Gruszeńka – historia niezwykłej polskiej bohaterki literackiej

twojacena.pl 4 godzin temu

Jabłoneczka

Był sobie ojciec, a miał trzy córki. Dwie z nich Krysia i Aniela takie piękne, iż na całe okolice sławą się niosło. Trzecia, ta najmłodsza Zuzanna, zwana Jabłoneczką, była drobna, chuda jak węzełek, z lekkim garbkiem na plecach. No, tylko oczy, wielkie i błyszczące, jak dwa jeziora. W polu roboty jej nie szły, w domu za starszymi też nie nadążała, krucha była, iż aż strach.

Krysia z Anielą miały tyle zalotników, co listów poleconych na poczcie w Krakowie stale ktoś się kręcił pod oknami, swatem w ganku tłok, a na naszą Jabłoneczkę nikt choćby spojrzeniem nie rzucił. No i starsze siostry mówiły:
Dokąd Zuzki nie wydamy za mąż, żadna z nas do ślubu iść nie chce!
Czas płynął, kawalerów od groma, ale do Jabłoneczki nikt się nie garnął. Przebierają ją, pudrują, a i tak nic z tego nie wychodziło. Koleżanki już pod nosem się śmiały:
Tak się za Zuzkę bierzecie, to i same zostaniecie na lodzie!

Jabłoneczka słuchała tego i trochę jej było żal, nie siebie tylko sióstr. Myśli sobie raz:
Nie będę już tu nikomu ciężarem, wyjdę, będę żyć po swojemu. Może w mieście jaką robotę znajdę.

Zebrała węzełek, poczekała aż dom cały zasnął, założyła chustkę babciną na głowę i ruszyła w ciemną noc.

Noce księżycowe bywają takie, iż aż chce się iść droga jasna, świat nocny jak z bajki. Nasza Zuzka wędruje, nie boi się niczego… aż tu las na horyzoncie. Trochę strach jej się włączył może niedźwiedź się przyplącze? Ale zaraz przeszła przez pierwsze krzaki, weszła na leśny trakt.

O świcie nogi ją zabolały, a do miasta jeszcze daleko. Usiadła więc pod leszczyną, węzełek pod głowę, chustka na oczy i drzemka. Ledwie się zdrzemnęła, słyszy jakby siekiera gdzieś huknęła! Wyskoczyła szybko, bo może do roboty trzeba, a tu tuż obok trach! stare drzewo leci jakby w popłochu. Przestraszyła się Zuzka niemiłosiernie, ale z krzaków wylazł staruszek niski, krzepki, broda siwa, siekierę w garści dzierży.

Już chciała Zuzka w pole uciekać, ale dziadek mówi:
Nie bój się, wnuczko! Nic ci nie zrobię złego.
A kto, dziadku, z taką siekierą po lesie lata? dopytuje Zuzka.
Ja tutejszy leśniczy. Sosenka do przewrócenia była. A ty co tu sama robisz?

I opowiedziała mu nasza Jabłoneczka cały swój żal, a staruszek zamyślił się, brodę podrapał i rzecze:
Widzę, żeś dziewczyna dobra i miękka dusza w tobie. Zostań u mnie w leśniczówce będziesz mi prawdziwą wnuczką. Jak ci się coś odmieni, to zawiozę cię do miasta.

I tak Jabłoneczka została u starego leśnika. Pracy w leśniczówce kilka on w lesie się krzątał, a ona gospodyniowała. Staruszek był wesoły, bajek znał na pęczki, gawędził tak, iż człowiekowi czas płynął jak woda z kranu.

Z czasem nauczył ją rozpoznawać zioła, zbierać korzenie, suszyć jagody, parzyć zdrowotne herbatki, babcine mikstury… wszystko jej pokazał, nic nie zostawił dla siebie.

Przyszedł w końcu ten dzień, co i po najlepszych przychodzi staruszek umarł. Jabłoneczka wypłakała swoje i trwał jej żal, ale słowa dziadka trzymała w sercu:
Nie rozpaczaj! Każdemu czas przyjdzie. Ja ludziom i lasom służyłem, ty pomagaj ludziom dalej, co umiesz, a świat ci się odwdzięczy.

Pochowała go jak trzeba, zebrała manatki, wróciła do rodzinnej wsi.

Starsze siostry już wyszły za mąż obie za braci, mają duży dom i dużo szczęścia. Ucieszyły się, iż Zuzka żywa i zdrowa! Dostała własny pokoik, pomagała rodzinie, wszystkim, jak tylko mogła. Umiała już wszystko: jak ziemię użyźnić, zwierza oporządzić, na co napar pić, jak zielska zlikwidować. U nich zawsze plony pod dostatkiem, zwierzęta zdrów jak ryby, a dzieci krzepkie jak barszcz.

Ludzie się dowiedzieli o Zuzance, zaczęli przychodzić po rady. Pomagała wszystkim kto mógł, przyniósł koszyk jajek, ktoś inny chusteczkę, a kto biedny, temu za darmo. Nikogo nie odprawiła.

A we wsi była też stara Zośka Kręcidło taka wiedźma, co to ludzi straszyła i trochę się jej każdy bał. Zośka zazdrosna, iż wszyscy chodzą do Jabłoneczki, a do niej nikt. Chodziła, dumała, aż wreszcie przyturlała się do Zuzki:
Witaj, Zuzanno, złotko!
Witaj, babciu odpowiada miło Zuzka.
Oj, dziecko, przyszłam po pomoc. Ręka mnie boli, aż odjęło.
Siadaj babciu, zobaczę tę rękę Zuzka dotykała, oglądała.
Dobrze, babciu, ale chyba cię ona nie boli? Może ci się coś poplątało?

Oj, boli, boli, nie mogę ani jeść, ani pić! jęczy Zośka.
Zuzka kręci głową.
Nie masz tam nic, babciu.
Jak to nic!? Patrz, jak mi się palce poskręcały! wrzeszczy Zośka.
Jabłoneczka tylko się dziwi, ale przy swoim zostaje:
Nie widać tu żadnego bólu, babciu.
No to nie zgodziła się stara Ale powiem ci, po rozmowie z tobą już mi lepiej. Dziękuję, córko, oto od razu lepiej!
Wyciąga z kieszeni lusterko:
Masz, prezent ode mnie. Młoda jesteś, posłuży ci do przeglądania się!
Dziękuję, babciu, oby wszystko szło w myśl twego dobrego słowa. Bo dobre słowo ważniejsze niż złe.

A Zośka na lusterko ponaklinała, ponaszeptała i poprosiła, żeby Zuzce zaszkodziło

Minął czas, a Jabłoneczka jakby nagle wyprostowała się, garb gdzieś zniknął. Ludzie patrzą, dziwują się: nie tylko prosta, ale jakoś ładniejsza, wesoła i pewna siebie. Wpatruje się w babcine lusterko, uśmiechnięta, a Zośka się złości, iż czary nie działają.

Więc znowu Kręcidło idzie do Zuzki tym razem jęczy: „Kręgosłup łamie, nogi słabe.” A tu rzeczywiście coraz gorzej z nią, bo własne uroki na siebie ściągnęła!

Jabłoneczka dała jej ziół, podpowiedziała, jak używać. Zośka znowu prezent przynosi grzebień z kości:
Uroda dziewczęca, jak nie będzie zadbana, to zniknie! A ty taka już dorodna, iż tylko grzebienia brakuje.

Zuzka przyjęła z uśmiechem:
Dziękuję, babciu! I niech wszystkie twoje słowa się spełnią!

Czas leci, a Jabłoneczka coraz czarowniejsza policzki rumiane jak jabłka, włosy gęste, siła w kościach. A Zośka Kręcidło ledwo zipie skóra jak pergamin, ręce zwisają jak gałęzie po wichurze, nogi odmawiają posłuszeństwa. Leży, ledwo jęczy, aż w końcu woła Zuzkę.

Aniela i Krysia odradzają:
Nie idź, Zuzko, ona zła kobieta, czary, sama choroba!
Spokojnie, poranek mądrzejszy od wieczora odpowiada Jabłoneczka.

Rano Zuzka wstaje, myje się rosą, ubiera najlepszą sukienkę. Do koszyka wkłada trochę leśnego miodu, jabłka z sadu, zioła pachnące, jakie babcia jej pokazywała.

Siostry aż w drzwiach zadziwione:
Zuzko, jaka z ciebie piękność! Sukienka czy magia? Całkiem inna jesteś!

Poszła Zuzka do chaty Zośki. Złapała za furtkę, a tu trach, trzask! furtka zatrzaśnięta, nie do ruszenia.
Babciu! woła Otwieraj, nie mogę wejść!
W chałupie hałas coś aż wali, ktoś tupie, garnki grzmią, a zza pieca słychać:
Nie wpuszczaj jej! To nie na nią uroki, nie na nią czary! Choroby odpadają, a złe słowo dobrem wraca!

Jabłoneczka jeszcze raz puka, z troską pyta:
Babciu, jak się czujesz? Przyniosłam ci miód, jabłka, zioła.

Przechyla się przez furtkę i zostawia koszyczek na ścieżce. Wtedy z komina bije czarny dym taki, iż straż pożarna w Gdańsku nigdy takiego nie widziała! Z okien wylatuje stado wron, cała chata czernieje jak po pożarze. Ludzie z wioski biegną, kto wiadro z wodą, kto płot rozbija, myślą pożar!

Ale wyjrzało słońce zza chmur i jak tylko pierwszy promyk padł na dom Kręcidła, cały dym znikł, z chaty została tylko kupka węgla. Żadnego ognia, tylko cisza.

Wtedy ludzie rozpoznali sprawę:
Zośka tak długo złorzeczyła, aż sama się spaliła! Chciała zgubić naszą Jabłoneczkę, ale zło do niej nie przylgnęło i wróciło do złej sąsiadki.

A nasza Zuzka jeszcze piękniejsza się stała iż nikt by jej już nie poznał! niedługo i kawaler się znalazł, miejscowy, porządny chłopak. Życie mieli zgodne, jak trzeba, żadnych kłótni, zero narzekań. Siostry szczęśliwe, iż i Zuzanna znalazła szczęście.

A na miejscu, gdzie stał dom Zośki i gdzie Jabłoneczka zostawiła koszyk, wyrosły krzaki malin, wielkie, słodkie, jakby je słodką śmietaną polewać. Cała wieś chodziła tam na maliny, przestali się bać tego miejsca. Malin tyle, iż aż nazwano wioskę Malinowem!

Tak to już jest jak człowiek dobre ma serce, to i świat wokół siebie zmieni.

Idź do oryginalnego materiału