Domyślne Rozstanie – Wszystko będzie dobrze – wyszeptał cicho Wojtek, starając się zabrzmieć pewnie. Wziął głęboki oddech, wypuścił powietrze i nacisnął dzwonek. Wieczór zapowiadał się trudny, ale jakżeby inaczej? Poznawanie rodziców to zawsze wyjątkowe przeżycie… Drzwi otwarły się niemal natychmiast. W progu stała pani Alicja. Wyglądała nienagannie – włosy upięte w staranny kok, sukienka o klasycznym kroju, delikatny makijaż. Jej wzrok przesunął się po Laurze, zatrzymał na koszyku z ciasteczkami, po czym zaledwie dostrzegalnie zacisnęła usta. Gest był przelotny, prawie niewidoczny, ale Laura to zauważyła. – Proszę, wejdźcie – powiedziała pani Alicja bez ciepła w głosie, cofając się i wpuszczając ich do środka. Wojtek wszedł, starając się nie patrzeć na matkę, za nim Laura, przekraczając ostrożnie próg. W mieszkaniu panował przytłumiony półmrok i unoszący się w powietrzu zapach drzewa sandałowego. Wystrój był elegancki, wręcz przesadnie perfekcyjny. Nie było tu żadnych porzuconych rzeczy, nieczytanej książki, zapomnianego szalika. Wszystko na swoim miejscu, każdy drobiazg podkreślał zamiłowanie do porządku i kontroli. Pani Alicja zaprowadziła ich do salonu – przestronnego pomieszczenia z dużym oknem zakrytym ciężkimi kremowymi zasłonami. Pośrodku stała masywna sofa pokryta drogą tkaniną, obok niski stolik z ciemnego drewna. Ruchem głowy zaprosiła ich do zajęcia miejsc. – Herbata? Kawa? – zapytała, przez cały czas nie patrząc na Laurę. Jej głos był równy, bezbarwny, jakby spełniała społeczną powinność, a nie gościła kogoś z sympatią. – Chętnie się napiję herbaty – odpowiedziała uprzejmie Laura, dbając, by jej głos brzmiał spokojnie i przyjaźnie. Postawiła koszyk na stoliku, rozwiązała wstążkę i uchyliła wieczko. Zapach świeżych ciasteczek wypełnił pokój. – Przyniosłam ciastka, sama piekłam. jeżeli ma pani ochotę spróbować… Pani Alicja zatrzymała wzrok na krótką chwilę na koszyku, kiwnęła głową. – Dobrze – rzuciła i ruszyła do kuchni. – Zaraz przyniosę herbatę. Gdy wyszła, Wojtek nachylił się do Laury i szepnął: – Przepraszam. Zawsze taka… powściągliwa. – Nic nie szkodzi – uśmiechnęła się Laura, ściskając jego dłoń. – Najważniejsze, iż jesteś ze mną. Podczas gdy pani Alicja zaparzała herbatę, w salonie rozgościła się cisza. Laura rozejrzała się wokół – otaczała ją drożyzna i porządek, a jednak wszystko wydawało się jej obce, niedostępne. Jakby to nie był dom, ale ekspozycja w katalogu wnętrz. Niebawem pani Alicja wróciła z tacą: filigranowe porcelanowe filiżanki z delikatnym kwiatowym wzorem, srebrny imbryk i talerzyk z ciasteczkami starannie ułożonymi w okrąg. Ustawiła tacę na stoliku, niespiesznym ruchem nalała herbatę i zajęła miejsce w fotelu naprzeciw, splatając dłonie na kolanach. – A więc, Laurą jesteś, tak? – zaczęła, przyglądając się dziewczynie uważnie. Jej wzrok ślizgał się po twarzy Laury, zauważając najdrobniejsze szczegóły – fryzurę, spojrzenie, choćby sposób, w jaki trzyma filiżankę. – Wojtek mówił, iż studiujesz. Przedszkolanką chcesz zostać? – Tak, jestem na trzecim roku – przytaknęła Laura, starając się brzmieć pewnie. Odstawiła filiżankę na spodek, żeby ukryć drżące dłonie. – Bardzo to lubię, praca z dziećmi daje ogromną satysfakcję. Jest ważna, bo można wspierać rozwój maluchów, patrzeć, jak się uczą i dorastają. – Z dziećmi, powiadasz – powtórzyła pani Alicja z ledwie słyszalną ironią, brwi nieznacznie w górę. – To może i szlachetne, ale przecież przedszkolanki kokosów nie zarabiają. W tych czasach trzeba myśleć o przyszłości i stabilizacji. Wojtek natychmiast się ożywił. – Mamo, nie od razu o pieniądzach! – jego głos zabrzmiał ostrzej, niż zamierzał, ale zaraz złagodniał. – Laura kocha to, co robi – to najważniejsze. Z finansami sobie poradzimy, będziemy się wspierać, to się liczy. Pani Alicja obróciła w jego stronę głowę, nie odpowiadając od razu. Upiła łyk herbaty, robiąc to powoli, jakby ważyła każde słowo. – Miłość do pracy to bardzo dobrze – odezwała się w końcu, znów kierując spojrzenie na Laurę. – Realnie jednak życie to coś więcej. Przemyślałaś już, gdzie będziesz po studiach? Jakieś plany na kilka lat do przodu? Laurą głęboko odetchnęła, porządkując myśli. Wiedziała, iż to nie zwykła ciekawość – to coś na kształt egzaminu. – Oczywiście, myślałam – odpowiedziała rzeczowo. – Chcę zacząć pracę w przedszkolu, zdobyć doświadczenie. Potem, może, podejmę kursy, chcę nauczyć się pracy z dziećmi ze specjalnymi potrzebami. To trudne, ale czuję, iż to moje powołanie. Pani Alicja skinęła głową, ale jej wzrok pozostał sceptyczny – przyglądała się dziewczynie, jakby chciała rozczytać jej najprawdziwsze intencje. – Nie zamierzam być utrzymanką Wojtka – dodała Laura. – Chcę pracować, rozwijać się, być samodzielna. Wierzę, iż razem możemy zbudować rodzinę silną nie tylko materialnie. Dla mnie najważniejsze to robić coś wartościowego. – interesująca postawa – powiedziała pani Alicja, przechylając lekko głowę. – A nie myślałaś o czymś dochodowym? Masz predyspozycje – w handlu, w marketingu zarabia się znacznie lepiej niż w przedszkolu. Wojtek chciał się wtrącić, ale Laura powstrzymała go gestem. Wiedziała, iż to moment, by sama zawalczyć o swoje. – A czym się pani zajmuje? – niespodziewanie zapytała odważnie, prosto patrząc jej w oczy. Pytanie padło spontanicznie, ale brzmiało pewnie. Laura poczuła własną determinację. Pani Alicja lekko drgnęła, jakby to ją zaskoczyło, ale gwałtownie wróciła do równowagi. – Nie pracuję – odpowiedziała po krótkiej pauzie. – Zajmuję się domem, dbam o rodzinę. Mój mąż dobrze zarabia, mogę go wspierać w tym, co robi. To też praca – choć niepłatna. – Rozumiem – kiwnęła Laura, wyraźnie już zdeterminowana. – To dlaczego oczekuje pani ode mnie, żebym koniecznie szukała lukratywnej pracy? Dlaczego mam rezygnować z własnego wyboru tylko dla pieniędzy? Ja nie proszę Wojtka, by mnie utrzymywał! W salonie zapanowała cisza. Pani Alicja przyglądała się Laurze na nowo, wyraźnie zaskoczona jej stanowczością. – Mój mąż proponował, bym nie pracowała. Mógł zapewnić rodzinie wszystko, rozumiesz. Ale Wojtek… Chłopak nerwowo przestąpił z nogi na nogę, wyraźnie speszony napięciem. Zerknął na matkę – jej twarz pozostała nieprzenikniona – potem na Laurę, która siedziała wyprostowana z uniesioną głową, choć w oczach mignęło zwątpienie. – Laura, rozumiesz przecież… – odezwał się niepewnie, szukając słów. Jego głos był cichy, jakby zdania nie chciały z gardła wyjść. – Mama się po prostu troszczy. Chce uchronić nas przed problemami, które da się przewidzieć. Laura spojrzała zaskoczona – jeszcze przed chwilą był po jej stronie, a teraz brzmiał, jakby mu to wszystko było obojętne. Poczuła ból – nie spodziewała się, iż właśnie teraz zabraknie jej wsparcia. – Czyli zgadzasz się z nią? – spytała, pilnując, by głos nie drżał. – Uważasz, iż nie powinnam robić tego, co kocham? – Nie o to chodzi… – Wojtek plątał palce, raz po raz rozplatając je. – Ale mama ma rację – trzeba myśleć o przyszłości, o bezpieczeństwie. Nie możemy żyć tylko chwilą, prawda? Trzeba wiedzieć, jak poradzić sobie z codziennością. Pani Alicja spojrzała na syna z ledwo dostrzegalną aprobatą, po czym zwróciła się do Laury, miękko, ale wciąż stanowczo: – Powiedz, Laura, czy naprawdę myślisz, iż mój syn powinien zrezygnować ze swojego marzenia? Chciał być dziennikarzem, podróżować, pisać reportaże… To nie tylko praca, to misja. Czy ma zrezygnować z tego, by utrzymywać rodzinę? Laura już miała odpowiedzieć, ale Wojtek był szybszy: – Mamo, ja… – Nie, Wojtek, powiedz szczerze – przerwała ostro matka, nie spuszczając z niego wzroku. – Jesteś gotów porzucić swoje marzenia dla tej dziewczyny? Zrezygnować z wyjazdów, reportaży, pasji? Wojtek zamilkł. Spojrzał na Laurę – widział w jej oczach ból, ale ona milczała, zostawiając mu pole do decyzji. Wewnątrz czuł rozdarcie: z jednej strony chciał wesprzeć Laurę, z drugiej bał się, iż matka ma rację. – Nie chcę rezygnować z marzeń – wymamrotał w końcu. – Ale nie chcę też stracić Laury. Wierzę, iż da się znaleźć balans, iż jeszcze będę pisał, podróżował… A Laura będzie przy mnie i mnie wspierała. Pani Alicja westchnęła, ale już nie nalegała. Odsunęła się w fotelu, jakby oddała inicjatywę młodym. – Ciekawie to się układa – zaśmiała się gorzko Laura, nie doczekawszy się wsparcia. – Wojtek nie musi rezygnować z marzeń, ja mam się podporządkować i szukać lepiej płatnej pracy. Sprawiedliwe to pani zdaniem? Wojtek opuścił głowę, zaciskając porcelanową filiżankę tak mocno, iż aż zabrzęczała o spodek. Czuł, jak drżą mu dłonie, nie mogąc znaleźć słów. – Może trzeba będzie jakoś godzić jedno z drugim… – bąknął, patrząc w herbatę. – Godzić? – parsknęła matka z ironią i pewnością siebie. – Przecież wiesz, iż nie da się tego pogodzić. Albo się oddajesz sprawie, albo… Milczenie mówiło wszystko: doświadczenie, przekonanie, iż życie nie toleruje półśrodków, krytyka naiwności młodych. Wojtek przełknął ślinę. Chciał zaprotestować, powiedzieć, iż czasy się zmieniły, ale matka jednym spojrzeniem kazała mu milczeć. – Myślę, iż na dzisiaj wystarczy – podsumowała w końcu pani Alicja, powoli wstając z fotela z pełnym gracji ruchem. – Już się ściemnia, a okolica wieczorem bywa nieprzyjemna. Lepiej, żebyś już poszła, Lauro. Wojtek – musimy poważnie porozmawiać. Teraz. Jej ton nie dopuszczał sprzeciwu. Brzmiał nie jak prośba, ale nakaz. Wojtek próbował się jeszcze nieśmiało sprzeciwić: – Mamo, może jednak odprowadzę Laurę? Chociaż do przystanku… – choćby o tym nie myśl! – ucięła stanowczo, nie patrząc na niego. – Chciałabym się nie martwić. Zostań. Wojtek oklapł. Ramiona mu opadły, dłonie znieruchomiały. Wiedział, iż szkoda się spierać – z decyzją matki nie wygrasz. – Przepraszam, Laura – powiedział cicho nie podnosząc głowy. – Może rzeczywiście lepiej, żebyś pojechała sama. Wezwij taksówkę, dobrze? Laura skinęła głową. Nie próbowała przekonywać ani wdawać się w kolejną dyskusję. Spokojnie odłożyła filiżankę, chwyciła torebkę i podniosła się. – Dobrze – powiedziała bez emocji, choć w środku wszystko kipiało z żalu i rozczarowania. – W takim razie pójdę. Poprawiła sweter, jakby ten gest miał ją wzmocnić. Już nie próbowała się uśmiechać – czuła, iż to byłoby zbyt wymuszone, nie na miejscu. Najbardziej pragnęła wyjść z tego domu, w którym każdy szczegół wnętrza podkreślał jej obcość. – Dziękuję za herbatę – powiedziała sucho, nie próbując choćby silić się na miły ton. To już była czysta uprzejmość. – Do widzenia – lakonicznie odpowiedziała pani Alicja, nie patrząc choćby w jej stronę. Jej wzrok błądził gdzieś obok, jakby Laura przestała się liczyć. Laura ruszyła w stronę drzwi – spokojnie, bez pośpiechu, choć serce waliło jak młot. W progu mimowolnie się odwróciła – Wojtek siedział na kanapie, zgarbiony, wzrok spuszczony. Nie próbował jej zatrzymać. To nieme milczenie było dla Laury jak pieczęć, która postawiła kropkę nad “i”. Na zewnątrz odetchnęła głęboko chłodnym wieczornym powietrzem. Trochę opadło napięcie, ale wciąż czuła żal, złość i rozczarowanie. Teraz była już pewna: Wojtek zawsze wybierze matkę. choćby jeżeli oznacza to być przeciwko niej. Szybkim krokiem ruszyła przed siebie, nie mogąc pozbyć się myśli: “Nawet nie próbował mnie bronić. Ważniejsze było, by nie robić przykrości matce, niż żebym poczuła wsparcie.” Wspomnienie milczenia Wojtka bolało coraz bardziej. Dotarła do domu pod wieczór. Ulice opustoszały, lampy rozlewały matowe światło po mokrym asfalcie – chwilę wcześniej padał deszcz. Zamknęła za sobą drzwi, zdjęła buty i usiadła w przedpokoju, otulona ciszą. Tu mogła odetchnąć, odpuścić pozory i wreszcie pozwolić sobie na łzy – jeżeli miałoby się to zdarzyć, tylko tu, u siebie. Siedziała nieruchomo, patrząc w pustkę, aż w końcu opadł w niej huragan emocji. Myśli stawały się jaśniejsze. “To jeszcze nie koniec świata” – pomyślała. – “To tylko koniec tej historii, która może wcale nie powinna się zacząć”. Wzięła głęboki wdech, potem wydech. Jutro będzie nowy dzień, nowe szanse. Wiedziała, iż sobie poradzi. ******************* Następnego dnia Laura nie odbierała telefonów od Wojtka. Kilka razy wibrował jej telefon, ale tylko podnosiła go, spoglądała na wyświetlacz i odkładała z powrotem. Potrzebowała czasu – dla siebie, na własne przemyślenia. Bo choćby jeżeli miałoby im się udać, zawsze w tle będzie rozgrywać się walka o względy jego matki. A Wojtek… on zawsze będzie rozdarty, niezdolny podjąć zdecydowaną decyzję. Przyszłość widziała przez ten pryzmat, a ta wizja była przygnębiająca. Przez kolejne dni żyła swoim rytmem: uczelnia, obowiązki, znajomi – wszystko z automatu. Starała się nie myśleć o Wojtku, ale nie udawało się to przez dłużej niż chwilę. Po paru dniach, wracając z zajęć, zauważyła pod swoją klatką znajomą sylwetkę. Już miała wejść do domu, gdy usłyszała: – Laura! Odwróciła się. Wojtek stał pod blokiem, lekko skulony, ręce w kieszeniach kurtki. Patrzył na nią przepraszająco, jakby nie miał już żadnej pewności siebie. Podszedł powoli, jakby bał się, iż zaraz odejdzie bez słowa. – Musimy porozmawiać – zaczął, patrząc gdzieś w bok, nie w oczy. – Mama powiedziała… uważa, iż nie jesteś dla mnie odpowiednia. Laura uniosła brwi, ścisnęło ją w środku, choć na zewnątrz zachowywała zimną krew. – A ty? Co ty o tym sądzisz? – zapytała spokojnie. Wojtek zawahał się, uciekając wzrokiem, przestępując z nogi na nogę. Widać było, iż szuka słów, ale nie może ich znaleźć. – No bo… to moja mama – wreszcie wydusił, wzruszając ramionami. – Ona robi to z troski. Nie chcę jej zawieść. Nie było w jego głosie siły, nie było pewności. To nie była deklaracja – raczej tłumaczenie. Laura patrzyła na niego bez emocji, próbując zrozumieć, czy czuje dokładnie to, co mówi, czy tylko nie potrafi być szczery ze sobą. – Czyli się z nią zgadzasz? – dopytała, już znając odpowiedź. – Nie mówię, iż się zgadzam – odparł szybko, patrząc na nią. – Ale ona jest rodziną. Nie mogę jej tak po prostu zostawić. Zamilkł, jakby liczył na to, iż to Laura pójdzie na kompromis. Ale ona milczała. W głowie miała tylko jedno: “Jeśli tak będzie zawsze, to nigdy nie będę tą najważniejszą”. – Chcesz być ze mną? – zapytała wprost, patrząc mu prosto w oczy. Znowu się zawahał. Chciał coś powiedzieć, ale zabrakło mu słów. Zamiast odpowiedzi tylko westchnął i opuścił ramiona, jakby sam przyznał, iż nic się już nie da ugrać. Laura skinęła głową. Odeszła spokojnie, nie domagając się wyjaśnień. Po prostu odeszła do klatki, zostawiając Wojtka pod blokiem. Wojtek patrzył za nią i poczuł pustkę. Chciał ją zawołać, ale żadne słowo nie przeszło mu przez gardło. Został sam, ściskając w palcach kurtkę, zastanawiając się, czy dobrze postąpił. Wieczorem Laura wyszła na krótki spacer. Ulica była cicha, skąpana w światłach latarni. Powietrze pachniało jesienią – liśćmi, deszczem, czymś świeżym. Szła bez celu, dając się nieść nogom. Nagle się roześmiała – lekko, prawie beztrosko, jakby śmiech wydobył się z niej sam. Przystanęła, patrząc na dalekie światła miasta, i zrozumiała: choć życie przynosi trudności, jest gotowa je przyjąć. Bo teraz już wiedziała – nie musi spełniać cudzych oczekiwań, nie musi się tłumaczyć ani nikomu niczego udowadniać. Jest wolna. I to jest najważniejsze.

naszkraj.online 10 godzin temu
Domyślne Rozstanie Wszystko się ułoży szepnął cicho Wojtek, starając się, by jego głos zabrzmiał pewnie, choć w tej dziwnej ciemności ulicy jego słowa odbiły się echem, które brzmiało zupełnie obco. Wciągnął głęboko powietrze, pachnące wilgotnym betonem i jałowcem, i sięgnął palcem do dzwonka. Wieczór wydawał się gęsty jak kompot z suszu nieprzejrzysty, trudny, trochę lepki […]
Idź do oryginalnego materiału