Dopóki żyjesz, nigdy nie jest za późno. Opowieść o Annie, której troskliwy syn Venio postanawia wysłać ją do luksusowego domu seniora pod Warszawą. Tam spotyka elegancką Mariannę, odkrywa nowe prawdy o sobie i swojej rodzinie, by w końcu odnaleźć prawdziwe szczęście wśród najbliższych.

newsempire24.com 1 miesiąc temu

Dopóki żyję, nigdy nie jest za późno. Dziennik

No to co, mamo, jak się umawialiśmy, jutro po Ciebie podjadę i zawiozę do tego miejsca. Jestem pewien, iż bardzo Ci się tam spodoba powiedziałem, nerwowo wkładając kurtkę i delikatnie zamykając drzwi wejściowe.

Janina Nowicka opadła zmęczona na wersalkę. Po długich namowach zgodziła się pojechać. Sąsiadki nie mogły się nadziwić:

Twój Andrzejek to taki troskliwy! Znów wysyła cię na wypoczynek. Zazdrościmy, bo nasze dzieci tak się nie przejmują…

Ale w sercu Janiny pojawiły się wątpliwości. Cóż, jutro wszystko się wyjaśni.

Następnego ranka Andrzej przyjechał wcześnie. gwałtownie zniósł walizki mamy, posadził ją w samochodzie i pojechaliśmy.

Ale ma szczęście plotkowały sąsiadki na ławce to syn jej pomoc domową wynajął, to na wypoczynek wozi, a my jak te zwykłe grzesznice żyjemy po prostu.

Dom opieki był poza Warszawą.

Mamo, to prawie pięć gwiazdek spojrzał na nią, starając się wzbudzić zaufanie.

Gdy weszliśmy na teren ośrodka, gdzie na ławkach siedzieli sami starsi ludzie, Janina zrozumiała, iż jej obawy nie były bezpodstawne.

Mimo to nie pokazała tego po sobie, nauczyła się trzymać fason.

Nasze spojrzenia spotkały się, ale mój wzrok natychmiast uciekł. Wiedziałem, iż się domyśliła.

Synku, tu są lekarze, są interesujące zajęcia, towarzystwo. Wypróbuj, zobaczysz, miną trzy tygodnie, a potem zobaczymy… mówiłem, nie patrząc jej w oczy. Odpowiedziała tylko:

Jedź, Andrzeju. I przestań mówić do mnie mamciu, po prostu mów mamo, tak jak dawniej, dobrze?

Pokiwałem z ulgą, pocałowałem ją w policzek i pojechałem.

Janinie zaproponowano wybór: własny pokój albo z sąsiadką. Wybrała z sąsiadką nie chciała być sama ze swoimi myślami.

Witaj, kochana na kanapie siedziała elegancka pani nareszcie mam towarzyszkę! Jestem Halina Lewandowska.

Szybko się poznały.

Pokój rzeczywiście jak z pięciogwiazdkowego hotelu. Andrzej naprawdę się postarał. Wspólny salon, dwie sypialnie, każda z łazienką.

Pani Halina okazała się samotną, zamożną kobietą w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat:

Kochana, mam już swoje lata, chcę, by ktoś się mną trochę zajął. Trzypokojowe mieszkanie w centrum Warszawy wynajmuję, a tu żyję spokojnie. Opiekę i lekarzy mam na miejscu, nie muszę nic zrobić, są interesujące zajęcia. Mieszkanie przepisałam siostrzeńcowi, a jesienią zabiera mnie na ciepłe morze. A Ty, kochana, co tu robisz? Wciąż dość młoda jesteś.

Janina uśmiechnęła się gorzko. Ale pokusa, by się zwierzyć, była silniejsza:

Nie do końca z własnej woli tu jestem. Syn z żoną mieszkają osobno. Nie dogadałyśmy się z synową.

Mam duże mieszkanie, ale ledwo dorobili się pieniędzy, od razu kupili własne. Wyprowadzili się. Może to i dobrze z Elżbietą się nie zgadzałyśmy. Na początku było choćby dobrze samemu Janina zawiesiła głos tylko zdrowie zaczęło szwankować.

Rozumiem powiedziała Halina, zdejmując wałki i układając włosy przed lustrem. Dzisiaj są tańce, wybierasz się?

Nie, dziękuję, dziś chcę odpocząć odmówiła Janina, poszła do swojego pokoju i położyła się.

Wszystko przecież układało się logicznie. Jej wnuczka, Basia, studiowała w Krakowie. Po studiach wróci, założy rodzinę.

Sama sobie winna.

Z synową Elżbietą nigdy się nie dogadywały, bo to ona Elżbiecie narzucała wszystko, nie pozwalała decydować. Andrzej był między młotem a kowadłem chciałam, żeby to mnie wybierał, nie matkę swojego dziecka.

To nie było mądre.

A gdy się wyprowadzili, na początku czułam ulgę. choćby relacje się poprawiły syn, synowa i wnuczka często przychodzili. Ale po czasie znowu zaczęło mi wszystko przeszkadzać!

Sama temu winna.

Zaczęłam się czuć zapomniana. Wymyślałam sobie choroby, udawałam słabą. Myślałam, iż będą przychodzić częściej. Ale syn myślał inaczej. Może bał się, iż znowu z Elą się pokłócimy. A może po prostu zapracowany był.

Bo myślałam tylko o sobie, o Janinie Nowickiej.

Sama winna.

W końcu wynajął mi towarzyszkę, później drugą. Żadna mi nie odpowiadała chciałam rzucić cień na siebie, by tylko zwrócić uwagę rodziny, a wyszło jak zawsze.

Basia, kochana wnuczka, studiowała w Krakowie. Dzwoniła często:

Babciu, zaraz przyjadę, u mnie dobrze. A u Ciebie?

Dobrze, kochanie odpowiadałam Janina

Babciu, nie tęsknij, niedługo wrócę i rzeczywiście, Basia mnie kochała.

Sama winna.

Nawymyślałam Andrzejowi, iż mylę leki, iż zapominam różnych rzeczy. Skłamałam.

Myślałam, może zaprosi mnie do siebie.

Ale Andrzej się przestraszył, uznał, iż naprawdę nie daję rady. On i Ela pracują kto się mną zajmie? Więc mnie tu przywiózł.

Do tego pięciogwiazdkowego domu spokojnej starości.

Janina spojrzała w lustro:

Kobieta pod osiemdziesiątkę, i co z tego?

Rozum sprawny, siły jeszcze są.

Sama sobie winna. Może rzeczywiście tak lepiej.

Położyła się i zasnęła.

Trzy tygodnie wydawały się wiecznością.

Syn przyjeżdżał w piątki. Przynosił ciasta i owoce, ale wszystko tutaj było.

Wszystko byłoby idealnie, gdyby to rzeczywiście był urlop w luksusowym hotelu. Ale myśl, iż to może zostać już na zawsze, nie dawała jej spokoju.

Pani Janino, zrobiliśmy przegląd zdrowotny. Ma pani świetne wyniki, tylko trochę nerwy szwankują, ale kto ich dziś nie ma? mówiły opiekunki przy Andrzeju.

I nagle zobaczyłam w oczach Andrzeja… zaskoczenie, ale i ulgę, radość. A byłam pewna, iż wszyscy tylko czekają na moje odejście.

Nieoczekiwanie przyjechała Basia:

Babciu, tata mówił, iż jesteś tu na wypoczynku? Dziwne miejsce. A ja obroniłam pracę dyplomową! Gratuluj mi! Kiedy w końcu wracasz? Bez Ciebie w domu zimno. Chcę z Tobą zamieszkać, mogę?

Serce Janiny zadrżało tak szczerze Basia mówiła:

Tata miał jutro przyjechać Ty się szykuj, wracamy do domu!

Janina pokiwała głową. Było blisko prawie się rozpłakała.

Halina, poprawiając włosy, szykowała się na wieczór:

Pani, trzeba wracać do domu, to nie dla Ciebie miejsce dodała z lekką zazdrością i wyprostowała się dumnie, po czym przeszła do swojego pokoju.

Janina spakowała rzeczy, wciąż nie wierząc, iż opuści ten raj.

Andrzej przyjechał wcześnie. Wszedł, uśmiechnął się i tylko powiedział:

Mamo po czym ją przytulił.

W samochodzie siedziała Basia i, ku zaskoczeniu wszystkich, Ela. Spojrzeliśmy na siebie, a Janinie zrobiło się ciepło na sercu.

“Sama sobie winna. Ustawiałam wszystkich po kątach, dyktowałam warunki, nie pozwalałam żyć. Po co to wszystko? Patrzą tak niepewnie. A przecież to moi bliscy…”

Dziękuję wam wyszeptała Janina, Andrzej otworzył drzwi i wsiadła do auta.

Jechała do domu, a w sercu miała euforia i szczęście.

Wiedziała, iż wszystko się zmieni. Teraz wierzyła w dobre.

Bo nigdy nie jest za późno, żeby żyć, być szczęśliwym i sprawić, by inni też byli szczęśliwsi.

Idź do oryginalnego materiału