List do Świętego Mikołaja: Wzruszająca historia o zgubionym liście, dziecięcych marzeniach i prawdziwej magii polskich świąt Bożego Narodzenia na zaśnieżonych ulicach Warszawy

twojacena.pl 7 godzin temu

List zniknął

Dawid wracał z pracy przez zasypane śniegiem ulice Warszawy. Pod butami miło chrzęścił śnieg, a w powietrzu wyczuwało się coś z dzieciństwa. Przypomniały mu się czasy, gdy wjeżdżał z górki na teczce, rzucał się śnieżkami z kolegami i jadł sople lodu to były piękne, złote chwile…

Nagle usłyszał cichy płacz dziecka. Rozejrzał się i zobaczył na ławce chłopca w brązowym płaszczu i szarej czapeczce. Łzy ściekały mu po policzkach. Dawid podszedł bliżej.

Chłopcze, stało się coś? Dlaczego płaczesz?

Zgubiłem list… Niosłem w kieszeni, a teraz go nie ma wybuchnął płaczem.

No już, nie płacz, pomożemy poszukać. A o jakim liście mówisz? Mama kazała ci wysłać?

To ja pisałem. Do Świętego Mikołaja… Mama nie wie…

Oj, niedobrze… Ale wiesz co? Nic straconego, napiszesz nowy.

On już nie zdąży dojść…

Nic się nie martw. Ty idź do domu, już się ściemnia, a ja poszukam tego listu. Umowa stoi?

Dobrze… Ale naprawdę go pan wyśle, jeżeli go znajdzie?

Obiecuję. Wiem, iż Święty Mikołaj dowie się, co napisały dzieci. choćby jak nie znajdę, i tak przyniesie ci coś pięknego.

Chłopiec otarł nos rękawem i pobiegł do domu. Dawid chwilę stał zamyślony biedny chłopak, tak się starał, a tu taka wpadka… Dawid uśmiechnął się, przypominając sobie lata, gdy pod choinką znajdował prezenty wierzył wtedy, iż Święty Mikołaj czyta wszystkie listy. Jak dawno to było…

Już niedługo jego pięcioletni synek, Maksio, też zacznie pisać listy, chociaż na razie z trudem literuje własne imię… Dawid ruszył dalej i starannie wypatrywał pod nogami zguby nic. Szkoda malca, pewnie o coś bardzo ważnego prosił, miał marzenie…

Wtem zauważył kącik koperty wystający ze śniegu. Wyjął papirus delikatnie to to! Papier był zmoczony, Dawid z troską schował list do torby, by go nie zniszczyć bardziej.

W domu czekała na niego żona Wiola, w kuchni szykowała kolację, a Maks bawił się samochodami. Dawid bardzo kochał swoją rodzinę i zawsze wracał tu z radością.

Wiolu, słuchaj, idę sobie przez park, a tam na ławce chłopiec, może ośmiolatek, ryczy strasznie. Okazało się, iż zgubił list do Mikołaja. A ja go znalazłem. Zobaczymy, co napisał?

Dawid wyjął kopertę. Dziecięcym pismem było napisane Dla Świętego Mikołaja, od Szymona Kaczmarka.

Otworzymy, zobaczymy, o co prosił?

Jasne. Przecież i tak by nie dotarł nigdzie poza pocztę…

Dawid rozchylił ostrożnie kopertę, wyciągnął zeszytową kartkę złożoną na pół i zaczął czytać na głos:

Kochany Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Szymek Kaczmarek, mieszkający przy ulicy Mickiewicza 21. Mam dziewięć lat, chodzę do trzeciej klasy. Bardzo lubię grać w piłkę i biegać z kolegami.

Mieszkam z mamą Elżbietą i babcią Haliną. Ostatnio przeprowadziliśmy się do małego, starego domku, gdzie dobrzy ludzie nam pozwolili zamieszkać.

Kiedyś mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata pił wódkę i bił mamę. Mnie też często się dostawało. Mama ciągle płakała z babcią Haliną, to mama taty. Płakaliśmy we trójkę. Było nam źle. Uciekliśmy z babcią.

Święty Mikołaju, chciałbym cię prosić, żebyś pomógł mamie znaleźć nową pracę. Myje teraz podłogi, a nie może się schylać boli ją kręgosłup. Proszę, podaruj jej nowe sukienki, bo stare są już podarte. Mama jest wysoka i szczupła. Piękna!

Babci przynieś, proszę, lekarstwa na bolące kolana. Ciężko chodzić, choć nie jest stara. I babcia bardzo marzy o ciepłym szlafroku, bo marznie. Babcia jest niska i drobna.

A ja marzę o pięknej choince z lampkami i kolorowymi bombkami. Dawniej mama ubierała choinkę i mieliśmy święto. Dopóki tata nie przyszedł pijany i nie przewrócił drzewka…

Czekam na Ciebie, kochany Mikołaju.
Szymek Kaczmarek.

Dawid skończył i spojrzał na żonę, a w jej oczach zalśniły łzy.

Matko, przecież serce pęka… Biedny chłopak, uciekli od pijaka i nie mają na nic… Takie piękne, niewinne prośby nie dla siebie, dla mamy i babci. Dla siebie poprosił tylko o choinkę…

Widać, co przeszedł z ojcem… I matka choćby teściowej nie zostawiła, tylko wzięła z sobą. Muszą być naprawdę dobrzy. Dawidzie, a może my spełnimy marzenia Szymka? Co sądzisz?

To byłoby piękne, Wiolu. Przecież sama wiesz, jak ojciec pił… Ile się razem wycierpiałyśmy z mamą… Szkoda, iż ona nie miała odwagi uciec do końca… Ja wiem jedno jeżeli możemy pomóc, to zróbmy to.

Wiesz, u nas w pracy szukają kogoś na recepcję. To niezła pensja i nie trzeba się schylać. Zaproponuję to Elżbiecie.

Pożyczymy stroje Mikołaja i Śnieżynki od Małgosi i Tomka, pójdziemy do Szymka. Niech dziecko uwierzy w cuda! Przygotujemy im prawdziwe święta!

Kupię babci lek na stawy, ten co lekarz mamie przepisywał. I różowy szlafrok, i dla mamy ładną sukienkę. Rozmiar pewnie taki jak u mnie, jak z opisu wynika. Teraz przed Bożym Narodzeniem są promocje, coś ładnego się znajdzie.

Nas, na szczęście, na to stać. Sprawmy, żeby te święta naprawdę były dla nich wyjątkowe powiedziała z przekonaniem Wiola.

Jestem za! Dobrze, iż mam taką wrażliwą żonę, Wiolko.

Dawid przytulił żonę z wdzięcznością. To szczęście, gdy ludzie rozumieją się bez słów.

Następnego dnia Wiola kupiła prostą, elegancką, ciemnozieloną sukienkę, ciepły szlafrok dla babci, lekarstwa, słodycze, mandarynki oraz pudełko z bombkami na choinkę. Dawid stwierdził, iż dorzuci niedrogi telefon dla Szymka pewnie nie ma własnego telefonu.

Pożyczyli od znajomych stroje Świętego Mikołaja i Śnieżynki, Dawid kupił niewielką, ale piękną sztuczną choinkę.

Wieczorem, przebrani, spakowali wszystkie prezenty do ogromnego worka. Dawid schował drzewko do bagażnika i ruszyli pod adres z listu. Maks został u babci.

Stary domek z przekrzywionym płotem, w oknie paliło się światło. Dawid wziął choinkę, Wiola worek zapukali do drzwi.

Kto tam? otworzyła drzwi wysoka, jasnowłosa kobieta, wyraźnie Elżbieta, mama chłopca.

Zobaczywszy Mikołaja, zamrugała zaskoczona.

Przepraszam, ale my niczego nie zamawialiśmy… Chyba pomyliliście adres…

Czy tu mieszka Szymek Kaczmarek?

Tak, to mój syn…

Mamo, kto to? Szymek wybiegł z pokoju w dresowych spodniach i swetrze. Ojej! Święty Mikołaj!

Witaj Szymku! Dostałem twój list i dlatego przyszliśmy z moją Śnieżynką. Zaproście nas!

Mamo! On dostał mój list! Ten pan go znalazł i dotrzymał słowa! Ale super! Wejdźcie! wykrzyczał uradowany Szymek.

Elżbieta uśmiechnęła się, przepuściła ich do środka. Z pokoju wyszła niska, szczupła starsza kobieta babcia Halina. Szymek, widząc choinkę, aż zaświecił oczami.

To dla nas? Śliczna, jak pachnie świętami…

Tak, Szymku, każde dziecko powinno mieć choinkę. Oto bombki i lampki sami potem udekorujecie. I są jeszcze prezenty! Ale najpierw musisz coś powiedzieć zaśpiewać, wyrecytować, jak to u Mikołaja bywa…

Dawid grzmiał niskim głosem, tak by brzmieć poważnie. Szymek przełknął ślinę i nie mógł sobie przypomnieć żadnego wiersza. Patrzył jednak z zachwytem na Mikołaja i śnieżnobiałą brodę z czapką.

Szymku, wiem, iż jesteś dobrym chłopcem tak mi doniosła sroka. Kochasz mamę i babcię, pomagasz, dobrze się uczysz.

Teraz wyciągaj prezenty z worka! Sam!

Szymek pełen emocji spojrzał na mamę ta kiwnęła głową. Spokojnie rozwiązał worek szlafrok dla babci, wstążka czerwona, ładnie zapakowany. Rozwinął materiał.

Babciu, dla ciebie! Pisałem w liście! Masz!

Dla mnie?! Jejku… babcia była wzruszona, zarzuciła szlafrok na plecy i zawiązała pasek. Leży idealnie.

Dziękuję, Święty Mikołaju i Śnieżynko! Nigdy takiego nie miałam mówiła przez łzy szczęścia.

Szymek wręczył mamie sukienkę, babci lekarstwa. Obie patrzyły z niedowierzaniem.

W końcu wyciągnął wielką torbę z cukierkami, mandarynkami i pudełko z nowym telefonem.

Dla mnie? Telefon? Naprawdę? Dziękuję! Święty Mikołaju, jesteś najlepszy! Wiedziałem, iż jesteś i mnie nie zawiedziesz! wykrzyczał Szymek przez łzy szczęścia.

Dużo zdrowia i euforii dla waszej rodziny! A my już musimy ruszać dalej.

Dawid i Wiola zebrali pusty worek i ruszyli do wyjścia. Szymek z zachwytem oglądał pudełko z telefonem. W drzwiach stanęły mama i babcia.

Powiedzcie, kim jesteście? Skąd znacie Szymka?

Znalazłem jego list. Razem z żoną chcieliśmy uszczęśliwić chłopca. Macie wspaniałego syna.

Dawid wręczył Elżbiecie wizytówkę. Potrzebujemy teraz kogoś do recepcji. jeżeli byłaby pani zainteresowana, proszę zadzwonić.

Bardzo dziękujemy, to niespodziewane… Szymek marzył o cudzie i dzięki Wam stał się on prawdziwy…

Dawid i Wiola wracali w milczeniu. Szczere uśmiechy dzieci i wdzięczność rodziny były najpiękniejszym prezentem. Dawid wiedział, iż najbardziej wartościowe są chwile, których nie kupi się za żadne pieniądze. A to, co zrobili, pozostanie w jego sercu na zawsze.

Idź do oryginalnego materiału