Dziś znowu czuję się przytłoczony tym, jak wygląda nasze życie. Ja i moja żona, próbujemy sobie radzić, jak możemy. Oboje pracujemy w Warszawie, ale nasze pensje nie pozwalają na żadne luksusy, ledwie wystarczają na rachunki, jedzenie i podstawowe potrzeby. Nasza ukochana córeczka, Jagna, ma cztery lata. Utrzymanie dziecka w tych czasach jest naprawdę dużym wyzwaniem wszystko jest drogie, a potrzeby rosną z każdym dniem.
Ostatnio żona, Mariola, dowiedziała się, iż pomagam mamie, żeby mogła zapłacić czynsz za mieszkanie na Pradze. Sytuacja jest trudna sami ledwie wiążemy koniec z końcem, a jednak regularnie przekazuję mamie kilkaset złotych miesięcznie. Mama czuje się całkiem dobrze, chociaż ciągle mówi, iż zdrowie już nie to, co kiedyś. Prosiłem ją, żeby czasem została z Jagną, żebym Mariola mogła dorobić po pracy, ale zawsze się wykręca iż jej serce, iż migrena, iż nie ma siły.
Jakiś czas temu Mariola dowiedziała się przypadkiem, iż mama była na wczasach nad Bałtykiem, i to w porządnym ośrodku, a nie jakimś tanim pensjonacie. Pewnego popołudnia powiedziałem żonie, iż mama poprosiła, żeby ktoś podlał jej kwiaty na Woli, gdy ona odpoczywa nad morzem poprosiłem Mariolę, bo sam nie miałem jak. Zamiast wdzięczności zobaczyłem w jej oczach osłupienie i żal przecież ona sama nie ma czasu, chce dorobić, ale nie może, bo zawsze ktoś lub coś stoi na przeszkodzie.
Zaskoczyło mnie jednak coś zupełnie innego mama nagle zaczęła chodzić w eleganckich ubraniach, miała nową, modną torebkę, choćby nowoczesny telefon. Myślałem: skąd ona ma na to pieniądze? Przecież to ja pomagam jej regularnie! Czyżby poznała jakiegoś zamożnego znajomego albo dorabiała sobie na boku?
Kilka dni temu zauważyłem, iż Mariola dziwnie uważnie patrzy na moją torbę do pracy. Trzymam ją zawsze przy sobie, jest ciężka, bo noszę w niej sprzęt, który naprawiam po godzinach. Kiedy indziej, gdy byłem w łazience, podejrzała zawartość torby. Znalazła laptop należący do jej przyjaciółki, Dominiki. Wieczorem powiedziała mi wprost, iż wie, iż naprawiam elektronikę dla znajomych znajomych i trochę na tym dorabiam po cichu.
Pytała, czy te wszystkie dorobione pieniądze oddaję mamie. Przyznałem, iż tak. W końcu mama mnie wychowała, a jej emerytura jest naprawdę mizerna. Nie spodziewałem się, iż to wywoła aż tyle emocji.
Więc ja i Jagna chodzimy w tych samych swetrach, łatasz skarpetki, czasem nam brakuje na buty, a twoja mama jeździ na wczasy i nosi markowe rzeczy? usłyszałem od Marioli.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Powiedziałem tylko: To są moje pieniądze, sam zarobiłem, sam zdecyduję, jak je wydam.
Dziś piszę ten wpis, bo Mariola uznała, iż skoro tak bardzo pomagam mamie, to może lepiej, żebym z nią zamieszkał. Wyrzuciła mnie z domu. Teraz, siedząc na kanapie u mamy, myślę o wszystkim, co się wydarzyło.
Dopiero teraz rozumiem, iż próba pomocy jednym kosztem drugich prowadzi do dramatu. Mój obowiązek wobec mamy jest ważny, ale rodzina, którą sam stworzyłem, powinna być zawsze na pierwszym miejscu. Najważniejszą lekcją, jaką dziś dostałem, jest to, iż szczerość i równowaga w dawaniu wsparcia to podstawa, jeżeli chce się utrzymać rodzinę razem.

















