Lina była zła. Bardzo zła, aż szkoda jej było, taka zła była ta Lina. Wszystkim wydawało się koniecz…

newsempire24.com 1 dzień temu

Karolina była zła.
Tak zła, iż aż żal się człowiekowi robiło jaka ta Karolina była zła.
Wszyscy wokół próbowali to uświadomić matce, iż córka jej jest nie tylko zła, ale i nieszczęśliwa.
No bo faktycznie męża brak, syn już dorosły, mieszka osobno. Karolina samotna, nikomu niepotrzebna.
W poniedziałek przyszła do pracy, a tam koleżanki prześcigają się w opowieściach, kto jak sprzątał przez weekend, która prała firanki, która kisiła ogórki na działce.
A Karolina nic, tylko siedzi cicho. Co ma mówić? O czym tu gadać, skoro męża brak, dziecko dorosłe niech więc milczy jak zaklęta.
Wyszła dziś wcześniej, wszyscy wiedzą, iż kilka razy w miesiącu Karolina wychodzi przed czasem.
Potakują głowami z dezaprobatą, bo wszyscy dobrze wiedzą, dokąd się wybiera: spotykać się z tymi swoimi licznymi kochankami.
W pracy są święcie przekonane, iż Karolina ma całą gromadę facetów, bo przecież jest taka zła.
Karolina jest zła.
One są porządne, wszystkie żonate, zajęte domem i dziećmi, a Karolina jest zła.

Karolina mówi matka czemu ty jesteś taka?
Jaka, mamo?
No taka roztrzepana, nieustatkowana… No chociaż jakiegoś chłopa byś sobie znalazła, córko, jeszcze nie jest za późno choćby na drugie dziecko, teraz wszyscy po czterdziestce rodzą.
Mamo, po co mi jakiś chłop? Po co mi drugie dziecko od pierwszego lepszego? Mam przecież Wojtka, syn mi wystarczy.
A taki chłop, jak ty to mówisz, na co mi się przyda, co ja z nim zrobię? Mam przecież Olka.
Karolina! łapie się za głowę matka Olek to nie jest twój facet!
Jak to nie mój? Jeszcze jak mój śmieje się Karolina zaprasza mnie na randki co tydzień, prezenty daje, na wakacje pomaga wyjechać, nie zrzędzi, nie wysyła mnie do mycia okien u jego matki ani do prania skarpet, obiadu nie wymaga, problemów nie dorzuca, na kanapie się nie rozkłada.
Sama przyjemność.
Ta przyjemność to kosztem jego biednej żony!
A ty byś chciała, żeby to mnie wszystko przypadło? Nie, dzięki, mam czterdziestkę z hakiem, dwa razy przypominam, dwa razy miałam męża i od tego szczęścia ledwo uszłam z życiem.
Pierwszego męża, ojca Wojtka, samaś mi, mamo, wybrała bo starszy, poważny, kocha mnie, szanuje, do tego dobrze zarabia, prawda?
Pięć lat, całych pięć lat siedziałam w złotej klatce do szkoły nie możesz, z koleżankami nie możesz, choćby z synem się nie pobawisz, bo młoda, coś pewnie zepsujesz. Tylko pracować dla niego i jego mamusi.
Ale cóż złotem wszystko zasypał.
Raz w miesiącu wyprowadził jak papugę pokazać, iż oto ma młodą, porządną żonę, a nie jakieś lalki. Sam zresztą do lalek się udawał…
Gdy uciekłam, gdy złożyłam pozew o rozwód, dzięki ci, babciu ukochana, iż mi wtedy pomogłaś, to on wszystko kazał sobie oddać, choćby majtki…
Drugi raz wyszłam za mąż z miłości. Uczyłam się wtedy i pracowałam, pamiętasz, mamo?
Za dnia nauka, wieczorem praca, żeby wam z ojcem nie siedzieć na garnuszku…
Karolina, jak ty możesz! Czy ja ci kiedyś czegoś odmówiłam, czy choćby kromki chleba, miski zupy?
Ty nie, mamo… Ale są jeszcze i inni… Tacy, co bali się, iż usiądę ci na karku razem z dzieckiem.
O kim ty mówisz?
O tacie. I o bracie. Nikodem, wieczny kawaler, on w ogóle o siebie nie dbał, bo miał mamę…
Ty na dwóch etatach, w biegu do sklepu, bo dzieci głodne, jeden na kanapie, drugi przy komputerze…
Gotujesz, sprzątasz, pierzesz…
Wyszłam więc gwałtownie za mąż drugi raz, bo bez miłości już byłam.
A co mi się zmieniło?
Nic. Doszło pracy, byłam Karolina Wszechobecna.
Facet leży na kanapie, Karolina w pracy, potem po dziecko do przedszkola bo mój syn, nie wolno mu być ciężarem dla mężczyzny, choćby jeżeli by to było jego dziecko, bo to nie robota dla faceta, facet przecież się męczy.
Po drodze jeszcze zakupy, wszystko na garbie noszę, samochodu nie mam a po co? Wiadomo, iż facetowi bardziej się przyda, przecież do pracy tramwajem nie będzie jeździł!
Wszystkie kobiety tak żyją, co znaczy, iż jestem zmęczona? A kto ma obiad zrobić?
Obiad ugotowany, stół nakryty, wyprane, wyprasowane, jeszcze męża trzeba uszczęśliwić, bo jak nie dostanie porcji czułości, to wiadomo pójdzie do innej, taki to skarb…
Kasy brakuje? To przecież twojemu dziecku brakuje, jakbyś swojego rodziła, to może by mu zależało, a tak szukaj innego frajera, co ciebie i twoje dziecko będzie utrzymywał.
Nie ten adres
A iż nie dam na naprawę auta? No i co z tego, iż moje przecież rodzina jesteśmy!
Wiesz ile ty zarabiasz nie robiąc nic, a ile ja? I to ja mam szczęście?
Jak to odchodzisz?
Idź, zobaczymy kto cię weźmie z dzieckiem, ha, ha, ha…
Tak właśnie, mamo, byłam i z takim, co więcej zarabia i z takim, co mniej. Zero różnicy.
Im dobrze, tylko mi nie bardzo.
Karolina, wszyscy tak żyją…
Niech żyją! Ja nie chcę.
Jak spędziłaś sobotę?
Nooo, Nikodem z Małgosią podrzucili Olę i Antka, chodziłam z nimi na spacer, piekłam naleśniki, ogólnie nic szczególnego, ot sprzątnęłam, odkurzyłam, pranie zrobiłam, na wieczór dzieci spać położyłam, ojca nakarmiłam, coś tam poglądałam i zasnęłam.
A rano dzieciaki obudziły mnie bladym świtem, naleśników chcę, babcia piecz naleśniki. Potem znów Nikodem z Małgosią, kurczaka upiekłam, sałatki natrzaskałam, pizzę zrobiłam, kolacja, trochę posprzątałam. Padłam o jedenastej, w nocy ojciec mnie zbudził, żebym do łóżka poszła…
Mamo, a pamiętasz, żebyś tak z Wojtkiem u mnie siedziała? Nie przypominam sobie, żebym ci podrzucała dziecko i biegła na odpoczynek?
Ty byłaś jakaś bardziej samodzielna, te… eh, szkoda gadać…
A chcesz, powiem ci jak ostatnio spędziłam weekend? W piątek wieczorem Wojtek zadzwonił, pyta, czy wezmę Tymka na weekend, bo wyjeżdżają z Martą w góry.
Jasne, iż wzięłam, czemu nie?
Tymek kot Marty, dziewczyny Wojtka, mamo. Gdybyś nie była tak zajęta Nikodemem i jego rodziną, może byś lepiej wiedziała, co twój starszy wnuk robi.
No więc wieczorem dzieciak z dziewczyną podrzucili mi kota, pizzę przywieźli i pojechali.
Najadłam się na noc tej pysznej pizzy, rozsiadłam się przed serialami i nie musiałam wcześnie zrywać się rano w sobotę.
Umyłam się, dałam jeść kotu, zrobiłam sobie kawę, starłam kurz, wsadziłam coś do pralki… Zadzwoniłam do ciebie, chciałam cię zabrać do muzeum albo po prostu pogadać.
Odebrał tata, a ty byłaś zajęta. Zwrzask, iż matka haruje, dzieci niańczy, a ja jak hrabina będę muzea zwiedzać.
Już chciałam się obrazić, ale odpuściłam. Po co? Tata przecież zawsze ma rację.
Byłam w muzeum była wystawa twojego ulubionego malarza, pamiętam jak kiedyś go lubiłaś.
Potem kawa na mieście, trochę zakupów, wróciłam, kot spał.
Już nigdzie iść nie chciałam, znów serial i spokój.
W niedzielę spaliśmy z Tymkiem do jedenastej, chciałam cię zabrać na rejs po Wiśle, ale odebrała Małgosia, z pełną buzią oznajmiła, iż jesteś zajęta, chyba znów zmywałaś naczynia.
Wieczorem zadzwonił Olek, zaprosił mnie do restauracji i poszłam. Czemu mam sobie odmawiać?
Jestem wolną kobietą, nie wypytuję go o żonę, nie roztrząsamy problemów, po prostu spotkanie, bez zobowiązań.
Było świetnie, wyspałam się i w poniedziałek z euforią poszłam do pracy.
Próbowałem, mamo, próbować spotykać się z wolnymi facetami.
Masakra.
Lgną do mnie tylko chłopcy szukający mamusi, albo tacy poszkodowani przez los, z dziećmi po kilku żonach, rozwodnicy.
Czemu tak patrzysz, mamo?
Świat się zmienił. Rozumiesz to?
Jeden z tych znalazł sposób powiedział, iż muszę pokochać jego dzieci, bo każda kobieta ma w sobie macierzyństwo do wszystkich dzieci.
On będzie płacił alimenty, wspierał byłą żonę, bo przecież jest matką jego dzieci, a za resztę pensji hobby, ryby łowić.
W zamian obiecał mnie karmić rybami.
Na pytanie, czy pomoże mojemu dziecku, prawie się obraził Wojtek ma przecież ojca, więc niech on pomaga.
I miał rację…
Ale i tak go pogoniłam. Wojtek ma nie tylko ojca, ma matkę mnie.
Więc oczywiście stałam się zła drobiazgowa, chytra, wyrachowana. Chciałam biednego chłopa wrobić w utrzymanie dziecka i urządzić się na cudzy koszt…
No i mam Olka.
W waszych oczach, mamo, jestem zła, ale mi nie jest wstyd z tego powodu, iż tak żyję.
Boli mnie tylko, iż to ty tak żyjesz dlatego próbuję cię wyrwać z domu, choćby na chwilę, jak dzisiaj musiałam ci i ojcu nakłamać, iż potrzebuję pomocy.
Mamo, u mnie wszystko dobrze, a teraz idziemy razem zadbać o siebie ty spędzisz czas ze mną, dla siebie.
Ty oszalałaś, Karolina, a co z tatą?
A co z nim? Chory?
Nie, ale… obiad przecież…
Nie uwierzę, iż nie masz ugotowanego obiadu.
Ale trzeba podgrzać, Nikodem…
Mamo! Mogę się naprawdę obrazić… Wiem, iż jestem zła, pozwól mi choć raz być dobrą, odpocznij… bardzo cię proszę…
W poniedziałek koleżanki w pracy przechwalają się, jak są zmęczone po odpoczynku.
A Karolina uśmiecha się półgębkiem, wszyscy wiedzą, iż ona jest zła, idzie tanecznym krokiem, uśmiecha się tajemniczo do siebie.
Wszyscy są pewni, jakie myśli ma w głowie ta Karolina przecież to na pewno coś złego.

Z czasem zrozumiałem jedno: nie warto żyć według tego, co myślą o mnie inni. Najważniejsze, żeby być szczerym wobec siebie i cieszyć się swoim życiem, po swojemu, choćby inni tego nie rozumieli.

Idź do oryginalnego materiału