Dziś rano wcisnąłem przycisk w kluczyku, a samochód mrugnął światłami. Na masce czarnego lexusa leżał bury kot i miał absolutnie gdzieś alarm, mnie i cały ten podziemny parking o siódmej czterdzieści. Kot leżał idealnie na środku. Wyciągnął przednie łapy, położył na nich głowę i przymknął oczy. Jakby to nie była maska cudzego auta, tylko ciepły […]