Bogna pędziła do redakcji, serce waliło jak stłuczone zegary. Gdyby nie przeskoczyła przed Piotrem Mikołajewskim przy przepustnicy przy wejściu, musiałaby pisać wyjaśnienie, dlaczego uznana za najlepszą pracownicę zeszłego miesiąca nagle się spóźniła i zgubiła twarz w kolejce.
Piotr Mikołajewski uwielbiał papier. Wszystko: wyjaśnienia, zaświadczenia, podziękowania, przeprosiny i długie listy zakupów. Skąd wzięła się w nim taka miłość do biurokracji, nikt w redakcji nie potrafił odpowiedzieć.
Żona przysyłała mu listy zakupów, które ciągle wypadały z kieszeni spodni, współpracownicy zrzucali wszelkiego rodzaju notatki służbowe wszystko w ruchu, a Piotr Mikołajewski zawsze był zadowolony.
Po co to wytrzymujecie?! wkurzyła się przyjaciółka Bogny, Jadwiga. Pracowała w kawiarni przy kamienicy, którą dziewczyny wynajmowały po połowie, i uważała, iż lepszej pracy nie ma. Boże! Dzięki wam wytną wszystkie lasy! Napiszcie mu maila! To nowoczesne i przyjazne środowisku.
Nie rozumiesz, Jadweczko westchnęła Bogna. Ten człowiek jest zrobiony z papieru. Papier wystaje z każdej kieszeni i sypie się z notatnika. On to lubi. Jest w swoim żywiole, jak mówią. Niech tak. Przynajmniej dobrze nam płaci i nie zmusza nas do wiosennych przycisków do sprzątania.
Argument był słaby, ale Jadwiga uwierzyła. Właściciel kawiarni co kwiecień wygrywał pracowników w malowanie płotu i mycie ścian lokalu. Jadwiga kichała od farby, a kurz na ścianach wywoływał kolejne kichnięcia. Brak sobotnich porządków więc służył jako wymówka dla kaprysów szefa przyjaciółki i temat nie wracał już do dyskusji.
Dziś, jeżeli Bogna nie prześlizgnie się przed Piotrem Mikołajewskim choć na ułamek sekundy, ale go nie wyprzedzi, wpadnie w wir wyjaśnień.
Co napisałaby? Och, będzie tam wiele punktów
Zaspała, bo budzik wyłączony, a prąd w domu zgasł. Potem biegły z Jadwigą, wycierały kałużę pod cieknącym lodówką, pośpiesznie zjadły zimną owsiankę z rana, potem próbowały się umyć, dziękując Bogu, iż z kranu wciąż leci woda, choć zimna, ale woda! Po kąpieli pojawiły się kobiece drobiazgi tusz, róż, cienie, szminka.
Jadwigina kurtka była zgnieciona, bo nocą w zimnej kałuży od zamrażarki wyskoczył kot Kacper, zakopał się, schował i postanowił przetrwać katastrofę. Katastrofa dopadła go jednak patykiem Jadwigi, który wbił się w puszysty ogon. Kacper nigdy nie był tak poniżany, od razu rozgniewał się, uciekł na balkon i tam łamał serca.
Jadwiga szukała innej kurtki, bo żelazko nie działało
To wszystko pochłonęło mnóstwo czasu. Kiedy w końcu się otrząsnęły, było już późno.
Bogna, ubierając w końcu przyjaciółkę i życząc jej dobrego dnia, ledwo zdążyła wskoczyć na stopnie odjeżdżającego tramwaju, wciągnięta jak galaretka w tłum. Jakiś mężczyzna przytulił ją troskliwie, by nie przygniótł drzwi, ale Bogna spojrzała na niego tak, iż ręka i jej właściciel zniknęli w jednej chwili.
Teraz nie można było zebrać wszystkie światła na drodze, nie trafić w poręcz i nie stać się ofiarą złodziei, bo w takim tłumie wszystko jest możliwe!
Gdyby Bogna została przyłapana na spóźnieniu, straciłaby premię. Ta była już podzielona część na morze, kolejna na nową mikrofalówkę, reszta na buty.
Guma tak ją nazywały dziewczyny. Bogna zasłużyła na nią! Jedno przewinienie mogło wszystko zrujnować.
Aleksandra trzymała się dzielnie, nie wyrzucając się i nie biegnąc po moście, wyprzedzając tramwaj. Szybciej i tak nie udałoby się, ale iluzja wysiłku zawsze rozgrzewa.
Tuż przed nosem Bogny jakiś chłopak chwycił się poręczy, rękaw kurtki lekko podciągnął, ukazując dziewczynie okrągłe zegarki na nadgarstku. Miał ich wiele wskazówek i kilka tarcz.
Bogna przerażona wpatrywała się w zegary i minuty, próbowała odwrócić wzrok, ale oczy same wracały do nich.
Spóźniasz się? zapytał współczująco chłopak. Dzień dziś szalony
Tak przyznała Bogna, przyciskując torbę do spoconego ramienia.
Wiecie, co mówią? Tam, gdzie czekają, nie da się spóźnić uśmiechnął się chłopak.
Aleksandra wcisnęła wargi. W innym wypadku skinęłaby głową, ale teraz to filozoficzne stwierdzenie nie miało miejsca w grze o mikrofalówkę i morze!
Nazywam się Kola dodał młodzieniec, po chwili milczenia, czekając na odpowiedź, nie dostając jej, kontynuował:
A wy?
Ja Otylia Fedoryna. Pozwólcie przejść, młody człowieku! Kola odsunęła na bok swoją wysoką piękną sylwetkę w lekkim płaszczu i koronkowych rękawiczkach. Z niej unosił się zapach wody z perfum, a usta były krwistoczerwone, jakby pomalowane burakiem.
Kobieta zachwiała się, przypadkowo dotykając rękawa Kolę swoimi buraczkowymi ustami.
Przepraszam! wymamrotała Otylia. Dziś burzy się!
Wtedy Bogna zrozumiała, kto to jest żona szefa. Nikt jej nigdy nie widział, choćby zdjęcia nie wisiały w gabinecie Piotra Mikołajewskiego, ale głos na głośniku słyszały wszystkie osoby w biurze
Widziałam twoją gazetę rano, Piotrze! To się nie przyjmuje! Artykuł o mamutach już się wyczerpał, nie rozumiesz?! Ktoś zwykły wrzucił twoją gazetę do kosza, a jeden bezdomny
Mówiła dalej, nie wstydząc się opisów, obficie malując słowami, a podwładny, świadek tej cenzury, zanurzał się w cieniach holu.
Co dalej? pytali jego współpracownicy.
Rozdziela. Twoje mamuty, Szary, nie trafiły do cioci Oli! drwił reporter. A moja wystawa porcelany rozgrzała serce tej krokodyli!
Wtedy młody nieszczęśnik Szary dostał w nosie cios, dumny krok zwycięzcy artykułu o porcelanie, po czym grzmiący głos Piotra Mikołajewskiego wezwał wszystkich do sali konferencyjnej
Otylia Fedoryna nigdy nie pojawiała się w redakcji osobiście, ale jej duch zdawał się wypełniać każdy zakamarek.
Kto ona jest, by krytykować naszego Piotra?! oburzały się kelnerki. Były też słyszały o despotycznej żonie szefa. Biedny! Przysiądzie, zje pierogi, wypije herbatę, a ona już dzwoni, przesłuchuje, co i jak! Cierpka!
Megerka przyglądała się tramwajowi, przebijała się do wózków, zrzucała kilku chłopców, którzy wpatrzeni w telefony uśmiechali się głupio, i usiadła obok Piotra Mikołajewskiego.
Przepraszam. Proszę wybaczyć, po prostu bełkotał szef, trzymając na kolanach teczkę.
Jak szkolny chłopiec! pomyślała Bogna, kiedy przeszło pierwsze zdziwienie, iż zobaczyła samą megę. Dziewczyny będą zazdrościć.
Co ty mamlejesz?! Daj tu swój bęben! władczo chwyciła teczkę Otylia i, klikając zamkiem, wsunęła rękę do torby. To jest, to jest A klucze? Piotrze, gdzie klucze? Znowu będziesz siedział pod drzwiami, kiedy ja będę chodzić z Simką po GUM-ie? Zwariowałeś!
Bogna i chłopak z zegarami patrzyli, jak twarz Piotra zasłaniała farba wstyd albo zawstydzenie.
Lole, spokojnie. Co krzyczysz? Nic nie szkodzi. Wy idźcie sobie, a ja ja zajrzę do mamy mruknął.
Jaka mama, Piotrze?! Do mamy chodzimy co trzecią sobotę. Czy to trzecią sobotą jest? pytała surowo żona Piotra.
Dziś środa podpowiedział Kolya.
A wy, młody człowieku, nikt nie pyta! ryknęła Otylia Fedoryna.
Kola westchnął i wzruszył ramionami.
Zabawni, prawda? szepnął Bognie do ucha. Przepraszam, nie wiem, jak się pan nazywa
Tramwaj zadzwonił, szarpnął. Kola wcisnął się w policzek Bogny swoją nieogolonym, kolczastym policzkiem.
Co ty mówisz?! wywarczyła Aleksandra.
Przepraszam, naprawdę. Burzy się, jak niektórzy tu zauważyli Kola spojrzał na Otylię i dodał: I za zarost przepraszam. Dwa dni na służbie nie miałem czasu w golenie.
Tylko wtedy Bogna zauważyła, jak zmęczony wygląda chłopak, szary i zielony.
Powinieneś się wyspać współczująco skinęła.
Nie, nie o to chodzi! Muszę do przyjaciół, wyprowadzić psa, potem do domu. Dzięki za troskę uśmiechnął się Kolya.
Otylia Fedoryna w tym czasie, niczym staruszka z bajki o złotej rybce, rozrzucała papierki coraz szybciej.
Dokąd patrzysz, Piotrze? potrząsnęła stertą papierów. Zapamiętaj: to lista z pralni, to jest otworzyła zmiażdżoną kartkę, adres mojego masażysty, nie potrzebujesz tego wsunęła do kieszeni płaszcza. To zamówienie. Zabierz. Sprawdź, żeby wszystko było świeże, rozumiesz? To, co trzeba kupić siostrze i siostrzeńcom. Pamiętasz, iż jedziemy do nich w niedzielę? Piotr skinął. Dobrze! Dalej
Papierki przeglądała w nieskończoność, a Piotr, skinąwszy, nagle spojrzał w oczy Bogny w tych ciemnych oczach była mieszanka rozpaczy i błagania, by nie mówiła nikomu o tej upokarzającej scenie. Aleksandra skinęła głową.
Teraz mieli jedną tajemnicę we dwoje.
Po co Piotr mieszkał z nią i jego megą? Po co tolerował takie wygłupy, pełną kontrolę i dyktaturę? Ona go zrobiła w sensie, iż z zwykłego dziennikarza wyciągnęła go na stanowisko redaktora naczelnika, powoli, ale skutecznie. Dostrzegła talent już na studiach, poślubiła go, a potem przez ojca, wujka, znajomych wspierała jego karierę.
Otylia nigdy nie pracowała w biurze, nie przez jeden dzień. Zajmowała się telefonami, spotkaniami w kawiarniach i w domach, kontrolą życia rodziny Wszystko spoczywało na niej.
Odtąd właśnie ona, Lole, siedem lat temu zadzwoniła do Fimki, a on wypchał Piotra na to stanowisko, które dziś zajmował. Fimka był jakąś szyszką w świecie gazet, a jednocześnie kochał energiczną Otylię. Wykorzystywała to.
Fimko, musisz to ogarnąć! Piotr już nie jest chłopcem, wszystko już planuje. Znajdź mu miejsce, słyszysz? zażartowała Olya.
Fimka zamarł i od razu zadzwonił do redakcji Czysta Kartka, gdzie odszedł na emeryturę redaktor naczelny. Sekretarka Fimki, stukając palcami w klawiaturę, wydrukowała Zarządzenie o nominacji
Otylia Fedoryna była zadowolona. Nie poszła do restauracji, tłumacząc się migreną. Fimka wciąż żywił nadzieję na ich spotkanie.
Piotr został redaktorem naczelnym.
Wszedł niepewnie w swój pierwszy dzień na nowym biurze, wykończonym dębowymi panelami.
Olya, nie dam rady! Nie potrafię prowadzić takiej maszyny! To nie mój poziom, Lole! Po co?! szepnął, potem ucichł, bo przyniesiono mu herbatę i bułki z stołówką.
Otylia Fedoryna przyjrzała się kelnerce od stóp do głów, zmarszczyła brwi, potem poklepała męża po ramieniu i pewnie rzekła:
Nic, Piotrze! Nie wszystkie garnki się przypalają. Damy radę!
I dała radę. Była szarą kardynalką w tle. Piotr, gdyWtedy Bogna, trzymając w dłoni parę rozrzuconych listów, spojrzała w niebo, które zamieniło się w rozświetlony ekran kinowego projektora, i zrozumiała, iż jedyną drogą do wyjścia z tego snu jest podać wszystkie papiery do drzwi, które otworzyły się same, odsłaniając niewidzialny most prowadzący prosto do jej własnego serca.













