List do Świętego Mikołaja, zgubiony na śniegu: Poruszająca opowieść o małym chłopcu z Warszawy, któr…

twojacena.pl 17 godzin temu

List do Świętego Mikołaja

Słuchaj, wracałem sobie wczoraj z pracy przez Zawiercie, śnieg pod butami cicho skrzypiał, i jakoś tak dzieciństwo mi się przypomniało. Zjeżdżanie na teczce z górki pod blokiem, bitwy na śnieżki, lizanie sopli Czasy złote, serio!

Nagle słyszę płacz. Patrzę, a na ławce siedzi chłopczyk, może dziewięć lat, w brązowym płaszczyku i szarej czapce, łzy mu lecą po twarzy jak grochy.

Podchodzę bliżej, pytam:
Hej mały, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?
A on na to przez szloch:
List zgubiłem Miałem w kieszeni, idę, patrzę, nie ma
I znowu łzy.

Nie płacz, zobaczymy razem, może się znajdzie. Co to za list, do mamy miałeś zanieść na pocztę?
Nie To do Mikołaja napisałem, mama choćby nie wie
Ojej, no to klops Ale spokojnie, najwyżej jeszcze raz napiszesz.
Ale wtedy już nie zdąży dojść
Wiesz co, lepiej biegnij do domu, bo już robi się ciemno. Ja spróbuję poszukać twojego listu, dobra?
Ale naprawdę go pan wyśle, jeżeli znajdzie?
Słowo harcerza! Mikołaj zna każde dziecko i wie, co się do niego pisze. choćby jak nie znajdę, on i tak coś dla ciebie wymyśli.

Mały wytarł twarz rękawem i pobiegł do domu. Szkoda mi się go zrobiło pewnie marzy o czymś, starał się A tu taka niespodzianka.

Masz, przypomniałem sobie, jak sam kiedyś pod choinką znajdowałem prezenty i wierzyłem, iż Święty Mikołaj przeczytał mój list. To było tak dawno Ale już niedługo mój własny synuś, Staś, też zacznie pisać takie listy póki co ma cztery lata i dopiero się uczy literek.

Idę sobie dalej, rozglądam się, ale nigdzie listu nie widać. Ech, szkoda dzieciaka, pewnie się przejął
I nagle! Wystaje coś z zaspy. Patrzę róg koperty! Wyciągam, mokra, już nieco zmięta, ale cała.

Schowałem list delikatnie do torby i poszedłem do domu. Moja Zosia robiła kolację, Staś bawił się resorakami. Kurczę, jak ja kocham swoją rodzinę, ciepło, światełka w oknach To jest prawdziwe szczęście!

Zośka, wiesz co mi się dziś przytrafiło? Idę i widzę chłopaka, siedzi i płacze, bo zgubił list do Mikołaja. I patrz, znalazłem! Zerknijmy, co tam napisał
Na kopercie dziecięcym pismem: Do Świętego Mikołaja od Jasia Kowalskiego.

Pytam Zośki:
Otworzymy? interesująca jestem, o czym marzył?
Otwórz, przecież i tak ten list by nie poszedł dalej niż poczta. Sprawdzimy.

Ostrożnie rozwinąłem kartkę w kratkę, złożyłem na pół i czytam na głos:

Drogi Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Jaś Kowalski, z ulicy Mickiewicza 5, mam dziewięć lat i chodzę do trzeciej klasy. Lubię grać w piłkę i biegać po podwórku.

Mieszkam z mamą Basią i babcią Heleną. Niedawno przeprowadziliśmy się do starego domku, dobzi ludzie pozwolili nam tu zamieszkać.

Kiedyś mieszkaliśmy jeszcze z tatą ale tata pił wódkę i bił mamę, czasem mnie też. Mama z babcią (babcia to jego mama) i ja, wszyscy razem płakaliśmy Było źle. Uciekliśmy z babcią do tego miasta.

Mikołaju, proszę cię, pomóż mamie znaleźć nową pracę teraz sprząta, a nie powinna się schylać, bo ma chory kręgosłup. Podaruj jej też nowe sukienki, poprzednia bardzo się poniszczyła. Mama jest wysoka, szczupła i śliczna!

Dla babci poproszę lekarstwa na kolana, bo ciężko jej chodzić, choć nie jest bardzo stara. Babcia marzy jeszcze o ciepłym szlafroku, bo marznie. Jest drobna i niziutka.

A ja, Mikołaju, chciałbym piękną choinkę z lampkami i kolorowymi bombkami. Kiedyś mieliśmy taką z mamą, zanim tata się upił i przewrócił ją

Bardzo cię proszę, odwiedź nas,
Jaś Kowalski

Popatrzyłem na Zosię, a ona miała oczy zaszklone od łez.

Matko, serce się kroi mówi. Tyle złego przeszli, uciekli od ojca pijaka i teraz ledwo wiążą koniec z końcem. I tylko o mamie i babci prosił, dla siebie kilka Dzieci teraz tak rzadko tak piszą.

Zauważ, choćby babcię mamie zabrały, nie porzuciły jej komentuję. Widać dobre, ciepłe osoby. Zośka, a jakbyśmy tak spróbowali spełnić to jego życzenie, co myślisz?
To byłoby wspaniałe, Michał. Sama miałam ojca alkoholika Wiesz, ile się wycierpiałam. Mój dom też nie był rajem. Szkoda, iż moja mama nigdy nie miała odwagi odejść.

Wiesz, w mojej firmie szukają w tej chwili kogoś do pracy w recepcji, może by Basi spróbować zaproponować? Dobra pensja, kręgosłupa nie zmęczy przyszło mi do głowy.

To jest genialne! A wiesz mam jeszcze w szafie kostium Mikołaja, pożyczymy od sąsiadki strój Śnieżynki. Zrobimy Jasiowi i jego rodzinie prawdziwe święta. Ja kupię babci opakowanie leków na stawy, które mojej mamie pomagały. Znajdę też porządny ciepły szlafrok i sukienkę dla mamy. Niedrogo, a euforii co niemiara! Zobaczę jeszcze jakieś słodycze i duży worek mandarynek, no i bombki. Teraz, przed świętami, same promocje! Kasy mamy w sam raz, a czy nie warto zrobić komuś taki prezent, co Ty na to?

Jasne! Chyba, dla takich rzeczy się żyje, Zosieńko uśmiechnąłem się i przytuliłem ją mocno. Kiedy się człowiek dogaduje z własną żoną co do najważniejszych spraw, to najpiękniejsza rzecz na świecie.

Następnego dnia Zosia poszła na zakupy: elegancka, ale prosta ciemnozielona sukienka, różowy szlafrok z mięciutkiego frotte, lekarstwa dla babci, słodycze, mandarynki, nowe bombki na choinkę. A ja jeszcze dorzuciłem tani, ale ładny telefon pewnie Jaś nigdy nie miał swojego. Pożyczyliśmy stroje Mikołaja i Śnieżynki od sąsiadów, zapakowaliśmy prezenty do wielkiego worka. Spakowałem też nową sztuczną choinkę taką malutką, z lampkami.

Staś został u teściowej, a my ruszyliśmy na Mickiewicza 5. Stary, trochę przekrzywiony domek, podniszczony płot. W oknie się świeciło, byli w domu.

Zapukaliśmy. Otworzyła wysoka, ładna kobieta w wieku około 35 lat od razu widać, mama Jasia, Basia.

Popatrzyła na Mikołaja w progu jakby była w szoku.
Chyba się państwo pomylili, my nie mamy zamówionej wizyty Mikołaja

Czy tu mieszka Jaś Kowalski? pytam głosem basowym.
Tak, to mój syn.
Mamusiu, kto to? wypadł z pokoju Jaś, w spodniach dresowych i swetrze. I nagle wykrzyknął:
Ooo! To Mikołaj!
Dzień dobry, Jasiu! Znalazłem twój list, dlatego dziś z wnuczką Śnieżynką przyszliśmy do ciebie! Możemy wejść?
Mamo! Widzisz, mówiłem, iż on znajdzie! Wujek obiecał! Ale super! Wchodźcie, proszę!

Basia się uśmiechnęła i zaprosiła nas do środka. Z pokoju wyszła jeszcze babcia malutka, drobna pani. Gdy zobaczyła choinkę, oczy Jasia zabłysły jak latarki.

Ta choinka dla nas? Ale piękna, pachnie świętami

Tak, Jasiu, każdemu dziecku należy się śliczna choinka. Są tu dla was też ozdoby, lampki Ale najpierw tradycja: prezent dostaje się za wierszyk albo piosenkę!

Starałem się mówić takim poważnym, mikołajowym głosem. Jaś aż z wrażenia zaniemówił! Ale potem gwałtownie wykrztusił piosenkę z przedszkola, wszyscy się uśmiechaliśmy.

Jaś, wiem, iż jesteś dobrym chłopakiem, bardzo kochasz mamę i babcię, pomagasz, dobrze się uczysz Za to właśnie Święty Mikołaj przychodzi! Wyciągnij prezenty z worka i rozdaj rodzinie.

Malec spojrzał gwałtownie na mamę, ta uśmiechnęła się zachęcająco. Otworzył worek Najpierw szlafrok piękny, przytulny, dla babci, w pudełku z kokardką.

Babciu, to dla ciebie! Pisałem o tym w liście.
Dla mnie?! No niemożliwe babcia poczuła się wzruszona, od razu narzuciła na siebie szlafrok.
Proszę bardzo, pani Heleno, niech się pani ogrzewa! mówię.
Bardzo dziękuję, nigdy nie miałam takiego pięknego szlafroka

Potem Jaś wyciągnął sukienkę dla mamy, lekarstwa, bombki, cały worek słodyczy i mandarynek A na samym końcu paczka ze telefonem. Jaś nie dowierzał miał telefon TYLKO DLA SIEBIE! Przytulił mnie, nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.

Dziękuję, Święty Mikołaju, dziękuję! Zawsze wierzyłem, iż jesteś i nigdy nie zawodzisz! krzyknął przez łzy.

Życzymy zdrowia i radości, kochani. Nam już czas iść dalej, dzieci czekają! pożegnaliśmy się.

Mama i babcia wybiegły do korytarza:
Kim państwo jesteście? Jak trafiliście tutaj?
Znalazłem list Jasia i chciałem razem z żoną zrobić mu prawdziwe święta. Wasz syn to wspaniały chłopak, zasługuje na wszystko, co najlepsze! Tu jest list i wizytówka, oddzwoni pani, bo w naszej firmie szukamy recepcjonistki idealnie by się pani nadawała.

Rany, dziękujemy z całego serca Jaś miał cichą nadzieję na cud, a wy uczyniliście go prawdziwym!

Wracaliśmy z Zośką w milczeniu, ale z ogromnym ciepłem w sercu. Sprawiliśmy małemu i jego bliskim najpiękniejsze święta. I wiesz co? Dać prezent, szczególnie komuś, kto naprawdę potrzebuje, daje więcej szczęścia niż go dostać. A pieniądze? Zarobimy jeszcze tysiąc razy tyle. Tych emocji, wdzięczności i dziecięcej euforii nie da się kupić za żadne złotówkiGdy zamykaliśmy za sobą furtkę, śnieg cicho padał, a z okienek domku sączyło się migające światło choinkowych lampek. Gdzieś daleko w oddali, ktoś puszczał kolędy niosły się po cichutku przez miasteczko, aż po same gwiazdy. Milczeliśmy przez chwilę, każdy zajęty swoimi myślami, ogrzewając dłonie w kieszeniach i serca czułością.

Zośka przystanęła nagle, spojrzała na mnie, a potem w niebo.
Myślisz, iż Staś kiedyś zrozumie, ile może znaczyć zwykły dobry gest?
Wierzę, iż tak. Dzieci uczą się patrząc na nas. jeżeli zobaczy, iż warto pomagać, iż lepiej dawać niż brać będzie wiedzieć.

Przypomniałem sobie chłopca na ławce, jego łzy i nadzieję, którą miał w głosie. Pomyślałem o innych, którym czasem brakuje tylko iskierki, by znowu uwierzyć w cuda. Może każdy z nas w środku jest trochę takim Jasiem, który czeka na znak, iż nie jest sam?

Śnieg padał coraz gęściej, tłumił dźwięki miasta, zasłaniał ślady. Ale ten wieczór zostawił w nas coś, czego żadna zima nie zdoła przykryć. Bo cichy dobroć, ukryty uczynek to najpiękniejszy prezent, jaki można dać i dostać.

A może właśnie dlatego Mikołaj istnieje naprawdę Za każdym razem, gdy ktoś, zupełnie zwyczajny człowiek, wybierze, żeby spełnić czyjeś marzenie.

Idź do oryginalnego materiału