Proszę pana, no nie pchać się pan tak. Uch, to pan tak pachnie?
Przepraszam… mruknął facet, odsuwając się.
I jeszcze coś pod nosem dodał niezadowolonego i smutnego. Stał, przeliczając na dłoni drobne monety. Pewnie nie starczy na butelkę, pomyślała Rita. Z ciekawości spojrzała mu w twarz. Dziwne w ogóle nie wyglądał na zapitego.
Proszę pana, przepraszam, nie chciałam być niemiła. Coś wewnątrz nie pozwalało jej się po prostu odwrócić i odejść.
Nic się nie stało.
Podniósł na nią oczy przenikliwe, niesamowicie niebieskie, choćby trochę nieziemskie. Facet był mniej więcej w jej wieku, szacując na oko. Niezły numer takich oczu to ona nie widziała choćby za młodu.
Rita chwyciła go zdecydowanie pod ramię i odciągnęła od krótkiej kolejki do kasy.
Co się stało? Może potrzebuje pan pomocy? Starała się nie kręcić nosem.
Wreszcie doszło do niej, iż od faceta nie czuć wódką, tylko takim zwykłym, przestarzałym potem. Milczał, schował ręce z monetami do kieszeni. Widać mu głupio było gadać o swoich problemach z obcą kobitą. Z taką zadbaną.
Ja jestem Rita, a pan?
Wojciech.
To w końcu potrzebuje pan jakiejś pomocy? Zorientowała się nagle, iż wyjdzie na natręta.
Bezdomnemu się narzuca On tylko spojrzał tymi swoimi chabrowymi oczami, a potem już na nią nie patrzył. Cóż, trudno. Już chciała się obrócić i odejść, ale on nagle wycedził:
Praca mi potrzebna. Nie wie pani, gdzie można tu dorobić trochę? Coś przy remoncie, może przy gospodarstwie. Duża ta wasza wieś, ładna tylko ja tu nikogo nie znam, przepraszam.
Rita słuchała w milczeniu. Na koniec Wojtek znów mamrotał pod nosem, wyraźnie zakłopotany. Myślała, czy wpuścić obcego do siebie do domu właśnie planowała wymianę kafelków w łazience, syn obiecał się tym zająć, ale on ciągle w pracy, wiecznie zajęty.
Umie pan kłaść kafelki? spytała.
Umiem.
Za ile położy pan w łazience 10 m2?
Facet tylko prychnął. Najwyraźniej pod wrażeniem metrażu łazienki.
Trzeba zobaczyć. A ogólnie ile pani da, tyle będzie.
Wojtek zrobił łazienkę naprawdę fachowo i czysto. Najpierw spytał, czy może wziąć prysznic Rita się ucieszyła, iż sam wpadł na ten pomysł. Oby tylko nie zostawił jej żadnej zarazy, pomyślała. Dała Wojtkowi stare ubrania po świętej pamięci mężu, własne sobie wyprał. Remont zajął mu weekend. Skulił stare kafelki, wszystko sprzątnął. Narzędzia wyczyścił i odłożył na miejsce. Wieczorem w niedzielę na ścianach i podłodze lśniły już nowe płytki. Rita trochę się denerwowała, iż Wojtek kończy. No bo co dalej? Wyglądał trochę na bezdomnego. Zostawić go na noc u siebie? Dziwnie by było. Ale wyrzucać w środku nocy też jakoś głupio.
Całą sobotę spała słabo zamknęła się w pokoju i nasłuchiwała. Ale chyba był naprawdę zmęczony, bo spał twardo na kanapie w dużym pokoju.
Zapraszam do odbioru, pani Małgorzato! zawołał.
Co tu dużo gadać? Robota była zrobiona perfekcyjnie.
Wojtek, a z zawodu pan kto? spytała Rita, podziwiając efekt.
Nauczyciel fizyki. Kończyłem Uniwersytet Gdański z uprawnieniami pedagogicznymi.
O proszę! A płytki? Skąd pan to zna?
Każdy szanujący się facet musi umieć zrobić takie rzeczy. No, przynajmniej ja tak uważam.
Rita tylko kiwnęła głową i wyjęła z kieszeni przygotowaną gotówkę. Nie żałowała, dała dokładnie tyle, ile zapłaciłaby ekipie fachowców. Wojtek schował pieniądze do kieszeni, choćby nie licząc, i zaczął się ubierać. Jego rzeczy już wyschły.
No ale zaraz, jak to tak po prostu pan wyjdzie? zdziwiona i lekko oburzona zapytała Rita.
A co niby?
No niech pan chociaż coś zje! Pracował pan cały dzień! Tylko herbatę pił pan na szybko, żeby się nie rozpraszać.
Wojtek chwilę się wahał, ale w końcu przyznał:
E tam, nie pogardzę, dzięki.
Rita zjadła z nim kawałek ryby, chociaż po osiemnastej nigdy nie jadała. Okazało się, iż choćby miło się z nim rozmawia. Był uroczy, inteligentny i strasznie, cholernie pogubiony. To poczucie zagubienia nie znikało choćby po kąpieli, ani pod wpływem ciepłego domu czy rozmowy. Na to potrzeba było chyba dużo więcej czasu.
Wojtek, a co się panu tak naprawdę stało? Wybaczy pan ciekawość.
Pomyślał chwilę, po czym odpowiedział:
Wie pani, jak zacznę opowiadać, zabrzmi jak kiepska legenda. Tylko iż ja takich bajek przez ostatnie lata nasłuchałem się sporo, a moja była naprawdę. Po co pani takie historie?
Po prostu dziwi mnie taki facet, a taki los.
Wojtek spojrzał na nią bardzo uważnie, aż oboje wstali z miejsc, trochę się zamotali, minęli się przy drzwiach i potem już samo poszło. Rita nie sądziła, iż w wieku pięćdziesięciu trzech lat może ją jeszcze zaskoczyć taka namiętność. Myślała, iż takie rzeczy dotyczą młodych. Tymczasem okazało się, iż życiowa energia wraca czasem z hukiem.
Wkrótce Wojtek jej wyznał, iż osiem lat temu postanowił pomóc swojemu uczniowi wyjątkowo utalentowanemu chłopakowi, który niestety wpadł w złe towarzystwo. Chłopak już nie dawał rady wyjść z półkryminalnej ekipy. I wtedy wychowawca klasowy Wojtek postanowił się wstawić. Nie dogadali się z szefem bandy, dwudziestodwuletnim bezwzględnym typem. Od razu się rzucili na Wojtka. On od lat ćwiczył judo, łatwo się z nimi rozprawił, ale temu najważniejszemu coś się stało upadł bardzo niefortunnie, złamał kręgosłup i zmarł. Wojtek sam wezwał pogotowie i policję, myśląc, iż co najwyżej dostanie nadmiar samoobrony. Ale jego skazali dwanaście lat, z wyszedł po ośmiu za dobre sprawowanie.
Oj, tam też ludzie żyją tylko tyle powiedział o więzieniu.
Po powrocie do domu nikt na niego nie czekał matka nie żyła, mieszkanie sprzedała, dożwała u brata. Żona brata jasno powiedziała:
Żeby mi tu tego kryminalisty nie było!
Jego własna żona dawno już się rozwiodła i wyszła za innego. Potem pojechał z Trójmiasta do Warszawy, ale tu też klapa za klapą. Chciał normalnej roboty, ale kto przyjmie byłego więźnia po ośmiu latach? Próbował prosić o fuchy mieszkańców miasteczka pod Warszawą, ale tu tylko odrzucenie, pogarda, czasem agresja. choćby znajomy, u którego się zatrzymał przez pierwsze tygodnie, grzecznie go wyprosił.
Od jak dawna tak pan tu szlaja się po nic? spytała Rita, patrząc na rozżarzoną końcówkę jego papierosa.
No, dwa tygodnie już będą.
Papierosy palił jej. Została jej paczka, zdarzało się jej raz na ruski rok zapalić; Wojtek chciał kupić własne, ale nie pozwoliła mu iść. Rita myślała sobie Boże, dwa tygodnie na dworze, nigdzie…
W ciemności, przy żarze papierosa, łatwiej było powiedzieć prawdę. Rita wpuściła go do łóżka, tu już nie było co udawać.
Wojtek, masz w ogóle dowód osobisty?
Mam. Zaśmiał się gorzko. Tylko meldunku nie mam. Od tego połowa problemów.
Wojtek został. Wszystko się po kolei poukładało: Rita zrobiła mu tymczasowy meldunek, on znalazł pracę sprzedawca w sklepie AGD na początek w zupełności wystarczył. Po pracy grafik dwa na dwa Wojtek dorabiał jako korepetytor i powoli zdobywał uczniów. I tak, w miłości i spokoju, minęło dwa i pół miesiąca, aż zjawił się u Rity jej syn. Rozejrzał się, ocenił sytuację, po czym wyciągnął matkę na poważną rozmowę na podwórku.
Słuchaj, mamo… pozbądź się go.
Co proszę…? Rita była w szoku.
Od lat nie mieszali się sobie w życie.
Powtarzam: pozbądź się tego nędzarza. Dlaczego myślisz, iż kręci się koło ciebie? Bo nie ma gdzie mieszkać! Ty naiwna jesteś!
Rita strzeliła Dariuszowi policzek.
Nie waż się tak do mnie mówić! To moje życie!
Mamo, chyba zapomniałaś, iż jestem twoim spadkobiercą. Nie zamierzam nic dzielić z jakimś obcym facetem. A jak za niego wyjdziesz, to jeszcze będzie miał prawo do wszystkiego.
Ty już mnie grzebiesz!? Co ty chcesz po mnie dziedziczyć?! To mnie może jeszcze przeżyjesz! odpaliła Rita z irytacją.
Mamo, nie zmuszaj mnie do brutalnych kroków. Uprzedzam: nie będę wam tu dawał żyć. Może, jakbyś sobie znalazła porządnego, bogatego faceta, to bym się nie wtrącał. Ale tak…
Aha, czyli porządny to taki, co ma kasę? Pięknie cię wychowałam.
Mamo, powiedziałem, co miałem powiedzieć. Za tydzień tu będę, ma już go nie być. Potem sam rozumiesz nie miej do mnie pretensji.
Rita wróciła do domu na miękkich nogach, powstrzymując łzy.
On milicjant? spytał Wojtek.
Przepraszam, iż nie mówiłam
Nie musiałaś. Wiem, jak to jest.
Prokurator. Dobry chłopak, tylko… taki ostrożny. I bardzo się o mnie martwi.
I co teraz zrobisz? zapytał poważnie Wojtek.
Rita usiadła ciężko przy stole. I co teraz? Wiedziała, iż Darek, jeżeli się uprze, to dopnie swego. Co on może zrobić? Pewnie choćby z powrotem do więzienia Wojtka wsadzi, jeżeli sama go nie wygoni. Choć Rita nie chciała wierzyć, iż syn zrobiłby coś takiego, bała się.
Wiosna, co? rzucił Wojtek. Wiesz już, co robić? Może ja powiem?
Rita kiwnęła głową, ledwie powstrzymując łzy. Czuła się w ślepym zaułku była szczęśliwa, ale nie chciała ryzykować.
Odłożyłem trochę pieniędzy. Nie mówiłem ci, nie pytałaś… Na działkę tu nie wystarczy, ale trochę dalej, dwadzieścia kilometrów od was, już się uda. Postawimy kontener mieszkalny, a potem zaczniemy coś budować własnymi rękami. Korepetycje sobie zorganizuję tam też, a jak nie, to dorobię czym innym. Wybuduję nam dom. Co o tym myślisz?
Rita milczała zszokowana. On wyraźnie się niepokoił.
Wiem, iż przyzwyczaiłaś się do wygód, ale to tylko na chwilę. Później urządzę nam wszystko porządnie.
Wojtek, ja też mam oszczędności. Mogę dołożyć się do budowy zadumała się Rita.
Nie śmiałbym cię prosić…
Ale nie prosisz! Sama chcę. Dla nas.
Wojtek podszedł do niej, objął ją i pocałował w czubek głowy. Rita poczuła ciepło, pewność i miłość. Kto by pomyślał, iż szczęście można znaleźć choćby w takim wieku.
Zrobili wszystko ekspresowo. gwałtownie załatwili wszystkie papiery. Wojtek upierał się, żeby Rita była właścicielką, ale ona nie chciała.
Mam już jedną nieruchomość. To, iż mnie stamtąd wygryzli, nie znaczy, iż nic nie mam. Ty nie masz nic. I nie licz na mnie mam spadkobiercę! zakpiła, przypominając sobie tekst Darka.
Postawili kontener, pociągnęli prąd, a Wojtek od razu wziął się za budowę domu. gwałtownie się jednak okazało, iż oszczędności Rity nie wystarczą, więc z jeszcze większą energią zabrał się za korepetycje. Stworzył sobie kącik, w którym na Zoomie nie widać było, iż naucza z blaszaka. Wszystkie pieniądze odkładali na dom. Po cegiełce. Latem rozkładali sobie koc na działce i patrzyli w gwiazdy.
Co czujesz? pytał Wojtek, przytulając Ritę do siebie.
Nowe życie odpowiadała.
Ja to nazywam swoim drugim oddechem. śmiał się. Ale ty powinnaś czuć moją miłość.
Czuła. Bez dwóch zdań.
Któregoś dnia Rita pojechała do starego domu po rzeczy zbliżała się jesień, trzeba było zgarnąć cieplejsze ubrania, koce, coś z zastawy. Traf chciał, iż trafiła na Darka palącego nerwowo w kuchni.
O, siema synku. Jestem tylko na chwilę! Co tam u Ciebie?
Zerknął na swoją matkę opaloną, szczuplejszą, uśmiechniętą tak, jak nigdy.
Mamo, co się z tobą dzieje? Przestałaś dzwonić.
No przecież nigdy nie dzwoniłam, ty sam do mnie dzwonisz zakpiła. A jak mnie nie ma? Bo tu już nie mieszkam. Przyszłam rzeczy zabrać. Mogę, mam nadzieję?
Darek milczał zdezorientowany. Matka była inna. Oprócz wyglądu wyglądała na szczęśliwą. Lżejszą.
Synku, jak wykończymy dom, zaproszę cię z wizytą. A teraz, wybacz, muszę się śpieszyć.
Rita wrzuciła do toreb dwie torby rzeczy, pstryknęła Darka w policzek i wybiegła dalej.
Mamo, co się z tobą stało?! zawołał za nią.
Rita odwróciła się w drzwiach, uśmiechnęła szeroko i odpowiedziała:
Drugie życie, Darku. I miłość. Oczywiście, iż miłość! Trzymaj się, kochanie! Zaśmiała się i wyszła z domu.
Czasu mało, przecież mieli dziś stawiać ganek.








