Byliśmy razem, Ola. W tej, ostatniej delegacji do Gdańska. Wyszło głupio.
Wypiliśmy coś po prezentacji i po prostu nie potrafiłem się zatrzymać, Ola
Mówisz mi to ot tak spokojnie? głos Oli zabrzmiał ochryple ze strachu i złości. Tomek, ty mi właśnie wyznałeś, iż mnie zdradziłeś?!
Nie mogę już nosić tego w sobie spuścił głowę Tomek. Ola, przepraszam, błagam. Obiecuję, iż to się już nigdy nie zdarzy! Wszystko zrozumiałem
Ola ostrożnie odstawiła kieliszek na stół. Jej świat właśnie się rozpadł
***
To był zwykły poranek Ola stała przy kuchence, mieszając owsiankę dla najmłodszego i próbując jednocześnie zapleść warkocz siedmioletniej Darii.
Mamo, boli! zapiszczała Daria, odwracając głowę.
Przepraszam, kochanie, ale się spieszę. Gdzie ten wasz tata się podział?! Zaraz się spóźni!
Mąż wyszedł z łazienki, zapinając koszulę. Po jego minie Ola od razu poznała, iż nie ma ochoty na żarty.
Jest kawa? zapytał choćby nie patrząc na nią.
W kawiarce. Sam sobie nalej, mam zajęte ręce.
Nalał. Wypił, stojąc, patrząc przez okno na szary, warszawski blok, gdzie pan woźny znudzony grabił liście.
Zero buziaka na dzień dobry czy jak się spało ostatnie lata mijali się raczej jak współlokatorzy.
Ola pracowała jako księgowa w dużej hurtowni, żoną była już dziesięć lat.
Trzypokojowe mieszkanie, fakt, na kredyt, samochód świeży SUV. Dzieci zdrowe, niby wszystko jest a jednak
Czuła się w tym życiu jakby dusiła się bez powietrza, brakowało jej męża tego sprzed lat, który potrafił wyskoczyć po nocy po lody albo przytulić tak, iż aż żebra trzeszczały.
Około drugiej zadzwonił telefon.
Może wyskoczymy dziś do restauracji, dawno nie byliśmy, zjemy razem kolację? napisał Tomek. jeżeli chodzi o dzieci, dogadałem się z siostrą, Iwona je weźmie na noc.
Ola trzy razy przeczytała wiadomość. Serce jej nieśmiało zabiło jak nastolatce.
No proszę szepnęła Może zauważył?
Potem cały dzień przeleciał jej przed oczami. Wyszła godzinę wcześniej z pracy, wpadła do domu, gorączkowo wybierając sukienkę.
Stanęło na ciemnogranatowej, jedwabnej, podkreślającej figurę. Trochę więcej tuszu do rzęs niż zwykle, szczypta perfum za uszy.
Patrząc w lustro widziała kobietę, która jeszcze pragnie podobać się swojemu mężowi.
W restauracji było przytulnie świece, lekka muzyka na żywo. Przyszła, jak już Tomek siedział przy stoliku. W garniturze, gładko ogolony.
Podniósł się, kiedy podeszła, a w jego wzroku mignęło coś jak zachwyt A może żal? Sama wtedy nie wiedziała.
Świetnie wyglądasz, Ola powiedział, odsuwał jej krzesło.
Dziękuję. choćby się zdziwiłam zaproszeniu. Jaka okazja?
Bez okazji Doszło do mnie ostatnio, iż już choćby ze sobą nie rozmawiamy. Jak sąsiedzi
Też tak czuję, westchnęła, sącząc wino. Praca, dzieci, wieczna bieganina
Zgadzam się, Tomek bawił się nożem. Jak chomik w kołowrotku. choćby nie wiem, po co.
Siedzieli długo. Wspominali, jak się poznali, jak wynajmowali kawalerkę z przeciekającym kranem i byli szczęśliwi bez grosza.
Śmiali się, jak Tomek pierwszy raz przewijał córkę i o mało nie zemdlał.
Wieczór był piękny. Ola czuła, jak lód między nimi zaczyna topnieć.
Musimy tak częściej wychodzić, myślała Przecież się tylko zmęczyliśmy, to wszystko
Wracamy? zaproponował Tomek, gdy podali rachunek. Po drodze kupię jeszcze wina. Posiedzimy chwile sami.
W domu było tak cicho bez dzieci, iż mieszkanie wydawało się ogromne i puste.
Usiedli w kuchni. Tomek nalał wino do kieliszków. Atmosfera zrobiła się sielska, ciepła aż nagle
Ola, musimy coś zmienić zaczął.
Zgadzam się. Może wyjedziemy razem? Choćby do sanatorium, albo za granicę. Musimy się przewietrzyć.
Tak, to też. Ale chodzi o coś głębiej W ostatnim czasie sam siebie nie poznaję. Przestaliśmy się słyszeć.
Ty wiecznie z dziećmi, ja ciągle w pracy. Wracam ty śpisz albo zła.
Nie ma bliskości, wiesz? choćby nie tej fizycznej, tylko takiej iż rozumieliśmy się bez słów.
Ola poczuła się niespokojna:
Do czego zmierzasz? szepnęła.
Do tego, iż się pogubiłem.
No i wtedy wyznał. O Gdańsku, o koleżance z pracy, o zdradzie.
Ona po prostu mnie słuchała, Olu, mówił nerwowo, jakby bał się, iż mu przerwie. Często razem lataliśmy na delegacje
Pytała, jak się czuję, i to tak naprawdę, a nie z grzeczności.
Nie szukam usprawiedliwień, jestem ostatnim draniem. Walczyłem ze sobą długo, naprawdę.
Ale tej nocy Po kilku drinkach zostaliśmy sami w hotelowym barze.
Ola milczała. Czuła, jakby jej ktoś wrzucił do środka granat, który powoli rozrywał ją od środka.
Przepraszam, jeżeli możesz ciągnął dalej Tomek. Mam w sobie taki wstyd. Nie umiem patrzeć ci w oczy. Nie chcę was stracić. Ty i dzieci to wszystko, co mam. Zrobię, co trzeba.
Co trzeba powtórzyła Ola jak echo.
Tak. Już rozmawiałem z szefem. Poprosiłem o przeniesienie do innego działu, żebym w ogóle nie natrafiał na nią. Jarek obiecał, iż załatwi to w ciągu miesiąca.
Złożyłem też wniosek o urlop. Pojedźmy. Jutro kupię bilety. Tylko ty i ja. Spróbujmy od nowa, od zera.
Wyciągnął rękę, chciał jej przykryć dłoń, ale ona odsunęła się, ledwo go dotknęła.
Od zera? gorzko się uśmiechnęła. Tomku, co ty w ogóle mówisz? Wiesz, co zrobiłeś?
Nie tylko zdradziłeś mnie z kimś innym, ty mnie zniszczyłeś!
W pracy się cieszyłam z twojego sms-a, wybierałam sukienkę Myślałam, iż mnie kochasz, iż chcesz naprawić naszą relację
Kocham cię! prawie krzyknął. Dlatego też ci to wyznałem. Nie mogłem już okłamywać, Olu.
Kochałbyś nie poszedłbyś do łóżka z nią Taka troskliwa koleżanka A ja co, wiecznie zła?
Nie o to mi chodziło próbował się bronić Tomek.
Podszedł, próbował ją objąć za ramiona.
Ola, błagam
Nie dotykaj mnie! odsunęła go ostro. Mam dość.
Wybiegła z kuchni do sypialni, przekręciła klucz i rzuciła się na łóżko.
Łzy lały się strumieniami. Tomek długo kręcił się za drzwiami, coś szeptał, przepraszał, a potem ucichł Ola słyszała, jak układa się na kanapie w salonie.
***
Rano pojawiła się w kuchni z podpuchniętymi oczami. Mąż siedział na kanapie, nieprzebrany od wczoraj. Na stole stała nietknięta kawa.
Nie wyszłam w nocy tylko dlatego, iż nie miałam gdzie dzieci zabrać, rzuciła szorstko.
Ola
Cisza. Nie chcę słuchać o twoich uczuciach. Mam to gdzieś.
Rozumiem.
Wspominałeś o wyjeździe. Gdzie chciałeś pojechać?
Myślałem o cichym miejscu, żeby móc po prostu spacerować, rozmawiać
Dobrze, odwróciła się do okna. Pojedziemy. Ale nie licz, iż wszystko wróci do normy. Ja jadę, żeby sprawdzić, czy w ogóle mogę patrzeć na ciebie bez odrazy.
Tomek potaknął, gotowy na wszystko.
Wszystko zarezerwuję. Dziś.
Jeszcze jedno, odwróciła się w progu. Chcę widzieć potwierdzenie przeniesienia do innego działu. I twój telefon od dzisiaj bez hasła.
Jasne. Jak zechcesz.
Podał telefon, ale ona tylko pokręciła głową.
Później. Teraz idź pod prysznic. Muszę poukładać to sobie wszystko, zanim wrócą dzieci od Iwony. Nie chcę, żeby nas widziały w takim stanie.
Gdy zamknął się w łazience, Ola usiadła ciężko na krześle. Bardzo chciałaby odejść, zostawić kogoś, kogo jeszcze wczoraj kochała nad życie ale nie potrafiła. Przynajmniej ze względu na dzieci.
***
Dni do wyjazdu dłużyły się jak nigdy, rozmawiali tylko w sprawach organizacyjnych.
Kupiłeś bilety?
Tak, na sobotę.
Odbierz Darię ze szkoły.
Okej.
Dzieci czuły, iż coś się dzieje, Daria milkła, gdy byli w jednym pokoju. Syn stał się marudniejszy niż zwykle.
Mamo, a czemu tata śpi w salonie? zapytała pewnego wieczora Daria.
Ola przełknęła ślinę, poprawiając jej kołdrę.
Tata dużo pracuje, kochanie. Od krzesła w pracy bolą go plecy, na kanapie mu wygodniej.
Pokłóciliście się?
Jesteśmy zmęczeni, księżniczko. Niedługo odpoczniemy nad morzem, pamiętasz?
Daria kiwnęła głową, ale jej oczka i tak pozostały pełne niepokoju. Dzieci nie da się oszukać one wyczuwają wszystko.
***
W piątek przed wyjazdem Tomek wrócił wcześniej do domu w ręku trzymał papiery.
Proszę, położył na stole dokument. Potwierdzenie przeniesienia. Po urlopie zaczynam w dziale analiz.
Zero delegacji. Tamta kobieta zostaje w zakupach, będziemy w innych budynkach.
Ola gwałtownie zerknęła na pieczątkę.
Dobrze.
Olu zawahał się w progu kuchni. Ciągle myślę o tym, jak wielkim idiotą byłem
Tomek, skończ. Ty swój wybór zrobiłeś wtedy, w Gdańsku. Teraz ja decyduję, czy w ogóle mam z tobą zostać.
Nie powiedziała mu, iż poprzedniego wieczoru, gdy spał na kanapie, weszła w jego telefon.
Czuła do siebie wstręt, dłonie jej drżały, ale musiała. Ostatnie wiadomości nie były usunięte: od Tomka Koniec. To był błąd. Proszę, nie pisz, nie szukaj mnie.
A odpowiedź tamtej: Jak chcesz. Powodzenia!
Ulgę? Nie przyniosło. Ale coś w niej lekko zadrżało. Przynajmniej tu nie kłamał naprawdę próbował zamknąć ten rozdział.
***
W sobotę, już przed wyjazdem, lał drobny deszcz. Ładowali walizki do kufra, prawie się nie odzywając.
Mąż aż nadto uprzejmy pomógł jej wsiąść, sprawdził okna, po drodze kupił jej ulubioną kawę na stacji. A to bolało jeszcze bardziej.
Na lotnisku, w hali odlotów, usiadł przy niej, dzieci wpatrywały się przez wielką szybę na startujące samoloty.
Pamiętasz, powiedział cicho, patrząc w to samo miejsce co dzieci. Jak jechaliśmy pierwszy raz na saksy nad morze, na dziko? Przypominasz sobie, jak wichura zerwała nam namiot?
Ola niechcący się uśmiechnęła.
Pamiętam. Całą noc trzymałeś namiot za linki, a ja spałam pod płaszczem przeciwdeszczowym.
Wtedy myślałem, iż nie ma nikogo lepszego od ciebie. I dalej tak myślę, Olu. Po prostu zgubiłem się.
Oboje się pogubiliśmy, Tomku po raz pierwszy od tygodnia spojrzała mu w oczy.
Ujął jej dłoń. Tym razem jej nie odsunęła, ale też nie ścisnęła w zamian. Chyba sama już nie wie, co czuje.
Jest więcej niż pewne, iż mu wybaczy. Choćby dlatego, żeby nie ranić dzieci rozwodem.
Ale zanim wybaczy, trochę go przewychowa. Żeby mu się odechciało jeszcze kiedyś patrzeć na inne kobiety.
W tym urlopie właśnie zacznie go wychowywaćNa lotnisku ogłoszono boarding. Tomek wstał jako pierwszy, pomógł dzieciom zebrać maskotki, bluzy, prowadził ich do bramki. Ola szła za nimi, czuła, jak wbija się coraz głębiej w ten moment, z którego nie ma odwrotu.
W samolocie usiedli w jednym rzędzie, dzieci zajęły się oknem, a ona miała czas na myślenie. Patrzyła na profil męża, na zmarszczkę pomiędzy brwiami, którą znała na pamięć. Kiedy stewardesa przechodziła z wózkiem, Tomek odruchowo spytał, czy Ola chce wody, a ona skinęła głową ten drobiazg był kiedyś całym światem.
Gdy samolot wystartował, Ola przymknęła oczy. Przez chwilę pozwoliła sobie wyobrazić, jak mogłoby być innym razem gdyby nigdy nie było zdrady, gdyby życiem rządziła tylko miłość i naiwność. Czuła ból, ale czuła też cień nadziei, którego bała się dotknąć.
W hotelu nad morzem dzieci od razu pobiegły na łóżka, a potem na balkon, podekscytowane widokiem fal i mew. Ola usiadła na krawędzi łóżka, ciężka od wszystkich rzeczy, o których nie da się już zapomnieć, ale które można próbować przeżyć od nowa.
Tomek postawił walizki, usiadł naprzeciwko niej, milczeli chwilę, a między nimi zapadła cisza, która nie bolała tak bardzo. W końcu odezwał się miękko:
Może pójdziemy razem nad wodę? Po prostu posiedzimy. Bez słów. Jak dawniej.
Uśmiechnęła się smutno, ale decyzja samej się jej podsunęła: wstała, rzuciła na ramiona sweter, a gdy dzieci pobiegły za nimi, złapała go za rękę. Cicho. Nie na pokaz, nie dla wspomnień, tylko na teraz.
Szli w stronę plaży, wiatr targał jej włosy, a on nie mówiąc nic ściskał ją lekko, nie za mocno, by nie przestraszyć. Tak zaczynały się wcześniej ich wakacje, tak mogło zacząć się coś jeszcze raz.
Ola wiedziała jedno: wybaczanie nie jest zapomnieniem. Więzi czasem pękają i zostaje niewidoczny szew. Można nauczyć się przez niego żyć. A może choćby mimo wszystko kochać drugi raz, od nowa, choć nie tak jak kiedyś, ale na przekór światu, z dziećmi goniącymi po piachu, z bólem i nadzieją obok siebie.
I tylko morze szumiało, jakby nic się nie stało jakby już przebaczyło im wszystko dawno temu.








