Wiesz, ostatnio opowiem Ci pewną historię, która naprawdę mogłaby się zdarzyć gdzieś w Warszawie lub Krakowie, bo to bardzo nasze klimaty. Otóż, był sobie Andrzej i Jagoda. No i powiem Ci cała firma i znajome plotkowały o Jagodzie: No popatrz, ledwo przyszła do firmy, a już szykuje się ślub z prezesem!. Wszyscy szeptali: Z prowincji do Warszawy, od razu na salony…, No faktycznie, dziewczyna sprytna. Ale Jagoda wcale nie lubiła tego rozgłosu, bo wiesz, zaczęli się spotykać jeszcze zanim ona wiedziała, iż Andrzej to w ogóle jej szef. Poszła na rozmowę o pracę kompletnie w ciemno. Potem, kiedy już się zorientowała, wiedziała, iż dostanie pracę uczciwie, bo rekrutowała ją kadrowa tylko na podstawie CV i doświadczenia.
Ale, wiesz jak to w polskim biurze plotki mają własne życie, i gwałtownie wszyscy dowiedzieli się o romansie Andrzeja, wdowca po piętnastu latach starszego od Jagody, i tej ślicznotki od nas z recepcji. Tylko leń nie plotkował, nikt nie odpuścił okazji, żeby przeanalizować ten związek. Jagoda nigdy nie lubiła podkreślać swojej urody. Była przekonana, iż dostała się do firmy za umiejętności, nie za ładne oczy, ale plotkary myślały swoje!
Ledwo dwa lata minęły od śmierci żony Andrzeja, a już nową żonę sobie znalazł! szeptały.
Pierwsza żona, Maria bizneswoman, która zostawiła mu firmę i spory majątek po tragicznej śmierci. Andrzej był przez chwilę takim wdowcem, który owiewał się aurą tajemnicy, więc wszystkie panie z okolicy nie mogły od niego oderwać wzroku. Zamiast być podrywaczem, przyciągał niezamierzenie swoim kontem w banku, a nie wyglądem czy gadką.
A jak się poznali? Prozaicznie, ale prawdziwie po polsku Andrzej zahaczył w Biedronce Jagodę wózkiem i podarł jej rajstopy oraz zabrudził zamszowe pantofle. Jeszcze na dodatek nawrzucał jej za to, iż wpycha się w kolejkę!
Ale Jagoda nie dała sobie w kaszę dmuchać. Tak się postawiła, iż w końcu to on opłacił jej zakupy, a zaraz potem biegał za nią po całej galerii handlowej, żeby ją przeprosić.
Przepraszam, naprawdę kiepski miałem dzień… mogę pomóc z siatkami? próbował.
Dziękuję, sama sobie poradzę, jestem autem odburknęła. Oczywiście auta nie miała, ale poczekała aż zniknie, i pójdzie sobie na przystanek niestety, Andrzej pojechał tą samą drogą i zobaczył ją na autobusie.
Wsiadaj, odwiozę cię.
Dziękuję, poczekam na autobus.
Nie, serio, nie odjadę, aż nie wsiądziesz… Ustawił się autem tak, iż wszyscy z przystanku zaczęli ją przekonywać, żeby wsiadła, bo zatrzymuje autobus!.
No i w końcu poddała się. A potem? Okazało się, iż Andrzej to całkiem w porządku facet, jeżeli akurat nie taranuje ludzi wózkiem. Polubili się. On jednak od razu zakochał się, choć po śmierci Marii sądził, iż już z nikim nie będzie.
Jagoda nie była podobna do Marii ani z wyglądu, ani z charakteru. Ale… miała w sobie to coś, co go przyciągnęło. Odszukał ją, pojawiał się codziennie pod jej klatką, w końcu poszli razem na randkę. Trochę później dostała się do pracy w jego firmie przypadek? Może. Andrzej w ogóle się tym nie przejmował, co ludzie myślą. Był zakochany i nie wstydził się tego.
Nie obrzucał jej drogimi prezentami, ale zawsze okazywał uwagę. Jagodzie podobało się, jak Andrzej na nią patrzył, ale nie ukrywajmy duże mieszkanie w centrum Warszawy, piękny samochód i perspektywa spokojnej przyszłości też swoje robiły. gwałtownie przeprowadziła się do niego i poznała jego mamę Zofię Wacławownę.
Pani Zofia była cichą, spokojną osobą, która po śmierci synowej wprowadziła się do Andrzeja. Gotowała, prasowała mu koszule, zajmowała się domem. Jagodzie to nie przeszkadzało, dobrze jej było na obiedzie u teściowej i nie zamierzała walczyć o domową władzę. I wszystko byłoby idealnie… gdyby Andrzej w końcu nie zechciał się oświadczyć.
Było coś, co ją gryzło Andrzej ciągle nosił obrączkę po zmarłej żonie.
przez cały czas czuję z Marią jakąś więź zwierzał się Jagodzie.
To jej się nie podobało, więc poprosiła go: Zdejmij ją, proszę.
No dobrze… jeżeli tak chcesz… zgodził się Andrzej.
Już myślała, iż to koniec starych spraw. Ale gdy przyszedł czas na zaręczyny Och, usłyszysz zaraz! Kolacja w restauracji, muzyka na żywo, lampka wina, a na dnie kieliszka… zabytkowa rodzinna obrączka z diamentem! Jagoda się zakrztusiła!
Wyjdziesz za mnie? spytał Andrzej, próbując jej włożyć pierścionek na palec, ale ona tylko odepchnęła jego rękę.
Nie.
Jak to nie?! naprawdę się tym przejął.
Nie będę nosić tej obrączki.
Przecież to unikat rodzinny! choćby nie wiesz ile warte! zirytował się.
To nie pieniądze, Andrzej. Nie chcę nosić czegoś po twojej zmarłej żonie.
Ale czemu?!
Przesąd. Uważam, iż to zła wróżba.
Nie bądź śmieszna!
Może jeszcze w jej sukni mam wystąpić? Twoja mama mówiła, iż jest pochowana gdzieś w szafie.
Suknię możemy kupić nową, ale obrączki nie zamierzam no, pierścionek, to była prawdziwa perełka… Takiej roboty teraz nie robią.
Nie. Po prostu nie chcę czegoś cudzej energii na sobie. Zresztą sama wiesz, mówiłam ci to dodała Jagoda.
To twoje ostateczne?
Tak. Przepraszam wstała, wieczór uznała za przegrany.
Andrzej tylko mruknął: Może lepiej, żebyśmy zrobili przerwę.
Chyba masz rację.
Jagoda poszła do rodziców do domu, bo nie wiedziała, co dalej. Rodzice oczywiście od razu Córciu, jesteś taka piękna, a pchasz się w taki związek? Po co ci ten Andrzej, starszy, wdowiec i tak przywiązany do przeszłości?. Nie wiedziała, co powiedzieć. Andrzej nie odzywał się do niej, ona też nie szukała z nim kontaktu. W pracy wszyscy szeptali, iż się rozstali, a Andrzej chodził zły, choćby matka dostała burę, kiedy próbowała z nim porozmawiać.
Aż w końcu Zofia Wacławowna wzięła sprawy w swoje ręce i poszła do Jagody do mieszkania.
Zosiu?! Jagoda zdziwiona otworzyła drzwi.
Cześć, kochanie, jak się czujesz?
Trochę chora jestem…
Dlatego nie mieszkasz z nami? Żeby nas nie zarazić? wnikliwie spojrzała jej w oczy.
To nie do końca tak Jagoda zrobiła się czerwona.
Wróć do domu, Andrzej bez ciebie zwariuje!
Nie widać tego wymamrotała.
Dziecko, on dumny jest, choćby mi nie powiedział co się stało! Ale widzę, iż cierpi. Więc powiedz, co się wydarzyło?
Chce, żebym nosiła ten pierścionek rodzinny, który już wcześniej należał do jego żony
Czyli gdyby nie to, wszystko byłoby dobrze?
Nie wiem Chyba trzeba się go pozbyć, sprzedać, kupić coś swojego. Ja nie dam rady żyć w cieniu tamtej kobiety. Tyle się mówi, iż klejnoty przejmują energię, a ja nie chcę jej czuć wokół siebie.
Masz rację, kochana. Myślę, iż Andrzej nie jest gotów na nowy związek. Ciągle nie potrafi się pożegnać z Marią, choć kocha ciebie…
Na przeszłości nowego szczęścia nie zbudujemy… powiedziała Jagoda.
No trudno, dziękuję Zosiu, iż przyszłaś. Miło było cię widzieć.
Minął tydzień L4, a Jagoda ciągle nie chciała wracać do pracy. W końcu postanowiła: Rzucam to, niech się wali, idę dalej!. Napisała wypowiedzenie i zaniosła je do Andrzeja. On tylko podpisał, milcząc ale dostrzegła, jak w świetle lampy rozbłyskuje na jego palcu obrączka Marii.
Andrzeju, masz czterdzieści parę lat, a zachowujesz się jak dziecko wyrzuciła mu na pożegnanie.
Ty jesteś winna! Żadna dotąd mi się nie sprzeciwiła rzucił urażony Andrzej.
Nie odpowiedziała. Miała poczucie, iż zrobiła dobrze. Na duszy lżej, zero wątpliwości. Andrzej tymczasem dalej się dąsał, obrażony na cały świat, nie rozumiejąc, dlaczego Jagoda nie doceniła takiej partii.
No i widzisz, czasem wystarczy mała obrączka i okazuje się, iż najważniejsze są sprawy, których nie da się zważyć ani wycenić, choćby w złotówkach.





