Legnica, jakiej nie znacie: folwark Lipniki, Włoska Willa i Smokowice

nieustanne-wedrowanie.pl 1 dzień temu

To było długie, gorące lato. Wakacje i upał taki, iż asfalt kleił się do opon. Pięknie spędzony czas na rowerach, po którym zostały wspomnienia. Pragnę się nimi z Wami podzielić i opowiedzieć, co widziałam i przeżyłam w tej drodze. Będzie to historia ze szlaku bez planu i pełna przygód. Po prostu któregoś dnia wyruszyłam w tę trasę z Ines i z Lonkiem i pozwoliłam, aby prowadził mnie los. Uwielbiam takie szalone wyprawy, bo czuję się wtedy tak, jakbym miała naście lat! Cały bagaż życiowy i wszystkie obowiązki zostawiam w domu i dosłownie uciekam ze swojego nudnego życia. W takich chwilach mam przy sobie wszystkich, których kocham, i to mi zupełnie wystarczy. Posłuchajcie…

Ze Środy Śląskiej do Legnicy przyjechałyśmy pociągiem. Po 20 minutach takiej jazdy wysiadłyśmy na tamtejszym dworcu i wskoczyłyśmy na rowery. W powietrzu unosił się chłód poranka i zapach wolności. Ciężko jest mi opisać to uczucie szalonej wręcz radości, która wypełnia mnie w takich momentach tak bardzo, iż aż cieżko jest to wytrzymać. Ruszyliśmy przed siebie! Najsampierw do parku miejskiego, gdzie nie było żywego ducha. Zatrzymaliśmy się tam, żeby Lonek mógł wyprostować łapki. Skorzystałam z tej okazji i zachwycałam się rzeźbą śpiącego lwa.

Teraz nikt już nie rozmyśla o tym, z jakiego powodu stworzono to dzieło, ale dawniej wszyscy kojarzyli ten pomnik z poległymi żołnierzami, którzy poświecili się na frontach wojny prusko-francuskiej w latach 1870 i 1871. „Drzemiący lew” jest kopią słynnej rzeźby autorstwa Christiana Daniela Raucha, którą usytuowano w Berlinie przy mogile generała Gerharda Johanna Scharnhorsta, załużonego, niemieckiego bohatera narodowgo. Lew i jego drzemka to symbole waleczności pruskich żołnierzy. To mocny, wizualny przekaz. Wspaniałe, silne zwierzę wypoczywa przed wysiłkiem, który niebawem go czeka. Nabiera mocy przed walką. Bestia jest wyciszona ale wizja jej przebudzenia miała mrozić krew w żyłach. Rzeźbę wykonano z przetopionego, pruskiego działa, które wykorzystywane było w wojnie z Francuzami. Jest naprawdę piękna.

Legnica. Dawny szpital położniczy

Ten obiekt wyłonił się na naszym szlaku, kiedy opuściłyśmy legnicką miejską enklawę zieleni. Może minęłabym go bez fotografowania, gdybym była sama, bo nie przepadam za budynkami z czerwonej cegły, ale Ines bardzo się nim zainteresowała. Przystanęłyśmy więc, aby go zarchiwizować. Przyznaję, iż okazał się on bardzo fotogeniczny.

Dawny szpital położniczy w Legnicy

Ten dawny obiekt użyteczności publicznej znajduje się przy ulicy Jaworzyńkiej. Neogotycki budynek wzniesiono na samym początku XX stulecia i spełniał on wówczas rolę Szpitala Powiatowego. Kiedy zakończyła się II wojna światowa, lecznicę zajęli Rosjanie i urządzili tam szpital weneryczny. Później, po roku 1955 uruchomiono w tych murach szpital położniczy. Budynek ten miał również krótką przygodę z oświatą, bo przez chwilę działała w nim Wyższa Szkoła Techniczna. Potem nastał gorszy czas, gdyż obiekt został opuszczony. W chwili obenej organizowany jest tam dom starców.

Folwark Lipniki. Legnica, jakiej nie znacie!

Po zgłebiniu historii tego miejsca, które dane nam było oglądać jedynie z zewnątrz, ruszyłyśmy dalej w drogę. Bardzo chciałam znaleźć się już na obrzeżach miasta, aby poczuć się swobodniej. Kierowałyśmy się ku pewnej ciekawej miejscówce, którą zowią folwarkiem Lipniki. Kiedy zobaczyłam te zabudowania z daleka, czułam, jak krew zaczyna szybciej płynąć w moichy żyłach. Ogarnęła mnie niesamowita ciekawość i pasja. Byłam totalnie odurzona tą przygodą.

Dawniej, kiedy na terenie tym mieszkali Niemcy, na majątek ten mówiono Lindenruh, co można przetłumaczyć jako Ciche Lipy. Folwark ten znajdował się w ramach miasta Legnicy i to nie zmieniło się do dziś. Ale kiedy przebywa się w tym terenie, nie czuje się tego wcale, bo wszędzie tam dookola pola bezkresne! Cudna jest to kraina i pełna tajemnic.

Lipniki zlokalizowane przy ulicy Żytniej na samym początku dziewiętnastego stulecia były własnością niejakiego Karla Bästena. Wiemy też, iż po nim gospodarowali tam Leuschnerowie. Ciekawostką jest fakt, iż do dziś na fasadzie dworu w Lipnikach zachował się kartusz z inicjałami Maxa Leuschnera. Pomimo, iż nie znalazałam zbyt wielu informacji o historii tego miejsca, to będąc tam miałam wrażenie, iż weszłam na teren znacznie starszej osady. Folwark ma formę zamkniętego czworoboku, tak jakby zaprojektowny został również z przeznaczeniem do obrony. Może w przeszłości swojej był to majątek rycerski? Któż to wie? Oczywiście nie mówię teraz o tym, co zastajemy tam dzisiaj, ale o fundamentach, które mogą skrywać tajemnicę.

Całość założenia tworzą: dwór, jeden budynek gospodarczy i jeden gospodarczo-mieszkalny, stodoła i waga. Nie było najmniejszego problemu z wejściem na teren Lipników, a więc chętnie skorzystałyśmy z takiej okazji i zrobiłyśmy mnóstwo fotografii.

Dwór w Lipnikach
Dwór w Lipnikach

Stajnia Żytnia

Bardzo tam było sielsko i cicho. Nikt nie bronił nam zaglądania we wszystkie możliwe kąty. Kiedy zaspokoiłyśmy już ciekawość, postanowiłam zajrzeć także do stajni, bo wiedzieć trzeba, iż w ramach folwarku funkcjonuje stadnina koni.

Pozwolono nam wejść do środka i zrobić zdjęcia. Dwie bardzo miłe panie, które pracowały w stajni, chętnie oprowadziły nas po tym obiekcie. Nie mogłyśmy jednak wejść tam obie jednocześnie, bo ktoś musiał zostać z Lonkiem na zewnątrz. Działo się tak, ponieważ nie chciałam narażać na stres ani jego ani koni.

Stajnia Żytnia w Lipnikach

Podczas lustracji rzeczonego terenu, czas płynął a ja tego wcale nie czułam. Miałam wrażenie, iż przeniosłam się w przeszłość, a ten dzień nigdy się nie skończy. Całkiem mnie oderwało od rzeczywistości. Chłonęłam jak gąbka wszystko, co darowala mi droga i wszystkim się zachwycałam. Podobny odlot mam tylko na szlaku, gdzie codzienność całkowicie znika z mojej świadomości i nie myślę o pracy, rachunkach i problemach. Potrafię wszystko to wyłączyć i oddać się przygodzie. Taki reset bardzo dobrze wpływa na zdrowie psychiczne. Mózg oczyszcza się ze śmieci i jego praca staje się bardziej przejrzysta. To najlepszy sposób na regenerację ducha i ciała jaki znam.

Dzieje się tak dlatego, iż podczas moich wędrówek po dolnośląskiej ziemi dotykam rzeczy, które kocham. Tropię historię, fotografuję zabytki, przebywam na łonie natury i mam kontakt ze zwierzętami. Wszystko to daje mi szczęście i spełnienie. Korzystam z tego dobra, ponieważ potrafię się zorganizować. Znajduję na to czas.

Willa Włoska

Ponieważ nigdy wcześniej tam nie byłam, obiekt z taką egzotyczną nazwą rozpalał moją wyobraźnię ma maksa. Nie chciałam choćby patrzeć na jego zdjęcia w internecie, zanim tam dotrę. Marzyło mi się bowiem 100% szczerych i niczym nie zmąconych emocji, wynikających z totatalnego zaskoczenia. I jak postanowiłam, tak się stało. Opuściliśmy Lipniki i drogą gruntową ruszyliśmy w stronę rzeczonego zabytku, który przez Niemców nazywany był folwarkiem Dörnicht.

Włoska Willa nie pamięta czasów, kiedy na tym terenie powstało to gospodarstwo, które w tamtym czasie z całą pewnością było ufortyfikowane, bo mowa jest tutaj o roku 1451. Wówczas to wielcy i bogaci panowie: Clericus i Bantsch kupili tę ziemię i być może choćby tutaj się osiedlili. Wiemy też, iż w drugiej połowie XIX stulecia rządzii tu inni vonowie: Deischel Seiffert i Prinke, a z końcem tegoż wieku majątek należał już do pana Emila Leuschnera, który to właśnie wziósł Włoską Willę w roku 1877 i kazał zaprojektować przy tej cudnej rezydencji rozległy park. Rodzina Leuschnerów zachowała prawa do tego założenia dworskiego do końca II wojny światwej. Później majątek ten stał się własnością Państwowego Gospodarstwa Rolnego.

Teraz to totalna ruina…

Totalna ale jednocześnie tajemnicza i przez cały czas piękna, choć miejsce ponure dość i generujące niepokój. Wszystko to dlatego, iż Włoska Willa znajduje się na totalnym odludziu i co najgorsze, prowadzi do niej dość przejezdna droga. Takie miejscówki są zawsze najbardziej niebezpieczne, bo dostępne dla samochodów, co oznacza, iż można zupelnie nieoczekiwanie wpaść w poważne tarapaty. Poza tym obiekt stoi pośrod bujnej roślinności. Otaczają go nie tylko parkowe drzewa, ale rownież krzaki. W takim miejscu można łatwo zaginąć, gdyby ktoś nie miał szcześcia w wędrowaniu…

Prywatna nieruchomość

Dziś teren dawnego, niemieckiego folwarku Dörnicht zowie się Czerniewice. Działka ta ma powierzchnię 11 ha, z czego 2 i pół ha to dawny park dworski, który teraz jest prawdziwą dżunglą dolnośląską. Willa jest w stanie agonalnym. Nie ma już ani dachu ani stropów, a zdobienia na elewacji po prostu odpadają i rozbijają się o ziemię. Przy obiekcie zachowały się częciowo dawna wozownia i brama wjazdowa. Całość znajduje się w rejestrze zabytków.

Chcąc dowiedzieć się więcej o tej zajmującej miejscówce na krańcu dolnośląskiego świata, szukałam o niej artukułów prasowych i w ten sposób wpadłam na interesujący tekst na Legnica, nasze miasto. Materiał jest z maja 2020 roku i napisano w nim, iż „Willa Włoska w Legnicy ma nowego właściciela, który chce odnowić obiekt”. Brzmi to bardzo pięknie, ale byłam tam w ubiegłym roku i nie zastałam efektów tej deklaracji, na co dowodem są fotografie.

Jednak podobno jakiś czas temu zaczęto prace na tym obszarze. Były zapewnienia, iż willa zostanie wyremontowana, a park powróci do swojej pierwotnej formy. To przedsięwzięcie wzięła na siebie spółka o nazwie Willa Włoska, która ostro zabrała się do realizacji tego zadania. Zaczęto od uprzątnięcia tego terenu z gór śmieci w postaci poremontowych gruzów, starych, zużytychych opon, złomów samochodowych. Było tego 12 cięrówek! Po tej tytanicznej pracy okazało się, iż dawna dworska enklawa zieleni przez cały czas jest cudem natury, gdzie znajduje się woda z wysepkami i mnóstwo bardzo starych drzew.

Pomimo tego, iż teraz ponownie wszystko to zarosło, śmieci tam nie ma. Podobno to efekt zamontowanych kamer. I bardzo dobrze! Roślinność jednak mocno utrudnia eksplorację tego terenu. Latem trzeba by przybyć tam we właściwym ubraniu i z maczetą. My tamtego letniego dnia nie byłyśmy na to przygotowne, więc zrobiłyśmy jedynie kilka zdjęć i powróciłyśmy na szlak, który prowadził nas do Smokowic.

Smokowice na horyzoncie

Od ruin Willi Włoskiej do samych Smokowic maszerowałyśmy gruntową drogą, która tak naprawdę jest ulicą Myśliwską. Postanowiłyśmy, iż przemierzymy ten odcinek trasy na piechotę, żeby Lonek mógł sobie pobiegać bez smyczy. W ten sposób dotarłyśmy do tej leciwej miejscowości, którą jakiś czas temu wchłonęła Legnica, tak iż Smokowice w chwili obecnej nie istnieją.

Nie znalazłam też dawnej drogi na ten cmentarz, a więc przedzierałyśmy się na czuja przez krzaki, mając nadzieję trafienia do celu. I udało nam się to!

Smokowice. Stary, opuszczony cmentarz

Dawna wieś, zwana Smokowice wydaje się być opuszczona, choć rzeczywiscie tak do końca nie jest. Po istniejącym tam ongiś, naprawdę kolosalnym zespole dworskim zostały ledwie relikty, a nekropolii, do której dotarłyśmy nie ma na mapach niemieckich ani z dziewiętnastego ani z dwudziestego stulecia. Cmentarz zastaliśmy przejrzystym, bo widocznie jest zaopiekowany przez lokalną spełeczność. Wzruszający i piękny był to widok.

Stary cmentarz w Smokowicach

Spędziliśmy tam sporo czasu, mając takie pole do popisu, o ile chodzi o archiwizację terenu. Nasz piesek korzystał z okazji i odpoczywał, a my tradycyjnie rozeszłyśmy się po cmentarzu, każda w swoją stronę. Niesamowite było widzieć czytelne i tak cudnie odnowione płyty z inskrypcjami. To niesamowite pamiątki po dawnych mieszkańcach Smokowic.

Mnie osobiście takie nekropolie zawsze hipnotyzują. Czytam na głos imiona i nazwiska ludzi, których nikt od bardza dawna nie wspominał i wyobrażam sobie, iż budzę ich w ten sposób z głębokiego snu i ocalam od zapomnienia. Wiedziałam, iż dawniej w Smokowicach znajdował się młyn. Usytuowany był on wyżej za tym cmentarzem. Informację tę mam z niemieckiej mapy, na której zaznaczono wiatrak. Ten obiekt jednak od bardzo dawna nie istnieje, ale pomnik grobowy młynarza Paula Schneidera ocalał i do tego został odrestaurowany…

Na płycie jest miejsce dla jeszcze kogoś. prawdopodobnie przeznaczone dla jego żony. Jednak nie wyryto tam jej imienia i dat urodzin oraz śmierci. Może dlatego, iż go przeżyła i umarła w zupełnie innym miejscu już po wojnie? Któż to wie?

Nekropolia ta jest jak wehikuł czasu. Mogłaby być, tak jak wiele innych całkowicie zniszczona i zapomniana, ale komuś jak widać bardzo zależy, aby tak się nie stało. Prawdziwie podziwiam takie przedsięwzięcia. Dzięki takim ludziom z pasją, historia zostaje ocalona.

Bo wspaniałej przeszłości Smokowic zostało naprawdę niewiele. Sioło to pisze swoje dzieje od początków XIV stulecia, ale los nie był dla niego łaskawym, a więc mało reliktów po jego historii dotrwało do naszych czasów. Istniejący tu kiedyś pałac wysadzono w 1945 roku. W parku dworskim znajdowało się mauzoleum właścicieli tego majątku, ale teraz to od dawna splądrowana ruina.

Spędziłyśmy tam naprawdę sporo czasu. I na cmentarzu i w samej miejscowości, ale spotkałyśmy tam tylko jedną osobę. Był to rowerysta, który akurat tamtędy przejeżdzał. Poza tym… ani jednego żywego ducha.

To prawdziwa wieś widmo!

Z której na frontach I wojny światowej zginęli ci niemieccy żolnierze. Ten pomnik również znajduje się na terenie cmentarza w Smokowicach, ale bardzo możliwe jest, iż został tam przeniesiony, bo takie obiekty stały raczej w centralnych punktach wsi.

Kiedy opuściłyśmy tę starą nekropolię, skierowałyśmy się ku zabytkowej przeprawie na Kaczawie. Najpierw jednak zrobiłam kilka zdjęc z ulicy, żeby pokazać Wam ten kraniec dolnośląskiego świata. Ciężko jest uwierzyć, iż takie miejsca jeszcze istnieją, ale ja bardzo się z tego cieszę, bo to idealne tematy na mojego niszowego bloga.

Klimat tam jest niesamowity i to naprawdę idealny cel wyprawy rowerowej, podczas której wędrowiec nie tylko nabije kilometrów, ale dotknie historii, o której zapomniał świat.

Zabytkowy kamienny most

To prawdziwie piękna budowla. Zabytkowa! Dziewiętnastowieczna! I o tego przez cały czas w użyciu. Byłyśmy obie z Ines zachwycone!

Smokowice. Most na Kaczawie

Oczywiście obiekt ten również zatrzymał nas przy sobie na dłużej. Nie potrafiłam tak po prostu po nim przejechać. Koniecznie chciałam przyjrzeć się wszystkim jego detalom. Naprawdę było warto. Ines też była tym mocno zainteresowana, choć już bardzo zmęczona tą drogą. Nasze wędrowanie trwało już bardzo długo, gdyż wyruszyłyśmy w tę trasę o świcie.

Z mostu podziwiałam Kaczawę. Jestem miłośniczką podobnych widoków. Wartko płynące rzeki potrafią mnie hipnotyzować. Poza tym było bardzo gorąco, a chłód od wody dawał orzeźwienie. Jednak nadszedł czas, aby wskoczyć na rowery i ruszyć dalej…

Od tamtej chwili już cały czas jechałyśmy w kierunku Środy Śląskiej i coraz rzadziej zatrzymywałyśmy się na szlaku. Droga wycinęła z nas sporo potu i choćby Lonek się poddał, bo spał w koszyku podczas jazdy. Pięknie spędziliśmy ten letni, wakacyjny dzień. Jego wspomnienia dają mi teraz siłę, aby przetrwać wszystkie te zimowe miesiące i oczekiwać wiosny z euforią w sercu, bo wtedy wszystko zacznie się od nowa…

Żywię wielką nadzieję, iż i Wam moje pachnące wakacjami opowiadania pomagają w oczekiwaniu na długie i ciepłe dni. Na moim blogu znajdziecie więcej podobnych relacji z nieustannych naszych wędrowek po Dolnym Śląsku, ale gdyby było Wam mało, to polecam również nasze książki, których treści nie uświadczycie na tej stronie. Warto po nie sięgnąć, o ile pragnie się przygody, która jest dostępna na wyciągnięcie ręki niemal dla wszystkich. Wystarczy tylko chcieć. Poniżej zostawiam Wam informacje o naszych papierowych publikacjach.

Książka „Mroczne tajemnice Wrocławia”

69,00

PREMIERA! Wysyłka 12.11.2025! Kurier lub Paczkomat – tylko 10 zł! (na terenie Polski)

ilość Książka "Mroczne tajemnice Wrocławia"
Dodaj do koszyka
Kategoria: Książki

Książka „Mroczne tajemnice Dolnego Śląska” Wydanie drugie (rozszerzone)

69,00

WYSYŁKA: Kurier lub Paczkomat – tylko 10 zł! (na terenie Polski)

Wydanie 2, z 3 nowymi rozdziałami!

ilość Książka "Mroczne tajemnice Dolnego Śląska" Wydanie drugie (rozszerzone)
Dodaj do koszyka
Kategoria: Książki
Źródła: http://niederschlesien.org.pl/ndg-hv/index.php/pl/slaskie-wyprawy-2/nasze-wycieczki-2/35-schmochwitz-smokowice-w-poszukiwaniu-mlyna http://liegnitz.pl/index.php?OBJ/902 https://legnica.naszemiasto.pl/willa-wloska-w-legnicy-ma-nowego-wlasciciela-ktory-chce/ar/c1-7718703 https://legnica.naszemiasto.pl/ten-legnicki-palac-doczeka-sie-renowacji-zobacz-co-tam/gh/c8-5060577/5 http://liegnitz.pl/index.php?OBJ/214

Artykuł zawiera autoreklamę

Idź do oryginalnego materiału