Gruszeńka – opowieść o namiętności, wyborach i sile kobiecego charakteru w sercu polskiej tradycji

newsempire24.com 3 godzin temu

Grusieńka

Dawno temu żył sobie ojciec, który miał trzy córki. Dwie starsze Malwina i Zosia były prawdziwymi pięknościami, iż cała wieś o nich gadała. Najmłodsza zaś, Grusieńka, była drobniutka, chudziutka i miała lekkiego garbika. Jedynie jej wielkie, błyszczące oczy rozświetlały twarz. Ani na polu nie mogła pomóc, bo sił brakowało, ani w domu nie nadążała za siostrami ciężko jej było.

Za Malwiną i Zosią kawalerowie całe życie się uganiali, a swatów w sieni nigdy nie brakowało. Na Grusieńkę nikt choćby nie spojrzał. Siostry więc powiedziały:
Dopóki Grusieńki nie wydamy za mąż, same też nie pójdziemy!

Czas mijał, ale chętnych do Grusieńki nie było. Siostry stroiły ją i rumieniły, ale wszystko na nic. Koleżanki już zaczęły się z nich podśmiewać:
Jak będziecie za Grusieńkę szukać kawalera, same zostaniecie pannami!

Grusieńka słyszała te słowa i bardzo jej się smutno robiło, nie o siebie, ale o siostry. Postanowiła więc:
Nie chcę nikomu przeszkadzać w życiu! Lepiej odejdę, siostry niech wychodzą za mąż. Pójdę do miasta, może gdzieś mnie przyjmą do pracy.

Poczekała, aż wszyscy zasną, zebrała niewielki tobołek i wymknęła się z domu. Szła całą noc noc była jasna, księżyc stał na niebie. Nie bała się, dopiero gdy weszła do lasu, poczuła niepokój: a jakby tu niedźwiedź nie spał? Jednak ruszyła dalej.

O świcie Grusieńka już była bardzo zmęczona, a do miasta daleko. Zdecydowała się odpocząć pod krzewem leszczyny. Położyła tobołek pod głową, opatuliła się chustą i zasnęła. Nie wiadomo, ile spała, aż obudził ją stukot topora. Ledwie usiadła, a tu trach! suche drzewo runęło obok niej. Przeraziła się Grusieńka, już miała uciekać, gdy zobaczyła staruszka. Niski, ale krzepki, z białą brodą, trzymał w ręku topór.

Grusieńka jeszcze bardziej się przestraszyła, ale staruszek rzekł:
Nie bój się dziecino, nic złego ci nie zrobię.

Kim jesteś, dziadziusiu? spytała Grusieńka. Prawie mnie zabiłeś!

Jestem leśniczym odparł staruszek. Mieszkam tu niedaleko, suche drzewa ścinam. A ty co tu sama robisz?

Opowiedziała mu Grusieńka swoje troski. Staruszek zamyślił się, pogładził brodę i mówi:
Widzę, iż jesteś dobra i troskliwa. Zostań ze mną w leśniczówce, za wnuczkę mi będziesz. jeżeli zmienisz zdanie, sam zaprowadzę cię do miasta.

Ucieszyła się Grusieńka i zgodziła się zamieszkać w leśniczówce. I tak żyli we dwoje. Leśniczy w ciągu dnia chodził po lesie, Grusieńka gospodarowała w domu pracy niewiele, więc dawała radę.

Staruszek był pogodny i mądry, znał wiele historii i potrafił tak opowiadać, iż aż słuchać się chciało. Stopniowo zaczął pokazywać Grusieńce zioła, korzenie, owoce, uczył kiedy je zbierać i jak suszyć, jak robić z nich lekarstwa. Grusieńka nauczyła się od leśniczego wszystkiego, niczego jej nie zataił.

Pewnego dnia leśniczy poczuł, iż czas mu odchodzić. Grusieńka bardzo płakała, ale staruszek rzekł:
Nie martw się, dziecko, każdy ma swój czas. Gdy umrę, pogrzeb mnie, a potem wracaj do domu. Wszystkiego cię nauczyłem. Ja żyłem, pomagając lasowi ty żyj, pomagając ludziom.

Pożegnała Grusieńka leśniczego, pochowała go i wróciła do rodzinnej wioski. W tym czasie siostry wyszły już za mąż, za dwóch braci i mieszkały wspólnie w dużym domu. Bardzo się ucieszyły, iż Grusieńka wróciła cała i zdrowa! Dały jej własną izdebkę i odtąd razem mieszkały.

Grusieńka wiele nauczyła się od starego leśniczego: jak ziemię użyźniać, jak leczyć ludzi z rozmaitych chorób, jak pozbywać się chwastów. gwałtownie w domu siostry miały dostatek plonów, zwierzęta zdrowe, a każdy domownik cieszył się zdrowiem. euforia panowała w rodzinie.

Wkrótce ludzie zaczęli przychodzić do Grusieńki po radę. Pomagała każdemu, nikomu nie odmawiała. Nie brała złotych, nie żądała zapłaty. Kto miał, przynosił jej jajka albo chustkę, biednemu czy choremu dawała pomoc za darmo.

W tej samej wsi mieszkała jeszcze stara wiedźma Babka Kręcicha. Umiała wiele, ale ludzie się jej bali, bo zła siła w niej tkwiła. Gdy Grusieńka zaczęła pomagać potrzebującym, wszyscy do niej chodzili, a dom Babki omijali szerokim łukiem. Babka wściekła się. Myślała, jak podejść Grusieńkę. W końcu przyszła:
Dzień dobry, Grusieńko, złotko!

Dzień dobry, babciu odpowiedziała miło Grusieńka.

Po pomoc do ciebie przychodzę stękała Babka. Ręka mnie boli, aż nie mogę ruszyć!

Usiądź, babciu, popatrzę na twoją rękę.

Dotknęła Grusieńka ręki Babki.

A czy to na pewno ta ręka, babciu? Może się mylisz od zmęczenia? Pozwól, obejrzę drugą.

Ta, dziecko, ta! jęczała Babka. Tak boli, aż nie mogę jeść!

Grusieńka pokręciła głową.

W ręce nie ma bólu, babciu.

Jak to nie ma?! krzyknęła Babka, Patrz tylko, jak mi palce powykręcało!

Zdziwiła się Grusieńka, ale pozostała przy swoim.

Chcesz, babciu, to ci powiem nie bolą ci ręce!

No, skoro tak, to tak Babka nagle spokorniała. Widać pogadałam z tobą i mi lepiej. Dziękuję ci, Grusieńko, ty moja dobra! Proszę, przyjmij ode mnie w prezencie lusterko. Jesteś młoda, jeszcze się przyda, żeby popatrzeć na siebie i ucieszyć się urodą.

Dziękuję ci, babciu odpowiedziała Grusieńka. Niech wszystko będzie po twoim dobrym słowie! Bo dobre słowo silniejsze niż złe.

Ale na to lusterko Babka rzuciła urok i nagadała złego!

Mijały dni, a u Grusieńki jakby garb się wyprostował. Ludzie obserwowali i dziwili się już się wyprostowała, choćby kuleć przestała. Przeglądała się Grusieńka w lusterku z prezentu i radowała serce. A Babka Kręcicha widząc, iż jej uroki nie działają, znów przyszła do Grusieńki. Plecy, mówi, łamie ją, nogi słabe. A rzeczywiście czuła się coraz słabiej ściągnęła na siebie własne zło!

Grusieńka dała jej ziół i powiedziała, jak robić napary, a Babka dała jej znowu prezent kościany grzebień.

Uroda dziewczęca lubi troskę, a ty dziewczyno śliczna, czemu by się nie ucieszyć!

Grusieńka przyjęła grzebień i mówi:

Dobrze, babciu, jakaś ty dobra! Życzysz mi dobrze, niech każde twoje słowo się spełni.

Czas płynął, a Grusieńka stawała się coraz ładniejsza, wesoła i zdrowa. Cerę miała rumianą, warkocz jej zgęstniał, cała postawa nabrała siły. Babka zaś całkiem wyschła! Ręce wisiały jak suche gałęzie, plecy nie prostowały się, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Żyła już tylko leżąc, jęcząc i narzekając. Zawołała do siebie Grusieńkę.

Malwina i Zosia zaczęły prosić siostrę, żeby nie szła, bo Babka Kręcicha to czarownica, w jej domu niedobrze.

Nie bójcie się! uśmiechnęła się Grusieńka. Rano mądrzejsze niż wieczór.

Rano Grusieńka wstała, umyła się źródlaną wodą, ubrała nową sukienkę. Do koszyczka włożyła upominki: trochę dzikiego miodu, kilka jabłek z sadu, pachnące, uzdrawiające zioła.

Malwina i Zosia oniemiały, widząc Grusieńkę:

Jakaż ty piękna, siostrzyczko! Sukienka cię zdobi czy cuda się zadziały, inna jesteś!

Poszła więc Grusieńka pod dom Babki. Chciała wejść przez furtkę, ale ta trach! zatrzasnęła się przed nią, nie mogła jej otworzyć.

Babciu! wołała Otwórz! Nie mogę wejść!

A w izbie Babki gwar, łoskot, stukot garnków w piecu i same dziwne głosy:

Nie wpuść jej! Nie otwieraj! Jej się zło nie ima, urok nie ma mocy, choroba jej unika, zło na dobro obraca!

Grusieńka poczekała i znów puka:

Babciu, złotko! Dobrze się czujesz? Chciałam cię odwiedzić, a wejść nie mogę.

Babka nie odpowiadała, a w izbie beczało coś jak osioł, szczekał pies, muczała krowa. Z pieca dobiegł taki łomot, jakby zaraz dom miał się zawalić.

Ludzie zebrali się na ulicy, patrzyli zdumieni Babki Kręcichy zawsze się bali, ale czegoś takiego nigdy nie widzieli! Grusieńka po raz trzeci zapukała do furtki:

Się odezwiesz chociaż? Przyniosłam ci miodu dzikiego, jabłuszek z sadu, ziół pachnących!

Nachyliła się przez furtkę, postawiła koszyczek na drodze. Wtem z komina buchnął dym czarny jak smoła, a z okien wyleciały wrony, dom pociemniał i jakby spłonął bez ognia.

People ruszyli po wodę, łamali płoty, myśląc, iż dom się pali. Wtedy zza chmury wyszło słońce. Gdy jego pierwszy promień dotknął ziemi, cały dym się rozpłynął, zostało tylko trochę węgielków. Wszystko znikło bez śladu.

To złość Babki Kręcichy ją spaliła! ludzie domyślili się. Chciała czarami zniszczyć Grusieńkę, ale do czystego serca zło nie przylgnęło, wróciło do niej!

Od tego dnia Grusieńka wypiękniała jeszcze bardziej, nie do poznania! niedługo znalazł się dla niej kawaler, również z tej wsi. Żyli szczęśliwie, nigdy się nie kłócili. Malwina z Zosią cieszyły się z losu siostry!

Na miejscu domu Babki, tam gdzie Grusieńka zostawiła koszyczek, niedługo wyrosły dorodne maliny tak słodkie i pachnące, iż cała wieś tam zaglądała i przestała się miejsca bać. Mówią, iż tak dużo było tych malin, iż odtąd wioskę nazwano Malinowem.

I tak Grusieńka przekonała się, iż dobroć, szczerość i pomoc innym to największe skarby bo szczęście wraca do tego, kto z serca daje je innym.

Idź do oryginalnego materiału