Dobrze się ułożyło
Jagoda żyła, jakby wszystko już było po prostu zrobione, szła wzdłuż szarej, wyblakłej ulicy, trzymała głowę przyciętą, a po co się wystawiać, skoro nie ma za czym się pochwalić? Przeciętna uroda, nic nadzwyczajnego.
Mój mąż Jan zawsze powtarzał, iż u Jagody wszystko jest zwyczajne. Nie zauważał jej piękna, od dawna je przeoczył.
Jeszcze kiedyś Jagoda była jedną z najładniejszych dziewczyn na wydziale szczupła, urocza, choć trochę krągła, jak babcia Ania, pochodząca z wsi, silna i szorstka, co w genach się utrwaliło, choć przeciw nauce się nie da się oprzeć
Jej ojciec i matka byli intelektualistami: inżynierowie, literaci, wykształceni. Poprawili Jagodę, nadali jej kształt. Nos nie przypominał babci Ani, ramiona były lekko zaokrąglone, a nogi nie nosiły już kaloszy ani kozaków, ale miejskie, zadbane.
W rezultacie Jagoda wyrosła piękna, delikatna i bardzo nieśmiała i to było w porządku. Babcia Ania potrafiła wyjść z domu i rzucać uwagi tak ostro, iż uszy się kręciły, a Olga, matka Jagody, na początku też się tak zachowywała po ślubie z Felicjanem, ojcem Jana. Z czasem jednak uciszyła język i przyzwyczaiła się do życia w nowoczesnym bloku, gdzie sąsiedzinaukowcy nie tolerują hałasu.
Olga ucichła, a Jagoda stała się jeszcze cichsza.
Wychowujcie dziewczynkę, co wytrzyma! wykrzykiwała wchodząca z butami przetartymi w czerni babcia Ania, przyjeżdżając z wizytą. Ty, Jasia, już słabaś. Tylko pustkowie i ziele, tak i będzie! Gdzie nas poprowadził wiatr, tam się poddajemy! A nasza rodzinna ziemia, Michałowice, co się stało? Bracie, nie wiesz?
Felix wzruszał ramionami i unikał zapachu czosnku i Białomoru, wycofywał się do swojego gabinetu, siedząc, podczas gdy Olga w kuchni podawała herbatę i słuchała opowieści o codziennym życiu.
Babcia Ania nigdy się nie spieszyła. Najpierw rozkładała na serwetce nowinki ze wsi, plotki o sąsiadach, potem przechodziła do tematu ogrodu i zbiorów. Na koniec, stukając zębami, wołała Jagodę zza szklanej wkładki w drzwiach kuchennych.
Jagoda wychodziła nieśmiało, spoglądając na matkę, a Olga odwracała się. Feliks nie witał teściowej, choć jej ogórki w occie były wyśmienite. Postanowił ograniczyć kontakt Jagody z babcią. Z drugiej strony, Olga wiele pomogła Jagodzie w trudnych chwilach, kiedy pięciolatka zachorowała na zapalenie płuc, osłabła i nie jadła. Babcia Anna przyjechała, zabrała dziecko w zimowej pogodzie w płaszczu, na samochodzie szefa osiedla.
Feliks potem krzyczał, iż nie powinien był pozwolić, ale Olga uspokoiła go. Po wyjeździe na wieś i dobrej diecie Jagoda gwałtownie wróciła do zdrowia, wpadła w ramiona matki i westchnęła z ulgą tęskniła. Feliks machnął ręką, wymknął się spojrzeniem pod nosem na teściową.
Babcia Ania miała w sobie siłę, jakby pięścią uderzała w świadomość, rozświetlając to, o czym Olga nie chciała myśleć. Z tego powodu zięć jej nie lubił, bał się.
Czemu mnie nie przyjmujesz? Przyniosłam na wesele sporo pieniędzy! Nie umiem pięknie mówić, to nie wina, to mój los! lamentowała babcia Ania, podając wnuczce czekoladkę Alenka.
Jagoda skinęła z wdzięcznością, ale nie zjadła czekolady, położyła ją na stole.
Co? Dziecko, spróbuj! namawiała babcia, ale Olga stłumiła ją.
Feliks nie pozwala słodyczy przed obiadkiem. U nas tak nie robi się szepnęła, a to u nas wywoływało rumieniec u Olgi.
Mężczyzna w domu, głowa tak to widziała Olga, choć nigdy nie została szefową domu, tylko kręciła się i milczała. Kiedy goście przychodzili do Jana, nakładała jedzenie, siedziała, uśmiechała się, kiwając. Nie miała nic do powiedzenia, zawsze w domu, przy pracach domowych, bez filozoficznych rozmów.
Jagoda brała z niej przykład, nie wystawała się.
Po kilku kłótniach babcia Anna nie mogła już wytrzymać pobytu u zięcia, wszystko ją drażniło. Zniknęła na kilka dni, a gdy Feliks nie był w domu, dzwoniła, słuchała szumu, po czym przyciskała ucho, słysząc głos Jagody.
Jak się masz, kochana? Nie odwiedzasz nas szepnęła, wycierając łzy. Dobrze, ja w uczelni, dziś wolny dzień, mama po lekarza, tata w pracy odpowiedziała Jagoda.
Świat wydawał się prosty, podzielony na zasady i tradycje. Ojciec, rozumny i wykształcony, matka zaś, prosta, wciąż chrupie pestki i wypluwa je w garść, co denerwuje ojca, który każe jej kulturalnie jeść, a ona nie chce. Wtedy głowa rodziny wyrzuca ją na balkon.
Usiądź tam, bo nie rozumiesz, iż to obrzydliwe! krzyczy, machając ręką do drzwi balkonu. Matka siedzi w szlafroku, z kręconymi włosami, smutno wypluwa łuskę, rozglądając się po białych, rozwłóknionych nogach. Dziękuje Feliksowi, iż ją kocha, wyciągnął z wsi, przyjął i wszystko jej wybacza.
Olga skończyła nauczycielskie studia, spotkała Feliksa na tańcach w Parku Kultury, zakochali się i z Jagodą w brzuchu wzięli ślub. Rodzice Feliksa byli zdumieni, ale uznali, iż połączenie miasta i wsi to szlachetny czyn. Feliks podniósł Olgę w świat kultury.
Jagoda skończyła pedagogikę, ale jeszcze nie podjęła pracy, tak jak matka. Poślubiła Jana. Jan był prostszy niż ojciec, ale i on pochodził z inteligenckiej rodziny, choć w młodości popularni byli już stylowi dżentelmeni.
Jan był konserwatywny, nie nosił krzykliwych garniturów, czytał klasykę i filozofię. Feliks znał go z projektów, widział go jako sumiennego, skromnego człowieka i zatwierdził małżeństwo.
Jagoda zgodziła się i przeprowadziła się do męża, który mieszkał z rodzicami w trzypokojowym mieszkaniu. Jan miał starszą siostrę, która wyjechała za granicę.
Rodzice Jana, już starsi, wycofali się z obowiązków, a teściowa przekazała kontrolę nad domem Jagodzie. Zabrała trochę rzeczy i kazała synowi zabrać ją i ojca na działkę.
A wy dalej się rozmnażacie, jak Bóg chce. Dość! Nie chcę tutaj dwie panie, nasza kuchnia nie wytrzyma. zamknęła drzwi.
Mieszkanie wypełnione było ciemnym drewnem, stertą pościeli, ręczników, kawałków tkanin i niewyczerpanym kryształem. Małe lampki, zasłonięte okna, by sąsiedzi nie widzieli, jak Jana chowa pieniądze. Jagoda uważała to za przygnębiające. Chciała nowe zasłony, meble, odświeżenie parkietu, ale to było drogie i niepotrzebne Jan już miał wszystko.
Jan gotował jajecznicę w noszonych kąpielówkach, nie wydawał pieniędzy nie ma czego. Jagoda, przerażona, patrzyła na zegar, nie wiedząc, czy mąż wyruszy, czy zostanie. Najczęściej siedzieli w domu. Jan nie chodził do teatru, nie zabierał Jagody, bo trzeba było oszczędzać.
Ta skąpka skłonność Jana stała się obsesją. Jagoda myślała, iż Jan jest twardym szefem, bo tak bronił każdej złotówki. Zwykła myślała, iż mężczyzna decyduje, a żona się zgadza tak żyła matka!
Jan był intelektualistą, ale pochodzenia prostego. Jego rodzice nie mieli wyższego wykształcenia, pracowali na zwykłych stanowiskach, a choć cieszyli się z sukcesu syna, chcieli, by nazwisko ich rozgłosiło się wśród ludzi.
Jan wierzył w swoje możliwości. Był naukowcem, prawie czterdziestoletnim, z gotową pracą doktorską w głowie, ale nie miał czasu jej pisać. Miał plany przebudowę działki, reformy w pracy. Jego władza była pierwsza.
Co cię tak gnębi, dziewczyno? pytała babcia Anna, gdy dowiedziała się o losach wnuczki od Olgi. Po co jej Jan? Po co jej taki mąż? Normalnych facetów jest pod dostatkiem!
Nie rozumiesz, mamo! Jagoda podjęła dobrą decyzję. Mieszkanie w centrum Warszawy, zawód Jana podobny do mojego Feliksa, ważny. Kobieta musi się zabezpieczyć, choć brzmi to nędznie. A skąpstwo to z rodziny. Kiedyś liczyliśmy każdą złotówkę, jak ty. bronił Jan.
Babcia Anna poczuła się zraniona. Nigdy nie traciła pieniędzy, ale nie oszczędzała ich rozrzutnie. Nie pozbawiała Olgi jedzenia ani ubrań. jeżeli trzeba było płaszcza, kupowali solidny, piękny, nie licząc ceny.
Kiedy Jagoda skończyła pedagogikę i chciała się zapisać na studia, babcia Anna zabrała ją do domu mody, gdzie uszyła najmodniejszą sukienkę, na której Jagoda spotkała Feliksa.
Od tamtej rozmowy nie dzwonili do siebie.
Jagoda i Jan żyli razem. Pasja Jana gwałtownie zgasła, zmęczyły go przytulanki miał o dziesięć lat więcej, nie było miejsca na romantyzm. Jagoda przyjmowała to jako fakt mąż kocha, i dobrze. Rodzice chwalili wybór córki. Reszta to szept, drżenie serca, motyle w brzuchu, intymność bez tego da się żyć.
Bez pieniędzy życie jest trudne. Jan gwałtownie zorientował się, iż wynagrodzenie Jagody trafia do jego skarbonki, naciskał, żeby miała dziecko, a ona powinna podnosić kwalifikacje, czyli i pensję. Dawała, a on, jak Grozny, dopisywał jej coś, żeby skarbonka nie była pusta.
Jagoda podjęła pracę w szkole, kochała dzieci, zmęczona, wracała wieczorem, siadała przy kuchni, a Jan leżał w pokoju, czytał i czekał na obiad.
Podawała jedzenie, marząc, by wieczór gwałtownie minął, żeby móc położyć się spać. Jan natomiast pił małą szotkę wódki pod spustem i filozofował. Wiedział, jak rządzić, wychowywać, leczyć, budować, ale uważał Jagodę za nic nieznaczącą. Gdybyś przeszła do RONu, zostałabyś nianią w przedszkolu! drwił. Płaszcza nie kupimy, wiosna przyjdzie. Jesienią się zdecydujemy. podsumował.
W pewnym momencie Jagoda, drżąc, wyznała: Jestem w ciąży. Nie mogę, jest źle! Jan, zaskoczony, nie mógł uwierzyć, iż dzieci przychodzą bez zaproszenia.
Nie, nie… My… chyba… mamrotał, marszcząc brwi. To nie pora, Jagodo! Musimy przestać! krzyknął, patrząc na jej brzuch. Zrób mi kawę, małą, na miesiąc, i jutro po pracy przyjdź na konsultację.
Jagoda spojrzała na niego pod nosem, pachnącego rybą i potem brudem, i zwymiotowała na jego kolana. Jan podniósł się, potrząsnął i wkurzony potrząsał się w łazience, przeklinając, a potem wyszedł, ale Jagody nie było. Wszystko płaszcze, buty, dokumenty było na swoim miejscu, oprócz niej.
Jan stał, patrząc na sąsiadów zza płotu, chciał wykrzyknąć przekleństwo, ale przypomniaJan stał w ciszy, patrząc na pusty pokój, i po raz pierwszy poczuł, jak ciężar jego decyzji przygniata serce.













