Dawno już minęły te czasy, gdy Zuzanna wyszła za mąż tak młodo ojciec znalazł jej odpowiedniego narzeczonego w dniu jej osiemnastych urodzin. Rodzina była zamożna cóż więcej trzeba do szczęścia? Ślub był wystawny, na całej wsi mówiono o tej uroczystości, a biesiada trwała do białego rana. Tylko młodzi małżonkowie czuli się trochę nie na miejscu.
Zuzanna polubiła swojego męża, choć praktycznie go nie znała. Jej siostra miała mniej szczęścia oddano ją za czterdziestoletniego mężczyznę z sąsiedniej wioski. Wszyscy już myśleli, iż zostanie starą panną, ale ojciec jednak znalazł jej kawalera i obiecał przyzwoity posag.
Młoda para zamieszkała w domu Jana. Miejsca nie było zbyt dużo, ale wszystko mieli na własność. Ojciec rodziny powiedział, iż kiedy przyjdą na świat wnuki, powiększy dom dla wszystkich.
Teściowa nie przyczepiała się do Zuzanny, pomagała jej odnaleźć się w nowej roli młodej żony. Natomiast szwagierka miała do niej wrogie nastawienie. Franciszka była starsza, ale mieszkała przez cały czas z rodzicami. Ojciec oddał ją za mąż, ale zięć po roku oddał Franciszkę z powrotem razem z dobytkiem. Była prawdziwą przeciwnością nie chciała zajmować się domem, nie marzyła też o dalszym ciągu własnej rodziny. Tak to żyła samotnie.
Według dawnych zwyczajów synowa stawała się prawdziwą gospodynią dopiero po urodzeniu pierworodnego syna. Do tej pory musiała grzecznie zajmować swoje miejsce i nie wychylać się. Dlatego każda dziewczyna, wstępując do domu męża, pragnęła jak najszybciej mieć dziecko.
Zuzanna wybrała tę drogę. Do czasu, gdy zaszła w ciążę, Franciszka zrzucała na nią najcięższą i najbrudniejszą robotę. A przecież nie było takiej potrzeby we dworze pracowali parobkowie. Ale szwagierka szczególnie upodobała sobie dręczenie biednej Zuzanny.
Kiedy Jan dowiedział się, iż zostanie ojcem, aż promieniał ze szczęścia. Teściowie byli dumni z synowej i otwarcie ją chwalili. Tego samego dnia poszli na jarmark, aby kupić materiały na budowę nowego domu. Franciszka była zazdrosna i zrozpaczona. Wiedziała już, iż do końca życia będzie musiała gnieździć się w jednym kącie i służyć starym rodzicom. Nikt jej nie ożeni, nikt domu dla niej nie postawi…
Minęło pół roku. Pewnego ranka, jeszcze przed wschodem słońca, Zuzannę obudziło głośne pukanie. To była Franciszka.
Dlaczego leżysz? Zrobiłaś już wszystko w domu?
W domu tak, ale mąż nie pozwala mi pracować na podwórku.
A to dobre! To nie on nie pozwala, tylko tobie się nie chce!
Czego chcesz, Franciszko?
Z kim ty tak rozmawiasz? Już się szkolisz, żeby mnie rozstawiać po kątach? Przypominam, iż dopóki nie urodzisz, nie ty tu rządzisz!
choćby mi to do głowy nie przyszło
Ani ty, ani to twoje dziecko, nic tu nie znaczycie! Rozumiesz?
Franciszka wpadła w histerię. Zaczęła rzucać przedmiotami i wykrzykiwać obelgi. Teść wbiegł do izby i odciągnął rozwścieczoną córkę. Zuzanna pogłaskała czule swój brzuch, starając się uspokoić. Wszystko się ułoży. Musi się ułożyćWieczorem tego samego dnia Jan przyszedł do żony z bukietem polnych kwiatów, które zerwał nad strumieniem. Usiadł przy niej, spojrzał na jej zmęczoną twarz i powiedział cicho:
Już niedługo. Nasz dom powstanie, a Franciszka Może i ona w końcu odnajdzie swoje miejsce.
Zuzanna uśmiechnęła się lekko, a ich dłonie splotły się na okrągłym brzuchu. Za oknami słychać było żurawie wracające na mokradła, a w powietrzu czuć było zapowiedź wiosny.
Kilka tygodni później dom wreszcie stanął. Pachniał świeżą sosną i bielonymi ścianami. Teść sam przyniósł Zuzannie klucz, a teściowa, nie kryjąc łez, położyła w kołysce cieniutki koronkowy becik wyszywany imieniem dziecka.
W tej samej izbie Franciszka patrzyła przez okno na światło lampy, które rozbłysło w nowym domu. Przez moment w jej oczach pojawił się cień smutku, ale zaraz potem odwróciła głowę i z westchnieniem odeszła w głąb pola, gdzie rosły dzikie jabłonie.
A kiedy na świat przyszedł zdrowy chłopiec, w chacie rozbrzmiał radosny gwar. Zuzanna po raz pierwszy całym sercem poczuła, iż tu jest jej miejsce i jej czas. Przeszła pomiędzy ludźmi z podniesioną głową już nie tylko jako żona, ale i jako matka, gospodyni, która wytrzymała burze i zasiała ziarenko nowego życia.
Nad starym dachem zatańczyła jaskółka. Wszystko, co miało się zdarzyć, wydarzyło się właśnie wtedy. A Zuzanna wiedziała, iż każda wiosna przyniesie jej domowi nowe światło.













