Koleżanka ma w piątek obowiązek czyszczenia ekspresu do kawy przed weekendem. Zawsze tłumaczy się pośpiechem, a w poniedziałek w fusach jest pleśń

fajnainspiracja.pl 14 godzin temu

W naszym biurze projektowym pracuje około piętnaście osób i dobra kawa jest dla nas wszystkich absolutnie niezbędnym paliwem do codziennej pracy nad rysunkami i raportami technicznymi. W kuchni mamy duży, profesjonalny automatyczny ekspres do kawy na ziarna, który firma nam zakupiła, abyśmy czuli się komfortowo. Tak nowoczesne i drogie urządzenie wymaga jednak regularnej konserwacji. Każdego dnia trzeba opróżnić tackę ociekową, a przede wszystkim w piątek po południu przed weekendem konieczne jest dokładne wyczyszczenie całego ekspresu – wyjęcie jednostki zaparzającej, przepłukanie dysz do mleka i przede wszystkim dokładne opróżnienie i umycie pojemnika na zużyte fusy kawowe, czyli tzw. fusy.

Aby utrzymać porządek, wprowadziliśmy w biurze sprawiedliwy tygodniowy grafik dyżurów. Każdego piątku jeden konkretny pracownik miał obowiązek przed wyjściem do domu rozebrać ekspres do kawy, umyć go i zostawić do wyschnięcia – wszystko w ciągu dziesięciu minut. Wszyscy to respektowaliśmy i traktowaliśmy jako coś oczywistego. Z wyjątkiem naszej koleżanki Weroniki.

Weronika pracuje w administracji, lubi przychodzić do kuchni i parzyć sobie duże cappuccino z obfitą pianką choćby pięć razy dziennie, ale wszelkie obowiązki związane ze sprzątaniem wspólnych przestrzeni były dla niej zupełnym tabu. Za każdym razem, gdy według grafiku na tablicy wypadał jej piątkowy dyżur przy ekspresie, było pewne, iż pojawi się problem. Weronika zawsze miała pod ręką dramatyczną wymówkę. Dokładnie w momencie, gdy około wpół do czwartej kończył się dzień pracy, pakowała rzeczy do torebki, przybierała przestraszony wyraz twarzy i na oczach całego biura ogłaszała, iż za siedem minut ma pociąg na działkę, lekarz zamyka gabinet albo w domu pękła jej rura, po czym głośno żegnając się, wybiegała z budynku.

Ekspres oczywiście zostawiała w opłakanym stanie. Przez weekend, kiedy w biurze nie grzano lub przeciwnie – latem było duszno i gorąco, wilgotne fusy kawowe zostawały zamknięte w plastikowym pojemniku. Efekt był zawsze obrzydliwy.

W poniedziałek rano, gdy cały zespół czekał na pierwszą kawę przed trudnym zebraniem, w kuchni czekała na nas higieniczna katastrofa. Wystarczyło otworzyć ekspres, by poczuć ciężki, stęchły zapach zgnilizny. Cały pojemnik na fusy był pokryty grubą warstwą białej i zielonej, puszystej pleśni, która przerastała aż do uszczelek jednostki zaparzającej i wewnętrznych plastikowych ścianek urządzenia. Zamiast o ósmej rano zaczynać pracę, ktoś z kolegów musiał założyć gumowe rękawice, wziąć szczotkę, środek dezynfekujący i przez pół godziny z niechęcią szorować pleśń z urządzenia, z którego mieliśmy pić napoje.

Kiedy Weronika w poniedziałek około dziewiątej pojawiła się w pracy z uśmiechem na twarzy, koleżanki dosadnie zwróciły jej uwagę na zniszczony ekspres. Weronika jednak zamiast przeprosić, przybrała urażony ton i zaczęła się złościć, iż to nie jej wina, bo musiała zdążyć na pociąg i przecież przez trochę starej kawy nie powinniśmy robić problemu. Twierdziła, iż chciała to zrobić w poniedziałek rano, ale byliśmy niecierpliwi i nie daliśmy jej choćby szansy. Ten sam scenariusz powtórzył się miesiąc później, kiedy zostawiła ekspres włączony razem z resztką skwaśniałego mleka w rurce.

Cierpliwość zespołu ostatecznie się wyczerpała w zeszłym tygodniu. W piątek Weronika znów wykonała swój wyćwiczony sprint na pociąg, a w poniedziałek rano ekspres był ponownie całkowicie pokryty pleśnią. Tym razem jednak nikt z nas nie podjął się sprzątania. Nasz kierownik projektu wziął telefon, dokładnie sfotografował całą pleśniową katastrofę i wysłał zdjęcia do działu kadr oraz dyrektora oddziału z oficjalną skargą na rażące naruszenie standardów higieny i niszczenie mienia firmowego.

Kiedy Weronika przyszła do swojego biurka, czekało na nią zaproszenie do gabinetu dyrektora. Dyrektor bez żadnych sentymentów oznajmił jej, iż jeżeli odmawia przestrzegania zasad zespołu i zostawia ekspres do kawy wielokrotnie zarośnięty pleśnią, firma zamówi na każdy jej piątek specjalistyczny serwis zewnętrzny, a cała kwota za czyszczenie zostanie potrącona z jej premii. Dodatkowo nakazano jej, iż przez cały następny miesiąc będzie myć ekspres każdego dnia, niezależnie od grafiku.

Weronika wprawdzie ze łzami w oczach opowiadała, iż wszyscy się na nią uwzięli, ale od tamtej pory w piątki stoi w kuchni z ściereczką i szczotką już o wpół do trzeciej po południu. Dla całego naszego biura była to ogromna ulga – w poniedziałek rano mamy wreszcie pachnącą kawę i nikt już nie musi sprzątać obrzydliwego bałaganu po nieodpowiedzialnej koleżance.

Idź do oryginalnego materiału