Bez „musisz” – czyli zwykły wieczór Antka: trzy talerze z zaschłym makaronem na stole, wywrócony kubek po jogurcie, otwarty zeszyt w kratkę, plecak Kostka rzucony w korytarzu, Weronika z nosem w telefonie i tata, który po całym dniu pracy już nie chce być tylko ojcem „od obowiązków”, ale po prostu pogadać z dziećmi – bez presji, o strachu, o tym, iż nie wszystko jest pod kontrolą, o szkole, wyborach i o tym, iż czasem dobrze po prostu razem pomyć naczynia

twojacena.pl 22 godzin temu

Bez trzeba

Szymon przekręcił klucz w zamku i wszedł do mieszkania. Na kuchennym stole leżały trzy talerze z zaschniętym makaronem, przewrócony kubek po jogurcie i otwarty zeszyt w kratkę. Plecak Michała leżał rzucony na środku korytarza, a Zuzanna siedziała na kanapie, z nosem w telefonie.

Zsunął torbę z ramienia, ściągnął buty. Chciał już coś powiedzieć o tych talerzach, ale głos ugrzązł mu w gardle z wyczerpania. Podszedł tylko do stołu, złapał jeden talerz i zaniósł do zlewu.

Tato, zaraz zmyję rzuciła Zuzanna, nie odrywając wzroku od ekranu.

Mhm.

Odkręcił wodę, podstawił talerz pod strumień. Makaron zmiękł, popłynął w stronę odpływu. Szymon zastukał palcami o blat, potem zgasił wodę i patrzył przez chwilę na mokre naczynia.

Zuza, gdzie Michał?

U siebie. Odrabia matmę.

A ty?

Już wszystko zrobiłam.

Wytarł ręce w ręcznik i ruszył do pokoju Michała. Syn leżał na dywanie, głowę oparł na zaciśniętej pięści. W zeszycie półtora zadania.

Hej powiedział Szymon.

Cześć.

Jak tam?

W porządku.

Lekcje?

Robię.

Szymon przysiadł na skraju łóżka. Michał rzucił na niego krótki wzrok, potem znów zapatrzył się w zeszyt.

Tato, coś się stało?

Sam nie wiem wymamrotał Szymon. Chyba jestem zmęczony.

I faktycznie nie wiedział. Od rana dzwoniła matka, kazała przyjechać pomóc przesuwać szafę. W pracy zebranie przeciągnęło się do osiemnastej, a w metrze był ściśnięty, przyklejony do drzwi. Teraz siedział w pokoju syna i rozumiał, iż nie chce mówić o talerzach, lekcjach, porządku. Nie chce być funkcją, która się włącza po powrocie do mieszkania.

Chodźcie na chwilę do kuchni powiedział. Wszyscy razem.

Po co? jęknął Michał.

Porozmawiać.

Michał skrzywił się.

Znowu o tej dwói z polskiego?

Nie. Po prostu porozmawiać.

Tato, lekcji nie skończyłem…

Skończysz potem. Pięć minut.

Wyszedł i zawołał Zuzę. Ona rzuciła telefon na kanapę i westchnęła z niechęcią.

Serio?

Serio.

Podeszła za nim. Michał wyszedł ze swojego pokoju, przystanął w progu kuchni, jakby nie był pewien, czy chce wejść.

Szymon usiadł przy stole. Odsunął zeszyt na bok. Zuzanna usiadła naprzeciwko, Michał usiadł na samym brzegu krzesła.

Coś się stało? spytała Zuza.

Nic się nie stało.

To po co ta rozmowa?

Szymon spojrzał na nią, potem na Michała. W oczach syna niepokój, ewidentnie czekał na złą wiadomość.

Chcę pogadać. Tak po prostu, szczerze. Bez trzeba zrobić lekcje, trzeba zmyć naczynia, bez tego wszystkiego.

To znaczy, iż talerzy nie musimy zmywać? Michał ostrożnie dopytał.

Zmyjemy później. Nie o to mi chodzi.

Zuza skrzyżowała ramiona na piersi.

Dziwnie się dziś zachowujesz.

Dziwnie zgodził się Szymon. Bo mi się już nie chce udawać, iż wszystko gra.

Zapadło milczenie. Szymon szukał słów, ale w głowie była tylko pustka.

Nie wiem, jak o tym mówić zaczął z wahaniem. Ale wydaje mi się, iż wszyscy tylko gramy role. Ja przychodzę, wy udajecie, iż wszystko ok, ja udaję, iż wierzę. Rozmawiamy o szkole, o jedzeniu, a tak naprawdę wcale nie rozmawiamy.

Tato, czemu nas denerwujesz? szepnęła Zuza.

Może dlatego, iż sam sobie nie radzę. I boję się, iż wy też, tylko ja choćby nie wiem, z czym.

Michał zmarszczył brwi.

Ja sobie radzę.

Na pewno? Szymon spojrzał na syna. To dlaczego od dwóch tygodni nie możesz zasnąć przed północą?

Michał zamilkł, zapatrzył się w stół.

Słyszę, jak się wiercisz powiedział łagodnie Szymon. I rano masz minę, jakbyś w ogóle nie spał.

Po prostu nie mam ochoty spać.

Michał.

No co?

Powiedz, jak jest.

Michał wzruszył ramionami, odwrócił się.

W szkole wszystko ok. Lekcje robię. Czego jeszcze ode mnie chcesz?

Nie pytam o lekcje.

Zuzanna weszła w słowo:

Tato, po co go maglujesz?

Nie magluję. Chcę zrozumieć.

A on nie chce mówić. Ma prawo.

Szymon przeniósł wzrok na nią.

Dobrze. To ty powiedz, jak się masz.

Wykrzywiła się lekko.

A co ja? Uczę się, spotykam się z dziewczynami, wszystko zgodnie z planem.

Zuza.

Zamilkła, spuściła oczy.

No co?

Już od miesiąca prawie wcale nie wychodzisz z domu. Koleżanki cię zapraszały dwa razy, odmówiłaś.

I co z tego? Nie chciało mi się.

Czemu?

Przygryzła wargę.

Bo mam dosyć ich gadania, wiecznie o chłopakach, o bzdurach. Wystarczy?

Wystarczy szepnął. Tylko wydaje mi się, iż jesteś smutna.

Potrząsnęła głową, jakby chciała z siebie coś zrzucić.

Nie jestem smutna.

Dobrze.

Zapanowała cisza. Cicho buczała lodówka.

Słuchajcie zaczął z trudem nie po to was tu zebrałem, żeby was wychowywać. I nie po to, żebyście mnie pocieszali. Po prostu powiem, jak jest: boję się. Każdego dnia. Boię się, iż zabraknie mi pieniędzy, iż babcia zachoruje i nie powie, iż w pracy mnie zwolnią. Boję się, iż coś przeżywacie, a ja tego nie zauważę bo jestem zbyt zajęty sobą. I mam już dość udawania, iż wszystko mam pod kontrolą.

Zuza mrugnęła, spojrzała uważnie.

Ale jesteś dorosły powiedziała cicho. Powinieneś sobie radzić.

Wiem. Ale nie zawsze sobie radzę.

Michał podniósł głowę.

A co będzie, jak sobie nie poradzisz?

Nie wiem odpowiedział Szymon zgodnie z prawdą. Może będę musiał poprosić o pomoc.

Kogo?

Choćby was.

Skrzywił się.

Ale my jesteśmy dziećmi.

Jesteście. Ale też jesteście częścią tej rodziny. I czasem po prostu potrzebuję, żebyście mi powiedzieli prawdę. Nie wszystko gra, tylko jak jest naprawdę.

Zuzanna wygładzała palcami blat, jakby ścierała okruszki.

Czemu to dla ciebie takie ważne?

Żeby nie być samemu.

Podniosła na niego oczy i w tych oczach zobaczył coś na kształt zrozumienia.

Boję się chodzić do szkoły Michał odezwał się nagle. Jeden chłopak mówi mi codziennie, iż jestem głupi. I wszyscy się śmieją.

Szymon poczuł, jak coś ściska mu klatkę piersiową.

Jak on się nazywa?

Nie powiem. Bo pójdziesz do szkoły, narobisz rabanu i będzie gorzej.

Nie pójdę. Obiecuję.

Michał spojrzał na niego nieufnie.

Na pewno?

Na pewno. Ale chcę wiedzieć, iż nie jesteś sam.

Syn skinął głową, spuszczając wzrok.

Nie jestem. Mam Kacpra, on jest spoko. Siedzimy razem.

Dobrze.

Zuza westchnęła.

Ja nie chcę iść na żadne studia powiedziała cicho. Wszyscy pytają, gdzie pójdę, a ja nie wiem. Kompletnie. I myślę, iż nigdzie się nie dostanę, bo na niczym się nie znam.

Zuza, masz czternaście lat.

No co z tego? Wszyscy już wiedzą. Tylko nie ja.

Nie wszyscy.

Wszyscy, których znam.

Zastanowił się.

W twoim wieku chciałem być geologiem. Potem mi przeszło. Potem znów zmieniłem zdanie. Teraz pracuję zupełnie gdzie indziej, niż myślałem.

I jak? Da się?

Różnie. Czasem jest w porządku, czasem ciężko. Ale życie nie musi być zaplanowane od początku do końca.

Kiwnęła głową, chociaż niepewnie.

Ale wszyscy mówią, iż trzeba się decydować.

Mówią przyznał. Ale to ich sprawy, nie twoje.

Spojrzała na niego krótko i pierwszy raz od dawna jakby się uśmiechnęła.

Tato, dzisiaj jesteś jakiś inny.

Jestem. Zmęczyło mnie bycie idealnym.

Michał się zaśmiał pod nosem.

Mogę ci zadać pytanie?

Jasne.

Naprawdę się boisz?

Naprawdę.

A co robisz, jak się boisz?

Szymon zastanowił się przez chwilę.

Wstaję rano i coś robię. choćby jeżeli nie wiem, czy to dobrze. Po prostu robię.

Michał kiwnął głową.

No, rozumiem.

Zapadła cisza. Szymon patrzył na swoje dzieci i wiedział, iż nie rozwiązał żadnych problemów, nie dał gotowych odpowiedzi, nie zabrał niepokoju. Ale coś się zmieniło: pokazał im siebie nie jako kolejną funkcję w rodzinie, ale człowieka i oni odpowiedzieli tym samym.

No dobra powiedziała Zuza i wstała czas pozmywać.

Pomogę ci wtrącił Michał.

Ja też dodał Szymon.

Wszyscy wstali, Zuza odkręciła kran, Michał podał gąbkę. Szymon chwycił ręcznik i zaczął wycierać. Pracowali w milczeniu, ale to była inna cisza niż zawsze. Nie pusta, tylko pełna.

Gdy ostatni talerz znalazł się na suszarce, Zuza wytarła ręce i spojrzała na ojca.

Tato, możemy kiedyś jeszcze tak porozmawiać?

Zawsze zapewnił.

Kiwnęła głową i wyszła do siebie. Michał zatrzymał się jeszcze w kuchni, ścisnął brzeg koszulki.

Dzięki, iż nie pójdziesz do szkoły rozmawiać z tamtym chłopakiem.

Ale jakby było naprawdę źle, to mi powiesz?

Powiem.

To chodź, dokończymy matmę.

Wrócili razem do pokoju Michała, usiedli blisko na dywanie. Szymon otworzył zeszyt, rzucił okiem na zadania. Michał przysunął się bliżej i razem rozwiązywali przykłady niespiesznie, jakby to był codzienny rytuał. Ale teraz Szymon wiedział, iż za tymi zadaniami kryje się chłopiec, który się boi, i iż on, Szymon, może być obok nie tylko jako sprawdzający, ale też jako ktoś, kto też się boi, a mimo to każdego ranka wstaje.

Może to niewiele, ale to był początek.

Idź do oryginalnego materiału