Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy Ewy, Marek powoli doszedł do siebie – mama w ostatnim czasie leżała w szpitalu, właśnie tam odeszła. Wcześniej przebywała w swoim domu obok, Marek oraz jego żona Vera na zmianę się nią opiekowali. Mimo iż proponowali mamie przeprowadzkę, ta za nic w świecie nie chciała się ruszyć ze swojego miejsca. – Synku, tutaj zmarł twój tata, i ja też tu umrę. Tak mi łatwiej – płakała, a on nie potrafił się jej sprzeciwić. Byłoby im łatwiej, gdyby mama leżała u nich, ale z drugiej strony nie chcieli, żeby trzynastoletnia córka Kasia patrzyła, jak babcia gaśnie. Marek pracował na zmiany, Vera była nauczycielką w podstawówce – zawsze więc byli w pobliżu mamy, choćby nocowali na zmianę u niej w domu. – Mamo, czy babcia długo jeszcze pożyje? – pytała Kasia. – Szkoda mi jej, jest taka dobra. – Nie wiem, córeczko, ale kiedyś to przyjdzie, takie życie… Stan babci się pogorszył, zabrano ją do szpitala. Marek miał młodszą siostrę, Ritę, jej syn Antoś większość czasu był pod opieką babci i Very; sama Rita wiecznie „w delegacjach”. Po rozwodzie z mężem nie chciała zajmować się mamą, wiedziała, iż brat z żoną się nią opiekują. Rita była zupełnym przeciwieństwem brata – ostra, bezwzględna, kłótliwa. Trzy dni po przewiezieniu do szpitala mama Marka i Rity zmarła. Po pogrzebie postanowili sprzedać jej dom – kto się nim zajmie, popadnie w ruinę. Mama dawno przepisała dom na syna, z córką miały złe relacje. Rita o tym wiedziała i z matką nie rozmawiała. Po sprzedaży domu Vera nalegała: – Jak tylko dostaniesz pieniądze, podziel je na pół z Ritą. – Ale u niej wszystko gra, była teściowa zostawiła jej mieszkanie, a sama przehula te pieniądze – bronił się Marek. – To nie istotne, Marek. Będziesz mieć czyste sumienie, a ona nie będzie po ludziach opowiadać, jak nas rozdzielili. Marek się zgodził, przekazał siostrze połowę kwoty. Zamiast podziękowania usłyszał: – To wszystko? A gdzie reszta? Czas płynął, Kasia miała już piętnaście lat, kiedy spotkało ich kolejne nieszczęście – Vera zachorowała. Wcześniej czuła się zmęczona, ale zrzucała to na pracę w szkole. Pewnego dnia zemdlała na podwórku. Po badaniach lekarz przekazał Markowi tragiczną wiadomość – nowotwór, już za późno, by cokolwiek zrobić. niedługo Vera leżała w domu, Marek i Kasia opiekowali się nią jak umieli, ale choroba postępowała. Marek nauczył się robić zastrzyki, wziął urlop. Potem wrócił do pracy na zmiany, a Kasia po szkole karmiła mamę, myła, robiła co mogła. Pewnego dnia przyszła Rita. – Marek, popsuta pralka, naprawisz? Obiecał, naprawił ją następnego dnia. – Może czasem byś wpadła do nas, pomogła Kasi przy mamie – prosił. – Znasz Verę dobrze, opiekowała się twoim Antosiem, mieszkanie ci wywalczyła, gdy chciał cię były mąż ograbić… – Daj spokój, tamte czasy minęły – odparła Rita lodowato. – Mi wystarczy, iż kiedyś jej dałam złoty pierścionek i sama mi go zwróciła. – Tylko ona ci go oddała, a ty zadowolona zabrałaś z powrotem… – Tak, bo mogłam. Co innego pilnować dziecka, a co innego siedzieć przy umierającej. Nie mam zamiaru, nie chcę. Marek po tych słowach zamknął temat siostry. Vera słabła, aż któregoś dnia Kasia zobaczyła wracającego ojca i wybiegła na spotkanie. – Tato, mamie bardzo źle. Nie je, leży tyłem do nas, nie mówi nic. – Poradzimy sobie, córeczko, musimy. Tej nocy Vera zmarła. Po pogrzebie Marek bardzo to przeżywał, brakowało mu żony i matki Kasi, ale wiedział, iż do końca była otoczona troską – nie cierpiała już, a córka nie musiała oglądać jej w bólu. Kasia także przeżywała żałobę, ale pocieszała ojca: – Zrobiliśmy wszystko co się dało, musimy się z tym pogodzić. Najważniejsze, iż mamy siebie. – Jakaś ty dojrzała, córeczko – westchnął Marek. – To nieszczęście gwałtownie cię dorosło. Od tej pory zawsze byli razem, Kasia nauczyła się gotować, czekali na siebie. Któregoś dnia Kasia po szkole mówi: – Tato, przyszła ciocia Rita, chciała zabrać maminą futrzaną kurtkę i inne rzeczy. Powiedziała, iż masz być w temacie. – Nic jej nie oddawaj, nie wpuszczaj jej do domu – zirytował się Marek. Później, gdy był w pracy, bardzo źle się poczuł – ból w sercu, duszność, ledwo zdołał wezwać pomoc. Zabrano go do szpitala z przedzawałem. Kasia została sama – dom, szkoła, ojciec w szpitalu. Robiła co mogła, odwiedzała ojca z domowym jedzeniem. Pewnego dnia przyszła Rita z ciastem dla Marka. Po niej zajrzał Antoś: – Zapomniałem kluczy, mogę kawałek ciasta? Po zjedzeniu kawałka Antoś zbledł, dostał silnych duszności, upadł przy wejściu do szpitala. Ku przerażeniu okazało się, iż ciasto było zatrute. – Co on jadł? – pytał lekarz Kasię. – Ciasto od cioci Rity. Lekarz zabronił dawać ciasto Markowi, przekazał je do analizy – okazało się, iż Rita chciała otruć brata, by zdobyć jego dom i pieniądze. Nie przewidziała jednak, iż ofiarą padnie jej własny syn. Po wyjściu Marka ze szpitala wszyscy, z Antosiem i Kasią, odwiedzili Ritę w areszcie. – Wybaczcie mi, to wszystko przez złość… – płakała. Marek wycofał zgłoszenie, Rita wróciła do domu. Antoś nie mógł jej wybaczyć, Marek tłumaczył: – Rodziców się nie wybiera. Każdy może zbłądzić, ale czasem warto dać szansę, o ile ktoś żałuje naprawdę. Wszystko zaczęło się jakoś układać – Antoś dostał się na studia, Kasia kończyła liceum i planowała pójść na pedagogikę – tak jak marzyła jej mama. – Dasz radę, córeczko, trzeba się uczyć. My z tobą będziemy żyć dla siebie nawzajem, w weekendy i święta będziesz wracać do domu. Mama zawsze chciała, żebyś została nauczycielką.

naszkraj.online 1 dzień temu
Powiem Ci To wszystko się działo po tym, jak zmarła mama Tomka. On długo nie mógł dojść do siebie, chociaż ostatnie miesiące i tak mama spędziła w szpitalu, tam właśnie odeszła. Wcześniej była jeszcze w swoim domu, wtedy Tomek i jego żona Basia na zmianę się nią opiekowali. Ich domy stoją tuż obok, więc Tomek […]
Idź do oryginalnego materiału