Co ty wyprawiasz, Marto? Nie chcesz przyjąć naszego nazwiska? wykrzyczała moja teściowa przy ladzie w Urzędzie Stanu Cywilnego, robiąc niezłe zamieszanie.
Wiesz, Marta wcale nie marzyła o zamążpójściu. Ale jak miała 19 lat, zaszła w ciążę ze swoim chłopakiem z liceum, z którym była już parę dobrych lat. Sytuacja była jasna nie chciała, żeby jej dziecko było wychowywane tylko przez mamę.
Chłopak, Bartek, był od niej trochę starszy, ale, szczerze mówiąc, raczej nierozgarnięty i wiecznie pod skrzydłami mamusi. Przynajmniej nie uciekł od odpowiedzialności od razu powiedział, iż się ożeni i będzie ojcem. No więc zaczęło się całe to zamieszanie związane z przygotowaniami do ślubu.
Marta najchętniej zrobiłaby wszystko po cichu, ale rodzina się uparła na wielkie wesele. Ona naprawdę nie mogła zrozumieć, czemu ma wydać tyle pieniędzy tylko po to, żeby obcy ludzie się najedli i napili. Wolałaby wydać te kilka tysięcy złotych na rzeczy dla dziecka, ale nikt jej nie słuchał. Wszystko, choćby restaurację i sukienkę, wybrała jej przyszła teściowa z pomocą siostry! Wyobraź sobie, jak ją szlag trafiał.
Na przymiarkę tej nieszczęsnej sukni nie miała ochoty iść. Już przed oczami widziała kilogramy falbanek i cekinów, bo i siostra, i matka Bartka były mistrzyniami w braku wyczucia stylu. Gdy próbowała się wymigać, od razu usłyszała, iż jest niewdzięczna i robi wstyd rodzinie. Ona jednak miała to gdzieś, bo ważniejsze były dla niej matura, egzaminy i zbliżający się poród.
Do USC przyszła po prostu w prostej, białej sukience znalezionej na wyprzedaży ładnej, skromnej i wygodnej. Myślała, iż już najgorsze za sobą, ale dopiero się zaczęło…
Rodzina Bartka nie wiedziała, iż Marta postanowiła zostać przy swoim nazwisku. Bartek był w temacie nie miał żadnych pretensji. Za to jego mama wybuchła zrobiła scenę na całą salę, iż jak to tak, iż co ludzie powiedzą, iż to wstyd dla rodu!
Marta po prostu się uśmiechnęła, stanęła z boku i pomyślała sobie, iż nie ma co się spinać. I tak wiedziała, iż zabawa dopiero się rozkręci na weselu u rodziny Bartka na wsi, gdzie zbierze się cała jego familia. Oszczędzała więc nerwy.
Małżeństwo nie potrwało długo. Bartek okazał się kiepskim mężem i strasznym ojcem. Każdy weekend spędzał przed komputerem, rodziny praktycznie nie zauważał. Marta w końcu miała dość, spakowała walizkę i wyjechała z dzieckiem.
Teściowa nie mogła się pogodzić z tym, jak to wszystko się skończyło, ale Marta odetchnęła pełną piersią. W końcu poczuła się wolna i szczęśliwa.
