**Dziennik Jagody 12kwietnia**
Jagodo! Gdzieżże jesteś?! No, dopadnij mnie! Nie musisz wracać do domu! Słyszysz mnie?! Nie wypuszczę cię!
Siedziałam w małym zagajniku pod starym płotem przy domku wsi, ukryta w gęstwinie leszczyn, które rosły przy bramie. Słońce przygrzewało ziemię, a ja przyciskałam dłonie do uszu, mrucząc cicho pod nosem.
Niech woła! krzyczał mój wewnętrzny głos.
Ciociu Agnieszko nie słyszy! pomyślałam.
Chciałabym zamknąć oczy i nie widzieć pięknej kobiety, stojącej na ganku babci, którą nie znam. ale nie mogę. Gdyby tak, ona znajdzie mnie. Już to się zdarzyło. Wtedy schowałam się za budką mojego psa Szarka i siedziałam tak cicho, iż zasnęłam. Obudziłam się dopiero, gdy dostałam twardy policzek, a potem pociągnięto mnie za ucho tak mocno, iż bałam się choćby dotknąć go ponownie. Ból był straszny.
Ta piękna kobieta to nie moja matka to ciotka Agnieszka, siostra mojej babci. Nie lubi mnie, bo bez ojca. Co to znaczy? Nie wiem, ale domyślam się. Pytałam o to Kacpra, sąsiada, który ma już jedenaście lat i dużo wie. Powiedział, iż to znaczy, iż nie jestem nikomu potrzebna. Nie mam ani ojca, ani mamy tylko ciocię i starą babcię. Babcia kiedyś umrze, a wtedy ciocia weźmie mnie pod swój dach, czego ona nie chce. Ma już własne dzieci i radzi sobie.
Dlaczego mam takie kary?! Mamo! Dlaczego milczysz? To wszystko twoja wina! Rozpieszczasz Natalię, a teraz co? Nie mam elastycznego mieszkania! Czepiamy się tam, jak śledzie w beczce! Jestem mężem, dwójka dzieci i teściowa w dwóch pokojach! Co zrobimy? Gdzie jej zabrać?
Nie można tak, Agnieszko! Przecież to twoja rodzina!
To nie moja! Nie prosiłam o to dziecko! Natalii mówiłam, iż z jej ukochanym nic nie wyjdzie! Czy to moje prawo? Oczywiście! Natalii już nie ma, a ten zniknął jak przedwczesny ranek!
Co ma to dziecko przeciwko tobie?
Nic! Tylko ciężar Nie mogę, mamo, rozumiesz? Nie mam sił! Wszyscy krzywią się Nie da się ich znieść! Walczę, żeby choć jedną grosz zarobić, a to wszystko na nic! Najpierw rozbiję szkło w szkole, potem nowe dżinsy będą wymagały A skąd mam tyle pieniędzy?! Znaleźliśmy milionerkę! Ojciec ich nie wydaje! Dostaje wypłatę i chodzi po Głównym Rynku! Ja wkładam w rodzinę każdą złotówkę! A tu to jest naprawdę grosik, którego nie zobaczymy ale on go nie obchodzi! Pracuję na dwóch etatach, a on na jednym się męczy, biedaku! A praca nie bij leżącego! Siedzą w kole, plują w sufit pół dnia, dopóki szef nie da upokorzenia! Potem przyjdą, podgryzą trochę. I są zadowoleni! Jak żyć, mamo?!
Przepraszam, córeczko, nie mogę ci pomóc Jedynie oddanie dziecka do domu dziecka przy żywej rodzinie to grzech!
Ten grzech nie mój, mamo!
Kto by się z tym spierał!
Nie będę mogła cię kochać, rozumiesz to czy nie?!
No i nie musisz! Ważne, iż zostaniesz w rodzinie! Wstyd Och, Agnieszko Czy nie mówiłaś, iż byłoby łatwiej, gdyby cię kochano? Ona też potrzebuje miłości Żywa dusza
Dusza Duszy nie nakarmi się bajkami o miłości, jeżeli jest żywa! Zawsze poprosi o coś. Skąd wezmę? Nie powiesz? Nie rozmawiaj tak o miłości! To już minęło, kiedy mnie potrzebowała! Dość! Dziecko wyrosło Stało się mądrzejsze
Z tego rozmowy, którą słuchałam pod babcinyą poduszką, nie pojąłem wszystkiego, ale zapamiętałam prawie wszystko. W przedszkolu opiekunowie zawsze mnie chwalili. Mówili, iż mam dobrą pamięć. Dlatego staram się. Słucham uważnie, a potem potrafię powtórzyć dosłownie każde słowo!
Jagodo! Ile można wołać?! jeżeli nie wyjdziesz teraz, pójdę spać głodna! ciotka Agnieszka pojawiła się znowu na ganku, ale nie na długo.
Babcia znów źle się czuła, a jej jęki dochodziły do mnie, mimo iż płot i leszczyny były daleko od domu.
Niech będzie głodna!, pomyślałam. Lepiej nie być pobita! Wiem, po co potrzebuję się cioci. Rano kazała mi umyć podłogę i schody na ganku. Ja zapomniałam. Zabawka od Kacpra stara, czerwona autka bez jednego koła sprawiła mi radość! Mam kilka zabawek: starą laleczkę Maruszkę, której babcia uszyła sukienkę z chusteczki nosowej, i szarego króliczka z jednym okiem. Ten króliczek kocham najbardziej. A jeszcze mam mamini naszyjniki niebieskie, piękne, podarowane przeze mnie babci, a babcia mówiła, iż w dzień targowy kosztują grosik. Dla mnie nie ma znaczenia, ile kosztują. Rozkładam koralikowy sznurek na schodkach ganku tam mam morze, góry i smoka, jak w książce, której nie wolno wyciągać z półki. Babcia tego nie pozwala! Mówi, iż mogę ją podarować. To boli! Nigdy nie rozrywałam książek! Lubiłam je, choćby te bez obrazków. Jeszcze nie znam wszystkich liter, ale już trzy opanowałam. Kiedy je dostrzegam w wierszykach, bardzo się cieszę. jeżeli poznaję jedną, potem poznaję kolejne, gdy się nauczę! Wystarczy trochę wysiłku.
Wieczór otula podwórko lekkim płaszczem dusznej ciemności. Bzyczą komary przy uchu, a ja wzdycham. Czas iść. Pewnie nie dadzą już jedzenia, ale ciotka Agnieszka kilka razy przebiegła po podwórzu, zajmując się domem, i z pewnością jest zmęczona. Nie zostanie mi już siły. Kłótnia jeszcze wisi w powietrzu.
Wspinam się z mojego schronienia na gank, a tam siedzi już ciotka Agnieszka, ponura na schodach.
Pojawiłaś się? O mój los Gdzie się wspinałaś?! Cała brudna Idź do domu!
Wdycham. Dziś nie będą mnie już tak karcić. choćby dorośli męczą się od krzyku. Mogę pójść do babci, przycisnąć się do jej suchej, ciepłej dłoni i poczekać chwilę. Ból odejdzie, a babcia przez chwilę odetchnie, i będzie żałować mnie. To najważniejsze w tym dniu delikatny dotyk, cichy szept i słowa
Kocham cię, moja mała! Kocham
Nikt inny nie szeptał mi takich słów. Mama nie zdążyła, a ciotka Agnieszka, jak się zdaje, nigdy ich nie wypowiadała. Słyszałam, jak karciła babcię, iż małe słowa są małe, a własnej córki nie powiedziała ani razu. Nie wierzyłam cioci. Nie mogło tak być. Dorośli są dziwni. Pamiętają złe rzeczy, a dobre zapominają. Pewnego razu zapytałam ciotkę, po co tak postępuje. To jak drapanie rany: zeskrobiesz strup, a ból wraca. I tak wiele razy, aż rana się zagoi Ale jeżeli ciągle drapiesz, zostaje blizna. Dlaczego więc? Bo ręce swędzą! Babcia tak mówiła, i ją ganiła, gdy robiłam to samo. Ciekawe, a kiedy nie kochają, co boli? Dusza? Babcia twierdziła, iż tak właśnie jest. Co więc drapie się w duszy, iż dorośli wciąż sami sobie krzywdzą? Dziwne
Gdyby mnie zapytały, powiedziałabym dorosłym, co zrobić, by wszyscy byli szczęśliwi. Babci powiedzieć cioci Agnieszce: Kocham cię!, i pożałować jej, bo ja zawsze pożałuję wieczorami. To takie proste! Wziąć i pożałować! A cioci Agnieszce Pozwolić babci to zrobić Ciotka Agnieszka jest silna! I bardzo mądra! Dlaczego więc jej żal? Bo, jak sama przyznaje, nikt jej nie kocha i nigdy nie kochał. Kłamie, iż nikt nie kocha, ale i nie płakałaby w nocy, gdyby była kochana! Wiem to, bo sama płaczę Wiem, iż kiedy babci nie będzie, nikt mnie nie pokocha
Babcia pogłaskała mnie po głowie, wypowiedziała swoje słowa i wypuściła.
Chodź, dziecko! Czas spać!
Zwykłam słuchać jej poleceń. Odwracam się i odchodzę, nie dostrzegając, jak babcia krzyżuje mnie po plecach, szepcząc coś pod nosem.
Czuję, iż muszę się napić, więc podkradając się do kuchni, sprawdzam, czy ciotka Agnieszka jest tam.
Co ty?
Wody
Dużo ci będzie tej wody zrzędzi ciotka, nalewając kubek mleka i stawiając przede mną talerz z ziemniakami i dużym kawałkiem chleba. Jedz! Podgrzałam wodę. Najpierw umyję mamę, a potem ciebie. Brudna, jak mała diablica!
Ciotka przechodzi obok mnie, automatycznie gładząc mnie po głowie, a ja nagle robię to, o czym marzyłam od dawna. Zsunę się ze stołka i przytulam się do jej nóg. Nie mogę dosięgnąć wyżej.
Co ty robisz? wystraszona ciotka odsuwa mnie od siebie. Co?
Będę cię kochać. jeżeli nikt nie chce Czy mogę?
Pytanie zostaje bez odpowiedzi. Ciotka Agnieszka nagle płacze i ucieka z pokoju, odrzucając mnie. Jednak wiem, iż to nic nie jest straszne Teraz mogę spokojnie zjeść i wypić swoje mleko. Ciotka płacze i uspokaja się. Ból nie zniknie całkiem, ale choć odrobinę się zmniejszy. Ja też to czuję. A choćby odrobinę, to już coś dobrego! Bo wystarczy mi ta krótka chwila przy babci wieczorem, by nie myśleć o złym, a o dobrym Może i cioci Agnieszce tak się uda? Gdy człowiek myśli o dobrym, jest mu lżej, choćby jeżeli ktoś go krzywdzi.
Ciotka Agnieszka wraca do kuchni, napełnia wanienkę ciepłą wodą i myje mnie. Myje w ciszy, nie krzyczy. Gąbką pociera mnie w dziwny sposób lekko, nie tak, jak zwykle.
Idź! Połóż się. Czas!
Krótka komenda, a ja wydecham. Mogę iść do małego pokoju, gdzie stoi moje łóżko, włożyć się pod lekki prześcieradło, przykryć głową i porozmawiać cicho z mamą. Każdego wieczoru rozmawiam z nią, łezka po łezce o wszystkim. Babcia kiedyś powiedziała, iż to dobrze. To prawda. I mama mnie słyszy. Dlatego dziś zamierzam opowiedzieć jej o cioci Agnieszce. I o tym, iż jutro rano wstanę wcześniej, umyję schody na ganku, jak ciotka poleciła. Lubię porządek. Czasem zapominam, iż trzeba to zrobić.
Ale rano nie zdążę nic zrobić, bo ciotka Agnieszka budzi mnie wcześnie, całuje w dziwny sposób i wypędza z domu, gdzie już czeka sąsiadka babci.
Niech zostanie tu na chwilę. Nie ma dla niej miejsca
Czy pozwolisz się pożegnać?
Czy trzeba? Nie widziała jeszcze, więc będzie ją pamiętać żywą. pozostało mała
To prawda. Dobrze. Nakarmię ją i przyjdę pomóc.
Dziękuję
Po kilku dniach jadę z ciocią Agnieszką autobusem do miasta. Nie wrócę już do domu babci. Sprzedadzą go za rok, a ciotka powie mi, iż jestem teraz jej córką. To słowo nieznane, ale brzmi ładnie.
Podoba mi się też, iż ciotka pozwoliła zabrać ze sobą starego królika, którego babcia kiedyś podarowała mi dawno temu. Królik jest już taki odświeżony nie ma już oderwanego ucha, bo ciotka to zszyła. Chciała też przyczepić mu oko, ale nie znalazła odpowiedniej szpilki. Obiecała, iż zróbę to później. Nie muszę się spieszyć.
Najważniejsze nie to. Najważniejsze, iż każdy wieczór przychodzi do ciotki Agnieszki, a ona robi to, co kiedyś robiła babcia. Gładzi mnie po policzku i mówi słowa, które chcę słyszeć cały dzień!
Kocham cię
Kiedy ciotka po raz pierwszy to powiedziała, po dniu po stracie babci nie uwierzyłam. Nie wierzyłam długo. Z czasem jednak odpowiadałam:
I ja cię kocham!
Teraz wierzę. Bo ciotka mówi te słowa nie tylko mnie, ale i swoim dzieciom, i mężowi. On nie mówi tego codziennie, ale i tak. I on kiedyś nie wierzył. Długo. Prawie tak jak ja. Teraz wierzy i odpowiada nie słowami, a czynem. Znalazła jeszcze jedną pracę i nie wyrzuciła mnie. Mówi, iż gdzie dwaj, tam i trzej, więc niechW końcu, leżąc pod kołdrą, poczułam, iż choć życie jest pełne burz, wciąż mam w sobie ciepło, które rozświetla każdy kolejny dzień.



![Najmłodsi mieszkańcy przywitali lato z Zielonogórskim Ośrodkiem Kultury [ZDJĘCIA]](https://rzg.pl/wp-content/uploads/2026/06/a099a5112124b8f9360a8b03538ec391_xl.jpg)








