Ta historia wydarzyła się na początku mojego małżeństwa, gdy dopiero co wzięliśmy ślub z żoną. Zauważyłem wtedy coś dziwnego, choć początkowo nie zwróciłem na to większej uwagi. Sprawa nie dotyczyła mojej żony do dziś uważam ją za ideał ale jej mamy, mojej teściowej.
Wszystko zaczęło się podczas wesela: teściowa była tak pochmurna i napięta, jakbyśmy nie świętowali, ale uczestniczyli w stypie. Po weselu była równie dziwna, a ponieważ byliśmy młodzi i nie mieliśmy jeszcze własnego mieszkania, musieliśmy zamieszkać razem z nią.
Gdy przekroczyliśmy próg jej domu, była zaskakująco uprzejma i okazała nam tyle serdeczności, iż sądziłem, iż naprawdę cieszy się z naszego szczęścia, a jej ponury wyraz twarzy na weselu wynikał prawdopodobnie ze złego samopoczucia. Jednak pod tym pół-smutnym uśmiechem kryła się pasywna agresja, złośliwość oraz ukryte docinki, które skutecznie próbowano skierować przeciwko mnie.
Na przykład, potrafiła wstawać w środku nocy, by myć talerze, które ja umyłem poprzedniego wieczoru. Raz się obudziłem i zapytałem, co robi. Odparła niewinnie, iż zmywa brudne naczynia.
Czyli twoim zdaniem naczynia umyte przeze mnie są brudne? pomyślałem wtedy, i przestałem wierzyć w jej dobrą wolę.
Przez jakiś czas traktowałem jej łagodne przycinki jak matczyne rady, często zdarzało mi się dzielić z nią osobiste sprawy, jak drobne nieporozumienia z żoną.
Traf chciał, iż mój dobry znajomy, Tomasz, zatrudnił się jako kierowca w firmie, gdzie teściowa była pracownicą biurową. gwałtownie zaczął, przez inne pracownice, słyszeć plotki o naszej rodzinie według nich to ja byłem nieudacznikiem, a żona była złośliwa i wyłącznie czyhała na przejęcie mieszkania teściowej.
Wtedy zrozumiałem, iż teściowa jest moim ukrytym przeciwnikiem.
Teściowa miała wręcz obsesję na punkcie czystości, a jej mieszkanie lśniło jak sala operacyjna. Tego samego wymagała od mnie i żony. Staraliśmy się jak mogliśmy, ale nigdy nie mogliśmy zadowolić jej w pełni.
Gdy wyjechała w delegację na dwa tygodnie, kazała nam utrzymać nienaganny porządek w mieszkaniu. choćby najmniejsze paproszki na dywanie czy włos w łazience wywoływały u niej nerwowe tiki, a nieumyte szklanki były prawie powodem do wylewu. Dlatego kiedy była w domu, robiliśmy wszystko, by było idealnie.
Przez te dwa tygodnie mieliśmy zamiar odpocząć od nieustannego sprzątania, chcieliśmy zrobić porządek tylko na dzień jej powrotu. Ona, domyślając się naszych zamiarów, podała nam celowo fałszywą datę i postanowiła zaskoczyć nas wraz z koleżankami w dniu, w którym najmniej spodziewałaby się porządku. Chciała przy nich zrobić mi wstyd.
Ale mój kolega Tomasz dowiedział się o jej podstępie i mnie poinformował. Strasznie się wtedy zdenerwowałem i postanowiłem przygotować mieszkanie na jej przyjazd, sprzątając wszystko dokładnie, aż wszystko lśniło.
Teściowa zjawiła się z całą gromadą koleżanek i uśmiechniętym kierowcą. Cicho przekręciła klucz w zamku, a potem wkroczyła do środka z procesją niczym tabor cygański.
Możecie sobie wyobrazić jej minę, gdy zobaczyła mieszkanie czyste na jej własnych standardach (a może choćby bardziej). Jej koleżanki zaczęły patrzeć na nią z niedowierzaniem i szeptać między sobą, a ja wyszedłem spokojnie, wycierając pot z czoła i chowałem odkurzacz do szafy powiedziałem tylko:
Skąd taki czysty dywan, mamo?
Teściowa była skołowana. Krzywiła się i zaglądała w każdy kąt, a ja trzymałem się twardo, myśląc sobie Nie znajdziesz niczego, nie znajdziesz!. Była wściekła i naprawdę się skompromitowała w pracy wszyscy wiedzieli o tym i jej plotki przestały robić wrażenie, dużo osób zaczęło trzymać moją stronę.
Zrobiłem jej naprawdę przykrość, mocno zachwiałem jej pewnością siebie, i choć minęło już siedemnaście lat, jestem pewien, iż przez cały czas o tym pamięta.
To wydarzenie nauczyło mnie, iż nigdy nie warto lekceważyć podstępnych zachowań, ale też, iż uprzejmość i opanowanie to moje najlepsze bronie wobec czyjejś złośliwości.






