Mama Kasia

newskey24.com 6 dni temu

Mama Basia

Co ty tu tak chlupiesz? Jakby mało było wilgoci na dworze, to jeszcze tu robisz kałuże!

Potężna, szeroka niczym wiejska chata kobieta opadła na ławkę obok Kingi.

Ale dziś parno! I ten deszcz od rana. Teraz aż duszno, jak w saunie. Dzień jeszcze się dobrze nie zaczął, a ja już cała mokra!

Kobieta wyciągnęła z torby butelkę z wodą i po chwili udało się jej odkręcić korek.

Chcesz? wyciągnęła butelkę w stronę Kingi. Podobno jak się napije wody, to człowiek może się uspokoić. Mnie to nie pomaga. Wiadro bym wypiła i nic.

Kinga ze strachem patrzyła na dziwną sąsiadkę z ławki. Za co jeszcze taka kara? Co takiego zrobiła, iż oprócz wszystkich nieszczęść teraz jeszcze i to? Dokładniej, ta kobieta…

Nigdy nie lubiła osób otyłych. Przynosiły jej na myśl smutek. Jak można tak siebie nie szanować? Czy naprawdę tak ciężko zrobić kilka ćwiczeń, pomyśleć o innych? To przecież nieestetyczne! Te fałdy, za duże ubrania, pot, zapach… Fuj! Kinga przypomniała sobie, jak kiedyś z przyjaciółkami w spa widziały otyłą kobietę w basenie.

Ja do wody nie wchodzę, dziewczyny! Dla mnie na dziś koniec Liza, najlepsza przyjaciółka Kingi, wyprostowała się, prezentując idealne, opalone ciało. Dużo pracy na siłowni, prywatny trener…

Czemu? Planowałyśmy tu spędzić cały dzień.

Z tym? Liza z niesmakiem wskazała palcem za siebie. choćby patrzeć nie mogę. Odwracam się i wychodzę!

Tego monologu nie chciała już więcej wspominać. Słowa Lisy ją dotknęły, ale nie była hipokrytką po części się z nimi zgadzała. jeżeli nie potrafisz o siebie zadbać, zostań w domu Liza miała trochę racji.

A teraz siedziała obok kobiety co najmniej dwa razy większej niż ta z basenu. I nie dosyć, iż siedziała kobieta wciąż coś mówiła! Ale Kinga nie miała siły, by zejść z ławki. Spędziła tam już kilka godzin najpierw płakała, później tylko gapiąc się w mur przed sobą. Nie miała dokąd pójść, tylko dworzec.

Od niechcenia zaczęła słuchać kobiety i na chwilę zamarła.

Taka ładna, a torby nie ma, żadnej walizki. Czyli nie wyjeżdżasz. Może kogoś czekasz? Albo nie masz gdzie iść?

Kinga oderwała wzrok od ściany i spojrzała na kobietę.

Jej dobroduszna twarz z policzkami jak z bajki, rozjaśnił uśmiech, który momentalnie zniknął, gdy Kinga szlochnęła i niespodziewanie rozpłakała się na głos. Nigdy nie potrafiła wyjaśnić, co sprawiło, iż pozwoliła się kobiecie objąć i utulić. Głowę przytuliła do lnianej bluzki kobiety, a ta natychmiast przesiąkła łzami. Kinga ku swojemu zdziwieniu poczuła zamiast nieprzyjemnego zapachu jedynie delikatny aromat kwiatów. Czy tak pachnie proszek, którego używa ta kobieta? A może naprawdę płucze rzeczy w ziołach? Zaczęła zgadywać, ale nagle przestraszona odsunęła się już wiedziała, dlaczego ten zapach był znajomy. Tak pachniały ręce jej mamy, której prawie nie pamiętała zginęła, gdy Kinga miała pięć lat. Zostało tylko wspomnienie łąki usianej polnymi kwiatami, gdy mama plotła dla niej wianek. To był ten sam zapach.

Czego się mnie boisz? Kto cię skrzywdził?

Kinga zaprzeczyła, ale po chwili kiwnęła głową.

A fe, ludzie podli! Taka krzywda dla dziecka kobieta wyciągnęła zawiniątko i czerwone jabłko. Proszę! Jedz!

Gdy rozwinęła kanapkę, do Kingi dotarł intensywny zapach ślina zebrała się jej w ustach, aż zacisnęło ją w żołądku. Od wczoraj nic nie jadła, a nie miała pieniędzy, by coś kupić.

Trzymaj, z szynką z kurczaka. Sama robiłam, zdrowa, domowa. Jedz, bo taka chuda jesteś, iż aż przykro patrzeć!

Ja nie jem mięsa… Kinga odwróciła się.

Co mówisz? kobieta wsunęła jej kanapkę do dłoni, udając, iż nie słyszy, a jabłko przełamała na pół.

Nic… Kinga podziwiała mocne, niewypielęgnowane dłonie kobiety i poczuła, iż pójście na pociąg nie było najlepszym pomysłem. Zanurzyła zęby w kanapce i zawyła z rozkoszy.

Smakuje? A widzisz! Reszta to głupoty.

Kobieta pokręciła się jeszcze na ławce i spojrzała na Kingę, która już pożerała drugi kawałek kanapki.

Jedz, jedz spokojnie! I opowiedz, co się stało, iż jesteś tu bez walizki, sama, bez pieniędzy zgadłam?

Kinga przytakiwała po cichu, ocierając łzy, które same napłynęły.

No dobra, najpierw opowiedz, potem będziesz płakać ile trzeba. Albo może razem się pośmiejemy.

Nie chciała mówić o tym wszystkim. Ale chyba nie miała wyjścia. To była jej historia i choć nie była wyjątkowa, innej nie miała.

Z domu uciekła poprzedniego wieczoru. Ojciec powiedział, iż nie jest jego córką, a niedługo urodzi mu się własne dziecko. Słowa „nie jesteś moją córką” nie mogła przeboleć. Mężczyzna, którego uważała za tatę, nie był nim?! To wywróciło jej świat do góry nogami. Przez lata nigdy niczego nie podejrzewała.

Z macochą nie dogadała się. Małgorzata była tylko kilka lat starsza od Kingi i od razu pokazała swoje nastawienie sztuczne uprzejme. gwałtownie pojawiły się przytyki, łzy i kłótnie z ojcem. Kinga miała wrażenie, iż mieszka w kiepskiej powieści. Ostatnią kroplą był wieczór, gdy ojciec pokazał w gabinecie papiery adopcyjne: adoptował ją, gdy miała trzy miesiące. Kim byli jej rodzice, nie dowiedziała się nigdy albo ojciec nie wiedział, albo powiedzieć nie chciał.

Połowę nocy przesiedziała wlepiona wzrokiem w ścianę, potem narzuciła kurtkę i wyszła. Nie wiedziała, co dalej. Rano dotarło do niej, iż musi iść na dworzec. Telefon rozładowany, z nikim rozmawiać się nie chciało. Bliskich koleżanek nie miała przez ciągłe przeprowadzki nie zawiązała stałych znajomości. Reszta miała tylko jedno w głowie: „Kochaj siebie, miej wszystko gdzieś wtedy odniesiesz sukces”. Tylko w bajce lubiła diabełka, który protestował przeciwko temu hasłu. Jej maskotka z tym rysunkiem długo wisiała przy plecaku.

Kobieta słuchała uważnie, nie przerywała, nie zadawała zbędnych pytań. Gdy Kinga skończyła, kobieta wręczyła jej paczkę chusteczek.

Osusz łzy.

Grzebiąc w wielkiej torbie wyjęła stary telefon z dużymi przyciskami.

No, weź, dzwoń do ojca. Albo chociaż napisz, iż żyjesz to ważne. choćby jeżeli nie jest ojcem roku, niech wie, iż nic ci nie jest.

Patrzyła jak Kinga pisze wiadomość i po chwili, poprawiając bluzkę mokrą od łez, wstała zdecydowanie.

Nazywam się Basia, mieszkam pod Krakowem, na wsi. Pojedziesz ze mną? Lepiej tak, niż tu siedzieć.

Ale po co?

Jak po co? Basia uśmiechnęła się, łapiąc ją za brodę. Bo nie ma obcych dzieci. I nie można pozwolić, by dziecko zostało samo.

Ale ja już nie dziecko…

Oj, jeszcze jakie! Chodź, musimy kupić bilet, bo pociąg nam ucieknie.

Tak Kinga trafiła do Barbary Malinowskiej.

W drodze Basia już więcej nie dopytywała. Później wyjaśni Kingdze, iż w każde serce trzeba umieć wejść z wyczuciem.

Ktoś chce się podzielić bólem, ktoś potrzebuje czasu. Najważniejsze wiedzieć, kiedy rozmawiać wtedy dowiesz się wszystkiego, choćby najbardziej ukrytych spraw.

Zmęczona Kinga zasnęła i obudziła się, gdy Basia obudziła ją na stacji.

Wstawaj, jesteśmy na miejscu!

Na małej stacyjce Basia przywitała się z wysoką, chudą kobietą.

Mamuśka Basia! Druga kolej żegnałam, bałam się, iż nie dojedziesz. Jak tam mała Justynka?

Dobrze. Opiekują się z Piotrkiem. Za kilka dni do nich pojadę.

A lekarz mówił coś?

Wszystko ma być zrobione, choć młody jest jeszcze, ale wydaje się mądry.

A kto to? zapytała zerkając na Kingę.

Mniej pytań, Sylwia. Jesteśmy z drogi i głodne!

Dobrze, dobrze! Jedziemy!

Stary fiat wydał się Kindze zabawny, aż parsknęła.

Co? To mój brat Sławek robił aerografię, ładny, nie?

Aerografię Kinga poprawiła mimowolnie, patrząc na kota namalowanego na drzwiach.

Mamuśka, gdzie znalazłaś taką mądrą? Sylwia roześmiała się.

Na dworcu.

Tak samo jak mnie… Sylwia popatrzyła na Kingę z ciekawością. Umiesz rysować?

Tak, skończyłam plastyczną szkołę.

No, Sławkowi się spodoba! On samouk, nigdy nie uczył się nigdzie, a robi super.

Niesamowite! Kindze zaświeciły się oczy. Profesjonalna robota.

Opowiesz mu sama. Jedziemy, pewnie już czekają!

Kto?

Zobaczysz!

Sylwia prowadziła samochód tak, iż Kinga zamykała oczy na zakrętach.

Nie szalej tak, Sylwio, nie wszyscy przyzwyczajeni! Basia zaśmiała się, patrząc w tył.

Pozna się! Sylwia zatrzymała nagle przed bramą dużego domu. Jesteśmy!

Gdy wybiegały dzieciaki witające samochód, Kindze zesztywniały kolana.

Wszystkie moje, dziecko! Basia z trudem wysiadła z samochodu. Ale nie martw się, ja mieszkam sama. One po prostu zawsze tu przychodzą, blisko mieszkają, więc mój dom zawsze pełen ludzi. Chodź, nie krępuj się!

Dzieci radośnie przytuliły Basię. Duże ręce pogłaskały po głowach.

Moje skarby!

Z rodziną Basi Kinga zaprzyjaźniała się przez tydzień. Trudno było ogarnąć, kto do kogo należy, aż Sylwia przyjechała zostawić synka pod opieką Basi i przy okazji pokazała Kindze, kto jest kim.

Patrz! Sylwia szeroko machnęła ręką tutaj mieszka Zosia, Michał, Anka, wszyscy już z rodzinami. Na drugiej ulicy Ola i Weronika Ola ma dwójkę dzieci, Weronika niedawno wyszła za mąż. Na drugim końcu wsi mieszkamy my z bratem Sławkiem i jest Ninka. Jej synek, Jarek, urodził się z wadą serca. Mają nadzieję na operację.

Sylwia, już mi się myli trochę.

Spokojnie, poukłada się. Jest nas trochę.

Basia to prawdziwa bohaterka, tyle dzieci wychować.

Sylwia zarechotała.

Przecież ona nas nie urodziła! Jesteśmy podrzutami, jak ty.

Kinga aż stanęła w miejscu.

Jak to?

Ot, historia. Chodź!

Dom Sylwii był niewielki, ale przytulny. Kuchnia pachniała czystością, białe firanki z haftowanymi kwiatkami. Kinga dotknęła koronki.

Podobają ci się? Te z niezapominajkami wyszyła córka Wiktoria.

Czyje dzieło?

Mojej córki. Gdy czekałam na dzieci, wyszywałam, żeby się nie nudzić. Wiktoria niezapominajki, Wania maki, a Liza stokrotki.

Piękne! Kinga podziwiała.

Mama mnie nauczyła. Gdy do niej trafiłam, nie potrafiłam nic. Rodzice pijacy, dzieciństwa nie pamiętam. Mama powtarzała, iż jak człowiek długo cierpi, zapomina, żeby nie zwariować.

Dysocjacyjna amnezja.

Co?

Utrata pamięci.

Skąd ty to znasz?

Chciałam studiować psychologię. Dużo czytałam. Interesowało mnie.

A czemu nie poszłaś?

Chorowałam dwa lata pod koniec liceum. Operacja kręgosłupa. Musiałam studiować zaocznie, tata płacił za czesne. Teraz nie będzie już płacił, a ja muszę znaleźć na studia.

Jasne…

Ty opowiadaj, ja słucham!

No, dobrze. Mama mnie biła, czasem tydzień leżałam…

Czemu cię nie zabrano z domu?

A kto by chciał? Sąsiedzi się skarżyli, ale bez skutku. W końcu w wieku trzynastu lat uciekłam, bo już nie dawałam rady.

Kinga zaniemówiła.

Dokąd?

Nigdzie… Nie miałam się gdzie podziać. Na dworzec. Z kieszeniami pełnymi drobnych na bułkę. Tam Basia mnie znalazła była wtedy w Krakowie. Nakarmiła i zabrała do siebie.

Tak samo jak mnie…

Tak. Basia ma talent znajduje takich jak my. Najpierw mnie wzięła, później Sławka, był jeszcze malutki. Z mamą nie mieszkałam już, gdy się urodził. Ale ogrom serca i pracy dla nas trudno opisać! Ale też jacy wyrośliśmy!

Sylwia, Basia ma swoje własne dzieci?

Nie. Widzisz przecież. Wiesz, czemu jest taka?

Myślałam, iż po prostu jest… duża.

No właśnie. Nie tylko ma cukrzycę. Od dawna. Serce słabe. Ukrywała to przed opieką społeczną, bo wtedy nie mogłaby przygarniać dzieci. Leczyć się zaczęła, jak już nie miała wyjścia. Jej siostra lekarka do dziś jej pomaga. Sylwia zamyśliła się. Każdy się dowie powiem ci wszystko, ale Basi nie mów.

Kinga kiwnęła głową.

Była piękna jako młoda dziewczyna. Wszyscy się za nią uganiali, ale chciała być lekarzem. Zabrakło jej kilku punktów do medycyny, miała próbować za rok jeszcze raz, ale w międzyczasie się zakochała, wyszła za obcego chłopaka. Basia nigdy nie opowiadała, co tam się działo. Kiedyś lekarz się zdziwił, iż ma dużo starych złamań żebra, palce… Basia tylko powiedziała mąż i nic więcej nie wyjaśniła. Od jej siostry wiem, iż były mąż trafił do więzienia za znęcanie się nad nią. Uciekła, wróciła do domu, opiekowała się rodzicami, potem została zupełnie sama. Siostra daleko, rzadko widują się osobiście. Męża już nie chciała, dzieci po tym wszystkim nigdy nie mogła mieć. Pojawiłam się wtedy ja, potem Zosia, inni. Basia mówi, iż znajdowaliśmy ją sami. O każdym z nas można by książkę napisać. Nikomu nigdy nie odmówiła, wszystkim pomogła. O dokumenty, mieszkania, świadczenia walczyła jak lwica. Sąsiedzi do niej chodzili, gdy chcieli sprzedać dom najpierw do niej na konsultacje.

Skąd ona ma na to wszystko pieniądze? wyrwało się Kindze.

Mądre pytanie uśmiechnęła się Sylwia. Dostaje trochę z państwa, ale wywalczenie różnych rzeczy to przeprawa. Większość to dzięki Pawkowi.

Komu?

Pawkowi. Też go znalazła na ulicy, chory, zaniedbany, porzucony. Ludzie odwracali wzrok. Ma zaburzenia rozwojowe, uciekł z domu, zgubił się. Mimo poszukiwań nikt go nie znalazł, aż trafił na Basię i już się jej nie puścił. Jego ojciec jest bardzo bogaty właściciel firm budowlanych i transportowych. Pawoł mieszka u niego, ale często przyjeżdża do nas, bo tylko Basia potrafiła się z nim dogadać. Ojciec pomaga i finansowo, i prawnie. Basia śmieje się, iż spotkała w swoim życiu nie księcia, a króla! Z jego pomocą jest łatwiej, ale Basia nigdy nie chciała go zostawiać i pracować u niego woli być z nami. Takie tu mamy swoje seriale, Kindziu! Uwierzylabyś, gdyby ktoś to opowiadał?

Nie! To jak z filmu…

Żyjemy i jesteśmy. I tylko dlatego, iż Basia była zawsze tam, gdzie nikt inny by nie dał rady… spojrzała na zegarek i zerwała się. Muszę obiad zrobić, zaraz Sławek będzie i mój mąż Rusłan.

Ja sobie pójdę…

Gdzie? Wyciągaj talerze, tu są na półce. Najpierw jesz, potem idziesz. Basia dziś u Zosi, szyją coś dla dzieci. Nie siedzisz sama w domu.

To, co działo się potem, wydawało się Kindze snem. Rodzinny obiad, śmiech dzieci, zmęczeni, ale szczęśliwi mężczyźni… Całe życie Kinga jadła sama, bo ojciec zawsze był w pracy. Po ślubie z Małgorzatą jadła zwykle osobno, żeby unikać konfliktów. Teraz bardzo chciała mieć rodzinę dom, dzieci, ludzi, którzy ją kochają i czekają. Nie spostrzegła, kiedy łzy zaczęły wpadać do talerza.

Ej, ja już doprawiłam! Sylwia objęła ją mocno i sięgnęła po ręcznik Wszystko już dobrze. Jesteś u siebie. Tu już nikt cię nie skrzywdzi.

Tego dnia pierwszy raz opowiedziała komuś wszystko o mamie, ojcu, Małgorzacie. Już nie krótko i bez szczegółów, ale wszystko. Z każdą frazą czuła, jak ból odchodzi, ulga rosła. Sylwia słuchała wyrozumiale, nie przerywała.

No dobrze… Słuchaj, Kinga. zaczęła Sylwia Nie miej żalu do ojca. Tyle lat cię wychowywał, przyjął jak własną. Teraz sobie nie radzi. Przecież całe życie myślał, iż dzieci nie będzie miał.

Kinga pokiwała głową.

Pewnie zrobił już test ojcostwa?

Skąd wiesz?

Bo to typ, co działa zamiast czuć. Takiego trudno ruszyć robi tylko to, co uzna za słuszne. Wybacz, iż tak mówię o twoim tacie…

Sylwia, dlaczego powiedziałaś, iż nie każdy umie radzić sobie z radością?

Sylwia położyła talerz do suszenia.

Bywa, iż wielkie szczęście potrafi człowieka przerosnąć i wtedy robi głupstwa. Tak jak u Niny gdy Semen pomógł im kupić dom, to szalała tak, iż wszyscy posiwieli. Piła z mężem, świętowali na całego, potem okazało się, iż jest w ciąży z Jarkiem. Przestała pić zamknęliśmy ją, pilnowaliśmy. Serhij sam przestał, do dziś nie rusza alkoholu. Nina długo bała się urodzić, buntowała się, ale w końcu się zdecydowała. Niestety Jarek dostał swoje wady wrodzone. Teraz trzeba operować, może się uda.

A dlaczego… Dlaczego Nina taka dzika?

W dzieciństwie do czterech lat żyła z psami w budzie zanim ktoś powiedział Basi, iż gdzieś jest taka dziewczynka. Basia przygarnęła i ją, i psa innej opcji nie było. Najda nie pozwoliła jej dotknąć tylko Basi.

Do kuchni wbiegła dziewczynka.

Ciociu Sylwio! Po Kingę przyszli! Babcia mówi, iż ma wracać!

Ira zawahała się, patrząc błagalnie na Sylwię.

Obudziłam? Przepraszam…

Nie, nie śpi. Jest z tatą w pokoju. Możesz do nich, jeżeli chcesz!

Dziewczynka wybiegła, a Sylwia spojrzała na Kindę.

To starsza córka Niny, świetna dziewczynka. Idź, Kinga, potrzebujesz samotności? Odprowadzę cię?

Nie trzeba. Kinga niespodziewanie przytuliła Sylwię. Dziękuję…

Za co? Nie znikaj pamiętaj, iż tu zawsze masz dom.

To takie dziwne, Sylwio… Tyle ludzi, nikt nie spokrewniony, a wszyscy jak rodzina…

To nie dziwne. Głaskała ją po włosach. Rodzina to nie tylko krew. Bywa, iż bliżej komuś do nas po sercu niż po więzach. I tak jest chyba mocniej.

Ojciec Kingi, który przyjechał po nią, nie bardzo wiedział, gdzie oczy podziać. Dziewczyna nie wiedziała, iż Basia odnalazła ojca i uczciwie z nim porozmawiała. Efektem tej rozmowy był teraz człowiek, który prosił o wybaczenie i powrót.

Nie, tato. Przepraszam, ale nie chcę. Nie chcę wam przeszkadzać, tak będzie lepiej.

Mogę wynająć ci mieszkanie.

Kinga spojrzała na Basię i skinęła głową.

Bardzo docenię twoją pomoc na początek. Znajdę pracę, muszę się przenieść na zaoczne studia i zacząć zarabiać.

Nie musisz. Ja wszystko załatwię.

Tato. Ja już sama muszę brać życie w swoje ręce. Uczyłeś mnie, żebym liczyła tylko na siebie. Tak właśnie robię.

Czyli nie ufasz mi już? ojciec posmutniał.

To nie o to chodzi. Tak trzeba. Ty zawsze mówiłeś polegaj na sobie. Teraz to sprawdzam.

Ojciec opłaci jej jeszcze studia. Skończy magistrówkę, zostanie jednym z najlepszych dziecięcych psychologów w Krakowie. Kolejki będą na tygodnie do przodu. Małgorzata urodzi syna, Kinga szczerze się ucieszy, ale kontakt z ojcem ograniczy do minimum nie z żalu, ale dlatego, iż jej nowa rodzina będzie bliższa. A gdy Basia, którą i ona, i reszta nazywać będzie mamą, zachoruje, dziewczyna rzuci wszystko, by się nią opiekować. Te pół roku po udarze będą dla niej najtrudniejsze i najpiękniejsze w życiu.

Będzie mieć wokół ludzi, którzy ją potrzebują którzy akceptują dokładnie taką, jaka jest. Zrozumie wtedy, co mówiła jej Sylwia.

Rodzina zrobi wszystko, żeby postawić Basię na nogi. Choć już nie będzie chodzić daleko i mówić wyraźnie, Sławek z Rusłanem zrobią piękną ławkę pod bramą. Basia będzie tam siedzieć, śmiać się na żarty dzieci:

No i jak mój tron? Wyśmienity! Może herbatki, wasza wysokość?

Wnuki będą biegać wokół, zapraszając do zabaw:

Babciu, widziałaś jak wysoko się huśtam? A Franek strzelił gola! Pierwszy raz! Do reprezentacji się nadaje!

Kinga wróci do Krakowa, gdy upewni się, iż Basia ma się najlepiej, jak się da.

A po kolejnych miesiącach na swoje wesele pierwszą zaprosi właśnie ją.

Mamo Basia, będziesz przy mnie?

Zawsze, córeczko, zawsze…

Bo w życiu najważniejsze jest to, co robimy z miłości choćby jeżeli nie rodzi się z krwi. Rodzinę można stworzyć z ludzi, którzy stali się sobie najbliżsi nie dzięki więzom, ale dzięki sercu. I wtedy szczęście wraca z nawiązką.

Idź do oryginalnego materiału