Międzyludzkie niesnaski nie przypominają ruchu drogowego, w którym obowiązuje jasny kodeks określający, kto ma pierwszeństwo, a kto powinien ustąpić. Kiedy jednak dochodzi do nieporozumienia, warto zainspirować się tym, co dzieje się na jezdni. I nie, nie chodzi o to, jak kierowcy rozstrzygają zatargi, gdy w wyniku stłuczek i kolizji dojdzie między nimi do ostrej wymiany zdań. Mamy na myśli skorzystanie z prostej metody, której nazwę zaczerpnięto od... sygnalizacji świetlnej.