Enola Holmes 3 zaprasza widzów na ślub słynnej Holmes. Suknia ślubna? Gotowa. Pan młody? Gotowy. Goście czekają. Czeka też kolejna przygoda, która może popsuć weselne plany.
„Podobno dobre historie zaczynają się od ślubu” – mówi Enola na początku trzeciej części swoich przygód. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, zwłaszcza w kontekście filmu przygodowego. W końcu nieważne, jak bardzo miłość nie wisiałaby w powietrzu, dzień ślubu zawsze dostarcza parze młodej pewną dozę niepokoju. Uczucie uczuciem, ale jedzenie może okazać się niesmaczne, a rodzina może powiedzieć coś głupiego. Nie wspominając już o nerwach związanych z rozpoczęciem nowego etapu życia. Z perspektywy fabuły ślub brzmi jak idealny moment, aby do tego kotła stresów i potencjalnych konfliktów dorzucić dodatkowo zupełnie nowy, niespodziewany problem. Taki, który jeszcze bardziej utrudni życie bohaterom. prawdopodobnie żadna panna młoda nie chciałaby się mierzyć w dniu swojego ślubu z porwaniem własnego brata. Niestety, Enola ma właśnie takiego pecha. Na szczęście dla widza jest to bardzo fajny punkt wyjściowy dla całej historii. Potem jednak Enola Holmes 3 wypada nieco gorzej.
Młodsza siostra najsłynniejszego detektywa wróciła po czterech latach przerwy! Za scenariusz filmu ponownie odpowiada Jack Thorne. Na stołku reżysera z kolei nastąpiły pewne zmiany – Philip Barantini zastąpił Harry’ego Bradbeera. Trzecia część netflixowskich przygód Enoli Holmes zabiera nas z deszczowego Londynu na słoneczną Maltę, gdzie bohaterka zamierza pobrać się z Tewkesburym (Louis Partridge). Ślub w takim miejscu brzmi doskonale, prawda? Problem polega na tym, iż Enola (Millie Bobby Brown), chociaż kocha swojego narzeczonego, nie wie, czy jest gotowa zostać żoną lorda i zrzec się nazwiska. Dodatkowo Sherlock (Henry Cavill) wprost krytykuje decyzję siostry o zamążpójściu. Czy ta sytuacja może być jeszcze gorsza? Jak już ustaliliśmy, odpowiedź brzmi zdecydowanie tak, bo Sherlock Holmes zostaje porwany.
Fot. materiały prasoweFilmom o Enoli Holmes zawsze było bliżej do lekkich historii przygodowo-detektywistycznych niż do poważnych kryminałów. Intrygi nigdy nie były szczególnie skomplikowane, ale i tak oglądało się je z przyjemnością. Trzecia odsłona serii niestety trochę zawodzi pod tym kątem, chociaż nie widać tego od razu. Początkowo produkcja wydaje się utrzymywać poziom swoich poprzedniczek. Jest kontrolowany chaos, jest akcja i jest sympatyczna bohaterka i jej równie sympatyczni towarzysze. Z czasem jednak, gdy wszystkie wątki zaczynają się splatać, ukazuje nam się dość rozczarowująca intryga. Wszystko niby łączy się w całość, ale jest to zrobione w zbyt pośpieszny sposób. Druga połowa filmu przypomina trochę pierwszą wersję scenariusza, która, mimo przyzwoitego pomysłu, powinna zostać jeszcze dopracowana. Widać to też przy okazji dość płytkich dialogów.
Seria od zawsze lubiła wplatać w swoją fabułę wątki społeczne. W poprzednich częściach były to feminizm, klasizm i związany z nim wyzysk pracowników. Tutaj twórcy wzięli na tapet imperializm i, podobnie jak główną fabułę, ten wątek też przydałoby się dopracować. Film z jednej strony podkreśla grzechy brytyjskiego kolonializmu, ale z drugiej i tak podchodzi do sprawy po macoszemu, choćby jak na produkcję tego typu. Zwłaszcza iż wiktoriańska Anglia Enoli Holmes jest znacznie bardziej różnorodna niż jej historyczna odpowiedniczka. Mamy więc dziwną sytuację, w której film chce pokazać, iż mieszkańcy kolonizowanej Malty są traktowani z wyższością przez zamieszkałych tam białych Brytyjczyków, ale jednocześnie nie bierze pod uwagę tego, iż pochodzący z Indii doktor Watson (Himesh Patel) nie doznaje z tego powodu żadnych przykrości. Chociaż trzeba tutaj przyznać, iż film przynajmniej zaznaczył, iż rodzina Watsona nie pochodzi z Wielkiej Brytanii.
Fot. materiały prasoweJaśniejszym punktem filmu są postaci i relacje między nimi. Widać, iż twórcy pozwolili Enoli dorosnąć, co przełożyło się też na jej relację z Tewkesburym. Związek tej dwójki wydaje się teraz bardziej dojrzały, ale momenty pomiędzy nimi dalej są tak samo urocze. Naprawdę miło się to ogląda i aż trzymamy kciuki, aby wszystko im się w końcu ułożyło. Podobnie dobrze wypada relacja Enoli z jej bratem. W tej części Sherlock Cavilla jest zdecydowanie bardziej zdystansowany emocjonalnie, co sprawia, iż dynamika pomiędzy nim a jego bardziej uczuciową siostrą staje się ciekawsza. Trochę natomiast razi brak Mycrofta. Rozumiem, iż Sam Claflin był zajęty, ale szkoda, iż scenariusz nie pokusił się o jakiekolwiek przekonujące wytłumaczenie, czemu starszy Holmes nie pojawił się na ślubie własnej siostry.
Ogólnie aktorsko film stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie. Główna obsada gra dobrze i nikt raczej nie odstaje dramatycznie od pozostałych. Na drugim planie Helena Bonham Carter, wcielająca się w matkę Enoli, i Sharon Duncan-Brewster jako Mira „Moriarty” Troy grały dość przerysowane postaci, ale obie aktorki robiły to z odpowiednim wyczuciem nie pozostawiając złudzeń, iż był to zabieg celowy.
Fot. materiały prasoweJest jeszcze jedna rzecz, do której niestety muszę się przyczepić. Mianowicie: kostiumy i makijaż. Nikt nie oczekuje od mody w Enoli Holmes skrajnej poprawności historycznej. Zawsze jednak stroje były na tyle inspirowane epoką wiktoriańską, iż dobrze wpisywały się w ducha historii. W tej części niestety pewna kluczowa kreacja wygląda, jakby została żywcem wyrwana z naszego wieku. Nie wiem też, kto zdecydował, aby Millie Bobby Brown przez cały film chodziła w bardzo współczesnym makijażu, ale nie był to najlepszy pomysł.
Trzecia część Enoli Holmes wciąż pozostaje przyjemną rozrywką. Myślę, iż najlepiej będą się na niej bawić widzowie, którzy już wcześniej polubili te postaci i relacje pomiędzy nimi. Wciąż jest tutaj dużo dobrych pomysłów, ale scenariusz zyskałby na dopracowaniu. Niestety, na tle poprzednich filmów, Enola Holmes 3 wypada najsłabiej.
Fot. główna: Materiały prasowe





