Halina Frąckowiak: „Nie bój się żyć”. Wywiad z artystką

gazetasenior.pl 22 godzin temu
Zdjęcie: Halina Frąckowiak


Halina Frąckowiak od ponad sześciu dekad jest obecna na polskiej scenie. Jej piosenki towarzyszyły kilku pokoleniom słuchaczy, a ona sama nie przestaje koncertować, ćwiczyć głosu i snuć nowych planów. Pisze książkę, myśli o kolejnej płycie i – jak mówi – chce śpiewać do ostatniego dnia.

O przemijaniu, uczeniu się przez całe życie, miłości do ludzi i o tym, dlaczego warto wciąż iść dalej – Halina Frąckowiak w rozmowie z „Gazetą Senior”. Zapraszamy.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej gazetasenior.pl

Linda Matus: Niektóre piosenki śpiewa Pani od kilkudziesięciu lat. Czy są wśród nich takie, których tekst rozumie Pani dziś inaczej niż wtedy, gdy śpiewała je jako młoda kobieta?

Halina Frąckowiak: Posłużę się przykładem piosenki pt. „Napisz, proszę”. Kiedyś ta piosenka była dla mnie uroczą prośbą dziewczyny. Kojarzyłam ten tekst z wakacjami. Tak samo jak zresztą „Sopockie molo”, które dla wielu moich znajomych czy przyjaciół oznaczało wakacje, a dzisiaj powoduje w nich tęsknotę do tamtych lat, przywołuje wspomnienia. „Napisz, proszę” w tej chwili śpiewam trochę inaczej. Dzisiaj jestem starsza, więc śpiewam ją jak gdyby głębiej, mimo iż nie jest to skomplikowana piosenka. Śpiewając, zachęcam publiczność do pisania listów, kartek z życzeniami, zamiast wysyłania SMS-ów, by w naszych skrzynkach nie znajdować najczęściej pism urzędowych i rachunków.

W tym miejscu chciałabym przywołać również piosenkę „Nie bój się żyć”. Ten istotny dla mnie utwór napisali Marek Stefankiewicz, utalentowany kompozytor, i cudownie wrażliwa poetka Grażyna Orlińska. Wówczas zaśpiewałam go na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu – jeżeli się nie mylę, dwa lata po moim wypadku samochodowym. W dzisiejszej interpretacji pozbawiłam go wszelkich mocnych, rytmicznych uderzeń. Śpiewam go tylko z towarzyszeniem fortepianu. Traktuję go również jako pewnego rodzaju przesłanie dla wzmocnienia słuchających. Nie bój się żyć! Nie bój się żyć. Cokolwiek nas spotyka, idźmy dalej, z zaufaniem, nadzieją, miłością, wiarą w duchu.

Psychologię na Uniwersytecie Warszawskim ukończyła Pani w 2000 roku jako dojrzała kobieta, po 50. roku życia. Co powiedziałaby Pani osobom, które myślą: „Na naukę jest już za późno”?

Po pierwsze, uczymy się do końca życia… do końca naszych dni. Z wiekiem jest to nam choćby bardziej potrzebne, bo przynosi dodatkowe korzyści – nie tylko poznawcze, czyli zrozumienie tego, czego wcześniej nie rozumieliśmy, ale także ćwiczy naszą pamięć. Doświadczamy też dużej przyjemności, lepszej oceny samego siebie, a tym samym mamy większe poczucie własnej wartości, bo przecież odważyliśmy się i dokonaliśmy tego, czego się podjęliśmy. Może nie zawsze było łatwo, ale liczy się końcowy efekt. I to jest bardzo ważne.

Czy psychologia pomogła Pani oswoić przemijanie, czy są takie sprawy, wobec których choćby wiedza psychologiczna pozostaje bezradna?

Przemijanie jest faktem oczywistym. I jeżeli życie nasze nie jest rozpatrywane jedynie jako byt materialny, ale czujemy wewnętrzną siłę duchową, wszystko inne jest wtedy na adekwatnym miejscu. Co prawda pamiętam z dzieciństwa: „W zdrowym ciele zdrowy duch”, ale ja bym powiedziała, iż gdy jest silny duch, to i ciało zdrowieje.

Każdy w pewnym sensie jest psychologiem. jeżeli spogląda w głąb siebie, oceniając swój poziom rozeznania względem rzeczywistości, psychologia jest jego towarzyszem. Psychologia nie jest dla mnie częścią wyłączną dla intelektualnego pojmowania. Psychologia jest bardzo silnie połączona z duchem.

Jest Pani w świetnej formie, koncertuje i regularnie ćwiczy głos. Jaka jest Pani recepta na utrzymanie dobrej formy?

Najpierw powiedziałabym: wdzięczność. Wdzięczność za wszystko, co mnie w życiu spotkało. Nie tylko dobro, przecież dotyka nas także i to, co jest dla nas trudne. Ale to, co trudne, daje możliwość większego rozumienia rzeczy i buduje świadomość. A z kolei za sprawą pracy rozwijamy siebie i doświadczamy przemiany. Dobrze, gdy jest w nas pokora i miłość. To sprawia, iż lepiej żyjemy.

Wobec tego, czy myśli Pani w ogóle o czymś takim jak „sceniczna emerytura”?

Po pierwsze, ja już jestem w wieku emerytalnym. Ale nie myślę o emeryturze jako o czymś, co człowieka zamyka na chęć działania, pracy, rozwoju. jeżeli zdrowie mi na to pozwoli, to oczywiście chcę śpiewać do ostatniego dnia swojego życia. I żyć. Nie tylko dla siebie, ale także dla innych.

Ludzie, którzy przychodzą na moje koncerty, dają bardzo dużo dobra, miłości, a ja im tym samym się odwzajemniam. Dlatego powiedziałam, iż miłość jest jak lekarstwo. Ja ją dostaję… a swoją miłość posyłam do innych.

Czy czuje się Pani seniorką?

Nie mam z tym zupełnie ani problemu, ani wątpliwości. Nie odczytuję tego jako coś umniejszającego. Tak jak powiedziałam, to jest fakt i taka jest kolej życia.

Jestem seniorką, tak. U niektórych pojawia się problem pogodzenia się z faktem bycia babcią, ponieważ rodzą się dzieci naszych dzieci. Przecież to nie znaczy, iż jestem babcią, która wkłada chustę i już tylko idzie na rynek z koszykiem, żeby zrobić zakupy. Tylko jestem starszą mamą. W innym języku tak się właśnie mówi: „grand-mother”.

Ja bym powiedziała tak: szkoda czasu w zastanawianie się, co to oznacza, co to jest. To jest życie, ono idzie do przodu. A my kroczymy razem z nim.

Co jest pięknego w tym etapie życia, na którym jest Pani dzisiaj? A co jest trudne?

Miałam kiedyś wypadek samochodowy. To niewątpliwie nie było przyjemne i kosztowało mnie wiele sił i czasu, żeby dojść do normalnego chodzenia – najpierw na wózku, potem o kulach. Moja mama przyjeżdżała do mnie do szpitala z przeróżnymi galaretkami, miały mi pomóc w zrastaniu się kości, bo na początku nie bardzo chciały. Mój synek spędził ze mną jakiś czas w tym samym pokoju szpitalnym na oddzielnym łóżku, zadając bardzo fundamentalne pytania. Ale nie pamiętam, żebym wtedy z tego powodu cierpiała. Miałam wokół siebie tak wiele miłości i dobra. Był ból, ale z powodu wypadku nie było psychicznego cierpienia.

W naszym życiu zdrowie jest czymś, o czym trudno powiedzieć, iż bez niego jest fantastycznie. Ale świat jest piękny. Teraz choćby mamy od wczoraj słońce w Warszawie, są kwiaty, są ludzie, są różne zajęcia, które ja uwielbiam. Kocham kino, piszę książkę, chcę wydać płytę, na której pragnę umieścić utwory dla mnie wyjątkowe. Niektóre z nich nie znalazły się na żadnej mojej poprzedniej płycie.

Moi bliscy – mój syn, wnuczka i wnuk oraz synowa i cała rodzina, kocham ich i są dla mnie lekarstwem, czymś naturalnie dobrym i ważnym.

Kocham muzykę. przez cały czas z nią żyję, natomiast w ostatnich latach najbardziej zachwycił mnie młody artysta Krystian Ochman. Dla mnie to perełka w świecie polskiej muzyki i byłoby pięknie, gdyby jego śpiew tak jak mnie zachwycał wszystkich.

Śpiewa Pani od ponad pół wieku „Bądź gotowy dziś do drogi”. Do jakiej drogi jest dziś gotowa Halina Frąckowiak?

Ja jestem gotowa iść dalej i to jest motto mojej drogi. Wydałam płytę, której tytuł był hasłem mojej drogi „Idę”. Także recital, którego reżyserem był Krzysztof Bukowski, nosił tytuł „Idę, idę dalej”. Tak długo, jak ja będę czuła, iż idę, idę dalej, to znaczy, iż jestem i żyję.

Pięknie dziękuję za rozmowę.

Na zakończenie zaprośmy Czytelników na wrocławski Rynek, gdzie 18 września, podczas inauguracji Dni Seniora, wystąpi Pani na koncercie połączonym z prywatką Radia Pogoda.

Z euforią czekam na spotkanie z Państwem.

Materiały prasowe Wrocławskiego Centrum Seniora

Halina Frąckowiak fot. Piotr Szarek

Dziękujemy, iż przeczytałaś/łeś artykuł do końca. Mamy dla Ciebie kilka propozycji!

Prenumeruj Gazetę Senior >>>TU nie przegap ważnych tematów dla seniorów
Zapisz się do bezpłatnego Newslettera [środowy biuletyn] >>>TU najciekawsze treści prosto na Twój e-mail
Wesprzyj pracę redakcji drobną kwotą: odwiedź buycoffee.to/gazeta-senior >>>TU

Mogą zainteresować Cię również inne artykuły „Gazety senior”. Sprawdź!

„Gazeta Senior” – wrzesień 2026 [09/2026]: sprawdź, co w numerze!

Idź do oryginalnego materiału