Kawaler-biznesmen przyszedł do restauracji bez portfela, żeby sprawdzić, czy jestem materialistką. Nie dałam się zaskoczyć… Oto, co wtedy zrobiłam…

twojacena.pl 6 dni temu

Restauracja, do której zaprosił mnie na drugie spotkanie Damian, była prawdziwą świątynią szyku. Półmrok, eleganccy kelnerzy poruszający się bezszelestnie między stolikami, a w powietrzu unosił się zapach wykwintnych potraw. Damian doskonale wtapia się w tę scenerię perfekcyjnie skrojony garnitur, intrygujący zegarek i ten specyficzny, lekko ironiczny uśmiech mężczyzny przekonanego o własnej wyjątkowości.

Zamawiaj, co tylko chcesz rzuca beztrosko, choćby nie zerkając w menu. Nie znoszę, gdy kobieta rezygnuje z przyjemności.

Brzmiało jak cytat z bajki o hojności księcia, choć w środku poczułam lekki niepokój. Może to przez jego baczne spojrzenie albo przez to, jak chętnie opowiadał o byłych partnerkach, które jak twierdził widziały w nim wyłącznie portfel.

Wybrałam sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. Damian nie szczędził grosza: stek, tatar, butelka drogiego czerwonego wina. Rozprawiał o biznesie, narzekał na powierzchowność ludzi, deklarował przywiązanie do wartości i duchowej bliskości. Słuchałam, kiwałam głową, ale uczucie było dziwne jakbym trafiła nie na randkę, a na egzamin, podczas którego w każdej chwili mogło paść podchwytliwe pytanie.

Teatr jednego aktora

Kiedy kelner położył na stole czarną skórzaną okładkę z rachunkiem, Damian choćby nie przerwał monologu. Nonszalancko sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej, potem klepnął się po spodniach. Wyraz twarzy zmienił się pewność siebie ustąpiła miejsca sztucznej bezradności.

No nie powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo w innym aucie.

Rozłożył ręce, jakby był ofiarą pecha, ale wcale nie wydawał się przejęty sytuacją. Nie poprosił kelnera o chwilę, nie sięgnął po telefon, by opłacić rachunek przez przelew. Po prostu spojrzał na mnie wyczekująco.

No cóż za niefart, prawda? westchnął, opierając się wygodnie o oparcie. Może mnie wyratujesz? Zapłacisz teraz, a ja ci oddam. Albo na następnym spotkaniu stawiam z odsetkami.

Stało się oczywiste: to nie był przypadek ani zapominalstwo. Przede mną siedział facet, który z góry zaplanował test, o którego konieczności rozprawiał pół godziny wcześniej.

Słyszałam o takich zagraniach czytałam na forach, widziałam w tanich serialach, ale nie przypuszczałam, iż spotka mnie to osobiście i to w wydaniu dorosłego, sukcesywnego (na pozór) faceta.

Jego logika była śmiesznie prostolinijna: jeżeli kobieta bez mrugnięcia okiem zapłaci za dwoje znaczy się w porządku, wygodna, chętna ratować i ciągnąć cały ten wózek. jeżeli odmówi znaczy tylko szuka kasy. W tym momencie zasłona opadła; nie siedział już przede mną przedsiębiorca, ale zakompleksiony manipulator, grający w grę sprawdzam.

Był pewny, iż wygra. W jego świecie wizja związku z tak atrakcyjną partią powinna mnie zmusić do sięgnięcia po portfel bez słowa sprzeciwu.

Chłodna kalkulacja

Spokojnie, nieśpiesznie otworzyłam torebkę. Damian wyraźnie się odprężył chyba uznał, iż jego plan się powiódł.

Oczywiście, nie ma sprawy odpowiedziałam łagodnie i skinęłam na kelnera.

Proszę podzielić rachunek powiedziałam wyraźnie. Ja płacę za siebie. Natomiast za stek, wino i deser niech zapłaci dżentelmen.

Z jego twarzy zniknął uśmiech.

Ty tak na poważnie? syknął, pochylając się do mnie. Przecież nie mam portfela.

Rozumiem odparłam, dziś przystawiając telefon do terminala. Ale ledwie się znamy. To naturalne, iż każdy płaci za siebie. A kolacja mężczyzny, który sam zaprasza kobietę do drogiej restauracji i zamawia najdroższe pozycje z karty przepraszam, ale to absolutnie nie moja sprawa. Jesteś dorosły, wierzę, iż sobie poradzisz.

Kelner zamarł, z zakłopotaniem spoglądając to na mnie, to na Damiana. Twarz Damiana poczerwieniała, a z powierzchownego blichtru zaczęła się wyłaniać zwykła nieuprzejmość.

Naprawdę? Przez jakieś pieniądze? Przecież mówiłem, iż oddam. Chciałem tylko sprawdzić twoje podejście syknął.

No i sprawdziłeś rzuciłam, wstając od stolika. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.

Ruszyłam do wyjścia, ale miałam wrażenie, iż jeszcze nie postawiłam kropki nad i. Zostawiłam go samego z niezapłaconym rachunkiem, wściekłego i zdezorientowanego bez portfela.

Wróciłam do stolika, sięgnęłam do portmonetki po kilka pogniecionych banknotów i garść monet tych, które zwykle plączą się na dnie torebki.

A, tak przy okazji dodałam. Skoro portfel w innym aucie, to chyba na taxi też nie masz?

Położyłam bilon obok jego kieliszka z winem.

To na bilet autobusowy. Nie martw się, dojedziesz do domu. To mój wkład w twoje badania na temat kobiecej duszy.

Kilka osób przy sąsiednich stolikach spojrzało z zainteresowaniem. Damian wyglądał, jakby właśnie dostał policzek.

Wyszłam na ulicę.

Ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za to, by w porę przejrzeć człowieka i zaoszczędzić sobie miesięcy czy choćby lat rozczarowań. Mam nadzieję, iż wyciągnął wnioski, choć tacy ludzie zwykle nigdy się nie zmieniają.

A Wy co byście zrobili na moim miejscu: ratowali zapominalskiego kawalera czy postawili sprawę jasno, bez zbędnego sentymentalizmu?

Idź do oryginalnego materiału