Kiedy pasażerka przede mną po raz kolejny wrzuciła mi włosy do obiadu, poprosiłam ją, żeby przestała. Gdy zamoczyła je również w moim winie, otworzyłam prezent dla wnuczki. Kilka minut później krzyczała na cały samolot, a jej widzowie oglądali wszystko na żywo.
Mam na imię Barbara i skończyłam siedemdziesiąt trzy lata. Potrafię znieść wiele. Płaczące dziecko. Opóźniony lot. choćby człowieka, który zajmuje oba podłokietniki.
Ale włosy w obiedzie? Tu moja cierpliwość zaczyna się kończyć.
Leciałam do Warszawy, gdzie czekała na mnie wnuczka Zosia. W torebce miałam dla niej pudełko różowego slime’u z brokatem. Sama o niego prosiła, choć zupełnie nie rozumiałam, co interesującego może być w takiej lepkiej mazi.
Przede mną siedziała dwudziestoośmioletnia Klaudia. Od początku podróży mówiła do telefonu.
— Kochani, spójrzcie na te włosy! Przedłużanie za osiemset dolarów! Ale efekt jest obłędny!
Jej perfumy czułam przy każdym oddechu. Długie do pasa włosy co chwilę przerzucała przez oparcie, prosto na mój stolik.
— Czy mogłaby pani trzymać włosy z przodu? — poprosiłam.
Spojrzała na mnie przez ramię.
— Naprawdę musi się pani wszystkiego czepiać?
Chwilę później uderzyła kosmykiem w twarz siedzącego obok mnie pana Jerzego.
— Jeszcze nigdy nie miałem tak długiej grzywki — mruknął.
Uśmiechnęłam się. Wtedy jeszcze potrafiłam obrócić sytuację w żart.
Podano obiad. Sięgnęłam po widelec, kiedy brązowe pasmo przeciągnęło po moim jedzeniu.
— Teraz ma pani włosy w moim talerzu!
Klaudia westchnęła ostentacyjnie.
— Jestem na żywo. Ogląda mnie tysiąc sto osób. Czy pani naprawdę musi mi teraz przeszkadzać?
Potem końcówki jej włosów wpadły do mojego kieliszka.
Odłożyłam widelec.
Wyjęłam portfel i upuściłam przy jej siedzeniu studolarowy banknot, który został mi z podróży.
Natychmiast go podniosła.
— O, moje pieniądze!
Nawet nie zapytała, czy ktoś czegoś nie zgubił.
Spojrzałam na banknot w jej dłoni, a potem na włosy przez cały czas leżące na moim stoliku. Otworzyłam prezent Zosi i wtarłam trochę różowej, brokatowej masy w końcówki drogich doczepów.
To było złośliwe. Nie zamierzam udawać, iż nie.
Kilka minut później Klaudia dotknęła włosów.
— CO TO JEST?! Nie! Moje włosy!
Zaczęła szarpać pasma. Slime ciągnął się między palcami, telefon przykleił się jej do dłoni, a transmisja trwała.
Komentarze pojawiały się jeden po drugim.
„Pani prosiła cię kilka razy”.
„Może teraz zrozumiesz, iż inni też mają prawo spokojnie zjeść”.
Podeszła stewardesa Agnieszka.
— Co się stało?
— To ja zrobiłam — przyznałam. — I pomogę to usunąć.
Klaudia patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
— Wie pani, ile za nie zapłaciłam?!
— Tak, kochanie. Wszyscy już wiemy.
Pan Jerzy pomógł zdobyć odrobinę oliwy. Powoli zaczęłam rozluźniać lepką masę.
— Proszę nie ciągnąć. Dajmy temu chwilę.
Z czasem Klaudia przestała krzyczeć.
— adekwatnie nie było mnie stać na te włosy — powiedziała nagle.
— Więc dlaczego je zrobiłaś?
Spuściła wzrok.
— W internecie wszystkie wyglądają idealnie. Boję się, iż jeżeli nie będę taka jak one, ludzie przestaną mnie oglądać. Mam dwadzieścia osiem lat, a już czuję się stara.
— Ja mam siedemdziesiąt trzy. I przez cały czas mam ochotę żyć, śmiać się i robić plany.
Uśmiechnęła się słabo. Po chwili jej oczy napełniły się łzami.
— Babcia zawsze zaplatała mi warkocze. Już jej nie ma.
Moje ręce na moment znieruchomiały.
— Przykro mi, kochanie.
Kiedy usunęłam resztki slime’u, zaplotłam jej włosy.
— Nie musisz wydawać osiemset dolarów, żeby być piękna.
Klaudia otarła policzek.
— Przepraszam. Za pani obiad. Za to, jak się odzywałam. Za te uwagi o wieku.
— A ja przepraszam za slime. Złość nie usprawiedliwia wszystkiego.
Gdy Agnieszka zapytała, czy po lądowaniu ma czekać policja, Klaudia pokręciła głową.
— Nie. Myślę, iż na nagraniu doskonale widać, jak sama się zachowywałam.
Potem oddała mi banknot.
— To też nie było moje.
— Zgadza się — odparłam.
Wróciłam na miejsce, a pan Jerzy uśmiechnął się do mnie.
— Może kawa po lądowaniu?
— Chętnie. Byle nic panu do niej nie wpadło.
Zosia dostała ostatecznie czek i obietnicę wspólnych zakupów w weekend.
A kiedy zapytała, co stało się z jej prezentem, musiałam najpierw usiąść. Wiedziałam, iż ta opowieść zajmie nam trochę czasu.









