Daj nam klucze do Waszej działki, zamieszkamy tam na trochę – małżeństwo zaprosiło przyjaciół do goś…

polregion.pl 2 dni temu

– Dajcie klucze do działki, pomieszkamy tam trochę,
małżeństwo pozwoliło znajomym zatrzymać się u nich, nie przewidując konsekwencji.
————————————————————————————–
U Pawła rozchorowała się matka, więc on wraz z żoną, Małgorzatą, zostali na święta w domu. Sylwestra spędzili kameralnie, w rodzinnym gronie. Ich przyjaciele, Weronika i Artur, byli nieco zawiedzeni, bo Paweł i Małgorzata w ostatniej chwili wycofali się ze wspólnego wyjazdu na działkę. Kto jednak mógł przewidzieć, iż pani Maria akurat w święta rozchoruje się tak poważnie?

Mimo wszystko Małgorzata czuła się trochę winna tej sytuacji.

Kiedy drugiego stycznia Weronika zadzwoniła, narzekając na mizerny Sylwester spędzony we trójkę w ciasnym mieszkaniu, Małgorzata poczuła kolejny wyrzut sumienia.

– Musiałam słuchać fochów teściowej. Przyszła do nas trzydziestego pierwszego i powiedziała, iż ogrzewanie w jej mieszkaniu nawaliło! Teraz zamierza mieszkać z nami do końca przerwy świątecznej, aż spółdzielnia naprawi jej rury! Ja już nie wytrzymam! Rozwiodę się z Arturem przez jego matkę, naprawdę! użalała się Weronika.

– Współczuję ci. Maria ciężko przechodzi choroby. Gdybym mogła jakoś pomóc, chętnie bym to zrobiła westchnęła Małgorzata.

– Wiesz, Gosiu możesz mi pomóc.

– Czym?

– Daj nam klucze do waszej działki. Z Arturem uciekniemy na święta od teściowej. Niech mieszka u nas i męczy się sama!

Małgorzata się zawahała. Trochę szkoda jej było przyjaciółki, trochę obawiała się, co powie na to Paweł. Formalnie działka należała do niego.

– …Muszę zapytać Pawła…

– Jasne, rozumiem, ale obiecuję, iż będziemy bardzo ostrożni z waszym domkiem.

– Tylko droga jest pewnie zasypana śniegiem… nie przejedziecie. Traktora przecież nie zamawialiśmy dodała Małgorzata.

– Bez obaw, mamy SUV-a. Przebijemy się. A z kotłem damy radę Artur zajmował się tym przez lata, nie niszczymy! Wszystko naprawimy, jeżeli trzeba.

Weronika brzmiała przekonująco, więc Małgorzata pomyślała: „Czemu nie?”

Obiecała, iż oddzwoni po rozmowie z Pawłem.

– Myślisz, iż to dobry pomysł? zapytał Paweł.

– Sama nie wiem. Ale Weronika strasznie narzeka na teściową. Mówi, iż przez nią ich małżeństwo jest w kryzysie.

Po dłuższej naradzie uznali, iż skoro od nich zależy spokój Weroniki i Artura, powinni pomóc.

– Damy klucze, ale niech sami radzą sobie ze wszystkimi problemami stwierdził Paweł.

Weronika natychmiast poczuła, iż przyjaciółka powierza jej coś bardzo cennego.

– Dzięki, kochana! Będę zdawała relację, obiecuję powiedziała, po czym zniknęła w śniegu.

Podróż do działki trwała ponad trzy godziny. Domek znajdował się w malowniczej okolicy, z dala od miejskiego zgiełku. Niestety, Paweł i Małgorzata mieli rację: w trakcie świąt spadło tyle śniegu, iż choćby SUV nie dał rady i para ugrzęzła. Musieli zadzwonić do gospodarzy.

– Co mamy robić? pytali.

– Wracajcie. Trzeciego stycznia nikt wam nie odśnieży drogi, wszyscy mają wolne poradziła Małgorzata.

– Po tylu godzinach jazdy nie odpuścimy! Tu jest wieś nieopodal. Wspominałaś, iż Paweł zna jakiegoś traktorzystę naciskała Weronika.

– Tak, on czasem odśnieża. Dam wam numer zgodziła się Małgorzata.

Po pół godziny Weronika znów dzwoniła.

– Nie odbiera. Niech Paweł zadzwoni. Pewnie nie podnosi nieznanych numerów!

Małgorzata uprosiła męża, by spróbował do traktorzysty. Ten w końcu obiecał, iż przyjedzie za godzinę.

Przez ten czas Paweł chodził zdenerwowany Weronika wciąż dzwoniła i pytała, ile jeszcze poczekają. Małgorzata znów była winna.

Na szczęście traktorzysta przyjechał i odśnieżył drogę do domku. Przy furtce musieli jednak pracować łopatą. Artur wymościł ścieżkę, by dostać się do drzwi i mogli wejść.

Kaloryfery były letnie, kocioł wymagał regulacji. Artur jednak nie znał takiego modelu i znów dzwonił do Pawła. Ten przez dwie godziny tłumaczył przez telefon co i jak.

– Nigdy takich nie widziałem… stare urządzenie chyba dziwił się Artur.

– Ważne, iż działa warknął Paweł, przeczuwając kolejne kłopoty.

Tak też się stało. Weronika wydzwaniała w sprawie wszystkiego: Gdzie jest patelnia?, Dlaczego w domu zimno?

W końcu Małgorzata i Paweł wyłączyli telefony, aby trochę odpocząć.

Rano okazało się, iż mają dziesiątki nieodebranych połączeń od znajomych.

– Co tam się u nich dzieje?

Małgorzata, zaniepokojona, oddzwoniła. Weronika długo nie odbierała.

– Halo? Gdzie zniknęliście?!

– Spaliśmy.

– Mamy awarię. W saunie śmierdziało dymem, o mało się nie spaliliśmy!

– O Boże!

– No właśnie! Kto buduje takie piece?

– Co się stało?

– Trzeba było uprzedzić, iż w kominie jest zaślepka… Dobrze, iż Artur był przytomny.

– Przepraszam, nie myślałam, iż pójdziecie do sauny pierwszego dnia… i ogólnie…

– Co? Przecież korzystamy z wszystkiego. Sauna chyba jest w cenie? Tyle śniegu, ledwo do niej się przebiliśmy!

– Korzystajcie wydukała Małgorzata.

– I nigdzie nie mogliśmy znaleźć grilla.

– Stary się zepsuł.

– No proszę! Gdybyśmy wiedzieli! Gdzie teraz zrobię kiełbaski?! obraziła się Weronika.

– Nie wiem, Weroniko. Mam mętlik w głowie od tych ostatnich dni. Grill to już wasza sprawa. Tylko domu nie spalcie…

Rozłączyła się zirytowana zachowaniem przyjaciółki.

– Co się stało? zapytał Paweł.

– Kolejna kłótnia.

Małgorzata opowiedziała mu wszystko.

– Artur był ze mną w tej saunie latem, znał zaślepkę. A grill – to nie nasz problem. jeżeli chcą risotto, czy mamy im załatwiać garnek? Chcą kiełbasę, niech pojadą do sklepu po jednorazowy grill.

To właśnie przekazała Weronice, gdy znowu zadzwoniła.

– Dobra, rozumiem. Pojedziemy do sklepu. Przynajmniej droga jest teraz czysta.

Po tej rozmowie Weronika przestała nękać Małgorzatę chyba zrozumiała, iż przyjaciółka jest wykończona ich obecnością.

– Dziwne, nie dzwonią. Trzeba sprawdzić, jak tam u nich zastanawiał się Paweł następnego dnia.

Weronika nie odebrała, ale napisała SMS-a: Jest ok.

Małżeństwo uznało, iż warto im zaufać i zapomnieć na kilka dni o sprawie.

Pod koniec świąt Maria poczuła się lepiej.

– Może pojedziesz po klucze od działki? Zobaczysz, jak dom, wszystko przyjmiesz zaproponowała Małgorzata.

– Masz rację. Wyjadę rano, wrócę wieczorem. Zobaczę, co u bandy

Paweł pojechał, Małgorzata została z teściową.

Uprzedziła znajomych, iż mąż przyjedzie po klucze i liczyła na spokojny przebieg przekazania. Jakież było jej zdumienie, gdy Paweł wrócił w kiepskim humorze, niechętny do rozmowy o wyprawie.

Sprawę wyjaśniła Weronika. Zadzwoniła następnego dnia i poprosiła Małgorzatę o odwiedziny. Mieszkali ulicę obok.

– Teściowa dała wam spokój? spytała Małgorzata.

– Na szczęście tak. U siebie już wszystko naprawili, wczoraj się wyprowadziła.

– W porządku. Za godzinę będę obiecała Małgorzata, nie informując Pawła. Wiedziała, iż rozmowa o znajomych go drażni.

Weronika od razu przeszła do konkretów:

– Masz, policzyłam wszystko, powiedziała wręczając kartkę.

– Co to?

– Spis wydatków na waszej działce.

Małgorzata rzuciła okiem usługi traktorzysty, elektryczna łopata, grill, węgiel, podpałka, ruszt, trzy żarówki i zestaw olejków do sauny.

– To rzeczy, które zakupiliśmy będąc u was.

– Po co mi to pokazujesz?

– Zostawiliśmy wam wszystko. Korzystajcie.

– Dzięki Małgorzata spojrzała z dezorientacją.

– Z Arturem uznaliśmy, iż skoro będziecie używać tych rzeczy, to uczciwie podzielić koszty.

– Żartujesz? zaśmiała się Małgorzata, myśląc, iż to żart.

– Nie. Gdyby był grill, nie musielibyśmy kupować i wydawać na zestaw BBQ. Gdyby była łopata, nie kupowalibyśmy elektrycznej. A traktorzysta gdyby uprzednio odśnieżył, nie czekalibyśmy, spalając paliwo! Nie wspomnę, iż w saunie nie było szamponu wszystko musieliśmy kupić.

– Wera, chyba przesadzasz. Po pierwsze, nie prowadzimy tu hotelu i nie zaopatrujemy w szampon i czepki kąpielowe. Po drugie, łopata i grill kupiliście z własnej woli. Nie potrzebuję ich, możecie zabrać. Olejki, węgiel, ruszt też. Za odśnieżanie nie zapłacę, jechaliście na własną odpowiedzialność.

– Ale wy też będziecie jeździć po tej drodze

– Do kolejnego wyjazdu i tak znów napada śniegu. Drogi odśnieżają zwykle za darmo, tylko w święta trzeba było dopłacić, więc to wasze koszty. Za żarówki zapłacę są potrzebne. Dzięki, iż wymieniliście powiedziała Małgorzata, przelewając sto złotych na konto Weroniki. Potem po cichu wyszła i zignorowała kolejne próby kontaktu. Aby wyrównać rachunki, razem z Pawłem pognała na działkę, zebrała rzeczy przyjaciół i wysłała im wszystko kurierem.

Teściowa wyzdrowiała całkowicie, więc małżonkowie mogli wracać na działkę w weekendy. Weronika i Artur utracili ten przywilej. Po tej sprawie przyjaźń wygasła, a otwarte i gościnne małżeństwo już nigdy nie powierzyło swego domku znajomym, a ich dziwaczne zachowanie zaskakiwało i irytowało dawnych przyjaciół.

– Troszczyliśmy się, chcieliśmy dobrze… a oni? Niewdzięczni! narzekała Weronika do Artura, znowu wybierając numer Małgorzaty. Łopata elektryczna była niepotrzebna, ale zwrot możliwy tylko z paragonem. A paragon został na działce, na drugim końcu tej śnieżnej, surrealistycznej Polski.

Idź do oryginalnego materiału