Idealny mąż. Ale nie dla mnie.

twojacena.pl 4 godzin temu

Danuta spokojnie mieszała rosół, gdy sąsiadka Bożena stuknęła w szybę. „Danusiu, popatrz na niego!” Wskazała głową w kierunku posesji naprzeciwko. „Oto mężczyzna jak się patrzy! Co tydzień kwiaty dla żony prezentuje, auto umył o świcie, by Olę podwieźć do pracy. A twój gdzie?”

Przez okno widać było Wacława z siódmego domu, który ostrożnie sadził pomidory, obok leżał bukiet długich róż.

„Bożenka, daj spokój” zmęczonym tonem odpowiedziała Danuta. „Każdy ma własne życie.”

„Jakie życie? Przyjrzyj mu się! Działka jak z pocztówki, żonę uwielbia, wnuki w weekend wozi rowerem. A ta Ola jakże szczęśliwie wygląda! Wczoraj spotkałam ją przy sklepie pół godziny opowiadała, jak Wacek wieczorami masuje jej nogi.”

Danuta skrzywiła się. Wacław Wójcik istotnie uchodził za wzorowego małżonka. Całe osiedle o tym szeptało. Pierwszy odśnieżał nie tylko własny chodnik, ale i ścieżki emerytów sąsiadów. Pomagał naprawiać płoty, pożyczał narzędzia, nigdy nie podnosił głosu na żonę.

„A co mi z tego?” Danuta zgasiła palnik i odwróciła się. „Mój Władek też jest dobrą osobą.”

Bożena prychnęła. „Dobrą! Wczoraj o jedenastej wieczorem muzykę włączył na cały regulator, mała wnuczka obudziła się i płakała do rana. Przedwczoraj auto zasłoniło całą drogę, Janek ledwo się przecisnął.”

„Tylko miał gorszy humor” broniła Danuta, choć wiedziała, iż tłumaczenia brzmią nikło.

Władysław faktycznie nie był ideałem. Mógł zapomnieć o urodzinach, zostawić brudne naczynia w zlewie na tydzień, połowę pensji wydać na wędkarstwo. Ale Danuta kochała go takim, jakim był. Kochała te niezdarne próby sklecenia śniadania, gdy była chora. Kochała jego sapanie we śnie, choćby nawyk rozrzucania skarpet po sypialni.

Po wyjściu sąsiadki Danuta wyszła do ogrodu podlewać ogórki. Przez płot dobiegła cicha rozmowa Wacława z żoną. „Oluch, może ci przynieść stołek? Nie klęcz tak, krzywdę sobie zrobisz.” „Nie trza, Wacuś, tylko truskawki obejrzę.” „To ja tymczasem herbatę zrobię. Z cytryną czy konfiturami?” „Z konfiturami, kochanie.”

Danuta mimowolnie skojarzyła to z porannym dialogiem z mężem. „Władek, śniadanie gotowe!” „Już!” krzyknął z łazienki. „A kawa jest?” „Rozpuszczalna w słoiku, znajdziesz.” „Tylko gdzie tam diabli…” W efekcie Władysław wyszedł tylko po herbacie, bo kawy szukać było mu leniwiej, a Danuta cały dzień miażdżyła się wyrzutami, iż nie postawiła mu kubka wcześniej.

Wieczorem, układając do snu wnuczkę Kasię, która przyjechała na ferie, Danuta usłyszała westchnienie dziecka. „Co się stało, słoneczko?” „Babciu, a czemu dziadek Wacek z siódmego domu codzień cioci Oli kwiaty daje? A mój dziadek Władek tobie nigdy nie daje.”

Danuta usiadła na brzegu łóżka, poprawiając dziecku kołdrę. „A chciałabyś, żeby mi dawał?” „Chciałabym! Tyś dobra, bajki czytasz i pierogi pieczesz. Czemu on tobie nic nie daje?” Dziecięca szczerość zabolała szczególnie. Danuta nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc tylko pocałowała Kasię w czoło i szepnęła: „Śpij, skarbie”.

Nazajutrz, spotkawszy Olę Wójcik w sklepie Społem, Danuta przyglądała się jej niepostrzeżenie. Ola prezentowała się jak kobieta spełniona: wypielęgnowana, w gustownej sukience, z elegancką fryzurą. „Danusia, cześć! Co słychać?” uśmiechnęła się, wybierając pomidory. „U ciebie?” „Dobrze! Wacek dziś rosołu się podjął, mówi: »Daj, kobieto, odpoczniesz«. Wyobrażasz sobie?” Ola zaśmiała się. „Choć i tak przy nim stoję, bo sól z cukrem pomiesza.” „Szczęściara z tobą” odparła Danuta, a w głosie zabrzmiała nutka zazdrości. „Szczęściara” przytaknęła Ola, ale jej twarz spoważniała. „A twój Władysław? Słyszałam, nową wędkę kupił?” „Kupił. Co weekend nad Wisłę jedzie.”

Rozeszły się, a Danuta w drodze do domu rozmyślała, jak pięknie byłoby, gdyby Władek czasem zaproponował odpoczynek albo ugotował obiad. Ale dom czekał znany: mąż przed telewizorem z puszką piwa Tyskie, na podłodze buty robocze, w zlewie brudny talerz po jajecznicy. „Danuta, a na kolację co?” spytał, nie odrywając wzroku od ekranu. „Rosół z wczoraj dogrzeje” odparła, wstawiając buty do przedpokoju. „A mięso będzie?” „Krokiety w zamrażarce.” „No to wyjmij, bo głodny jak wilk.”

Gdy Danuta szykowała wieczerzę, myśli krążyły wokół
Marzena oparła głowę na ramieniu Władka, myśląc, iż prawdziwe szczęście nie ma nic wspólnego z cudzą sztuczną doskonałością, ale bierze się z akceptacji prostych chwil, które razem tworzą ich własną, jedyną w swoim rodzaju historię.

Idź do oryginalnego materiału