Renacie zazdrościły koleżanki z pracy i przyjaciółki uwiodła starszego, dobrze sytuowanego mężczyznę. Andrzej był od niej o piętnaście lat starszy i zarządzał firmą, w której ona właśnie rozpoczęła pracę.
Ledwo co przyszła, a już za mąż wychodzi szeptano za jej plecami na przerwie na kawę.
Z prowincji do centrum Warszawy, no patrz!
Idealny przykład.
Sama Renata nie chciała jednak afiszować się ze swoim związkiem z szefem. Ich znajomość zaczęła się jeszcze zanim została jego pracownicą. Co więcej, gdy aplikowała na stanowisko, nie miała pojęcia, iż to on jest właścicielem firmy na rozmowę kwalifikacyjną szła w ciemno. Mimo to, niemal natychmiast, zatrudniono ją choć Andrzej tłumaczył, iż sam nie brał w tym udziału, a rekrutacja była uczciwa i decydował wyłącznie dział HR na podstawie doświadczenia i CV.
O wszystkim dowiedziała się później, po czym poprosiła Andrzeja, by ich relacja pozostała tajemnicą. Ale w pracy każda tajemnica gwałtownie wychodzi na jaw. O ich romansie wiedzieli wszyscy, a tematem tabu stali się wyłącznie dla tych, których plotki nie interesowały. Renata nigdy nie była zarozumiała i szczerze wierzyła, iż zasłużyła na tę posadę swoimi kompetencjami, a nie urodą. Jednak współpracownice myślały inaczej.
Dwa lata nie minęły od śmierci Katarzyny, a Andrzejek już na nową żonę się szykuje.
Poprzednią żoną Andrzeja była Katarzyna, niegdyś właścicielka firmy i kobieta z wielką klasą. Przeżyli razem dekadę, potem Katarzyna tragicznie zginęła, zostawiając mężowi firmę i cały majątek.
Po jej śmierci Andrzej stał się kawalerem na wydaniu i choć kreował się na zamkniętego w sobie, zbolałego wdowca, w oczach pań z biura tylko pociągał tajemniczością.
Jaki wierny…
Jak bocian! wzdychały panie przy ekspresie do kawy.
Nie był typem amanta, urokiem osobistym raczej nie porażał kobiety przyciągało do niego raczej saldo konta i apartament w centrum stolicy. Ale Renata naprawdę zakochała się w nim nie przez pieniądze.
Poznali się zupełnie przypadkowo popchnął ją wózkiem w supermarkecie przy kasach: porwał rajstopy, przygniótł nowe zamszowe buty a jeszcze nakrzyczał, bo myślał, iż przepycha się bez kolejki.
Renata nie dała sobie w kaszę dmuchać, odpowiedziała ostro, aż w końcu Andrzej, zawstydzony, zapłacił za jej zakupy i gonił przez pół centrum handlowego, żeby przeprosić.
Proszę mi wybaczyć, naprawdę dzisiaj fatalny dzień miałem, tłumaczył się Andrzej. Może poniosę za panią zakupy?
Dziękuję, poradzę sobie, mam samochód, odparła Renata.
W rzeczywistości żadnego auta nie miała; odczekała aż zniknie jej z oczu i wyszła na przystanek. Niestety, a może i na szczęście, Andrzej jechał tą samą drogą i zobaczył ją czekającą na autobus.
Wsiadajcie, podwiozę.
Dziękuję, naprawdę nie trzeba.
Nie odjadę, póki nie wsiądzie pani do samochodu upierał się, blokując dojście do autobusu, a cała kolejka współpasażerów przekonywała, by usiadła dla spokoju ogółu.
Renata przystała. I wtedy odkryła, iż kiedy nie krzyczy i nie pcha wózkiem po nogach, Andrzej to całkiem przyjemny człowiek. choćby pomyślała, iż w innych okolicznościach mogliby się zaprzyjaźnić. ale Andrzej chciał więcej. Po śmierci Katarzyny był pewny, iż nie znajdzie odpowiedniej żony aż pojawiła się Renata. Zupełnie inna od Katarzyny.
A jednak czymś go zaczarowała. Na tyle, iż zdobył jej adres i codziennie czekał pod drzwiami jej mieszkania, aż w końcu zgodziła się na randkę. Niedługo potem zatrudniła się w jego firmie. Zbieg okoliczności? Nie wiadomo.
Andrzej nie przejmował się plotkami. Był wyraźnie szczęśliwy i nie ukrywał uczuć. Rozpieszczać narzeczonej drogimi prezentami nie zamierzał, ale swoją obecność, uwagę i miłość oferował bez ograniczeń.
Renacie po prostu podobało się, jak na nią patrzy i… mieszkanie w centrum, wygodne auto, finansowe bezpieczeństwo, które jej obiecywał. Bez długich rozważań przeprowadziła się do niego i poznała jego mamę, Zofię Wacławownę.
Zofia była cichą, godną kobietą i we wszystkim słuchała syna. Po śmierci żony Andrzej sprowadził mamę do siebie gotowała, prała, dbała o dom. Pojawienie się Renaty nie zakłóciło jej układu. Dziewczyna nie zamierzała rywalizować o tytuł gospodyni i z przyjemnością jadła wszystko, co ugotowała przyszła teściowa.
I wszystko układało się idealnie… aż Andrzej postanowił się oświadczyć.
Renacie przeszkadzało jedynie, iż nosił na palcu ślubną obrączkę choćby po śmierci Katarzyny.
Czuję nić łączącą mnie z Kasią zwierzył się raz.
To Renatę bardzo irytowało, więc poprosiła, żeby zdjął obrączkę.
Dobrze zająknął się Andrzej, jeżeli ci to przeszkadza, zdejmę.
Przecież już nie jesteś z nią w związku, a ja nie zamierzam być tą trzecią powiedziała wyraźnie, więc Andrzej się zgodził. Schował obrączkę i nie wracał do tematu. Do czasu zaręczyn.
W dzień, gdy Andrzej zamierzał się oświadczyć, wyciągnął z sejfu szkatułkę był przekonany, iż pierścionek rodzinny z pięknym brylantem ją zachwyci.
Wszystko było jak z filmu: elegancka restauracja po Rynku, muzyka na żywo, kieliszek wina, a w jego głębi lśniący pierścionek.
Renata ledwo się nie zakrztusiła, gdy odkryła biżuterię.
Wyjdź za mnie powiedział Andrzej i już chciał wsunąć pierścionek na jej palec. Ale ona odepchnęła delikatnie jego rękę.
Nie.
Słucham? nie dowierzał Andrzej.
Nie założę tego pierścionka.
Ale to nasza rodowa pamiątka! Takiego nigdzie nie znajdziesz! Wiesz, ile on jest wart?! żachnął się.
Nie obchodzi mnie wartość. Nie założę czegoś, co nosiła twoja zmarła żona.
Dlaczego?
Bo to zły znak.
Nie bądź przesądna!
Może jeszcze każesz mi założyć jej suknię ślubną? Twoja mama mówiła, iż wciąż leży gdzieś w pawlaczu
Suknię możemy kupić nową. Ale taki pierścionek to rzadkość. Popatrz jaka robota, jakie złoto! Nie ma takich…
Nie chcę i koniec. I nie chcę widzieć tej starej obrączki na twoim palcu, wskazała. Przecież znasz moje zdanie.
To twoja ostateczna decyzja? spytał Andrzej już szorstko.
Tak. Przepraszam, powiedziała cicho i wstała od stołu. Wieczór był zrujnowany.
Myślę, iż powinniśmy zrobić sobie przerwę mruknął Andrzej.
Też nad tym myślałam.
Renata odeszła, a on nie zatrzymał jej. Muzyka grała dalej, kelner przyniósł ciepłe dania a pierścionek został nieruchomo w pudełku.
W pracy Renata unikała szefa jak ognia. Andrzej natomiast niemal nie wychodził z gabinetu. Po pracy Renata pojechała do rodziców. Przyjęli ją serdecznie, sugerując rozstanie i poszukanie kogoś w swoim wieku.
Jesteś piękna, mądra! Po co ci taki Andrzej? Starszy o tyle lat, wdowiec do tego!
Renata milczała. Nie wiedziała, co zrobić. Z jednej strony Andrzej był odpowiedzialny, troskliwy, ale z drugiej, jego przywiązanie do przeszłości ją przerażało.
Kilka dni trwało zawieszenie. Andrzej nie dzwonił, Renata coraz rzadziej pojawiała się w pracy i ostatecznie wzięła L4, źle się czując. W biurze krążyły plotki, iż szef porzucił swoją piękną wybrankę.
Sam Andrzej dolał oliwy do ognia chodził do pracy w ponurych nastrojach, nerwowy, często podnosił głos na pracowników. choćby wobec matki, Zofii Wacławówny, był nieprzyjemny. Próbowała rozmawiać, ale odprawił ją zdawkowo i nieuprzejmie.
Zatroskanej matce wyraźnie nie podobała się sytuacja. Widziała, jak Andrzej cierpi, ale nie potrafi zrobić pierwszego kroku więc postanowiła sama odwiedzić Renatę.
Zofia Wacławówna? Renata otworzyła zaskoczona drzwi.
Dzień dobry, Renatko. Jak się czujesz?
Trochę przeziębiona.
To dlatego tutaj się zaszyłaś? Żeby nas nie zarazić? uśmiechnęła się z przekąsem.
Niezupełnie, Renata poczerwieniała.
Wracaj już do domu… Andrzejek za tobą wariuje.
Chyba nie bardzo burknęła.
Tylko jest dumny. choćby mi nie powiedział, o co się pokłóciliście. Przecież się kochacie! naciskała Zofia.
On chce, żebym nosiła pierścionek po swojej byłej żonie.
To znaczy, iż gdyby nie pierścionek, wszystko byłoby dobrze?
Trzeba się go pozbyć… sprzedać, kupić nowy. Nie potrafię się pogodzić z myślą, iż noszę coś po innej kobiecie. Kamienie chłoną ludzką energię.
Przyznaję ci rację, Renatko. Andrzej po prostu nie jest gotowy na nowy początek. Nie potrafi pożegnać przeszłości, choć naprawdę cię kocha.
Na starych ruinach nowego domu się nie zbuduje, Zofio powiedziała smutno Renata. Dziękuję za rozmowę i odwiedziny. Miło było panią widzieć.
Zofia wyszła zasmucona. Czuła, iż powód ich kłótni był drobiazgowy, ale bardzo głęboko zakorzeniony.
Renacie kończyło się L4, trzeba było wrócić do pracy. Samo myślenie o spotkaniu z Andrzejem ją paraliżowało. Przez cały czas choćby nie zadzwonił. Bolało ją to i wtedy postanowiła: pisze wypowiedzenie i szuka szczęścia gdzie indziej.
Andrzej podpisał wypowiedzenie bez słowa, siedząc za biurkiem, urażony jak dziecko.
Taki dorosły, a zachowujesz się jak nastolatek rzuciła odchodząc.
Sama sobie jesteś winna! Nikt dotąd mi nigdy nie odmówił…
Nie skomentowała. Wtedy uświadomiła sobie, iż dobrze zrobiła. Zobaczyła na jego palcu znajome lśniące oczko starej obrączki, kiedy podpisywał dokument odejścia.
Postąpiłam słusznie. On nigdy nie puści swojej żony pomyślała i poszła pakować rzeczy. W sercu poczuła ulgę i po raz pierwszy była pewna swojej decyzji. A Andrzej jeszcze długo chodził obrażony, nie mogąc zrozumieć, dlaczego Renata nie doceniła jego uczuć i nie przyjęła oświadczyn idealnego narzeczonego.





