Będziemy żyć dla siebie nawzajem
Po śmierci matki, Andrzej powoli dochodził do siebie. Mama w ostatnich tygodniach leżała w szpitalu, tam też zmarła. Wcześniej chorowała jeszcze w swoim domu – razem z żoną Bożeną opiekowali się nią na zmianę. Mieszkali tuż obok siebie, ale choć Andrzej namawiał mamę, żeby przeniosła się do nich, ona uparcie odmawiała.
Synku, tu odszedł twój tata, ja też chcę tu umrzeć. Tak mi będzie łatwiej płakała, a on nie umiał jej odmówić.
Z Bożeną byłoby im łatwiej, gdyby mama leżała u nich, ale z drugiej strony, ich córka, trzynastoletnia Anulka, nie musiałaby patrzeć, jak babcia powoli odchodzi. Andrzej pracował na zmiany, Bożena była nauczycielką wczesnoszkolną w podstawówce. Dlatego matka zawsze miała opiekę, a oni choćby nocowali u niej na zmianę.
Mamo, a babcia niedługo umrze? pytała Anulka Szkoda mi jej, taka dobra dla nas była.
Nie wiem, córeczko, ale kiedyś ten czas nadejdzie, takie jest życie.
Stan babci pogorszył się i zabrano ją do szpitala. Andrzej miał siostrę, Edytę, młodszą o trzy lata, która wychowywała nastoletniego syna, Maćka. Najczęściej Maćkiem opiekowała się babcia z Bożeną, bo Edyta wiecznie gdzieś jeździła służbowo. Od dawna była po rozwodzie, nie chciała opiekować się matką, wiedząc, iż brat z żoną się tym zajmują. Edyta była przeciwieństwem Andrzeja. Twarda, bezwzględna, awanturnicza.
Po trzech dniach matka Andrzeja i Edyty zmarła w szpitalu. Po pogrzebie postanowili sprzedać jej dom, bo wymagał opieki, a bez niej gwałtownie by niszczał. Dom od dawna był przekazany Andrzejowi, z Edytą matka nie miała dobrych relacji. Edyta o tym wiedziała i od lat z matką nie rozmawiała.
Mimo to, po sprzedaży domu Bożena nalegała:
Andrzej, jak tylko pieniądze wpłyną, podziel się po połowie z Edytą.
Bożena, Edyta ma przecież swoje mieszkanie. Były mąż zostawił jej dobre lokum, a pieniądze zaraz roztrwoni.
To bez znaczenia, Andrzej, uczciwość mamy po swojej stronie. Inaczej będzie nas potem publicznie obgadywać.
Andrzej przyznał żonie rację i oddał Edycie połowę pieniędzy za dom. Ta tylko rzuciła:
I to wszystko? Gdzie reszta?
Czas mijał, Anulka skończyła już piętnaście lat, a tymczasem los znowu doświadczył Andrzeja. Bożena zachorowała i musiała leżeć. Od dawna źle się czuła, tłumaczyła to zmęczeniem, w końcu praca z dziećmi nie jest łatwa. Zasłabła przed domem zabrano ją do szpitala, a tam wykryto paskudną chorobę w bardzo zaawansowanym stadium.
Czy można jej jeszcze jakoś pomóc? zapytał zrozpaczony Andrzej lekarki, ale ta tylko rozłożyła ręce.
Robimy co się da, ale trafiła do szpitala zbyt późno. Sama z siebie nie zgłosiła się do lekarza?
Przecież mówiłem, żeby poszła do lekarza. Ale Bożena zawsze myślała o innych, nigdy o sobie westchnął.
Wkrótce przywiózł Bożenę do domu. Leżała, nie podnosiła się. On i córka opiekowali się nią, ale choroba codziennie postępowała. Andrzej sam robił Bożenie zastrzyki, wziął choćby urlop, by być przy niej. Urlop się skończył, musiał wrócić do pracy. Anulka po szkole karmiła mamę, myła ją, była wyczerpana.
Któregoś dnia przyszła Edyta.
Andrzej, pralka mi padła. Znasz się, zerkniesz?
Dobrze, przyjdę jutro obiecał. Po pracy naprawił sprzęt.
Przy wychodzeniu z mieszkania Edyty powiedział:
Mogłabyś czasami do nas zaglądać, żeby Anulka nie zostawała sama z Bożeną. Ma dopiero piętnaście lat, jest jej ciężko, sama nie daje rady, kiedy mam nocną zmianę. Bożenka była ci bliska, to nie obca osoba. Twojego Maćka praktycznie wychowała, a przy rozwodzie pomogła ci zachować mieszkanie.
Daj spokój, już teraz będziemy wyliczać, kto komu co zrobił sto lat temu? Maćkowi już siedemnaście, wyszłam za mąż wcześniej od ciebie. No, pomagała Bożenka, ale wtedy byłam ciągle w delegacjach. Dałam jej za to złoty pierścionek.
Dałaś, tylko Bożena ci go zwróciła zaraz, a ty zadowolona zabrałaś.
Jak nie chciała, to wzięłam z powrotem. Ale wiesz, co innego pilnować zdrowego dziecka, a co innego siedzieć przy umierającej. Nie chcę, nie mam ochoty burknęła i choćby nie podziękowała za naprawę pralki.
Andrzej nie czuł do siostry żalu tylko powiedział:
Więcej nie proś mnie o przysługi. Jesteś bezduszna i zła.
Nie myślał już o siostrze. Bożena gasła szybko. Tego dnia Anulka zobaczyła przez okno wracającego ojca i wybiegła mu naprzeciw.
Tato, mamie coraz gorzej. Nie je, odwróciła się do ściany, nie odzywa się. Chciałam jej dać lek i wodę, ale
Nic się nie martw, poradzimy sobie, musimy.
Jednak tej nocy Bożena odeszła. Oboje płakali. Teraz zostali tylko we dwoje. Andrzej po śmierci żony poczuł choćby ulgę wiedział, iż Bożena już nie cierpi, a córka nie musi już tego oglądać. Bardzo kochał żonę, ale choroba zdążyła wyssać z niej wszystko, a z nich siły.
Po pogrzebie miał ciężko na sercu. Brakowało mu jej głosu, śmiechu, troski wspomnienia nie dawały spokoju. Tak bardzo była mu potrzebna, a jej już nie będzie. Anulka też cierpiała, ale próbowała choćby pocieszać ojca.
Tatusiu, zrobiliśmy wszystko, co się dało. Musimy się pogodzić, iż mamy już nie ma. Teraz jej lepiej, już nie cierpi. Jesteśmy tylko my i to najważniejsze.
Ależ ty dorosła jesteś, córeczko zdziwił się Andrzej. To, co stało się z mamą, gwałtownie cię dojrzałością obdarowało.
Anulka martwiła się o tatę, starała się być przy nim jak najczęściej. Andrzej też spieszył po pracy do domu, wiedząc, iż córka na niego czeka czasem choćby ugotuje coś na kolację, potem rozmawiali o wydarzeniach dnia.
Pewnego dnia, wracając z pracy, usłyszał:
Tato, po szkole przyszła ciocia Edyta.
Po co tu przyszła? Nie wpuszczaj jej do domu.
Weszła zaraz za mną, nie zdążyłam zamknąć. Powiedziała, iż musi zabrać mamy kożuch i jeszcze kilka rzeczy. Twierdziła, iż o wszystkim wiesz.
Nie dałam jej, była zła, wyszła.
Córeczko, niczego jej nie pozwalałem. Następnym razem ostrożniej zamykaj od razu drzwi, niech nie przychodzi.
Kiedy Andrzej był w pracy, nagle bardzo zabolało go serce. Nie mógł oddychać, bladł, tracił przytomność. Kolega od razu wezwał karetkę. Andrzeja zabrano do szpitala. Anulka przybiegła tam zapłakana. Lekarz ją pocieszał:
Spokojnie, tata jest przytomny, miał stan przedzawałowy. Potrzeba leczenia, ale będzie dobrze.
Teraz całe obowiązki spadły na Anulkę: tata w szpitalu, szkoła, dom. Nie miała na kogo liczyć, więc musiała ze wszystkim radzić sobie sama. Codziennie biegła do ojca, przynosiła mu choćby coś do jedzenia. Pewnego dnia przyszła Edyta z ciastem.
Anulka, upiekłam sernik dla twojego taty, jak się czuje? Nie pójdę do niego, bo mnie nie znosi, sama wiesz. Weź, zanieś mu, nie mów, iż ja piekłam.
Dziękuję, ciociu Edyto i ta zaraz wyszła.
Paręnaście minut po niej przyszedł Maciek, czasem pomagał Anulce w końcu był bratem. Kończył liceum i przygotowywał się do matury.
Zostawiłem klucze, to przyszedłem rzucił. O, Anulka, sama upiekłaś ciasto?
Nie umiem, twoja mama przyniosła je dla taty. Odetnę ci kawałek, zjesz po szkole, tacie i tak dużo.
Maciek chętnie się zgodził, Anulka zaparzyła mu herbatę. Potem razem poszli do szpitala. Nagle zobaczyła, iż Maciek zbielał na twarzy, spocił się, chwiał się na schodach przed wejściem, w końcu upadł. Dobrze, iż już byli w szpitalu.
Okazało się, iż w jego krwi wykryto jakiś trujący środek.
Co jadł? zapytał lekarz Anulkę.
Oto to ciasto, przyniosłyśmy dla mojego taty. Mama Maćka upiekła dla mojego taty.
Absolutnie nie dawaj tacie. Zabiorę do badania, trzeba sprawdzić.
Zadzwonili po Edytę przybiegła do szpitala.
Jezu, synku! Co ci się stało? Czym się tak zatrułeś?
Jadł twój sernik, ciociu Edyto. Odcielam kawałek, przyszedł po szkole, a potem źle się poczuł powiedziała Anulka. Edyta pobladła.
Po krótkim czasie Edytę zatrzymała policja. Okazało się, iż celowo domieszała czegoś w cieście, by otruć brata i sprzedać jego dom. W planie Anulka miała pójść na studia i mieszkać w akademiku. Edyta przeliczyła się nie przewidziała, iż Maćkowi też przypadnie zjeść ciasto.
Gdy Andrzej wyszedł ze szpitala, wraz z córką i Maćkiem odwiedzili Edytę podczas widzenia.
Przepraszam cię, Andrzej, Maćku, przepraszam cię, Anulka Zrozumiałam wszystko, wybaczcie mi, proszę płakała.
Andrzej wycofał skargę, Edyta po jakimś czasie wyszła. Maciek nie mógł matce przebaczyć, ich relacje się rozpadły, mieszkał najchętniej u Andrzeja i Anulki.
Wujku Andrzeju, nie wybaczę jej nigdy, nienawidzę jej Jak tak mogła?
Maciek, rodziców się nie wybiera. Twoja mama zrobiła straszną rzecz, ale naprawdę żałuje. Każdy może popełnić błąd. Daj jej szansę, wybacz, ona cierpi.
Stopniowo życie wracało na swoje tory. Maciek poszedł na studia, Anulka kończyła liceum, też chciała iść na uczelnię tylko nie chciała zostawiać taty samego.
Nic się nie bój, córeczko, jakoś sobie poradzę. Ty musisz się dalej uczyć. Będziemy żyć dla siebie. Będziesz przyjeżdżać na weekendy, w wakacje. Mama bardzo chciała, żebyś poszła do pedagogikiAnulka przytuliła się mocno do ojca i poczuła, iż świat znowu ma sens. Wiedziała już, iż ich rodzina, choć okaleczona przez tragedie i zdrady, potrafi się podnieść i iść dalej. choćby Maciek, choć tęsknił i wciąż miał żal do matki, odnalazł tu swój dom cichy azyl przed zawodem i smutkiem.
Z czasem coraz częściej przy wieczornym stole dzwonił dzwonek do drzwi. Ktoś dołączał na herbatę czy cichy film sąsiedzi, szkolni przyjaciele Anulki, kolega z pracy Andrzeja. Dom zapełniał się śmiechem, rozmową, zapachem pieczonych bułeczek Anulki. choćby Edyta pewnego dnia odważyła się zadzwonić: bała się, iż nikt nie otworzy. Ale drzwi dla niej pozostały uchylone. Bo Andrzej wiedział, iż najtrudniejsze rany mogą się zagoić tylko wtedy, gdy nie odtrącamy bliskich na zawsze.
W świąteczny wieczór usiedli wszyscy przy wspólnym stole, cicho wspominając tych, których zabrakło. Andrzej uśmiechnął się do córki i Maćka:
Widzicie, dzieci, rodzina to czasem samotna wyspa pośród burz, ale kiedy stoimy razem, żadna burza nie trwa wiecznie.
Anulka spojrzała na ojca, ściskając ciepły kubek w dłoniach, a serce rozgrzało jej się od nowej nadziei.
Mają siebie. I to wystarczy, by każdego dnia zaczynać na nowo.






![Małgorzata Tomaszewska o partnerze: Najważniejsze było dla mnie, czy mój syn go zaakceptuje [PODCAST]](https://m.mamadu.pl/3f099b66bde9ff4a8bfec0d4cc9df4be,1920,1080,0,0.webp)




