Bajka o Kaczkach i Kurach: Dramatyczna Opowieść o Intrydze, Propagandzie i Dywersji [1952]

wybudzeni.com 1 dzień temu

Bajka o Kaczkach i Kurach: Dramatyczna Opowieść o Intrydze, Propagandzie i Dywersji [1952]

„Bajka o kaczkach i kurach” opisuje proces stopniowej destrukcji stabilnej wspólnoty (kaczek) poprzez nieograniczony altruizm, empatię, narrację moralną, instytucjonalne przejęcie oraz złośliwe strategie konkurencyjne realizowane przez przybyszy (kury). Historia jest alegorią konfliktu między zachowaniami adaptacyjnymi na poziomie krótkoterminowej moralności a długoterminową selekcją ewolucyjną i instytucjonalną.

Altruizm bez warunków → przejęcie norm → instytucjonalna złośliwość → użycie cudzej siły → rozpad → selekcja przez ucieczkę.

1. Altruizm początkowy – mechanizm otwarcia
Kaczki kierują się empatią i zasadą „wszyscy jesteśmy tacy sami”. Przyjmują kury bez warunków, nie żądając asymilacji ani wkładu. Ten altruizm jest:
— niski kosztowo na początku,
— motywowany współczuciem,
— społecznie nagradzany (moralna satysfakcja).
Mechanizm ten odpowiada altruizmowi niezweryfikowanemu, który w ewolucji jest adaptacyjny tylko przy wysokim stopniu pokrewieństwa lub wzajemności – tu nieobecnych.

2. Przejęcie funkcji miękkich (soft power)
Kury nie budują ani nie produkują – przejmują edukację, media, handel i narrację. Uczą młode kaczki, redefiniując normy:
— naturalne zachowania kaczek (pływanie) zostają uznane za „przestarzałe” lub „opresyjne”,
— brak zdolności kur (nieumiejętność pływania) zostaje przeformułowany jako problem dyskryminacji, nie kompetencji.

To mechanizm zmiany kryteriów oceny: zdolność → równość → inkluzja.

3. Złośliwość strategiczna – gra o sumie ujemnej
Kury zaczynają stosować zachowania złośliwe:
— domagają się przywilejów bez kosztów (klub pływacki),
— protestują przeciw finansowaniu infrastruktury, z której nie korzystają,
— używają sądów i moralnego szantażu do karania oporu większości.

Złośliwość polega na tym, iż niewielkim kosztem (protest, oskarżenie, narracja) powodują duże straty u grupy gospodarzy (utrata instytucji, norm, zasobów).

4. Instytucjonalizacja i legitymizacja
Media, sądy i religia zostają podporządkowane jednej narracji:
— opór zostaje nazwany „nienawiścią”,
— fakty zastępuje emocja,
— prawa większości zostają podporządkowane „ochronie mniejszości”.

To mechanizm samowzmacniającej się pętli: narracja → władza → narracja.

5. Eksport konfliktu i użycie cudzej siły
Kaczki zostają zmanipulowane do walki z gęsiami w imię „moralnego dobra”. Po zwycięstwie:
— kury przejmują kontrolę nad pokonanym terytorium,
— ustanawiają nowe struktury władzy,
— wykorzystują siłę kaczek przeciw innym ptakom.

To klasyczny mechanizm instrumentalizacji altruizmu: ktoś walczy, ktoś inny zbiera zyski.

6. Rozpad wewnętrzny
Społeczeństwo kaczek ulega:
— demoralizacji młodych,
— penalizacji krytyki,
— erozji norm i produktywności.

Zachowania złośliwe są nagradzane, a altruistyczne wykorzystywane.

7. Selekcja i ucieczka
Niewielka grupa kaczek opuszcza system, ponosząc ogromny koszt krótkoterminowy (ryzyko, śmierć), ale tworzy stabilną, produktywną wspólnotę. To przykład:
— selekcji grupowej,
— przewagi strategii długoterminowej nad moralnym impulsem.

8. Cykliczność zjawiska
Historia zatacza koło – do nowej wspólnoty znów pukają kury. Przypowieść kończy się tezą, że:
— nieograniczony altruizm bez selekcji jest ewolucyjnie nieadaptacyjny,
— złośliwe strategie zawsze pojawią się tam, gdzie można je bez kosztowo stosować.

https://rumble.com/v756zss-bajka-o-kaczkach-i-kurach.html

Kliknij, aby uzyskać dostęp theducksthehens.pdf

Poniższy utwór nosi tytuł „Bajka o kaczkach i kurach” i został napisany przez George’a Lincolna Rockwella.

Dawno temu, gdy zwierzęta mówiły ludzkim głosem, kaczki przeżyły coś niezwykłego. Ich historia jest naprawdę wyjątkowa. Nad stawem mieszkało co najmniej dziesięć tysięcy kaczek. Ich kacze szczęście nie było zakłócane przez ludzi ani inne zwierzęta.

Pewnego dnia przy bramie rozległ się straszny hałas. Sto kur, wszystkie zdyszane, błagało, by je wpuścić. Wpuśćcie nas, wołały te biedne ptaki, zanim padniemy ze zmęczenia. Ledwo udało nam się uniknąć ognia. Ich pióra były przypalone, a grzebienie smętnie zwisały. Wyglądały naprawdę żałośnie.

Przebiegły ponad sto sześćdziesiąt kilometrów, biegły cały dzień i całą noc. Wchodźcie, wchodźcie! – zakwakały kaczki – nasze serca krwawią z troski o was. Podzielimy się z wami naszym szczęściem. Powiedzcie nam tylko, czego potrzebujecie.

I tak te biedne, zmokłe kury zamieszkały wśród kaczek. W końcu — powiedziały kaczki — pod skórą jesteśmy siostrami. Nim minęło kilka miesięcy, kury wróciły do formy.

Sprowadziły wszystkich swoich kogucich przyjaciół, którzy również zostali mile przyjęci. By sprawić euforia gospodarzom, kury próbowały chodzić jak kaczki i kwakać. gwałtownie nauczyły się naśladować kacze zwyczaje. To bardzo ucieszyło stado kaczek, bo podniosło ich dumę.

Ale posłuchajcie tej historii i zobaczcie, jak zostały wyprowadzone w pole.

Okazało się, iż kaczki cały czas zajmowały się urządzaniem gospodarstwa, uprawiały jedzenie, budowały domy i sprzątały każdy zakątek.

Zapytano kury, co zrobią, by zarobić na codzienny chleb. Będziemy uczyć, pisać, zabawiać, kupować i sprzedawać — odpowiedziały.

I tak kury zaczęły uczyć kaczęta i kurczęta. Handlowali jedzeniem, jajkami i różnymi rzeczami, stosując rozmaite sprytne sztuczki. Pisali znakomite książki i wystawiali przedstawienia, w których nie brakowało geniuszu.

Wkrótce kury przejęły gazetę 'Codzienne Kwakanie z Kaczopolis’.

Pewnego dnia kaczka-matka, która zabrała swoje kaczuszki nad jezioro, była zdumiona, gdy jedno z nich powiedziało: nie będę pływać, nie zamierzam.

Jak to? Przecież kaczuszki zawsze pływają! – zawołała zaskoczona.

Przecież do tego jesteś stworzony. Tak jak króliki skaczą, świerszcze cykają, a krowy najczęściej muczą. Jesteś nienormalna, odpowiedział jej syn. To już przeżytek. Ptaki nie powinny pływać. Poza tym na moim zadku jest okropnie zimno.

No dobrze, powiedziała matka kaczka. Gadasz jak głupiec. Wtedy pozostałe kaczuszki zakwakały. On ma rację. Tego uczyliśmy się w szkole.

Przestańcie tak mówić! — krzyknęła matka. Te kury nie potrafią tak kłamać. jeżeli chodzi o niewdzięczność i bezczelność, to naprawdę przechodzi wszelkie granice.

Ale się myliła, bo już wtedy kury stukały w beczkę, domagając się przyjęcia do klubu pływackiego w Kaczopolis.

Ale przecież nie umiecie pływać! — zawołały kaczki.

Dlaczego miałoby was to obchodzić, iż chcecie dołączyć? Nie o to chodzi, odpowiedziały kury.

Wykluczanie nas jest niesprawiedliwe.

Młodsze kaczki, które chodziły do szkoły, od razu się zgodziły.

Wykluczanie ich to uprzedzenie.

Sprzeciw wobec dostosowań to postawa antykurza.

Starsze kaczki, będąc w mniejszości, gwałtownie przegrały.

Kury mogłyby dołączyć do klubu pływackiego, jeżeli opłacą składki.

Tej nocy gazeta 'Codzienne Kwakanie z Kaczopolis’ opublikowała taki nagłówek na pierwszej stronie.

Reakcjonistyczne kaczki poniosły porażkę.

Kaczopolis idzie do przodu.

Na zabawie w Kaczopolis młodzi bawili się w najlepsze, śmiejąc się radośnie.

W żartobliwych ripostach wyśmiewano stare, konserwatywne kaczki.

Następnego dnia kury pojawiły się w klubie.

Rozesłały petycję do wszystkich.

Z furią i głośno protestowały przeciwko funduszowi pływackiemu.

Wykorzystujecie nasze składki na remont stawu i utrzymanie go w czystości.

A to jest niesprawiedliwe, mówiły, bo przecież nie pływamy.

Boże, miej nas w opiece! – zawołała mądra, stara kaczka.

Te kury kompletnie oszalały.

Zaniesiemy tę sprawę do sądu, na Boga i dopilnujemy sprawiedliwości.

Ale gdy stanęli przed sędzią, wyobraźcie sobie ich zdumienie.

Kurzy sędzia orzekł, iż muszą zapłacić wysoką karę pieniężną.

Mniejszości muszą mieć zagwarantowane swoje prawa.

Sędzia od razu stwierdził, iż przeznaczanie składek kur na naprawę stawu jest wyraźnie nieprzyjazne wobec kur.

Gazeta 'Codzienne Kwakanie z Kaczopolis’ znów krzyczy wielkim nagłówkiem na stronie.

Stare, uparte kaczory nie chcą dostrzec nadchodzącej nowej epoki.

W niedzielny poranek w kościele w Kaczopolis kaznodzieja wygłosił następujące słowa.

Dyskryminacja musi się skończyć.

Pamiętajcie, wszyscy jesteśmy ptakami.

Najmądrzejsza kaczka w całym miasteczku pogrążyła się w czarnej rozpaczy.

Napiszę książkę, pomyślał i wtedy łatwiej zniosę to szaleństwo.

Niech pływacy pływają, skoczkowie skaczą, każdy niech idzie własną drogą, niech nikt nie zmusza drugiego ptaka.

Zmuszanie kur do pływania było błędem, oto sedno sprawy.

Tak samo źle jest, gdy kury próbują zrobić z naszych kaczek kury.

Nie mogę tego wydrukować, powiedział drukarz, bo będę miał przez to kłopoty.

Mój sklep jest zastawiony na rzecz kur.

Kury są właścicielkami mojej prasy.

Zaniepokojony kaczor próbował ostrzec przyjaciół słowem i piórem.

Młode kaczki, świeżo po szkole, tylko się naśmiewały,

to zagorzały przeciwnik kur.

Nieco wyżej wzdłuż strumienia znajdowało się Gęsiopolis nad jeziorem.

Kury dotarły także do Gęsiopolis, ale gęsi były bardziej czujne.

Gdy kury zaczęły psuć młode i lekceważyć prawa Gęsiopolis, gęsi w słusznym gniewie powstały i po prostu je przepędziły.

Oczywiście wiecie, dokąd wszyscy uciekli.

Wszyscy skierowali się do Kaczopolis.

Musimy przyjąć tych uchodźców, nalegały wszystkie kaczki.

Codzienne Kwakanie z Kaczopolis ogłosiło: te gęsi nie zatrzymają się przed niczym.

Planują podbić cały świat.

Dopuściły się okropieństw.

Tak, wszystkie młode kaczki się z tym zgadzały.

Pomożemy naszym ptasim przyjaciołom.

Te gęsi zamierzają nas podbić.

Czytaliśmy te słowa w 'Codziennym Kwakaniu’.

Wpuścili kury z Gęsiopolis, całą zaniedbaną gromadę.

Każda kura dostała posadę w 'Codziennym Kwakaniu z Kaczopolis’.

Kiedy skończyła się kadencja burmistrza Kaczopolis, Kwak wystawił swojego kaczora.

To był próżny i głupi kaczor, istny głuptas.

Ale gdy chwalił dzikie młode kaczki i wyklinał złe gęsi, Kwak ogłosił go najmądrzejszym.

Jego pochwały trwały bez końca.

Kury dorzucały się, żeby ten głuptas rozdawał ziarno za darmo.

Stare kaczki ze smutkiem kiwały głowami.

Widzieli to jak na dłoni.

I faktycznie, tego głupiego kaczora wybrano na burmistrza.

Od tej chwili kaczki w Kaczopolis nie miały już żadnych szans.

Burmistrz powiedział: Gęsiopolis musi zniknąć.

Zetrzemy ich z powierzchni ziemi.

Podczas gdy Kaczopolis spało, knowania dobiegły końca, bo Gęsiopolis zastawiło pułapkę.

Wyzywali gęsi od najgorszych.

Napchali ich staw patykami.

Pomagali łasicom łapać gęsi i robili inne sztuczki jak kury.

Gęsi się wkurzyły i zaczęły rzucać kamieniami.

To wojna! – ogłosił Kwak.

Kaczki muszą walczyć z tymi złymi gęsiami, aż je pokonają.

Kaczki, nieświadome wybryków burmistrza, zapałały patriotycznym zapałem i ruszyły do boju.

Gdy kaczki pokonały gęsi, burmistrz krzyknął: Odwrót!

Nasi przyjaciele z Kuropolis powinni przejąć główną ulicę Gęsiopolis.

Kury wróciły do Gęsiopolis.

Głodzili i bili gęsi.

Modlili się o pokój, ale utworzyli zbrojną policję w Kuropolis.

Osuszyli kąpielowy staw w Gęsiopolis i wyrzucili gęsi ze szkół.

Skręcili kark burmistrzowi Gęsiopolis, powołując się na świeżo wymyślone zasady.

Założyły radę kur i nazwały ją Zjednoczone Ptaki.

Pozostałe ptaki, które dołączyły, nie zauważyły ich podstępu.

Ledwie to powstało, już ogłosiły swój plan.

Przejąć Łabędziopolis jako dom dla całego swojego kurzego klanu.

Zorganizowały głosowanie wśród kur i wszystkie były za.

Łabędziopolis było dla kur, twierdziły, jeszcze zanim się tu sprowadziłyśmy.

I tak wyrzuciły wszystkie łabędzie, korzystając z pomocy i siły Kaczopolis.

Kaczki z Kaczopolis nie rozumiały, czemu łabędzie się do nich zraziły.

Kaczopolis było już wtedy w totalnym chaosie.

Młode kaczki kompletnie postradały rozum.

Kradły i szydziły z prawdy oraz prawa.

Były już całkiem zdemoralizowane.

Kury handlowały odurzającym zielem w każdym podejrzanym miejscu.

A kaczki, które o tym wspominały, od razu nazywano wrogami kur, antykurzystami.

Kury wszędzie głosiły tolerancję.

Przywoływały zasadę wzajemności.

A jednak wspierały biednych, chciwych i głupich.

W końcu choćby najbardziej nierozgarnięte kaczki zaczęły coś podejrzewać.

To się źle skończy, krzyczały… i zaraz to naprawimy.

Ale kury przewidziały choćby to. Miały kandydata, którego choćby stare, mądre kaczki uważały za nieskazitelnego. Ten kaczor sterowany przez kury pokonał gęsi. Był kaczorem-żołnierzem. I choć kury go wystawiły, kaczki wierzyły, iż jest niezależny. Ten kaczor na usługach kur został wybrany dzięki ignorancji i chciwości, kurzym kłamstwom i łapówkom w postaci paszy.

Kury zaczęły pomiatać kaczkami bez cienia wstydu, aż burmistrz został tylko z nazwy. Wypompowały staw do ostatniej kropli. Nauczyły kaczki piać jak koguty.

Gdy kaczek było coraz mniej, kury zaczęły się mnożyć. Kury wzburzyły wesołe kruki z sosnowego lasu, by walczyły, mieszały się i żeniły z kaczkami w imię braterstwa.

Sytuacja była tak zła, iż 50 kaczek, pamiętających dawne czasy, zabrało swoje żony i dzieci i postanowiło odlecieć. Przeleciały przez burzę i nawałnicę. Zmarzły, wiele z nich zginęło. Ale nie poddawały się i w końcu dostrzegły piękne jezioro.

Osiedliły się wyczerpane, ale gwałtownie zabrały się do pracy. Budowały, karczowały i uprawiały ziemię. Nie uchylały się od żadnego niebezpieczeństwa. Po latach ciężkiej pracy ta niewielka grupa znacznie się powiększyła. Otaczające pola były pełne zboża z wysianych przez nich nasion.

Pierwsze kaczki już dawno odeszły. Ich zmagania dawno się skończyły. Dzięki pracy i trudom ich euforia była jeszcze większa.

Pewnego dnia przy bramie rozległ się ogromny hałas. Sto kur, zdyszanych, błagało o wpuszczenie. Wpuśćcie nas, błagały biedne ptaki, zanim padniemy. To dosłownie o włos.

Ta opowieść naprawdę nie ma końca. Bo niezależnie od tego, jak bardzo z nimi walczysz, te kury i tak zawsze się pojawią. I tak w nieskończoność.

Idź do oryginalnego materiału