No, słuchaj, wybieraj: albo ja, albo twój brat i ta cała zgraja dziewczyn! Już ci się kompletnie w głowie poprzewracało. Najpierw wsadziłeś tu całą swoją rodzinkę, teraz jeszcze obce panienki sprowadzasz? Dobrze się urządziłeś, muszę przyznać!
Zosia stała pośrodku sypialni cała drżała. W obrzydzeniu ściskała w dłoni wykrytą właśnie zbrodnię obcą, nylonową podkolanówkę. Chwilę temu wyciągnęła ją spod łóżka i od razu rozpoznała: to zdecydowanie nie jej rzecz.
Tymczasem Tomek, zamiast przeprosić czy chociażby udać skruchę, skrzywił się tak, jakby to ona, Zosia, przyprowadziła tutaj jakiegoś nieznajomego faceta. Nerwowo przestępował z nogi na nogę, rzucając niecierpliwe spojrzenia w stronę przedpokoju.
Och, Zośka, przestań już się nakręcać. Znowu robisz z igły widły prychnął Tomek. To nasz gość. Mój brat, twój szwagier, przypominam. No i co, iż raz przyprowadził dziewczynę? Żałujesz mu?
Zosi nie było szkoda. Czuła obrzydzenie, lepkie i zimne. Tak, jakby niechcący weszła w śmierdzącą kałużę w swoich ulubionych butach.
Widziała, jak chłodno i gwałtownie biegają oczy Tomka szukał wsparcia u tego, kto od pół roku zaanektował ich mieszkanie. Rafał, jego brat, choćby palcem nie drgnął.
To moje mieszkanie, nie chcę tu obcych ludzi wysyczała Zosia, z trudem tłumiąc złość. I twojego brata też nie chcę. Kup se swoje, niech tam mieszka, choćby i słoń. A z mojego proszę się wynieść.
Teraz to Tomek zrobił wielkie oczy. Choć według Zosi nie było się czemu dziwić. Taki był po prostu finał.
Dobra, Tomek, zgarnij się, leniwie zawołał Rafał z salonu Znajdziemy coś mniejszego, za to bez takiego marudzenia. Stara wyjechała sam wiesz.
Tomek, jakby dostał komendę aport, z łoskotem wyciągnął z szafy sportową torbę i zaczął pakować swoje rzeczy: t-shirty, dżinsy, ładowarkę, bieliznę…
Pożałujesz jeszcze, Zosia, mruknął, nie patrząc na żonę. Nikomu innemu nie będziesz już potrzebna…
Trzasnęli drzwiami tak mocno, iż aż cała kryształowa zastawa na półce zadźwięczała.
Zosia została sama, w nagle głośnej ciszy. Usiadła na łóżku, dalej ściskając przeklętą podkolanówkę. Jak mogła do tego dopuścić? Kiedy to jej przytulne dwupokojowe mieszkanko po babci zmieniło się w noclegownię dla obcych?
Zosię i Tomka połączyło znajomość dwa lata wcześniej. Byli zupełnie inni. Ona cicha, nieśmiała, z trudem nawiązująca kontakty. On głośny, rozmowny, zawsze w ruchu. Choć studiowali, Tomek dorabiał jako kurier i potrafił oczarować Zosię. Czekoladki, wierszyki, czasem choćby restauracja. Dla niego Zosia, pilna studentka i skromnisia, była najsłodszą publicznością swoich występów.
Propozycja wspólnego mieszkania padła podejrzanie gwałtownie ledwie dwa miesiące.
Nie wytrzymuję bez ciebie ani chwili, skarbie, szeptał, obejmując ją. Chcę zasypiać i budzić się obok ciebie.
Dała się zauroczyć jego słowami. Pół roku później poznała prawdę: Tomka wyrzucili z wynajmu za hałasy i musiał się pilnie gdzieś podziać. Ale Zosia miała własną wersję: Każdemu może się trafić cięższy czas, powtarzała sobie.
Żyli więc spokojnie w swoim świecie we dwoje: rano wykłady, wieczorem Zosia dorabiała jako korepetytorka i ledwie wiązali koniec z końcem. Tomek również dobudowywał domowy budżet.
Aż do pewnego dnia pojawił się trzeci.
Tomek, mówiłeś, iż Rafał przyjeżdża na studia może go zaprosimy? zaproponowała kiedyś Zosia.
Nie przewidziała, jak bardzo Rafałowi spodoba się gościnność. Na początku przyjeżdżał co drugi dzień, potem codziennie wieczorem aż w końcu został na stałe. A Zosia, wychowana na przykładnej gospodyni, szykowała obiady i sprzątała po dwóch dorosłych facetach. Myła naczynia, zbierała ciuchy, prała ich bieliznę. Sama. Bez czyjejkolwiek pomocy.
Nie wiedziała jeszcze, iż Rafał już zapomniał o jakichkolwiek studiach.
Rafał, to nie dostałeś się na uczelnię? Przecież miało być miejsce w akademiku spytała Zosia po trzech miesiącach.
A nie, nie przyjęli mnie odparł obojętnie. Może za rok spróbuję.
Zosi już wtedy zrobiło się słabo. Przeczuwała, iż brat Tomka sam się nie wyprowadzi. Po co? Cały salon do jego dyspozycji, suto zastawiony stół, pełna obsługa. Może spać do południa, gapić się w telefon i wieczorami powłóczyć się z kolegami.
Sytuacja pogorszyła się, gdy Tomek z dnia na dzień rzucił pracę w sklepie, gdzie przepracował rok.
Szef to idiota, wymagania z kosmosu, a pensja jak w taniej podrzędnej robocie. Nie przejmuj się, dorobię jako kurier. Rozejrzę się też za czymś normalnym.
Oczywiście, szukanie pracy przeciągało się. Tomek łapał zlecenia raz na tydzień. Tak więc, w mieszkaniu Zosi całymi dniami leżało dwóch dorosłych, zdrowych chłopów. I wszyscy na jej garnuszku.
Budżet nie chciał się już domknąć. Zakupy znikały w ekspresowym tempie. Smażone kotlety starczające na dwa obiady pochłaniali w jeden wieczór. Rachunki rosły. Rafał i Tomek choćby nie udawali, iż chcą pomóc.
Zosia wracała wykończona wszędzie brudne talerze. W łazience piętrzyły się ciuchy. Można by grać w bierki kłębkami kurzu w kątach.
Raz tylko odważyła się zaprotestować.
Czemu zaczynasz? Szkoda ci zupy? Chłopak ma trudny czas, adaptuje się w wielkim mieście. Bądź bardziej wyrozumiała przecież jesteś kobietą.
Za każdym razem stawiali ją w roli złośliwej sknerki wytykającej jedzenie. Zagryzała zęby, stała przy kuchni, znów myła po nich toaletę, znów milczała, by choćby delikatny spokój zachować. Bo może tak powinno być, może każdy ma swoje trudniejsze okresy?
Ale gdy wróciła do domu i zobaczyła pustą butelkę taniego wina i trzy kieliszki, coś w niej pękło. A już kiedy wyłowiła nylonową podkolanówkę koniec. Miarka się przebrała.
Pierwsza noc w pustym mieszkaniu była niespokojna. Cisza okazała się gęsta i niepokojąca. Brakowało chrapania Rafała z salonu, brzęków pilota, chodzenia Tomka w kuchni…
Rano strach przed samotnością zmieszał się z nagłym spokojem. Zosia otworzyła lodówkę kawałek sera przez cały czas leżał na miejscu. Sok nietknięty. Nikt nie pił mleka z kartonu. Nikt nie zostawił brudnego noża czy okruszków na stole. Była właścicielką swojego własnego terytorium.
Wieczorem, gdy tęsknota dopadła z pełną siłą, pojechała do przyjaciółki, Ani. Musiała się wygadać.
Jesteś naiwna, Zosiu… powiedziała Ania. Tam już pewnie nową naiwną naciągają. Może choćby tę, co u was bywała. Wiesz, nie byłabym taka pewna, czy to Rafał ją przygarnął. Może twój Tomek postanowił się zabawić.
Myślisz, iż mnie zdradzał?
I co z tego? Obaj cię wykorzystali na całego. Ciesz się, iż jakaś naiwna dziewczyna zostawiła ci prezent od losu. Inaczej wciąż sprzątałabyś po tych typach.
Zosia po powrocie do domu zrobiła nie tylko wielkie porządki, to było prawdziwe pożegnanie ze starą sobą. Wygrzebała z każdego kąta skarpetki, papiery po słodyczach, puste paczki po papierosach Wszystko, co przypominało o zgrai, poleciało do śmieci. choćby prezenty. Koniec. Zmieniła pościel, umyła podłogi chlorem i dopiero wtedy odetchnęła.
A gdy usiadła nad budżetem, ze zdziwieniem odkryła, iż stać ją nawet, by odłożyć na czarną godzinę.
Minęło półtora roku…
Zosia się zmieniła. Zatrudniła się w prywatnej szkole, nauczyła się mówić nie i przestała być wygodna tylko dla innych. W jej życiu pojawił się Piotr inżynier, pięć lat starszy, własne (choć wzięte na kredyt) mieszkanie.
Tym razem nie spieszyła się z decyzjami. Dobrych parę miesięcy przyglądała się Piotrowi, zanim zgodziła się dzielić z nim codzienność. Mieszkanie wybrali jej bliżej centrum. Swoje Piotr wynajmował, by szybciej spłacić kredyt.
Wszystko szło zwyczajnie, aż pewnego razu wieczorem Piotr odłożył telefon i powiedział:
Słuchaj, Zośka, dzwoniła mama Musi zrobić poważne badania. U nas na wsi się nie da, więc przyjedzie na tydzień, może dwa… Jak na to patrzysz?
Zosię ogarnął lodowaty chłód. Przed oczami mignęły wspomnienia: rozłożony na kanapie Rafał, chrapanie zza ściany, to uczucie, iż jest gościem u siebie… Serce ścisnęło się ze strachu.
Spojrzała na Piotra, który czekał na odpowiedź. Wydało się jej, iż od tego zależy ich przyszłość. Przemilczeć i dać się znowu zadeptać? Czy powiedzieć dość i znowu być tą furiatką?
Zosia wzięła głęboki oddech, uspokajając tętno.
Piotrek, zaczęła jak najspokojniej Bardzo szanuję twoją mamę, ale mam jeden twardy zasadniczy warunek. Żadnych gości z noclegiem w moim domu. Ani od ciebie, ani ode mnie. Nasz dom nasza twierdza, tylko nasza. Bez urazy, dobra? Wiem, mam fisia na tym punkcie.
Zapadła cisza. Zosia spodziewała się zaraz awantury, wybuchu, trzaskania drzwiami, musiała przygotować się do obrony.
A Piotr tylko podniósł brwi i spokojnie przytaknął.
Nie ma problemu. Rozumiem. Nie ma sensu się gnieździć, skoro mam drugie mieszkanie. W razie czego, wynajmę mamie coś bliżej szpitala. I wilk syty, i owca cała.
Zosia zamarła nie wierzyła własnym uszom. Odetchnęła z ulgą.
Naprawdę się nie pogniewasz?
Piotr spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, odłożył telefon, przytulił ją mocno.
A co się obrażać? Każdy ma jakieś przyzwyczajenia, to normalne. Zawsze można znaleźć kompromis.
Zosia uśmiechnęła się i wtuliła się w jego ramię. Nie tylko nauczyła się mówić nie. Znalazła człowieka, który rozumie, iż jej nie nie oznacza końca świata. Teraz drzwi do jej mieszkania i jej serca otwierały się tylko dla tych, którzy potrafią otrzepać buty przed wejściem.








