Kościół Wszystkich Świętych w Słupi. O starcu dźwigającym chrzcielnicę, organach i złocie

kulturaupodstaw.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: fot. M. Adamczewska


Słupia położona jest nad Jeziorem Strykowskim w gminie Stęszew. Miejscowość ta ma zamierzchłą historię, pamięta jeszcze czasy Mieszka Starego. Jego żona Elżbieta, nazywana Węgierską, była córką króla Węgier, choć historycy nie są zgodni, którego. Według najstarszych zapisów to właśnie ona przekazała Słupię Klasztorowi Benedyktynów w Lubiniu.

fot. M. Adamczewska

W późniejszych wiekach wieś należała do biskupów poznańskich, a następnie, aż do kasaty zakonu, pozostawała własnością jezuitów. Później przechodziła kolejno w ręce Radolińskich, Małachowskich i Bielickich.

W XIX wieku stała się częścią majątku Jeziorki, którego właścicielem był Heinrich Tiedemann-Seeheim, jeden z założycieli Hakaty – organizacji popierającej germanizację ziem polskich zaboru pruskiego.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstał pierwszy kościół w Słupi. Wiadomo natomiast, iż kolejną, drewnianą świątynię wznieśli jezuici. Ze starszego kościoła przeniesiono później część wyposażenia, między innymi ołtarze Matki Bożej Bolesnej i św. Izydora Oracza, chrzcielnicę oraz organy.

Na początku XIX stulecia drewniany kościół znajdował się już w bardzo złym stanie. W 1829 roku zamknięto go ze względów bezpieczeństwa. Po dwudziestu latach wzniesiono niewielką, tym razem murowaną świątynię. Pod koniec XIX wieku rozpoczęto starania o jej rozbudowę, ponieważ parafia liczyła już ponad dwa tysiące wiernych. Spory urzędnicze i próby uzyskania zgody trwały prawie dwadzieścia lat. Przeciwny inwestycji był między innymi Heinrich Tiedemann. Dopiero interwencja u najwyższych władz pruskich przyniosła skutek. W 1912 roku rozpoczęto prace prowadzone przez Stefana Cybichowskiego według projektu Rogera Sławskiego.

fot. M. Adamczewska

Dzwonnica powstała wcześniej, w 1874 roku, kiedy proboszczem był ksiądz Józef Dynkowski.

Jak zapisano w kronice parafialnej, przed jej wybudowaniem „na wstyd i hańbę dwa dzwony wisiały na topoli”. Jeden z nich został wywieziony przez Niemców podczas I wojny światowej.

W 1913 roku ze składek parafian wzniesiono także Dom Katolicki. Mieściła się w nim sala ze sceną, na której organizowano przedstawienia, akademie i zabawy. Przed II wojną światową działało tam również kino parafialne. Aparaturę projekcyjną zabrano podczas okupacji.

Rozbudowa kościoła polegała między innymi na podwyższeniu nawy głównej, która otrzymała sklepienie kolebkowe, a w nawach bocznych, oddzielonych rzędami kolumn, wykonano stropy kasetonowe. Sklepienie to pokryto wspaniałą dekoracją malarską około 1930 roku, wykonaną według projektu Romana Łuczaka. O artyście tym niestety wiadomo niewiele.

fot. M. Adamczewska

Działał w Poznaniu w okresie międzywojennym i zajmował się między innymi dekoracją wnętrz sakralnych.

W Słupi pozostawił rozbudowaną kompozycję malarską wypełniającą płyciny sklepienia. Architektoniczne i malarskie obramowania wypełniają symetryczne ornamenty roślinne, palmety, rozety i wijące się wici. To wszystko na tle ugrów i złoconych płycin. Oprócz misternych ornamentów są jeszcze medaliony i przedstawienia symboliczne, między innymi pelikan karmiący pisklęta własną krwią i Najświętsze Serce Jezusa. A nad chórem muzycznym aniołowie spoglądają znad prospektu organowego.

Wyrazistość kolorów i wiele odcieni złota we wnętrzu zawdzięczamy wieloetapowej konserwacji, która przywróciła polichromiom ich dawny blask. A kto wie, może teraz wygląda to jeszcze piękniej niż pierwotnie…

fot. M. Adamczewska

Kilka pytań do proboszcza kościoła w Słupi, ks. Mirosława Skórnickiego

J.J.: Przy wyjściu z zakrystii widnieje napis, by pod żadnym pozorem nie czyścić wodą złoceń, chrzcielnicy ani ołtarza. Czym zatem należy czyścić takie powierzchnie?

M.S.: W zupełności wystarczy sucha ściereczka. Złoto jest bardzo delikatne.

Woda, a tym bardziej środki chemiczne, mogłyby uszkodzić jego strukturę. Warto o tym przypominać.

J.J.: Chrzcielnica – figura mężczyzny dźwigającego czaszę – jest starsza od obecnego kościoła i stanowiła wyposażenie wcześniejszej świątyni. Kiedy porówna się jej dzisiejszy wygląd ze zdjęciem wykonanym przed renowacją, można zrozumieć, co naprawdę oznacza określenie „przywrócić blask”. W jakim stanie znajdowała się chrzcielnica przed rozpoczęciem prac?

M.S.: Chrzcielnica jest jednym z najstarszych elementów wyposażenia naszego kościoła. Informacja o niej pojawia się w aktach wizytacyjnych biskupa Stanisława Dominika Kaczkowskiego z 1737 roku. Była we wnętrzu drewnianego kościoła, zbudowanego jeszcze w 1729 roku przez jezuitów. Przed renowacją była pomalowana farbą olejną.

J.J.: W jakim stanie znajdowały się polichromie na sklepieniu nawy głównej oraz w nawach bocznych przed rozpoczęciem konserwacji?

M.S.: Część polichromii była pokryta zabrudzeniami, a tynki na ścianach i sklepieniach bocznych kaplic wymagały pilnej interwencji konserwatorskiej ze względu na upływ czasu i działanie wilgoci. Konserwacji poddano również główne i boczne drzwi kościoła.

fot. M. Adamczewska

Stan wnętrza przed rozpoczęciem prac przez cały czas można zobaczyć i porównać z odrestaurowanymi fragmentami, ponieważ część polichromii nie została jeszcze poddana konserwacji.

J.J.: Jak długo realizowane są dotychczasowe prace konserwatorskie i na jakie etapy zostały podzielone?

M.S.: Prace rozpoczęły się w 2018 roku. Jako pierwszy odrestaurowano obraz św. Izydora z ołtarza bocznego w nawie północnej, w kolejnych latach konserwacji poddano inne elementy tego ołtarza, ołtarz główny, sklepienie nawy głównej, chrzcielnicę, medaliony w prezbiterium, fragment sklepienia w nawie północnej, a ostatnio część sklepienia w nawie południowej. Za dwa tygodnie do kościoła powróci również ołtarz Matki Bożej Szkaplerznej z nawy południowej.

J.J.: Wnętrze kościoła wygląda dziś wspaniale. Szczególne wrażenie robią polichromie na sklepieniu, które w zależności od pory dnia i roku wyglądają nieco inaczej. Co jeszcze pozostało do odrestaurowania?

M.S.: Trzeba dokończyć konserwację ostatniego przęsła nad chórem. Prace te zostaną połączone z renowacją prospektu organowego, który również został kiedyś pomalowany popielatą farbą olejną. Na konserwację czekają także kolejne elementy w nawie bocznej. Cieszy mnie jedna, iż blask naszego kościoła został już w dużej mierze przywrócony.

Idź do oryginalnego materiału