Dżentelmen–biznesmen przyszedł do restauracji bez portfela, żeby sprawdzić, czy jestem materialistką. Wtedy się nie zraziłam… Oto, co zrobiłam…

polregion.pl 6 dni temu

Dziś postanowiłam opisać coś, co wydarzyło się ostatniego wieczoru i sprawiło, iż naprawdę poczułam, jak łatwo można zostać poddanym próbie czy to charakteru, czy godności. Druga randka z Januszem zapowiadała się ekskluzywnie. Zaprosił mnie do jednej z tych eleganckich, warszawskich restauracji, pełnej rozproszonego światła, jedwabiście gładko poruszających się kelnerów i szmeru dyskretnych rozmów przy sąsiednich stolikach. Atmosfera była taka, iż czułam się jak w zupełnie innej rzeczywistości.

Janusz prezentował się jak uosobienie sukcesu szykowny garnitur, sygnet na palcu, na ręku błyszczący zegarek i ta specyficzna pewność siebie, jakby Warszawa należała tylko do niego.

Zamawiaj, co chcesz. Nie lubię, gdy dziewczyna się ogranicza, rzucił, choćby nie spoglądając do menu. Kobieta powinna czuć się swobodnie.

Ta wypowiedź zabrzmiała trochę jak cytat z bajki o hojnych książętach, ale w środku poczułam się nieswojo. Może chodziło o ton głosu, a może o te historyjki o byłych, które jak twierdził widziały w nim tylko gruby portfel.

Wybrałam sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Janusz nie szczędził sobie niczego zamówił stek, tatar, najdroższe czerwone wino i zaczął opowiadać o interesach, o tym, jak płytcy są ludzie, rozprawiał o wartościach, duchowości. Słuchałam, potakiwałam, ale było to raczej jakby egzamin, a nie randka w powietrzu wisiało oczekiwanie podchwytliwego pytania.

W końcu, gdy kelner zostawił elegancki rachunek, Janusz płynnie kontynuował rozmowę, sięgnął do jednej kieszeni marynarki, potem do drugiej, sprawdził kieszenie spodni. Na jego twarzy pojawiło się coś nowego pewna teatralna bezradność.

Kurczę powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo przełożyłem do innej kurtki.

Rozłożył bezradnie ręce, ale nie wydawał się zaniepokojony. Nie poprosił kelnera o chwilę, nie sięgał po telefon. Po prostu patrzył na mnie i się uśmiechał.

No cóż, niezręczna sytuacja Pomogłabyś? Zapłacisz, a ja później oddam, choćby z nawiązką przy następnej kolacji.

Wtedy poczułam, iż to żadna przypadkowa pomyłka, tylko świadomie ustawiony test w końcu pół godziny wcześniej rozwodził się o kobietach-łowcach pieniędzy.

Czytałam o tym na forach, widziałam w tanich serialach, ale nie sądziłam, iż spotkam takie coś twarzą w twarz, zwłaszcza w wydaniu dorosłego faceta, wyglądającego na człowieka sukcesu.

Jego schemat myślenia był aż nadto prosty: jeżeli kobieta bez protestu płaci za dwoje jest w porządku, wygodna i można na niej polegać. jeżeli odmawia materialistka. Tak naprawdę nie byłam już na randce z przedsiębiorczym facetem, tylko z lekko rozchwianym emocjonalnie manipulatorem, któremu chodziło tylko o sprawdzenie mojej reakcji.

Wyglądał na pewnego zwycięstwa wydawało mu się, iż perspektywa związku z partią skłoni mnie do wyjęcia karty płatniczej.

Pozostałam spokojna, sięgnęłam do torebki. W oczach Janusza pojawił się błysk zadowolenia uznał, iż osiągnął, co chciał.

Jasne, nie ma sprawy, powiedziałam, podchodząc do tego z uprzejmym uśmiechem i przywołałam kelnera.

Proszę, niech pan podzieli rachunek. Ja płacę za siebie: sałatkę i wino. Za stek, tatar i wino czerwone tego dżentelmena nie odpowiadam powiedziałam wyraźnie.

Jego uśmiech zniknął. W pośpiechu nachylił się w moją stronę, szepnął:

Żartujesz? Nie mam portfela.

Rozumiem, odparłam spokojnie, płacąc telefonem. Ale znamy się przecież ledwie chwilę. Płacenie za siebie jest normalne. Płacenie za kolację dorosłego mężczyzny, który sam zaprosił kobietę do drogiej restauracji i zamówił sobie najbardziej kosztowne jedzenie to już nie moja rola. Jesteś dorosły, na pewno sobie poradzisz.

Kelner stał osłupiały, przerzucając wzrok raz na mnie, raz na niego. Janusz czerwieniał, a jego urok ulatniał się warstwa po warstwie, ukazując zwykłą nieuprzejmość.

Naprawdę? Przez pieniądze? Oddałbym! Po prostu chciałem cię trochę sprawdzić burknął poirytowany.

Udało ci się, odpowiedziałam, wstając od stołu. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.

Ruszyłam do wyjścia, ale w ostatniej chwili coś mnie tknęło. On został przy stole, z nieopłaconym rachunkiem, bez portfela i miną obrażonego dziecka.

Wróciłam, wyjęłam z portfela parę zgniecionych złotych banknotów i garść drobnych tę, co zawsze plącze się na dnie torebki.

O, prawda. Skoro portfel został w innej kurtce, to pewnie choćby na taksówkę nie masz, hm?

Zostawiłam bilon obok jego kieliszka.

Masz na bilet na metro. Nie martw się, dotrzesz do domu. Potraktuj to jako mój wkład w twoje badania kobiecej natury.

Kilka osób przy sąsiednich stolikach zerknęło ukradkiem. Janusz wyglądał, jakby dostał pazerną lekcję życia.

Wyszłam na ulicę.

Kosztowało mnie to jedynie sałatkę i lampkę wina niewielka cena za to, iż poznałam jego prawdziwe oblicze i zaoszczędziłam sobie lat rozczarowań. Mam nadzieję, iż wyciągnie wnioski, choć wiem, iż tacy ludzie zwykle się nie zmieniają.

Ciekawa jestem, jak Ty zachowałabyś się na moim miejscu próbowałabyś ratować zapominalskiego rycerza, czy postawiłabyś na szczerość i asertywność?

Idź do oryginalnego materiału