Kto leżał na moim łóżku i je rozgniótł Wspomnienie.
Kochanka mojego męża była ledwie parę lat starsza od naszej córki pulchne policzki niczym dziecięce, naiwne spojrzenie spod długich rzęs, a w nosie kolczyk (gdy nasza córka zapragnęła podobnego, Marek strasznie się oburzył i kategorycznie zabronił). Trudno było się na taką gniewać Jadwiga patrzyła na jej sine, bose nogi, za krótką kurtkę i sama miała ochotę rzucić kąśliwym: jeżeli planujesz urodzić temu głupcowi dzieci, kup sobie porządny płaszcz i załóż rajstopy pod spodnie. Oczywiście nic nie powiedziała. Jadwiga tylko wręczyła Karolinie klucze, chwyciła dwie torby ze swoimi ostatnimi rzeczami i ruszyła na przystanek autobusowy.
Pani Jadwigo, a co to za szuflada pod blatem w kuchni? zawołała dziewczyna za nią. Do trzymania naczyń?
Jadwiga nie powstrzymała się i rzuciła przez ramię:
Zwykle trzymałam tam trupy kochanek Marka, ale ty możesz tam spokojnie myć talerze.
Nawet nie czekała na odpowiedź, nie spojrzała na przestraszoną minę Karoliny, tylko zadowolona z siebie zeszła po schodach. I tyle dwadzieścia lat życia przepadło, przeminęło z wiatrem.
O tym, iż Marek ma kochankę, pierwsza dowiedziała się nasza córka. Zdecydowała się opuścić lekcje w liceum, wróciła do domu, myśląc iż jest pusty, a tam zastała młodziutką nimfę popijającą kakao z jej ulubionego kubka. Biorąc pod uwagę, iż dziewczyna miała na sobie prawie nic, a w łazience szumiał prysznic pod którym kąpał się ojciec, nasza sprytna Zosia natychmiast domyśliła się wszystkiego, zadzwoniła do Jadwigi i powiedziała:
Mamo, chyba tata ma kochankę, bo chodzi w moich kapciach i pije z mojego kubka!
Popatrz, jak w bajce Jadwiga uśmiechnęła się w tamtej chwili, wspominając, jak bardzo córka przejęła się nie tyle zdradą ojca, co faktem, iż ktoś odważył się dotknąć jej rzeczy. Kto spał na moim łóżku i je rozgniótł
Jadwiga, w przeciwieństwie do córki, przyjęła sprawę dużo spokojniej. Choć jej duma trochę ucierpiała dziewczyna była młoda i śliczna, a na niej samej ciążął już balast lat, zbędne kilogramy, cellulit i inne mało przyjemne ślady czterdziestki. Poczuła jednak ulgę ileż lat trwało to dziwne nocne telefony, nagłe nadgodziny, paragony z warszawskich kawiarni, dokąd nigdy jej nie zabierał… Nigdy nie udało jej się złapać Marka na gorącym uczynku, bo wszystko sprytnie ukrywał, tak iż to ona czuła się jeszcze winna, jeżeli go podejrzewała.
To pierwsza taka bezczelnie kłamał Marek. Nie wiem, coś mi odbiło, jakby kometa z nieba spadła.
Kometa okazała się być pracownicą hotelu, gdzie Marek nocował podczas delegacji. Miała dwadzieścia lat i oprócz ładnej buzi nie wyróżniała się niczym szczególnym. Z rozumu też niewiele, bo przyjechała z Gdańska za Markiem do Warszawy, wynajmując za oszczędności mały, brudny pokoik. Spotykali się więc w mieszkaniu tam mogła się umyć, wyprać rzeczy. Nie dziwne, iż Jadwiga ciągle widziała pralkę nastawioną na szybki tryb, zamiast zwykłego programu mieszane tkaniny!
Mieszkanie należało do Marka i odziedziczył je po ojcu jeszcze przed ślubem. Kiedy Jadwiga zdecydowała się złożyć papiery o rozwód, musiała razem z córką przeprowadzić się do własnej kawalerki na obrzeżach Warszawy, po babci. Córka protestowała jak będzie do szkoły dojeżdżać!
To zamieszkaj z nami zaproponował Marek, dostając w odpowiedzi solidny wybuch oburzenia. Dobrze, iż chociaż córka miała odwagę mówić, co myśli.
Na początku było niewygodnie nowe połączenia, nowe sklepy, do pracy i szkoły jeździły godzinę. Potem się przyzwyczaiły Jadwiga po czasie znalazła inną pracę, Zosia dostała się do technikum, do którego jeździło się dwa razy krócej. Smucić się nie było kiedy codzienne kłopoty i egzaminy skutecznie pochłaniały całą uwagę, a gdy najtrudniejsze minęło, nie chciało się choćby myśleć o żalu.
Karolina parę razy dzwoniła do Jadwigi pytała, na jakim trybie piec ciasto, gdzie wkładać tabletkę do zmywarki. Raz choćby przyjechała przyniosła zapomniane zdjęcia, pilnie potrzebne na zakończenie roku. Sam Marek nie mógł (albo się bał), Jadwiga leżała z przeziębieniem, a Zosia nie chciała wracać do starej dzielnicy, bo twierdziła, iż to źle wpłynie na jej psychikę, a jeszcze czekał ją egzamin z informatyki.
Uroczo tu u was niepewnie powiedziała Karolina, rozglądając się po wyblakłych tapetach i staromodnej lampie.
Jadwiga tylko się uśmiechnęła tak, uroczo, nie ma co więcej mówić. Tam, w apartamencie, było nowocześnie i wygodnie, dwadzieścia lat pracy. Niech korzystają.
Ten przypadek miał jednak dla niej przykrą konsekwencję rok po tamtej chwili, późnym wieczorem ktoś przekręcił klucz w zamku.
To do ciebie? spytała Jadwiga córki.
Zosia zrobiła tylko wielkie oczy.
Na progu stała Karolina zapłakana, z rozmazanym tuszem i brokatem na policzkach, w dłoni torba sportowa.
Co się stało z Markiem? przestraszyła się Jadwiga.
Stało się! pociągnęła nosem dziewczyna. Złapałam go z sekretarką! Chciałam zrobić niespodziankę, bo pracował do późna i
Zaczęła znowu płakać, mało dojrzale, chowając twarz w dłoniach.
A czego ode mnie chcesz? spytała Jadwiga, już domyślając się, na co wskazuje wypchana torba.
Mogę u was przenocować? Nie mam grosza. Jutro pojadę pociągiem do mamy.
A za co pojedziesz, jeżeli nie masz pieniędzy?
Myślałam, iż mi pani pożyczy.
Jadwiga nie wiedziała: śmiać się czy płakać.
Za nią zdecydowała córka.
Wynoś się stąd! z oburzeniem powiedziała i dorzuciła kilka soczystych słów, których nigdy przed matką nie używała.
Jadwiga spojrzała na Zosię z dezaprobatą.
Wejdź, Karolina powiedziała. Noc, przecież nie wyrzucę dziewczyny na ulicę.
Potem było tylko trudniej.
Córka była tak oburzona, iż stwierdziła: albo ona, albo Karolina. Jadwiga rozłożyła ręce to twój wybór, jesteś dorosła. Chcesz, jedź do ojca.
Potrzebuję waszego ojca jak dziury w moście! Jadę do Natalki!
Trzeba było zamówić córce taksówkę na noc do przyjaciółki. A potem poić herbatą i uspokajać nieudolną kochankę, która przez rok życia w Warszawie nie zdobyła ani przyjaciół, ani pracy, tylko nowy piercing w języku. Pieniędzy Jadwiga oczywiście jej pożyczyła nie mogła przecież zostawić jej bez środków do życia. choćby na dworzec ją zawiozła, by się nie zgubiła.
Karolina długo jej dziękowała, przepraszała i obiecywała zacząć nowy rozdział nauka, żadnych żonatych mężczyzn.
Mama zawsze mówiła, iż jestem nieodpowiedzialna. Miała rację.
Odprowadzać jej na pociąg nie chciała na to nie było już siły. Z córką pogodziły się szybko, choć ta długo nie mogła pojąć jak matka mogła wpuścić tę rozbijaczkę do domu. Jadwiga głaskała ją po włosach, uśmiechała się i mówiła:
Zrozumiesz z czasem.
Marek zadzwonił tydzień później. Powiedział, iż wszystko przemyślał, rzucił Karolinę i chce znów być rodziną.
Co, koszule ci się skończyły? zapytała kąśliwie Jadwiga.
No tak westchnął były mąż. Ona nie umie prać, chodzę w plamach od roku.
Oczywiście, Jadwiga nie wróciła. I nie cieszyła się z krzywdy Karoliny. Ale musiała przyznać, iż po wszystkim jej nastrój bardzo się poprawił zyskała lekkość w myślach i w sercu, uśmiechała się coraz częściej. Przygarnęła psa, chodziła z nim wieczorami na spacery. Poznała sympatycznego sąsiada nie szkodzi, iż starszy od niej o dziesięć lat, przecież ona też nie jest już dziewczynką. I życie potoczyło się dalej swoim rytmem.

















