Gruszka

newskey24.com 4 godzin temu

Grusieńka

Był raz ojciec, a miał trzy córki. Dwie z nich Helena i Zosia piękne tak, iż cała wieś Warszawa podziwiała ich urodę. Trzecia zaś, malutka Joasia, była chudziutka, z lekko przygarbionymi plecami, ale w oczach świeciło tyle blasku, iż trudno było oderwać wzrok. W polu robota jej nie szła, w domu też nie mogła dotrzymać kroku starszym siostrom ciężko jej było na sercu.

U Heleny i Zosi kawalerowie tłoczyli się niemal pod drzwiami, swaty w sieni nie miały końca, a na Joasię nikt choćby nie spojrzał. Siostry więc zaczęły mówić:
Dopóki Joasi za mąż nie wydamy, same nie pójdziemy!

Czas leciał, a Joasi nikt się nie oświadczał. Siostry stroiły ją, rumieniły policzki, ale na nic się to zdawało. Dawne koleżanki już zaczęły się podśmiewać:
Zanim wasza Joasia wyjdzie za mąż, wy już dawno bez kawalerów zostaniecie!

Joasia słyszała te kpiące słowa i smutno jej się robiło, ale nie o siebie się martwiła, tylko o siostry. W końcu postanowiła:
Nie chcę więcej być przeszkodą w cudzym życiu. Odejdę z domu, niech siostry szczęśliwe będą. Pójdę do miasta, może znajdę gdzieś pracę.

Czekała aż wszyscy zasną, spakowała węzełek, narzuciła chustę i wymknęła się w noc. Szła całą noc, księżyc jasno świecił, droga prowadziła ją do lasu. Gdy doszła pod sosny, zatrwożyła się a nuż dzikie zwierzęta? Zawahała się, ale ruszyła dalej ścieżką.

Powoli świtało. Joasia była już bardzo zmęczona, a do Warszawy wciąż daleko. Usiadła pod laskiem orzecha, węzełek pod głowę, przykryła się chustą i zasnęła. Nie wiadomo czy długo spała, bo nagle obudziło ją stukanie siekiery. Otworzyła oczy, a tu obok niej trach! pada suche drzewo.

Joasia przestraszyła się, chciała uciekać, ale patrzy idzie ku niej staruszek. Niski, ale silny, z białą brodą, siekierę w dłoni trzyma.
Nie bój się, wnuczko uśmiechnął się łagodnie. Krzywdy ci nie zrobię.

Kim pan jest, dziadziu? zapytała Joasia, głos jej drżał.
Jestem leśniczy. Mieszkam niedaleko, właśnie suche drzewa ścinam. A ty, cóż robisz sama w lesie?
Joasia opowiedziała mu wszystko. Staruszek zamyślił się, pogładził brodę.
Dobra z ciebie dziewczyna, żal mi cię. Zostań ze mną w leśniczówce będziesz mi jak wnuczka. A jak zmienisz zdanie, sam cię do miasta odprowadzę.

Uradowała się Joasia zgodziła się. Od tej pory mieszkali razem. Leśniczy chodził do lasu, Joasia doglądała domu, pomagała mu w gospodarce.

Był staruszek wesoły i serdeczny, rozumiał ludzi. Zaczął uczyć Joasię, jak rozpoznawać zioła, kiedy zbierać jagody, jak z suszonych liści robić leki. Wszystkiego ją nauczył, niczego nie żałował.

Nadszedł jednak dzień, kiedy leśniczy poczuł, iż to już koniec. Joasia gorzko zapłakała, ale usłyszała słowa:
Nie martw się, wnuczko wszystko ma swój czas. Pogrzebiesz mnie i wrócisz do domu. Całego lasu już nauczyłem teraz twój czas, by ludziom pomagać.

Tak też uczyniła. Pogrzebała leśniczego, popłakała, zabrała węzełek i wróciła do rodzinnej wsi pod Warszawą.

W tym czasie siostry już były mężatkami wyszły za dwóch braci, wszyscy mieszkali razem w dużym domu. Ucieszyły się, iż Joasia cała i zdrowa wróciła! Dostała własny pokój i razem z siostrami gospodarzyła. Wiedziała, czym nawozić pole, jak uzdrowić chore zwierzę, jak pielęgnować ogród wszystkiego nauczył ją stary leśniczy. U sióstr zbiory zawsze udane, krowy zdrowe, dzieci nie chorowały. Życie z Joasią było szczęśliwe i spokojne.

Wkrótce wieść się rozniosła i ludzie zaczęli przychodzić po radę do Joasi. Nie odmawiała nikomu, nie brała zapłaty kto mógł, dawał jajka, czasem chusteczkę, biednym i chorym pomagała za darmo.

Na tej samej wsi mieszkała jednak Baba Krężelina zielarka i wróżka. Wiele umiała, ale ludzie się jej obawiali, bo moc miała złą. Gdy Joasia zaczęła pomagać ludziom, wszyscy do niej ciągnęli, a do Krężeliny coraz rzadziej zaglądali. Babie Krężelinie złość zajrzała w oczy.

Zastanawiała się, jak zaszkodzić Joasi. Myślała i myślała, aż pojawiła się niespodzianie w jej chacie:
Witaj, Joasiu, kochana!
Dzień dobry, babciu odpowiedziała Joasia uprzejmie.
Przyszłam do ciebie po pomoc, ach, ręka mnie boli, aż wykręca!
Siadaj, babciu, zaraz obejrzę rękę.

Dotknęła Joasia ręki, uważnie sprawdziła.
Czy na pewno ta cię boli? zapytała. Może na zmęczenie narzekasz? Daj drugą rękę.

Ta mnie boli, jak nie ta! jęczy baba. Tak boli, iż jeść, pić nie mogę!
Joasia pokręciła głową.
Nie czuję tu bólu, babciu.
Jak to nie? podnosi głos babka. Patrz, palce mi aż poskręcało!

Joasia była zdziwiona, ale przy swoim pozostała.
Babciu, nie ma tu bólu!
Jak nie ma, to nie ma nagle zgodziła się stara. Pogadałam z tobą, już lepiej mi. Dziękuję ci, Joasiu, dziękuję, droga! Proszę, przyjmij ode mnie w podzięce lustereczko z taką urodą młodej dziewczynie jak znalazł.

Dziękuję, babciu uśmiechnęła się Joasia. Oby twoje dobre słowo się spełniło! Życzliwość zawsze lepsza niż złość.

A na lusterko Baba Krężelina szepnęła zaklęcia
Z czasem Joasia poczuła, iż wyprostowała się zupełnie, garba jakby nie było. Ludzie patrzyli i podziwiali wyładniała, rozpromieniła się. Często spoglądała w babcine lusterko i cieszyła się. Krężelina jednak widziała, iż jej zaklęcia nie mają mocy, przyszła więc znowu. Skarżyła się na bóle krzyża, nogi słabnące. Tym razem naprawdę poczuła, jak jej siły opadają sama na siebie sprowadziła nieszczęście!

Joasia ofiarowała jej zioła, wskazała jak napary przyrządzać, a ta znów jej daje podarek kościany grzebyk.
Dziewczęca uroda dbałości wymaga rzekła a ty piękna, Joasiu, pielęgnuj się!

Joasia przyjęła grzebyk i odpowiedziała:
Dziękuję, babciu, jakże dobra jesteś! Niech twoje słowa się spełnią!

Czas mijał, Joasia od grzebienia jeszcze piękniejszą się stała rumiana twarz, grube warkocze, postawa prostsza niż kiedykolwiek. Tymczasem baba Krężelina całkiem już opadła z sił. Ręce zeschły, plecy się zgięły, nogi ledwie ją niosły. Leżała i jęczała, aż wreszcie zawołała Joasię.

Helena i Zosia odradzały Joasi odwiedziny:
Nie idź, siostro, ta baba to czarownica, niedobre rzeczy się tam dzieją!
Nie martwcie się! uśmiechnęła się Joasia. Rano pójdę, a dobro zwycięży.

Wstała o świcie, obmyła się czystą wodą, ubrała w nową suknię, do koszyka włożyła miód, jabłka z sadu, wonne zioła.

Gdy siostry zobaczyły Joasię, zdumiały się:
Jakaś ty piękna, Joasiu! Sama nie wiemy, czy to sukienka, czy urok nie poznajemy cię!

Joasia poszła do chaty Krężeliny. Sięgnęła po furtkę, a ta zatrzasnęła się przed nią, choćby próbowała, nie mogła otworzyć.
Babciu! zawołała Otwórz! Nie mogę wejść do ciebie!

W izbie Krężeliny rozległy się dziwne odgłosy, ktoś tupał, hałasował garnkami, głosy burczały:
Nie wpuszczaj jej! Jej nie dosięgnie choroba ani czary, krzywda wraca do nas!

Joasia znowu puka do furtki:
Babciu kochana, zdrowa jesteś? Przyniosłam ci gościńce: miodzik, jabłuszka, zioła!
Poprzez płot przełożyła koszyk.

Nagle z komina buchnął czarny dym, z okien wyleciały wrony, cała chata poczerniała na węgiel. Ludzie przerażeni biegną, ktoś wodę nosi, ktoś płot rozbija, myśląc, iż chatka płonie.

Wtem zza chmur wychyliło się słońce. Promień rozproszył cały dym na miejscu chaty pozostała garstka węgli. Tak zginęło wszystko bez śladu.

To złość Krężeliny ją zgubiła! szepnęli ludzie Złe wróciło do niej, Joasię tylko umocniło!

Od tej pory Joasia była jeszcze piękniejsza. Niedługo i kawaler się znalazł, z ich wioski. Żyli w zgodzie, bez kłótni, razem z siostrami, które były szczęśliwe widząc euforia Joasi.

A tam, gdzie stała chata Krężeliny i gdzie Joasia zostawiła koszyk, wyrosły krzaki malin dorodne, słodkie, zapachem całą wieś wypełniały. Tak co roku cała wieś je zbierała, aż nazwano miejsce Malinowem, bo tyle tam rosło szczęścia.

Źródło: Gotowim-samy.ruZ czasem Joasia stała się znaną i poważaną kobietą nie tylko w Malinowie, ale i we wszystkich sąsiednich wsiach. Przyjeżdżali do niej ludzie z bliska i daleka i zdrowi, i chorzy, i ci, co nadzieję dawno stracili. Wchodziło się do Joasi cicho, a wychodziło z uśmiechem. Dzieci rwały dla niej pierwsze pierwiosnki, starcy przynosili kosze jaj na dziękczynienie.

Mówią, iż kto przejdzie się letnim porankiem przez malinowe krzaki, temu serce lekko bije, a wszelkiego smutku ubywa. Tak jakby szczęście Joasi wrosło w ziemię i rodziło się tą samą słodyczą, co dorodne maliny. Starsze kobiety szeptały czasem, iż Malinowo będzie wiecznie kwitnąć, póki w ludziach będzie dobro tak cierpliwe i łagodne jak serce Joasi.

Przychodziły lata, mijały zimy, a Joasia żyła długo, otoczona miłością, nigdy nie zapomniawszy, iż w życiu bardziej niż uroda liczy się dobroć. A kto znalazł w malinach mały, lśniący grzebyk albo okrągłe lusterko, ten ponoć mógł przez całe swoje życie patrzeć na świat radośnie po Joasi właśnie.

Aż po dziś dzień, gdy w Malinowie ktoś komuś pomaga bezinteresownie, powiadają szeptem: To duch Joasi wśród nas i dlatego krzaki malin tak pachną szczęściem.

Idź do oryginalnego materiału