Kto spał na moim łóżku i pogniótł je… Opowiadanie o tym, jak kochanka męża była kilka starsza od …

polregion.pl 6 dni temu

Kto spał na moim łóżku i je pogniotł Opowieść.

Kochanka mojego męża była zaledwie parę lat starsza od naszej córki okrągłe, dziecinne policzki, naiwne spojrzenie, kolczyk w nosie (gdy nasza córka zapragnęła taki mieć, Wiktor wpadł w szał i stanowczo jej zabronił). Trudno było się na taką gniewać patrzyłem na jej sine, nagie nogi i na zbyt krótką kurtkę, i miałem ochotę rzucić kąśliwie: jeżeli zamierzasz rodzić temu durniowi dzieci, kup sobie zimową kurtkę i zakładaj rajstopy pod dżinsy. Oczywiście, nic nie powiedziałem. Po prostu wręczyłem Anecie klucze, zabrałem dwie torby z resztkami rzeczy i ruszyłem na przystanek.

Panie Mariuszu, co to za szuflada pod blatem w kuchni? krzyknęła dziewczyna. Tam się trzyma talerze?

Nie wytrzymałem i odparłem z przekąsem:

Przez lata chowałem tam zwłoki kochanek Wiktora, ale ty możesz tam zmywać naczynia.

Nie czekałem na odpowiedź ani nie spojrzałem na jej przestraszoną twarz. Zadowolony z siebie, zszedłem po schodach. No cóż dwadzieścia lat małżeństwa poszło na marne.

O tym, iż Wiktor ma kochankę, pierwsza dowiedziała się nasza córka, Zosia. Postanowiła opuścić lekcje w liceum, wróciła do domu myśląc, iż nikogo nie zastanie. Napotkała młodą nimfę, która piła kakao z jej ulubionego kubka. Ubrana była dość skąpo, a w łazience chlupał się ojciec. Zosia, bystra dziewczyna, od razu się domyśliła i zadzwoniła do mnie:

Tata chyba ma kochankę, ma moje kapcie na nogach i pije z mojego kubka!

Jak w bajce, pomyślałem z gorzkim uśmiechem, pamiętając, iż córka była bardziej zasmucona naruszeniem swoich rzeczy niż zdradą ojca. Kto spał na moim łóżku i je pogniotł

Ja, w przeciwieństwie do córki, zniosłem to spokojniej. Jasne, mój honor ucierpiał ona była młoda i atrakcyjna, a ja już nie miałem figury dwudziestolatka, z fałdkami i cellulitem, znakami czterdziestolatka. Ale poczułem ulgę ile lat trwały te dziwne nocne telefony, nieprzewidywalna praca, paragony z kawiarni, do których mnie nigdy nie zabrał Nigdy nie udało mi się go złapać na gorącym uczynku, Wiktor umiał wszystko tak zaaranżować, iż to ja byłem winny, gdy go podejrzewałem.

To pierwszy raz bezczelnie kłamał. Coś mi się stało, jakby kometa mi na głowę spadła.

Tą kometą okazała się recepcjonistka z hotelu, gdzie był na delegacji w Krakowie. Miała dwadzieścia lat i, poza ładną buzią, kilka prezentowała. Chyba i rozumu nie za wiele, skoro postanowiła przyjechać za Wiktorem do Warszawy, gdzie wynajęła za odłożone złote obskurny pokój. Spotykali się więc w jego mieszkaniu można się wykąpać, zrobić pranie. A ja się dziwiłem, czemu moja pralka ciągle chodzi na szybkim trybie, zamiast mieszane tkaniny!

Mieszkanie Wiktora było jeszcze po jego ojcu, sprzed naszego ślubu. Gdy postanowiłem wnieść pozew o rozwód, musiałem się wyprowadzić z Zosią do mojego mieszkania po babci, na obrzeżach Warszawy. Córka była wściekła jak tu dojeżdżać do szkoły!

Zamieszkaj z nami zaproponował Wiktor, za co dostał kolejną porcję obelg. Przynajmniej Zosia potrafiła powiedzieć mu wprost, co o nim myśli.

Na początku nie było łatwo nowe trasy, nowe sklepy, droga do pracy i szkoły trwała godzinę. Ale przywykliśmy, Zosia dostała się do technikum, do którego jeździło się dwa razy szybciej. Nie było kiedy rozpaczać codzienne kłopoty i egzaminy wypierały smutki, a kiedy minęły, nie chciało się już wracać do przeszłości.

Aneta dzwoniła do mnie kilka razy pytała, jak piec ciasto i gdzie wkłada się tabletkę do zmywarki. Raz choćby przyjechała, żeby przynieść zapomniane zdjęcia, potrzebne do matury. Wiktor nie mógł (albo się bał), ja leżałem z grypą, a Zosia za nic nie chciała jechać do starego mieszkania, twierdząc, iż wpływa to źle na jej psychikę.

Miło tu u was wymamrotała Aneta, patrząc na wytarte tapety i staromodne lampy.

Tylko się uśmiechnąłem owszem, miło, co tu dużo mówić. Tam nowoczesność, wygoda, dwadzieścia lat mojej pracy. Trudno, niech korzystają.

Właśnie ten incydent zemścił się na mnie po roku. Wieczorem, nagle, usłyszałem szczęk zamka.

Do ciebie ktoś? spytałem Zosię.

Ona tylko otworzyła szeroko oczy.

W drzwiach stała Aneta zapłakana, z rozmazanym tuszem i cieniami. W ręku miała sportową torbę.

Co się stało z Wiktorem? spytałem zaniepokojony.

Zastałam go z sekretarką! zawyła. Chciałam zrobić niespodziankę, bo miał siedzieć do późna, a

Rozpłakała się znów jak dziecko, chowając twarz w dłoniach.

A czego chcesz ode mnie? powiedziałem ze zrozumieniem, widząc wypchaną torbę.

Czy mogę u was przenocować? Nie mam pieniędzy. Jutro jadę do mamy pociągiem.

Ale za co pojedziesz, skoro nie masz złotych?

Myślałam, iż mi pan pożyczy.

Nie wiedziałem, czy śmiać się czy płakać.

Zosia zrobiła to za mnie.

Wynocha stąd! powiedziała z pogardą, dorzucając kilka słów, których jeszcze przy mnie nie używała.

Spojrzałem na nią z dezaprobatą.

Wejdź, Aneta powiedziałem. Jest noc, nie wygonię cię na ulicę.

Potem było jeszcze gorzej.

Córka zbulwersowana oświadczyła, iż albo ona, albo ja. Rozłożyłem ręce jesteś dorosła, rób, co chcesz. Chcesz, jedź do ojca.

Potrzebuję waszego ojca jak dziury w moście! Jadę do Natalii!

Wezwałem Zosi taksówkę do koleżanki. Przez noc poiłem nieszczęsną kochankę herbatą i nalewką z melisy. Przez rok życia w Warszawie nie znalazła przyjaciół, pracy, tylko dorobiła się nowego kolczyka w języku. Złotówki oczywiście jej pożyczyłem nie będę jej przecież trzymał u siebie. Zawiozłem choćby na dworzec, żeby się nie zagubiła.

Aneta długo mi dziękowała, przepraszała i obiecywała poprawę pójść się uczyć i nie wdawać się w romanse z żonatymi mężczyznami.

Mama zawsze mówiła, iż jestem roztrzepana. Miała rację, jak się okazuje.

Nie machałem jej z pociągu to już przesada. Z córką gwałtownie się pogodziliśmy, chociaż wciąż nie rozumiała, jak mogłem wpuścić tę rozbijaczkę rodziny do naszego mieszkania. Głaskałem ją po puszystych włosach i mówiłem:

Zrozumiesz, jak będziesz starsza.

Wiktor zadzwonił za tydzień. Stwierdził, iż wszystko zrozumiał, zerwał z Anetą i jest gotów się pogodzić.

To koszule się skończyły czyste? sarkastycznie zapytałem.

No tak westchnął były mąż. A ona choćby prać nie umie, od roku chodzę w brudnych ciuchach.

Nie wróciłem do niego. I nie triumfowałem. Ale muszę przyznać po wszystkim poczułem się lekki na duszy, zacząłem się częściej uśmiechać. Wziąłem ze schroniska psa, wieczorami chodziłem z nim na spacery. Poznałem sympatycznego sąsiada dziesięć lat starszego, ale ja też nie jestem już młodzieniaszkiem. Życie poszło swoją drogą.

Nauczyłem się, iż warto odpuścić przeszłość, bo wolność i własny spokój są najcenniejsze.

Idź do oryginalnego materiału