Jeden dźwięk dzwonka w telefonie mojej synowej zmienił moje plany pomocy młodej rodzinie w znalezieniu mieszkania

newskey24.com 12 godzin temu

Dziś zrozumiałam, jak jeden nieprzyjemny ton dzwonka w telefonie mojej synowej może zmienić plany wobec młodej rodziny, której chciałam pomóc znaleźć mieszkanie.

Mieszkam sama w ładnej, jednoizbowej kawalerce w centrum Warszawy. Pięć lat temu zmarł mój mąż, a po jego śmierci odziedziczyłam po cioci drugie, większe mieszkanie dwupokojowe, chociaż położone raczej na uboczu w mniej prestiżowej dzielnicy, ale całkiem dobrze urządzone. Wynajęłam je porządnej, młodej parze raz w miesiącu wpadają po oddaniu czynszu na rękę i sprawdzają stan mieszkania. Przez dwa lata nie miałam żadnych zastrzeżeń.

Gdy mój syn Michał się ożenił, on razem z żoną Jagodą postanowili budować własne życie i wynajęli sobie jakieś małe mieszkanie, zaczynając odkładać złotówki na wkład własny do kredytu hipotecznego. Nie miałam nic przeciwko, choć w dalszej perspektywie planowałam oddać im mieszkanie po cioci i pozwolić, żeby sami zdecydowali sprzedać, wyremontować, urządzić po swojemu.

Rok po ślubie urodził im się synek, Franek, i wtedy poczułam, iż jeszcze bardziej powinnam im ten lokal przekazać. Jednak wszystko się zmieniło niecały tydzień temu.

Po sześćdziesiątych urodzinach które urządziłam sobie naprawdę hucznie! Zarezerwowałam salę w restauracji w Śródmieściu, zaprosiłam liczną rodzinę, przyjaciół i znajomych, oczywiście mojego syna z synową też.

Z Jagodą dogaduję się różnie. Bywa emocjonalna, czasem złośliwie się odzywa, choćby publicznie zrzucam to na karb młodego wieku i braku doświadczenia. Ale sposób, w jaki mnie potraktowała tamtego wieczora, zostawił we mnie ślad.

Michał i Jagoda przyszli z Frankiem. Wiedziałam, iż małe dziecko długo w głośnym miejscu nie wytrzyma, Jagoda więc uprzedziła, iż po godzinie prawdopodobnie będą wychodzić. Zgodziłam się ze zrozumieniem.

Gdy już zbierali się do wyjścia, Jagoda zaczęła nerwowo szukać telefonu. Poszłam za nią, by pomóc wybrałam jej numer, żeby szybciej znaleźć aparat.

Goście wpatrzyli się w nas z lekką rozbawioną ciekawością, atmosfera zrobiła się trochę napięta, aż tu nagle gdzieś z parapetu rozległo się głośne warczenie, szczekanie i wycie psa! Wszyscy odwrócili głowy w stronę okna, a Jagoda, cała zalana rumieńcem, rzuciła się w to miejsce, złapała telefon i przerwała połączenie.

Widziałam, jak moi bliscy raz patrzą na nią, raz na mnie, atmosfera przystygła, choć mój brat natychmiast poderwał towarzystwo kolejnym toastem na moją cześć i puścił muzykę, ale niestety coś w środku mnie pękło.

Potem przez całą resztę wieczoru do moich uszu docierały szepty i śmiechy goście dyskutowali o tym „oryginalnym” dźwięku dzwonka, który Jagoda ustawiła specjalnie na mój numer. Następnego dnia zapytałam Michała, czy nie dziwiło go to szczekanie, gdy dzwoniłam, ale zbagatelizował sprawę.

Od tamtej pory nie utrzymuję z nimi częstych kontaktów i przekładam decyzję o przekazaniu mieszkania na moment, kiedy nasze relacje się poprawią. Co najmniej oczekuję choćby najprostszych przeprosin od Jagody i Michała. jeżeli naprawdę uważają mnie za psa… cóż, mają do tego prawo, ale wszystko ma swoje granice.

Idź do oryginalnego materiału