mi, babciu? zapytała cicho.
A ty, Kingo, i tak jesteś zaradna. Popatrz tylko, jakie masz policzki.
Orzechy są na rozum, Piotrek musi się uczyć, on przecież chłopak, podpora rodziny.
A ty idź, wytrzyj kurz na półkach. Dziewczynka powinna się przyzwyczajać do pracy.

Kinga, poważnie mówisz? Przecież ona odchodzi. Lekarze powiedzieli: góra kilka dni, może i godzin…

Piotrek stał w drzwiach kuchni, ściskając nerwowo kluczyki od samochodu. Wyglądał na naprawdę podłego.

Jestem całkiem poważna, Piotrze. Napijesz się herbaty? Kinga choćby nie odwróciła głowy, dalej metodycznie kroiła jabłko dla córki. Siadaj, zaparzę świeżą.

Jaka herbata, Kinga? Brat wszedł głębiej do pokoju. Ona tam leży, pełno tych rurek, charkocze…

Dzisiaj rano cię wołała. Kinga, mówiła, gdzie Kinga?. Serce mi się ścisnęło. Naprawdę już do niej nie pójdziesz?

To przecież babcia! Ostatnia szansa, rozumiesz?

Kinga ostrożnie ułożyła ćwiartki jabłka na talerzyku i dopiero wtedy spojrzała na brata.

Dla ciebie to babcia. Dla niej ty jesteś Piotruś, oczko w głowie, jedyny dziedzic i nadzieja rodu.

Ja… ja dla niej nigdy nie istniałam.

Naprawdę myślisz, iż potrzebuję tego pożegnania?

O czym miałabym z nią rozmawiać, Piotrze? Co mam jej wybaczyć? Albo ona mnie?

Zapomnij już o tych dziecinnych urazach! Piotr huknął kluczami o stół. Tak, faworyzowała mnie. No i co z tego?

Jest już stara, każdy ma swoje dziwactwa. Ale ona umiera! Nie bądź taka… zimna.

Nie jestem zimna, Piotrze. Po prostu nic do niej nie czuję. Idź sam. Posiedź przy niej, potrzymaj za rękę, twoja obecność znaczy dla niej sto razy więcej niż moja.

Ty jesteś jej słoneczko, skarb. To bądź przy niej do samego końca.

Piotr spojrzał na siostrę, odwrócił się i bez słowa wyszedł, trzaskając drzwiami.

Kinga westchnęła, wzięła talerzyk z jabłkami i poszła do pokoju córki.

***

W ich rodzinie zawsze wszystko było sprawiedliwie podzielone. Rodzice kochali zarówno Kingę, jak i Piotra tak samo.

W domu było gwarno, wesoło, pachniało drożdżówkami i domowymi obiadami.

Ale babcia Aniela była zupełnie inna.

Piotruś, chodź tu do mnie, synku szeptała, kiedy przyjeżdżali do niej na weekend. Zobacz, co ci schowałam.

Orzechy włoskie, sama łupałam! I jeszcze krówki, świeżutkie.

Kinga, która miała wtedy siedem lat, stała obok i patrzyła, jak babcia wyciąga ze starego kredensu woreczek słodyczy.

A dla mnie, babciu? zapytała cicho.

Babcia Aniela rzucała jej krótki, twardy wzrok.

A ty, Kingo, i tak jesteś zaradna. Widzisz, jakie masz policzki.

Orzechy to na rozum, Piotrek musi się uczyć, on przecież przyszłość rodziny.

A ty idź, wytrzyj kurz z półek. Dziewczynka powinna się nauczyć pracy.

Piotr, zarumieniony ze wstydu, brał woreczek i znikał z kuchni, a Kinga szła wycierać kurz.

Nie była jej przykro. Dziwne, ale mała Kinga przyjmowała to jak pogodę.

No bo pada deszcz, babcia kocha Piotrka. Tak po prostu bywa…

W korytarzu zwykle czekał na nią brat.

Proszę, wciskał jej do ręki połowę cukierków i garść orzechów. Tylko nie pokazuj się z tym przy babci, znów będzie narzekać.

Tobie bardziej potrzebne, uśmiechała się Kinga. Na mądrość.

Daj spokój, krzywił się Piotr. Ona przecież jest szurnięta. No, jedz szybko.

Siedzieli na schodach prowadzących na strych i podjadali zakazaną przekąskę. Piotr dzielił się zawsze. Zawsze.

Nawet jak babcia wciskała mu pięćdziesiąt złotych na lody, natychmiast biegł do Kingi:

Słuchaj, starczy na dwa świderki i jeszcze na gumę z naklejką. Idziemy?

Brat był jej podporą, jego miłość skutecznie rekompensowała babcine oziębłość, tak iż Kinga nie czuła żadnego braku.

Mijały lata. Babcia Aniela starzała się. Gdy Piotr skończył osiemnaście lat, babcia uroczyście ogłosiła, iż przepisuje na niego swoje drugie dwupokojowe mieszkanie w centrum Warszawy.

Podpora rodziny musi mieć własny kąt orzekła podczas rodzinnej narady. Żeby mógł żonę przyprowadzić do swego, a nie tułać się po kątach.

Mama tylko westchnęła. Znała charakter matki, więc nie protestowała, ale wieczorem poszła do Kingi.

Córeczko, nie myśl o tym… My z tatą o wszystkim wiemy. Zdecydowaliśmy: te pieniądze, które odkładaliśmy na samochód i na powiększenie mieszkania, damy tobie.

To będzie twój wkład własny na własne mieszkanie. Żeby było sprawiedliwie.

Mamo, daj spokój, Kinga objęła ją. Piotrowi bardziej potrzebne, niedługo ślub z Agatą, ja sobie poradzę na stancji.

Nie, Kinga. Nie możemy faworyzować jednego dziecka. Weź i nie dyskutuj.

Kinga jednak nie wzięła.

Piotr wprowadził się do mieszkania od babci zaraz po ślubie, a w trzypokojowym mieszkaniu rodziców zrobiło się więcej miejsca.

Kinga zajęła były pokój brata, ustawiła tam swoje książki, sztalugi, i po raz pierwszy poczuła, jak to jest nie być dzielonym według prawidłowej i nieprawidłowej miłości.

Relacja z bratem nie pogorszyła się przez ten spadek ani trochę. Wręcz przeciwnie, Piotrek miał poczucie winy.

Kinga, wpadajcie do nas, zachęcał. Agata piecze dziś ciasto. A babcia… No, wiesz. Wczoraj znów dzwoniła, pytała, czy nie wydałem jej pieniędzy na twoje zachcianki.

I co jej powiedziałeś?

Powiedziałem, iż wszystko poszło na automaty do gier i drogi alkohol Piotrek się roześmiał. Przez trzy minuty dyszała do słuchawki, potem wyrzuciła: To cię Kinga nauczyła głupstw!

Oczywiście, kto by inny uśmiechała się Kinga.

***

Gdy Kinga wyszła za mąż za Olafa i pojawiło się dziecko, problem mieszkania powrócił. Mama znów wykazała się dyplomacją.

Posłuchajcie, powiedziała. Nasza trójka duża, Piotrek ma swoje dwa pokoje. Kinga, wy z Olafem wynajmujecie.

Zróbmy tak: zamienimy nasze mieszkanie na jednopokojowe i dwupokojowe. Do jedynki my z tatą, a dwójkę Kinga z Olafem.

Mamo, Piotrek wtrącił. Rezygnuję ze swojej części. Mam mieszkanie od babci, mi wystarczy.

Kinga bierze, niech się powiększają, budują. Mają córeczkę, im bardziej potrzebne.

Piotr, jesteś pewien? Olaf aż się zdziwił. Przecież to kupa pieniędzy.

Pewien. Z Kingą wszystko dzieliliśmy po równo. Przez babcię i tak nie miała tyle uwagi co ja, więc choćby nie dyskutujcie. Tak postanowiłem.

Kinga rozpłakała się wtedy. Nie z euforii z dodatkowych metrów, ale dlatego, iż jej brat naprawdę był najlepszym człowiekiem na świecie.

Ostatecznie wymienili mieszkania rodziców i każdy miał swoje.

Mama często pomagała Kindze przy wnuczce, Piotrek z żoną i synami byli tam niemal co weekend.

A babcia Aniela została sama. Piotr zawoził jej zakupy, naprawiał krany, słuchał narzekań na zdrowie i na niewdzięczną Kingę.

Zadzwoniła choć raz? dopytywała babcia, zaciskając usta. Spytała, jakie mam ciśnienie?

Babciu, sama nie chciałaś jej znać tłumaczył łagodnie Piotr. Od dwudziestu lat nie usłyszała od ciebie dobrego słowa. Dlaczego miałaby dzwonić?

Chciałam ją wychować! dumnie odpowiadała staruszka. Kobieta powinna znać swoje miejsce! A ona… Mieszkanie zabrała, matkę wygnała z domu.

Piotr tylko wzdychał. Niczego nie dało się jej przetłumaczyć.

***

Kinga siedziała w kuchni, wspomnienia ciągle przychodziły.

Babcia odpycha jej rękę od słoika z dżemem. Chwali nieudolny rysunek Piotra i przelatuje wzrokiem obok dyplomu Kingi za wygraną w olimpiadzie.

Na ślubie Piotra siedzi jak królowa, na Kingi choćby nie przyjechała, tłumaczyła, iż chora.

Mamo, czemu nie jeździmy do babci Anieli? zapytała córeczka. Wujek Piotr mówił, iż jest bardzo chora.

Bo babcia chce widzieć tylko wujka Piotra, kotku, Kinga pogłaskała ją po głowie. Tak jej spokojniej.

Jest zła? Córeczka zmrużyła oczy.

Nie, Kinga zamyśliła się. Po prostu nie potrafiła kochać wszystkich jednakowo. Miała w sercu miejsce tylko dla jednej osoby. Tak czasem się zdarza.

Wieczorem znów zadzwonił brat.

To już, Kinga. Godzinę temu.

Współczuję, Piotrze. Wiem, iż ci ciężko.

Do końca na ciebie czekała skłamał brat. Kinga wiedziała, iż skłamał z dobroci, z potrzeby pogodzenia ich choćby w tym jednym punkcie. Powiedziała: Niech Kindze wszystko się dobrze ułoży.

Dzięki, Piotrze… Przyjedź jutro do nas. Posiedzimy, pomyślimy o niej. Upiekę ciasto.

Przyjadę… Kinga, a nie żałujesz? Że nie poszłaś?

Kinga nie kłamała.

Nie, Piotr. Nie żałuję. Po co udawać? Ani ja jej, ani ona mnie nie chciała widzieć…

Piotr milczał chwilę.

Może masz rację westchnął. Ty zawsze byłaś najbardziej rozsądna z nas. No to, do jutra.

Pogrzeb był cichy. Kinga pojawiła się dla mamy i brata. Stała nieco z boku, w czarnym płaszczu, patrząc na to smutne niebo, które zawsze jakoś ciąży nad cmentarzem w takich chwilach. Gdy trumna znikała w ziemi, nie płakała.

Brat podszedł, objął ją ramieniem.

Jak się trzymasz?

Dobrze, Piotrze. Naprawdę.

Wiesz zawahał się brat byłem w jej mieszkaniu, sortowałem rzeczy… Znalazłem szkatułkę. Tam były zdjęcia. Twoje też. Dużo. Wszystkie wycięte z rodzinnych fotografii i schowane osobno.

Kinga uniosła brwi ze zdziwieniem.

Po co?

Nie wiem. Może jednak coś czuła, tylko nie umiała okazywać? Może się bała, iż jak cię pokocha, mnie będzie mniej? Starzy ludzie bywają dziwni.

Może, Kinga wzruszyła ramionami. Teraz to już nieistotne.

Szli razem w stronę wyjścia z cmentarza pod jednym parasolem wysoki, silny Piotr i drobna Kinga.

Słuchaj, odezwał się Piotr, gdy podeszli do samochodów. Myślę, żeby sprzedać to mieszkanie. Sobie kupię większy pokój, chłopcom po małej kawalerce na przyszłość, a resztę… Może założymy fundację? Albo przeznaczymy na oddział dziecięcy w szpitalu? Niech te babcine pieniądze dadzą komuś radość, tak po prostu…

Kinga spojrzała na brata i pierwszy raz od dni naprawdę się uśmiechnęła, ciepło.

Wiesz, Piotrze… To byłaby najlepsza zemsta na babci Anieli. Najłagodniejsza na świecie.

Czyli ustalone?

Ustalone.

Pojechali każde w swoją stronę. Kinga jechała przez miasto, słuchała muzyki i czuła, jak w niej powoli pojawia się święty spokój.

Chyba brat miał rację. Niech część tych pieniędzy pójdzie na leczenie jakiegoś dziecka. Tak będzie sprawiedliwie.

Idź do oryginalnego materiału