Cicha Obserwatorka

twojacena.pl 7 godzin temu

15 listopada 2025
Wpis do dziennika

– Czy wiesz, iż ta dziwna sąsiadka z pierwszego piętra to tak naprawdę potwór? Jarek, jak zwykle, podgryzał czekoladowy batonik. Mateusz zawsze zadziwiał się, jak Jarek potrafi żuć i żuć, nie zważając na to, co się wokół dzieje. Jarek pożerał słodycze na lekcjach, podczas przerw i po szkole. Pewnego razu, w sam raz w trakcie sprawdzianu z matematyki, zakręcił się przy cukierku, za co dostał mocny sprzeciw od pani matematyczki.

Mateusz natychmiast odłożył swój batonik i spojrzał na przyjaciela:
– Co masz na myśli? Jakie to potwory?
– Najprawdziwsze! Na głowie ma zamiast włosów wężycą łuskę, a nocą pożera dzieci! Słyszałeś, iż w mieście chłopcy znikają?
Mateusz miał z telewizji wiadomość o dwóch dziesięcioletnich chłopcach, których od tygodnia nie odnaleziono. Ale co Jarek wymyśla? Szóstoklasista, który wciąż wierzy w takie bajki!

Te bzdury nie opuściły mu głowy przez cały dzień. Schodząc na swój siedmy piętro (Jarek mieszkał na dziewiątym), Mateusz nie mógł się skupić na zadaniu domowym cały czas myślał o sąsiadce. Zachowywała się niezwykle dziwnie: wychodziła z mieszkania na pierwszym piętrze tylko wieczorami lub w deszcz, zawsze ubrana w ciemny płaszcz z kapturem zasłaniającym twarz. Nikt nie znał jej imienia, wieku ani zajęcia, a okna były zasłonięte ciężkimi zasłonami. Gdy ktoś przechodził w holu, ona milcząco omijała go z opuszczoną głową. Nie słyszano od niej ani jednego słowa.

Starsze pani z klatki, które nazywały ją szalona i niewyobrażalna, nie wiedziały o niej nic więcej. Pewnego popołudnia Mateusz podsłuchał ich rozmowę:

– Wyszłam zrobić zakupy, wracam z ciężkimi torbami, a ta szalona właśnie wychodzi z mieszkania. Gdy mnie zobaczyła, przycisnęła się do ściany i tylko spojrzała spod kaptura. Żadnego dzień dobry, żadnego do widzenia!
– No tak, zupełnie nienormalna. Unika ludzi jakby byli zarazą! Widziałam ją kilka razy, jak o 23:00 wyłania się z klatki, niczym cień. Gdzie ona nocą chadza? A w dzień siedzi w domu jakby się nie ruszyła.
– Cóż, niewyobrażalna i tak właśnie jest!

Rano lekcja historii nie poszła mi najlepiej. Nauczyciel wezwał mnie do tablicy, a ja zaczepiając się o Jana Mądrego, udawałem, iż coś wiem. Pan profesor jednak wyczuł, iż nie mam pojęcia, i podarował mi czwórcik. Zawiedziony, bo mógłbym przynajmniej posiąść wiedzę o władcy noszącym to samo imię, co mój najlepszy kumpel

Po przerwie podchodził do mnie złowrogi Koltunowski, nazywając mnie Jarek Gruby. Jego pomocnicy, Tolek i Żorek, chichotliwie podążali za nim, wykrzykując przezwisko i wyrywając mi z ręki opakowanie croissanta, które właśnie miałem zjeść. Krzyknąłem:

– Oddaj croissanta! wiedząc, iż wchodzę w tarapaty. Nie mogłem zostawić przyjaciela w potrzebie, zawsze stałem w jego obronie, choć to przydarzało się często.

Koltunowski zwrócił się do mnie z uśmiechem:

– O, Cienki broniący Grubego!

W klasie tak nazywaliśmy się Gruby i Cienki. Siedzieliśmy przy jednym biurku, chodziliśmy razem do szkoły i po szkole. Byłem szczupły i wyglądałem młodziej niż moje lata, a przy Jarku wydawałem się jeszcze cieńszy niż patyk.

Gdy próbowałem wyciągnąć croissanta z ręki Koltunowskiego, prawie mi się udało, ale niezdarnie wylądowałem, potrąciwszy globus stojący na biurku nauczyciela. Globus spadł z hukiem, pękł na dwie części, a w jednej pojawiła się długa szczelina. Właśnie wtedy weszła pani geografka

Globusa nie zniszczyła, ale po lekcji pani nauczycielka oznajmiła:

– Mateusz, zostaniesz.

Z niechęcią podszedłem do jej biurka, unikając spojrzenia. Spojrzała mi w twarz:

– Mateusz, co ty robisz? Jesteś rozsądny chłopak

Zrobiła przerwę, a jej intensywne spojrzenie i napięcie w powietrzu sprawiły, iż chciałem schować się pod ławką. Myślałem już, iż skieruje mnie do dyrektora albo zadzwoni do mojej mamy a już i tak dostałem w domu czwórcik od rodziców

Na szczęście pani geografka powiedziała:

– Nie będę wzywać rodziców, ale po lekcjach pomóż mi z podręcznikami.

– Dobrze, Pani Natalii Konstantynowo, westchnąłem, spoglądając na moje stare trampki.

Mogę powiedzieć, iż miałem szczęście nie zadzwońiono po rodziców. Jednak nastrój był przygnębiony. Po szkole Jarka od razu zabrali do lekarza, więc nie mógł zostać ze mną i podzielić się nieprzyjemną karą.

Po lekcjach z hukiem pobiegliśmy po odzież, a ja, patrząc na zamieszanie w szatni, ruszyłem do pokoju geografki. Zmuszyła mnie przenosić podręczniki z biblioteki, a potem sprzątać klasę. To zajęło ponad dwie godziny, a gdy w końcu opuściłem szkolny budynek, na dworze wisiały już wilgotne, szare zmierzchy.

Niechętnie szedłem do domu, patrząc pod buty i rozmyślając o całym dniu. Było mi przygnębiająco, a drobny deszcz próbował zakryć się pod kapturem.

Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe? Zrobiłem to, co zawsze broniłem przyjaciela, a skończyłem z czwórką, a nie on. Koltunowski nie został ukarany, choć to on był winny całej sytuacji. I ten wkurzający deszcz… Ciocia z daleka pokazuje mi zdjęcia zaśnieżonych ulic, które wyglądają jak z bajki, a ja wciąż wędruję po mokrych chodnikach i wietrze, który wdziera się pod skórę.

Nie zauważyłem, iż już szedłem znanym szlakiem z Jarkiem przez park. Zawsze chodziliśmy razem w świetle dnia. Teraz byłem sam. Na mokrej alei drzewa sztywno trzymały się bladego nieba, a przydrożne krzaki wyglądały jakby chciały połknąć każdego, kto się zbliży. Pomyślałem, iż może ktoś czai się w krzakach, czekając na kolejną ofiarę.

Nagle przypomniałem sobie o dziwnej sąsiadce z pierwszego piętra. Co, jeżeli właśnie ona wyszła na polowanie i czai się w ciemności, patrząc spod kaptura swoimi wężowymi źrenicami? Myśl ta przyspieszyła mój krok.

Zimny dreszcz przeszedł po moim karku to nie był wiatr ani deszcz. Odwróciłem się i zobaczyłem za sobą ciemną sylwetkę w kapturze

Zacząłem biec, a zza pleców usłyszałem:

– Hej, chłopcze, poczekaj! Stań!

Głos był męski, ale nie przynosił ulgi. Wiedziałem, iż nie wolno rozmawiać z nieznajomymi, zwłaszcza w takiej bezdrożnej alei.

Mój plecak ciążył niczym kamień, uderzając w plecy i nie pozwalając na pełne przyspieszenie. Kroki nieznajomego zbliżały się, a pod nogami szeleścił żwirek. Złapał mnie za ramię plecaka i wciągnął w stronę, gdzie w ciemnościach czaiła się kolejna postać.

Co ty robisz? wymamrotałem, patrząc w twarz nieznajomego. Jego twarz była surowa, a w jednej ręce trzymał coś, co pachniało jak płyn do mycia okien. Zapach był tak ostry, iż poczułem, jak wirowała mi głowa.

Nagle z krzaków wyłonił się mniejszy, zgrabny człowiek w kapturze i rzucił się na napastnika. Złapał go za rękę, a ja miałem chwilę, by wyrwać się z uścisku. Stałem tam, zamrożony, jakby korzenie wbiły się w moje stopy. Czas zdawał się rozciągać w nieskończoność, a ja patrzyłem na dwie czarne cienie w kapturach.

Mężczyzna wyższy uderzył w ziemię, a ten mniejszy przyciskał mu szyję. Z kaptura wypłynęły długie, ciemne włosy. To była kobieta.

Zdumiony, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. To była sąsiadka z pierwszego piętra tę samą bladą twarz, którą widziałem kilka razy, zawsze skuloną pod kapturem. Teraz jej twarz była pokryta krwią, a z ust wystawały dwa długie kły. Przysunęła rękę, wycierała krew rękawem, jakby to była śmietana.

W jednej chwili podeszła do mnie, a jej oczy rozbłysły żółtym, kocim blaskiem. Zanim zdążyłem zareagować, zniknęła w krzakach, a na mokrym żwirze leżało martwe ciało mężczyzny, szyja spłynęła krwią, a wokół rozlała się ciemna kałuża. Odłóżona krawatka z ostrym zapachem leżała samotna, niepotrzebna, jak jej pan

Z trudem wytrzymałem przerażenie i pobiegłem z parku. Biegłem tak, jak nigdy przedtem. Po pięciu minutach wpadłem do mieszkania, opierając się o drzwi, ledwo łapiąc oddech. Na szczęście w domu nie było rodziców nie musiałbym tłumaczyć, dlaczego uciekam.

Postanowiłem nikomu nie mówić choćby Jarkowi. To, co przeżyłem, nie mieściło się w mojej głowie. Czy Jarek miał rację, mówiąc o potworze? Może nie o łuskach na głowie, ale o tym, iż ta kobieta pożerała dorosłych, nie dzieci. Czy więc wampiry naprawdę istnieją? Okazało się, iż to potwór uratował mnie przed człowiekiem, a nie odwrotnie, jak w filmach.

Wiedziałem, iż nikt mi nie uwierzy. Rodzice odrzucą to jako dziecięcą fantazję, a Jarek pomyśli, iż wampir nie mógłby mnie ocalić. Nie rozumiałem, dlaczego ta wampirzyca zostawiła mnie przy życiu.

Od tej nocy spędzałem wolny czas przed telewizorem, bo bałem się przegapić wiadomości o ciele znalezionym w parku. Nie było jednak żadnych doniesień. Dopiero po trzech dniach w wieczornym raporcie pojawiła się krótka informacja o dwóch zaginionych chłopcach odnalezionych w domu mężczyzny, który w podziemiach trzymał ich tam. Nie wspomniano, jak mężczyzna zmarł i gdzie znaleziono ciało.

Może nie chcieli wzbudzić paniki? Myśl o wampirze krążącym po mieście z pewnością przestraszyłaby mieszkańców bardziej niż zniknięcia dzieci

Zrozumiałem, iż telewizja nie powie mi już nic więcej. Po jakimś czasie zapomniałem o całej sprawie, a wspomnienia o sąsiadcewampirze stopniowo topniały w szkolnych troskach, przedświątecznym zamieszaniu i planach na ferie.

W grudniu, pod koniec miesiąca, kiedy śnieg pokrył Warszawę, ja i Jarek wracaliśmy z sekcji szachowej. Złał nas pierwszy piętro, a ona nasza znana niewyobrażalna wymknęła się z klatki. Jarek nie zauważył jej, tak pochłonięty opowieścią o zwycięskiej partii. Jarek od kilku tygodni ograniczał słodycze, schudł i choćby Koltunowski przestał go dokuczać.

Patrzyłem na tę bladą postać, gdy zbliżyła się do nas. Rzuciła przelotne spojrzenie pod kapturem i ruszyła dalej. Przypomniałem sobie jej krwawą twarz i kły, a jednocześnie zobaczyłem przed sobą po prostu starą, bladej kobiety, bez kłów i żółtych oczu. Uśmiech rozciągnął się po jej ustach jakby nic się nie stało.

– O, to nasza niewyobrażalna z pierwszego piętra! wykrzyknął Jarek, w końcu odrywając się od rozmowy o szachach.
– Tak dodałem cicho, nie chcąc przyznać się do strachu.

Zanim weszliśmy do klatki, jeszcze raz rzuciłem okiem na ciemną sylwetkę w kapturze. Powoli zniknęła w białym puchu, jakby topiła się w śniegu

Co z tego wynika? Życie nie zawsze nagradza odwagę, a niesprawiedliwość potrafi przybrać najdziwniejsze formy. Najważniejsze, co wyniosłem z tego doświadczenia, to iż warto zachować czujność i nie lekceważyć intuicji, choćby gdy inni szydzią z twoich obaw.

—Nauczyłem się, iż nie każdy cień w kapturze jest wrogi, ale warto zawsze słuchać własnego serca.

Idź do oryginalnego materiału