Kto spał na moim łóżku i zmiął pościel… Opowieść o kochance mojego męża młodszej od córki, której pozwoliłam przenocować, gdy została zdradzona, i która zapytała, czy w szafce pod blatem w kuchni można trzymać naczynia

twojacena.pl 9 godzin temu

Kto się wylegiwał na moim łóżku i je pogniotła Opowieść.

Kochanka mojego męża była ledwie starsza od naszej córki pucołowate, dziewczęce policzki, wielkie oczy, piercing w nosie (gdy moja córka wyraziła chęć na taki ozdobnik, mój mężuś dostał szału i ostro zakazał). Trudno było się wkurzyć na taką istotę Iwona patrzyła na jej sine, gołe nogi, cieniutką kurtkę i aż miała ochotę palnąć: jeżeli planujesz rodzić temu bałwanowi dzieci, kup sobie porządny płaszcz i rajstopy podłóż pod spodnie. Oczywiście nie powiedziała nic. Iwona po prostu oddała Zuzie klucze, chwyciła dwie torby z resztą swoich rzeczy i ruszyła na przystanek.

Pani Iwono, a co to za dziwna rzecz pod blatem w kuchni? zawołała dziewczyna za nią. Tam trzyma się naczynia?

Iwona nie wytrzymała, rzuciła przez ramię:

Zwykle tam ukrywałam zwłoki kochanek Tomka, ale możesz myć talerze.

Nie czekając na odpowiedź i choćby nie spoglądając na przerażoną minę Zuzy, Iwona z satysfakcją zeszła po schodach. No cóż oto koniec: dwadzieścia lat życia psu na budę!

O tym, iż Tomek ma kochankę, jako pierwsza dowiedziała się córka. Zawinęła się z lekcji, wróciła do domu przekonana, iż nikogo nie zastanie, a tam młoda nimfa, popijająca kakao z jej ulubionego kubka. Biorąc pod uwagę, iż nimfa była w stroju raczej szczątkowym, a w łazience pluskał się ojciec, nasza mądra córka Pola natychmiast wykombinowała o co chodzi, zadzwoniła do Iwony i wyznała:

Mamo, chyba tata ma kochankę, bo ona wsadziła moje kapcie i pije z mojego kubka!

Jak w bajce, pomyślała Iwona pamięta, iż córka była załamana, ale bardziej dlatego, iż ktoś pogrzebał w jej rzeczach, niż z powodu zdrady ojca. Kto się tarzał na moim łóżku i je pogniotł

Iwona przyjęła wszystko dużo spokojniej niż córka. Owszem, pocierpiała jej próżność: dziewczyna była młoda i zgrabna, a Iwona miała już swoje czterdziestoletnie bonusy nadprogramowe kilogramy, cellulit i inne uroki wieku. Ale poczuła ulgę: ile lat trwały te nocne telefony, dziwaczne nadgodziny, rachunki z war­sza­ws­kich kawiarni, gdzie jej mężuś nigdy jej nie zabierał Nigdy nie udało jej się go złapać za rękę, bo Tomek był w tym mistrzem jeszcze się czuła winna, iż go w ogóle podejrzewała.

To pierwszy raz, łgał jak z nut Tomek. Sama nie wiem, jakieś zaćmienie czy kometa mi spadła na głowę.

Tą kometą okazała się recepcjonistka z hotelu, w którym Tomek nocował w delegacji. Miała lat dwadzieścia i poza śliczną buzią w zasadzie żadnych zalet. Z rozumem też było na bakier, bo powlokła się za Tomkiem do Warszawy i wynajęła norę na zaoszczędzone złotówki. Umawiali się tam, gdzie mogła się wykąpać i wyprać rzeczy. Zresztą Iwona zastanawiała się, czemu pralka ciągle chodziła na szybkim trybie zamiast mieszanych tkanin!

Mieszkanie należało do Tomka, odziedziczył je po ojcu jeszcze przed ślubem, więc kiedy Iwona zdecydowała się na rozwód, z córką musiała przeprowadzić się do swojego starego mieszkania na Wilanowie, pozostałego po babci. Pola biadoliła jak ja do szkoły będę jeździć?!

To zamieszkaj z nami, zaproponował Tomek i w zamian dostał porcję wyjątkowo soczystych obelg. No, przynajmniej dorosła córka potrafiła powiedzieć ojcu prosto w oczy, co o nim sądzi.

Na początku było kiepsko nowe trasy, nowe sklepy, do pracy i szkoły jechały po godzinie. Ale człowiek do wszystkiego się przyzwyczai Iwona znalazła lepszą robotę, Pola dostała się na studia blisko domu. Nie było czasu w smutki życie codzienne i egzaminy nie dały się rozczulić, a gdy już wszystko minęło, nie było czego żałować.

Zuza jeszcze kilka razy dzwoniła do Iwony pytała, na jakim programie piec sernik i gdzie wcisnąć tabletkę do zmywarki. Raz choćby przyjechała osobiście podrzucić zapomniane zdjęcia, które córce pilnie były potrzebne do matury. Sam Tomek nie mógł (albo się bał), Iwona leżała z grypą, a Pola stanowczo odmówiła wejścia do starego mieszkania, uważając, iż to katastrofa dla jej psychiki, a jeszcze maturę z informatyki trzeba zdać.

Fajnie tu u was, niepewnie bąknęła Zuza, patrząc na wypłowiałe tapety i wiszące od dekady lampy.

Iwona uśmiechnęła się tylko no, fajnie Co tu gadać. A tam u nich nowoczesne wnętrza, dwadzieścia lat jej pracy. No i dobrze, niech korzystają.

Ale właśnie ta kurtuazja zemściła się jakieś rok później. Wieczorem, nagle, zamek w drzwiach kliknął.

To do ciebie? spytała Iwona córkę.

Pola tylko wybałuszyła oczy.

W progu stała Zuza zapłakana, z czarną maskarą i brokatem na policzkach. W ręku sportowa torba.

Tomkowi coś się stało? spanikowała Iwona.

Stało się! chlipnęła dziewczyna. Złapałam go z sekretarką! Chciałam zrobić niespodziankę, bo siedzi po nocach

Tu już rozpłakała się całkiem, jak dziecko, chowając twarz w dłonie.

To po co tu przyszłaś? spytała Iwona, już wiedząc, co sugeruje wypchana torba.

Mogę u was przenocować? Nie mam grosza. Pojadę jutro do mamy pociągiem.

A za co pojedziesz, skoro nie masz pieniędzy?

Myślałam, iż mi pani pożyczy

Iwona nie wiedziała śmiać się czy płakać.

Za nią zdecydowała Pola.

Spadaj stąd! rzuciła z odrazą, dorzucając kilka soczystych przekleństw, których wcześniej Iwona przy niej nie słyszała.

Iwona spojrzała na córkę z naganą.

Chodź dalej, Zuza, powiedziała. Jest noc, nie wygonię cię na ulicę.

Potem było już tylko ciekawiej.

Pola była tak rozjuszona, iż oświadczyła: Albo ja, albo ona. Iwona wzruszyła ramionami Równolatka, decydujesz sama. Chcesz, jedź do ojca.

Też mi tata potrzebny! Jadę do Natalki!

Trzeba było zamówić córce taksówkę, żeby spała u koleżanki. A Iwona poiła herbatą i walerianą pechową kochankę, która przez rok pobytu w Warszawie nie dorobiła się ani pracy, ani przyjaciół, tylko nowego piercingu w języku. Pożyczyła jej kasę nie miała sumienia zostawiać ją na bruku. Odwiozła choćby na dworzec, bo jeszcze by się zgubiła.

Zuza długo dziękowała, przepraszała i obiecała poprawę pójdzie się uczyć i koniec z żonatymi.

Mama zawsze mówiła, iż jestem nieogarnięta. Miała rację, wygląda na to.

Iwona nie machała jej na pożegnanie bez przesady. Z córką gwałtownie się pogodziły, choć Pola jeszcze długo nie rozumiała, jak można było wpuścić rozbijaczkę do domu. Iwona głaskała ją po włosach i uśmiechała się:

Dorośniesz, to zrozumiesz.

Tomek zadzwonił po tygodniu. Oświadczył, iż wszystko przemyślał, Zuza przeszłość, jest gotów się pojednać.

Koszule ci się chyba skończyły czyste? ironicznie spytała Iwona.

No westchnął eks-mąż. Poza tym ona nie umie prać, chodzę już rok w brudnych.

Oczywiście nie wróciła. I nie triumfowała. Ale trzeba przyznać, iż po tej historii Iwona poczuła niesamowitą lekkość lżej było i na duszy, i w głowie, więcej się śmiała. Adoptowała psa; spacerowała z nim wieczorami po osiedlu. Poznała sympatycznego sąsiada co prawda starszy o dekadę, ale przecież nie jest dziewczynką. I życie toczyło się dalej.

Idź do oryginalnego materiału