Dwa różne charaktery
Żeby jednak dość do sedna tej historii, Teresa podkreśla, iż trzeba zacząć od samego początku. Jej mąż Jarek ma barta. Brat jest jego kompletnym przeciwieństwem.
- Tomek nigdy nie chciał się uczyć, zawsze były z nim kłopoty – wylicza Teresa. - Do kieliszka lubi zaglądać, gra w jakieś gry na telefonie. Ma już kolejna kobietę, nie wiem, czy konkubinę czy żonę. Mieszkają w lokalu socjalnym. Żadne teraz nie pracuje.
Jarek jest zupełnie inny. Są już prawie 30 lat po ślubie, mają dorosłego syna. Mąż Teresy to chodząca uczciwość, sumienny, pracowity. Oboje ciężko pracują, zarobki mają raczej marne – po 4 tys. zł na rękę. Ale udało im się spłacić swoje mieszkanie, 40 m kw, nie żadne luksusy. Choć po wyprowadzce syna, to dla nich jak pałac, tyle jest teraz miejsca.
- Wzięliśmy kredyt na kawalerkę dla naszego chłopaka, spłacamy wspólnie, my dajemy 1,5 tys. zł miesięcznie – opowiada Teresa. - Syn pracuje, jest uczciwy, jak ojciec. Żyjemy skromnie, staramy się oszczędzać.
Tomek, dla odmiany, nigdy nie przejmował się pieniędzmi. Ale był oczkiem w głowie teściowej Teresy. Nie raz chodziła po lombardach, wykupować jego zastawione rzeczy.
Kontakty są raczej rzadkie
Teresa mówi, iż kontakty ze szwagrem były raczej rzadkie. Mają zupełnie inne priorytety i inny styl życia. Spotykali się z reguły na świętach u teściowej. Ale jakiś czas temu teściowa zaniemogła. Czasami nie pamięta, co robi, co gorsza, też lubi zajrzeć do kieliszka.
- Wymagać zaczęła większej pomocy, zaczęły się telefony, który brat i co ogarnie – mówi Teresa. - Tomek się specjalnie nie kwapił, ale do matki zagląda. Sądzimy, iż po pieniądze.
Bo teściowa ma niezłą emeryturę, 4,4 tys. zł na rękę.
I Teresa mówi, iż pieniądze potrafią zniknąć z konta na kilka dni po wpłacie, zostają teściowej na życie jakieś marne grosze.
- Pewnie to on chodzi z matką do banku, bo upoważnienia do konta nikt nie ma – wzdycha Teresa. - Albo teściowa jeszcze z kimś innym chodzi, bo szwagier nie chce się przyznać. I też wiele nie wiemy, co u niego. Nie prowadziliśmy takich rozmów.
Tak czy siak zaczęły się z teściową problemy. Prawdopodobnie ma początki Alzheimera. Teresa pracy nie rzuci, żeby się nią zajmować, Jarek tym bardziej. Na Tomka, który nie pracuje, nie ma co liczyć.
- Bo on matkę by z ostatniej złotówki wydoił, taki to charakter – wzdycha Teresa ciężko.
A teściowa mieszka sama, w 30- metrowej kawalerce, na starym osiedlu. Strach trochę, żeby była sama, ale do DPS tez iść nie chce. No i kto by za jej pobyt dopłacał? Teresa była się dowiadywać, mówili, iż rodzina musi się dokładać. Tomek wiadomo, nie da grosza, oni z mężem też ledwo przędą.
Gdyby tylko powiedział
W styczniu 2026 roku do drzwi teściowej zapukała nieznajoma para.
- Powiedzieli, iż za miesiąc się wprowadzają, jak nie spełnimy ich warunków – mówi Teresa. - Teściowa kilka zrozumiała, ale oni zostawili na stole kartkę.
I już od tej kartki zaczęły się wszelkie zgryzoty. Bo nieznajomi kupili udział w mieszkaniu teściowej i zagrozili, iż jak rodzina go nie wykupi, to oni w mieszkaniu zechcą zamieszkać.
- Szok, niedowierzanie, no tragedia – mówi Teresa. - Zaczęło się nasze dochodzenie, skąd wzięli ten udział. Okazało się, iż nabyli na licytacji komorniczej. Oczywiście z powodu długów Tomka.
Rodzina po śmierci teścia, który zmarł wiele lat temu, zrobiła akt poświadczenia dziedziczenia. To dokument sporządzany przez notariusza, który formalnie potwierdza, kto jest spadkobiercą po osobie zmarłej. Pół mieszkania należało z mocy ustawowej wspólności do teściowej, do podziału była druga połówka. Jarek, Tomek i matka dziedziczyli po jednej trzeciej z tej połówki, czyli po jednej szóstej całego mieszkania w spadku po mężu i ojcu.
- Nikt oczywiście nic z tym nie robił, bo przecież tam mieszka teściowa – mówi Teresa. - Ale po tej wizycie przycisnęliśmy Tomka do muru. Powiedział, iż ma 80 tys. zł długów, iż ogłosił upadłość konsumencką. Komornik zajął jego udział w mieszkaniu i wystawił na licytację.
Nieznajomi zapłacili za udział 35 tys. zł. Kazali go wykupić za 75 tys. zł.
- Gdyby ten dureń choć słowo powiedział, sami poszlibyśmy na licytację – mówi Teresa. - Ale co to jego obchodzi, iż ktoś może jego matkę nękać, albo co gorsza zrobić z niej bezdomną.
Teresa ma też żal do komornika, iż w takiej sytuacji mógłby informować innych udziałowców. Ale prawnie takiego obowiązku nie ma. Każdy z udziałowców może sprzedać swój udział na wolnym rynku, bez informowania pozostałych. Jest tylko kwestia tego, czy znajdzie na niego kupca.
Teresa utargowała 4 tys. zł. Ale i tak poszło wszystko, co mieli. Wypłaciła całe oszczędności, 30 tys. zł pożyczyła u ludzi. I termin aktu notarialnego udało się przesunąć o miesiąc, żeby zebrać pieniądze. Podpisała go na początku marca. Ma świadomość, iż kawalerka teściowej może być warta góra jakieś 240 tys. zł, bo raz, stare budownictwo, dwa, wymaga gruntownego remontu. Ona za tę jedną szóstą dała prawie dwa razy tyle, ile wynosi jej rynkowa wartość.
- Strach mnie sparaliżował, działałam w emocjach – mówi dziś kobieta. - Ja za późno zaczęłam sprawdzać, czy mogliby nam coś zrobić, wyrzucić teściową z mieszkania, albo z nią zamieszkać. Ale traci się wtedy głowę, a to są cwaniacy żerujący na ludzkiej naiwności.
Nie ma co do tego wątpliwości adwokat Andrzej Rybicki, który wyjaśnia aspekt prawny całej sprawy.
- Zgodnie z art. 206 Kodeksu cywilnego „Każdy ze współwłaścicieli jest uprawniony do współposiadania rzeczy wspólnej oraz do korzystania z niej w takim zakresie, jaki daje się pogodzić ze współposiadaniem i korzystaniem z rzeczy przez pozostałych współwłaścicieli." Generalnie zatem każdy ma prawo korzystać, czyli również zamieszkiwać – mówi. - Jednak kluczem w sprawie jest zdanie drugie tego przepisu. Musi się to dać pogodzić ze współposiadaniem i korzystaniem przez pozostałych współwłaścicieli. Gdyby chodziło o jakiś dom czy duże mieszkanie to sprawa nie byłaby w mojej ocenie jednoznaczna. Ale w tym konkretnym stanie faktycznym, czyli w przypadku kawalerki o powierzchni 30m kw, jest inna sytuacja.
Nabywcom przysługiwały następujące roszczenia:
- o zniesienie współwłasności (z żądaniem spłaty ich udziałów wedle wartości rynkowej),
- o dopuszczenie do współposiadania i do
określenia sposobu współposiadania i współkorzystania z tego mieszkania przez współwłaścicieli.
- Te ostatnie roszczenia w tym stanie faktycznymbyły w mojej ocenie iluzoryczne. Nie da się określić zakresu współkorzystania z kawalerki 30m kw, chyba iż sąd orzekłby, iż okresowo zamieszkuje jeden współwłaściciel na zmianę z drugim, ale to raczej niemożliwe – dopowiada mecenas Rybicki. - Można tutaj posiłkowo bronić się art. 5 Kodeksu cywilnego " Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony." Bowiem to mieszkanie stanowiło centrum życiowe tej pani, prawdopodobnie jedyne jakie posiadała, a tamci ludzie zakupili sobie udział w ramach licytacji w określonym celu (zarobkowym) Także w praktyce jedynie roszczenie o zniesienie współwłasności byłoby skuteczne.
Zdaniem adwokata, samowolne (pozasądowe) wejście w posiadanie tego mieszkania - o ile wiązałoby się z jakąś formą przemocy wobec rzeczy np. wymiana zamków w drzwiach, usunięcie części rzeczy obecnych mieszkańców, mogłoby zostać uznane za przestępstwo z art. 190 § 1a Kodeksu karnego - " 190§
1. Kto, stosując przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną, zmusza ją lub inną osobę do określonego działania, zaniechania lub znoszenia, podlega karze więzienia do lat 3.
§ 1a. Tej samej karze podlega, kto w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia stosuje przemoc innego rodzaju uporczywie lub w sposób istotnie utrudniający innej osobie korzystanie z zajmowanego lokalu mieszkalnego."
- Śmiem twierdzić, iż poza sprawą sądową nic nie mogliby zrobić, ale wiedzieli, jak działać, żeby rodzinę przestraszyć – podsumowuje Andrzej Rybicki. - Wiedzą też w kogo uderzyć.
Wcale nie śpię spokojnie
Teresa dziś wie, iż może trzeba było czekać. Szczególnie, iż wykupienie udziałów sprawy mieszkania wcale nie kończy. Teściowa ma już swoje lata, w każdej chwili może odejść. Tomek odziedziczy po niej połowę. A teściowa ma przecież w posiadaniu dwie trzecie mieszkania.
- Czyli on dostanie kolejną jedną trzecią tym razem mieszkania – mówi Teresa. - I co? To znowu pójdzie na licytację? Znowu kupi jakiś cwaniak?
Na razie jednak dobrego wyjścia z sytuacji nie ma, bo Tomek nie ma zamiaru zrzec się spadku, a teściowa jest w takim stanie, iż raczej żaden notariusz nie spisze już z nią testamentu.
- Owszem, miewa przebłyski świadomości, ale to nie oznacza, iż zechce wydziedziczyć ukochanego synka – mówi Teresa. - A on nam wręcz powiedział, iż jego nie obchodzi, co by się stało z matką, jakby straciła mieszkanie, bo to nie jego problem. Więc niech moja historia będzie nauczką – nie działajcie w emocjach, to pierwsze. Drugie, załatwiajcie sprawy finansowe, jak rodzice są jeszcze w pełni władz umysłowych, bo potem, jak widać, może być za późno.
Czyścicielstwo w białych rękawiczkach
Jak się okazuje, Teresa i jej rodzina nie są odosobnionym przypadkiem, kiedy cwaniacy żerują na strachu innych osób. Na problem zwróciła uwagę w mediach społecznościowych posłanka Paulina Matysiak:
„Z moim biurem poselskim skontaktowała się ofiara procederu, który można nazwać wprost „czyścicielstwem w białych rękawiczkach”. Chodzi o sytuacje, w których firmy lub osoby prywatne kupują bardzo małe udziały w mieszkaniach albo kamienicach — najczęściej tam, gdzie stan prawny jest skomplikowany, np. po spadkach albo przy rozdrobnionej współwłasności. Takie lokale bywają od lat zamieszkane przez ludzi, którzy opłacają czynsz i media, ale przez niejasną sytuację własnościową stają się łatwym celem.
Mechanizm jest prosty i bezduszny: ktoś kupuje mikroudział, a potem jako współwłaściciel zaczyna wywierać presję na lokatorów. Pojawiają się groźby, wezwania do opuszczenia mieszkania, pozwy o eksmisję i roszczenia o ogromne kwoty za tzw. bezumowne korzystanie z lokalu. W ramach „inwestycji” żeruje się na ludzkim strachu, słabości i bałaganie prawnym.
W sprawie zgłoszonej do mojego biura po jednej stronie jest człowiek i jego dramat, a po drugiej chciwość oraz chłodna kalkulacja zysku. Nie może być tak, iż prawo staje się narzędziem nękania, a cudze cierpienie elementem biznesplanu.
Dlatego skierowałam interpelację do Ministerstwa Sprawiedliwości. Pytam, czy rząd analizuje ten proceder i czy planowane są zmiany prawa, które ukrócą wykorzystywanie mikroudziałów do wywierania presji na lokatorów.” - napisała na Facbooku.
Przed działaniami oszustów można jedynie przestrzegać przyszłe ofiary podobnego procederu. Ci, którzy dobrowolnie wykupili udziały za ich dużo większą, niż rynkowa wartość, praktycznie nie mają szans na unieważnienie transakcji.









